Przebudzenie podmiotowości

Gdy administracja 13 grudnia jest niesprawna i przeciw polskiej racji stanu – obywatele muszą przejąć inicjatywę. Historia już wykazała, że dla PO największym zagrożeniem jest społeczeństwo obywatelskie.

Na granicy polsko-białoruskiej wojna hybrydowa, na zachodniej – polityczna, na południowej – brak odpowiedniej kontroli. Służby wyręcza szeroki ruch obywatelski. Administracja 13 grudnia uznaje granicę polsko-niemiecką za obiekt infrastruktury krytycznej (nie wolno przebywać, rejestrować). Policja i strażnicy graniczni mają „twardo reagować” za „podszywanie się pod służby”, „utrudnienia czynności” przez tzw. patrole obywatelskie. Mogą nakładać mandaty, stosować środki przymusu bezpośredniego, zatrzymania.

Mogłoby się wydawać, że dla administracji 13 grudnia większym problemem jest szeroki ruch społeczny obrony granic, niż niemiecki eksport migrantów. Dla PO-lityków wolontariusze to „samozwańcze bojówki, które sieją anarchię i wręcz zgorszenie”. To są rasiści, którzy selekcjonują ludzi bez podstaw – ocenia Alicja Łepkowska-Gołaś (KO). Aktywność tych osób wprowadza zamieszanie, narusza porządek społeczny i wywołuje strach u mieszkańców. To większe zagrożenie, niż nielegalna migracja – przekonuje Czesław Mroczek, wiceminister MSWiA.

Tymczasem funkcjonariusze niemieccy nie próżnują – penetrują dronami polską przestrzeń powietrzną, zagłuszają polskie drony, przewożą migrantów do naszego kraju, przerzucają ich przez rzekę graniczną, podrzucają w przygranicznych lasach. Cynicznie odstawiają na polskie terytorium ludzi, wymagających leczenia szpitalnego, bądź kobiety z dziećmi (trudno odmówić im pomocy).

Media niemieckie i polskojęzyczne oskarżają obrońców granic – „prawicowe grupy ekstremistyczne podsycają nienawiść do cudzoziemców”. Przekonują, że „prawo europejskie pozwala Niemcom podrzucać migrantów”. „Der Spiegel” stwierdza wręcz – Ruch Obrony Granic torpeduje niemiecką politykę migracyjną. Dla niemieckich mediów obywatelskie pilnowanie granicy przed nielegalnym eksportem migrantów to nieprzestrzeganie wartości europejskich. Helsińska Fundacja Praw Człowieka też występuje przeciwko samozwańczym obrońcom granic. Apeluje o reakcję władz na los migrantów, którzy mają przecież swoje prawa (przywileje). Los ofiar (tubylców) antycywilizacyjnego najazdu jest nieistotny.

Tymczasowa (przez miesiąc) i wyrywkowa (nie obejmuje wszystkich przejść granicznych) kontrola polskich granic okazuje się przedsięwzięciem prostackiego marketingu politycznego, mającego na celu oszukanie opinii publicznej. Zresztą trudno o wiarygodność, gdy niemiecka policja działa jak przemytnicy migrantów, a administracja 13 grudnia tropi wolontariuszy jak przestępców, zakazując nagrywania niemieckiej aktywności na granicy.

Syndrom okupacji

Trzech pierwszych prezydentów Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej (Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski) było agentami komunistycznych służb specjalnych. Czy elektorat był nieświadomy tych okoliczności, czy odpowiednio zmanipulowany medialne, czy wreszcie agenturalne korzenie mają nie stanowić przeszkody w pełnieniu funkcji publicznych – zresztą po demokratycznych wyborach – to zadanie dla politologów. W każdym razie elektorat nie wyzwolił się od komunistycznej przeszłości – czerwony czad nadal zamula jego świadomość. Dopiero 1 października Trybunał Konstytucyjny zajmie się sprawą delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, która do tej pory bezkarnie odwoływała się do zbrodniczej ideologii, co było wbrew konstytucyjnym zapisom.

Kosztowne Muzeum II Wojny Światowej – dzieło Donalda Tuska – miało być polskim wkładem w niemiecką politykę historyczną. I obecna dyrekcja tej placówki realizuje to powołanie, marginalizując bohaterów, a nawet świętych, którzy chlubnie zapisali się w polskiej historii. Maksymilian Kolbe, rodzina Ulmów, Witold Pilecki nie są dostatecznie wyeksponowani, czyli rugowani z pamięci narodowej. Wbrew faktom gdańskie muzeum miejskie reklamuje barbarzyńców z Wehrmachtu, wybielając pewnego słynnego dziadka, który miał zbiec z tej formacji, choć źródła tego nie potwierdzają. Z kolei Muzeum Obławy Augustowskiej nie eksponuje sprawców tego ludobójstwa, którzy spoczęli na cmentarzu dla zasłużonych, jak na przykład Maksymilian Schnepf.

Gdy w szkołach ogranicza się nauczanie historii, świadomością tożsamościową społeczeństwa łatwo manipulować. Kłamstwo ma spajać wspólnotę. Nawet tak szlachetna skądinąd idea obchodów Narodowego Dnia Pamięci o Polakach-ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach wschodnich została skażona niedomówieniem. Bo przecież sprawcami byli nie tylko bojownicy OUN-UPA, lecz znacznie szerzej – szowiniści ukraińscy – właśnie.

Z jednej strony proniemiecka polityka historyczna, z drugiej większość mediów polskojęzycznych w rękach kapitału niemieckiego. To one kształtują świadomość elektoratu i społeczeństwa obywatelskiego. Trzeba jeszcze do tego dodać zależności gospodarcze (rynek zbytu, tania siła robocza, penetracja kapitału, korporacji), infiltrację polityczno-naukową (stypendia, granty, ngo’sy, partyjne fundusze założycielskie) oraz przychylność administracji 13 grudnia dla zachodnich sąsiadów. Oto niemiecki minister spraw wewnętrznych dziękuje swemu polskiemu odpowiednikowi za dobrą współpracę transgraniczną (czyli podrzucanie migrantów), co jest przecież w jego interesie. Polskim interesem pozostaje – jak widać – wasalizacja polityczna.

Jeżeli polska minister edukacji głosi, że to polscy naziści budowali obozy koncentracyjne, to nic dziwnego, że młodzież nie będzie śpiewać czwartej zwrotki hymnu państwowego – „Moskal, Niemiec nie osiądzie/ Gdy jąwszy pałasza/ Hasłem wszystkich zgoda będzie/ I ojczyzna nasza”

Nieudolne (kryzys gospodarczy i finansów państwa), niesamodzielne (realizacja oczekiwań brukselsko-berlińskich) poczynania administracji 13 grudnia – jawią się jako agonalny paroksyzm Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej. Egzotyczna koalicja oszustwa i obciachu – zajęta utrzymaniem się na stołkach – nie ma poważnych propozycji dla obywateli, z których tylko część może zainfekować anty-PiS-izmem. Pozostali mają już dość demolowania wymiaru sprawiedliwości, zapaści gospodarczej, cenzurowania mediów czy ekscesów w relacjach międzynarodowych (wypuszczenie ruskiego szpiega, watykański donos MSZ, że biskupi podważają dobre stosunki polsko-niemieckie). Także tzw. warszawskiej demokracji, gdy prezydent Trzaskowski rozwiązuje pokojową demonstrację antyimigracyjną, zaatakowaną przez lewackich prowokatorów.

Ludzie nie dają się już zwodzić „solidarnością multi-kulti”, domagają się referendum w sprawie odrzucenia paktu imigracyjnego (migranci – nowi okupanci, jakby nie dość było tych z PO czy UE). Być może, odrzuciwszy go, będą domagali się wdrożenia paktu przemytniczego, który zlikwiduje przemyt i handel ludźmi. Jak na razie, poddani systematycznej obróbce medialnej, ankietowani (SW Research dla Onet) uważają, że po najbliższych wyborach sejmowych PiS wróci do władzy – 48,8%, przeciwnego zdania jest 26,1%.

Otwartość

Zwolennicy nielegalnej migracji (a w konsekwencji rewolucji kulturowej, zagłady cywilizacyjnej) nie podają racjonalnych argumentów za przyjmowaniem niezapowiadanych przybyszy, lecz specjalizują się w obrażaniu inaczej myślących (faszyści, naziści, bojówkarze, ksenofoby). Co prawda nikt nie widział nielegalnych migrantów oblegających urzędy pracy, ale ponad połowa ankietowanych Polaków opowiada się za obrońcami granic. Można w końcu zrozumieć, że krajowe lewactwo – tak jak światowe – potrzebuje uciskanych, którymi miałoby się posługiwać w kształtowaniu „nowego człowieka” (nie sprawdziła się klasa robotnicza, mniejszości seksualne – pozostali migranci), ale to nie oznacza akceptacji, tym bardziej że nielegalnym migrantom, a więc przestępcom, polskie sądy przyznają odszkodowania.

Zadziwia niefrasobliwość polskich służb, gdy przyjmują ludzi bez dokumentów, tożsamości, gdy osadzają migrantów w domach dziecka (a ci żądają praw szariatowych). Zacietrzewienie ideologiczne, czy brak wyobraźni – nieważne, bo bezpieczeństwo obywateli jest zagrożone.

Niezależnie od sporów na temat migracji, brukselska polityka migracyjna pozostaje poza traktatowa (więc nielegalna), poza zgodą obywateli czy referendum. To początek restrukturyzacji narodu, z czego nie zdają sobie (albo nie chcą) sprawy PO-litycy.

Wolontariat

Jeżeli idzie o migrantów – wszystkiemu winne homogeniczne społeczeństwo, a przede wszystkim „prawi ciemnogrodzianie”. Postkomunistyczna administracja 13 grudnia z biurokratycznym impetem występuje przeciw obrońcom granic. Policja i prokuratura – bo granice są szczelne, a media polskojęzyczne nie widzą migrantów. Zapowiedziała represje wobec uczestników antymigracyjnych marszów, jakie przeszły ulicami ponad 80 miast. Obudzony ruch kibicowski zapowiada obalenie rządu Tuska.

Obrońcy granic sprowokowali służby państwowe do działania. Teraz to one będą kontrolować ochotników, prowadzących obserwacje, instalujących fotopułapki, tak jakby obywatelska obrona granic była przestępstwem.

Po głośnym toruńskim morderstwie, mieszkańcy organizują patrole obywatelskie. Czy nimi też zainteresują się służby państwowe ? Czy też będą oskarżeni o podszywanie się pod funkcjonariuszy, jak ci na granicy? Bo już nielegalny prokurator bajdurzy o „przywłaszczaniu funkcji publicznej”. Zapomina o przestępczości przemytniczej migrantów popełnianej przez aktywistów, powiązanych z rządem. Niezależnie od tego, państwo które nie pilnuje swych granic nie zasługuje na istnienie czy szacunek. Obywatelskie nieposłuszeństwo to jedyna reakcja.

Mobilizacja

Niemiecki minister obrony, wizytując granicę polsko-białoruską, deklaruje pomoc w jej obronie. Nie dość, że niemiecka policja zajmuje się przemytem nielegalnych migrantów, to jeszcze będzie korzystać z pomocy wojska. Co na to straż graniczna, działacze ruchu obrony granic ? Bo już wiadomo, jak wpływa na bezpieczeństwo polskiego społeczeństwa niemiecka aktywność przygraniczna.

Gdy demokracja walcząca rozkwita jako wielobranżowa mafia polityczno-medialna, a samorządność terytorialna ewoluuje w kierunku mafii polityczno-korupcyjnej, PSL proponuje zniesienie liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, co ma przywrócić pełną samorządność lokalnym wspólnotom (od 2018 roku dwie kadencja po 5 lat). Dobre sobie – przywrócić dożywotnie kliki lokalnych kacyków (a PSL – elektorat). Tymczasem rzeczywistość skrzeczy, bo mieszkańcy coraz większej liczby miast organizują się przeciwko zarządcom, szczególnie w perspektywie lokalizacji centrów integracji cudzoziemców. I tu objawia się prawdziwe oblicze samorządności, bo zabrania się mieszkańcom uczestnictwa w sesjach rady (straż miejska przeciwko mieszkańcom). W wielu miastach rodzą się inicjatywy referendalne, by wyeliminować władze działające przeciwko obywatelom.

Anty obywatelska administracja 13 grudnia wywołała społeczne wzmożenie w kierunku samoorganizacji, samorządności, samostanowienia. W akcji „Tak dla religii w szkole ” zebrano 500 tys. podpisów. Przeciwko realizacji niemieckiej polityki historycznej w gdańskim muzeum miejskim protestowała fundacja „Łączy nas Polska”. Szczecińscy radni PiS zorganizowali sesję miejską, ale PO-radni zdezerterowali, a przedstawiciele Straży Granicznej nie przyszli.

Obywatele zdobywają się na podmiotowość. Nie chcą demokracji walczącej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *