Skończmy z „wishful thinking” (myśleniem życzeniowym) w polityce międzynarodowej

Tytuły na portalach krzyczą: „Trump wywrócił stolik, koniec przyjaźni”. Optymiści, a zwłaszcza Ukraińcy, podniecają się tym, że prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki „wkurzony” grą na czas prezydenta Federacji Rosyjskiej postanowił dostarczyć – po raz pierwszy od kiedy ponownie urzęduje w Białym Domu – uzbrojenie Kijowowi. Ba, nawet rozpytywał Zełeńskiego, czy nasz wschodni sąsiad może zaatakować Moskwę.

Szereg komentatorów uznała te fakty – bo są to oczywiście fakty – za realną zmianę w polityce amerykańskiej. A ja na to realistycznie powiem, że owszem zmieniło się, ale jest to zmiana… czasowa. Nie cieszcie się nasi sąsiedzi, nie cieszcie się ci, którzy myślą, że Donald John Trump nagle przejrzał na oczy i teraz już będzie gonić Moskali. Nic bardziej mylnego. Taki „wishful thinking” czyli myślenie życzeniowe – swoiste polityczne „widzi mi się” – jest przejawem chęci widzenia rzeczywistości w dłuższej perspektywie nie taką, jaka ona jest, lecz taką, jaką owi „eksperci” chcieliby aby była.

Trzeba jasno sobie powiedzieć, co jest celem Waszyngtonu. Otóż strategicznym celem amerykańskiej administracji nie jest – jak za czasów Ronalda Reagana – zniszczenie państwa rosyjskiego. Tym celem jest oderwanie go od Chin. Celem jest zniszczenie, owszem, ale sojuszu Moskwy i Pekinu, a przynajmniej jego osłabienie.

Trump od lat słusznie diagnozuje, że największym przeciwnikiem/ wrogiem/ konkurentem USA jest Chińska Republika Ludowa. Chce zatem uczynić ChRL osamotnioną. Uderzyć w jej sojusze – jak w przypadku Rosji, a nawet udaremnić zwykłą poprawę stosunków bilateralnych, jak w przypadku relacji ChRL – Korea Południowa. Chińczycy sprytnie wykorzystują tu fakt wspólnych tragicznych doświadczeń obu narodów podczas okrutnej okupacji Japonii przed i w czasie II wojny światowej.

Co z tego wynika? D.J. Trump chce rzeczywiście szczerze zakończyć jak najszybciej wojnę w Europie Wschodniej – z czego wielu Polaków będzie zadowolonych – i otworzyć nowy rozdział w relacjach USA – Federacja Rosyjska i to rozdział bynajmniej nie wrogi – z czego wielu Polaków zadowolonych na pewno nie będzie.

Namawiam, aby postrzegać politykę zagraniczną jako grę na „long term” czyli w długiej perspektywie czasowej, a nie tylko komentować poszczególne ruchy i decyzje, upatrując w nich rzekomo radykalnych zmian strategii. Naprawdę warto zdjąć różowe okulary optymisty i używać mikroskopu realisty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *