Szafa Epsteina i ból głowy Trumpa

Tucker Carlson wzywa opinię publiczną do zadawania pytań, „których nikt nigdy nie próbował zadać”. „Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego to robił, w czyim imieniu i skąd pochodziły na to pieniądze?” – zastanawia się. I pyta dalej: „Jak to możliwe, że facet, który pod koniec lat 70. był nauczycielem matematyki w Dalton School bez dyplomu, stał się właścicielem wielu samolotów, prywatnej wyspy i największego domu mieszkalnego na Manhattanie? Skąd wzięły się na to pieniądze? I nikt nigdy nie dotarł do sedna sprawy, bo nikt nawet nie próbował. Co więcej, dla każdego, kto śledził wydarzenia, jest oczywiste, że ten facet miał bezpośrednie powiązania z zagranicznym rządem.”

Konserwatywny dziennikarz, była gwiazda telewizji Fox News i dobry znajomy Donalda Trumpa, mówił o Jeffrey’u Epsteinie, finansiście i pedofilu, który miał popełnić samobójstwo w nowojorskim więzieniu w 2019 roku. Nieboszczyk, oskarżony o handel młodymi dziewczynami w celach seksualnych, obracał się w kręgach wpływowych ludzi, wśród takich osobistości jak właśnie Trump, były prezydent Bill Clinton, brytyjski książę Andrzej, wielu celebrytów i ludzi obłędnie bogatych. Carlson mówił też, aby nie bać się pytań, czy pedofil był agentem Mosadu i czy to miało wpływ na jego późniejsze życie.

Zaskoczony rząd

W Białym Domu nie przewidzieli burzy, która nadeszła – co oczywiste – ze strony liberalnych mediów i demokratów, ale i z własnego grona, bo dość sporej grupy republikanów. Ale przyszła przede wszystkim ze strony najwierniejszych zwolenników prezydenta, członków nieformalnego ruchu MAGA, Make America Great Again. I rzecz szybko po kościach się nie rozejdzie.

Po dwóch tygodniach wiemy, że sprawa Epsteina wstrząsnęła administracją Trumpa. Stało się to po tym, jak dwie instytucje – Departament Sprawiedliwości (DOJ) i FBI – opublikowały informację, w której stwierdzono, że Epstein nie posiadał „listy klientów” i że nie ma dowodów na to, że usiłował szantażować globalne „elity”, które mogły dopuścić się przestępstw, w tym seksualnych. Poinformowano również, że – wbrew wielu spekulacjom i „teoriom spiskowym – popełnił w więzieniu samobójstwo. Zapowiedziano także wtedy, że nie będą ujawnione żadne dodatkowe dokumenty. I to był błąd.

Przy okazji DOJ opublikował nagranie z monitoringu, aby poprzeć ustalenie, że Epstein popełnił samobójstwo w nowojorskim więzieniu w 2019 roku. 11-godzinne wideo zostało nagrane przed celą więzienną finansisty w ostatnich godzinach jego życia, gdy oczekiwał na proces. Nagranie obejmuje obszar wokół celi – a nie to, co działo się w środku – ale nie widać nikogo wchodzącego ani wychodzącego.

Jednak po opublikowaniu nagrania pojawiło się więcej wątpliwości co do znacznika czasu, który najwyraźniej przeskakuje o minutę do przodu o północy. Spekulacje tylko się nasiliły.

Prokurator broniła również wywiadu, którego udzieliła w lutym, w którym stwierdziła, że na jej biurku leży „lista klientów” Epsteina. Powiedziała, że miała na myśli różne dokumenty związane ze sprawą i dodała, że tysiące godzin nagrań wideo, które były częścią sprawy, okazały się materiałami przedstawiającymi wykorzystywanie seksualne dzieci i nie zostaną upublicznione.

Obiecywali przejrzystość

Informacje te przeczyły twierdzeniom Trumpa, który w kampanii wyborczej opowiadał się za ujawnieniem dokumentów. Przeczyły też zdaniom wielu ważnych postaci z jego otoczenia od dawna twierdzącym, że Epstein kierował rozległą siatką pedofilską, w którą zaangażowani byli najpotężniejsi ludzie na świecie i uczestniczyli w przestępczym procederze, który rządy tuszowały, aby chronić te same elity.

Co ważne, niektórzy z najgłośniejszych propagatorów „teorii spiskowych” związanych z Epsteinem zostali później mianowani na najwyższe stanowiska w administracji Trumpa, w tym prokurator generalna Pam Bondi, dyrektor FBI – Kash Patel i jego zastępca – Dan Longino. Jak wspomnieliśmy, w lutym Bondi jeszcze bardziej podsyciła te oczekiwania, mówiąc, że ma na biurku „listę klientów” i przygotowuje się do jej ujawnienia.

Można przypomnieć, że w poprzednich latach, za rządów prezydenta Joe Bidena, najstarszy syn Trumpa, Don Jr. i przyszły wiceprezydent JD Vance sugerowali, że istniały powody, dla których opinia publiczna nie dowiedziała się więcej o działalności Epsteina. Krytycy mieli więc punkt zaczepienia.

Uderzenie wpierw poszło w DOJ i FBI, by następnie skoncentrować się na rządzie federalnym. Przy okazji demokraci i lewicowe media nakręcają temat, zmuszając do reakcji Kongres. „To jest zwycięstwo bagna. Pytanie brzmi, czy Departament Sprawiedliwości Trumpa rzeczywiście wykorzystuje to do kontrolowania „deep state”, czy też jest tak przytłoczony, że się wycofuje?” – pytał prezenter radiowy Alex Jones.

Konserwatywna komentatorka, Laura Loomer, zażądała rezygnacji Bondi, nazywając ją „obrzydliwą”. „Amerykanie i zwolennicy MAGA nie będą tolerować kłamstw” – napisała.

„Pam Bondi po prostu zatrzymuje dla siebie dziesiątki tysięcy filmów z dziecięcą pornografią” – napisał z kolei prawicowy podcaster Tim Pool. Inny konserwatywny komentator, Jack Posobiec, stwierdził zaś: „Wszyscy mówili nam, że będzie więcej. Że odpowiedzi są dostępne i zostaną udzielone. Niesamowite, jak fatalnie pokierowano aferą z Epsteinem”.

„Nie można sobie zrobić większej krzywdy, nie można próbować zdyskredytować FBI bardziej niż to, co zrobili Pam Bondi i inni” – powiedział wspomniany Alex Jones. „Obecny Departament Sprawiedliwości pod rządami Pam Bondi tuszuje przestępstwa – bardzo poważne przestępstwa, jak sami je określają” – powiedział Tucker Carlson.

Trump w potrzasku

Trump początkowo bagatelizował zamieszanie i bronił swoich podwładnych, jednocześnie próbował zrzucić winę na część swoich zwolenników i republikanów za to, że dali się „oszukać” demokratom. „To mistyfikacja – powiedział. – To demokraci zaczęli. Demokraci rządzą tym od czterech lat”.

Rzeczywiście, demokraci przez cztery lata rządów Joe Bidena o Epsteinie „zapomnieli”. Ale to nie jest cała prawda, bowiem były przyrzeczenia o ujawnieniu całości dokumentów. Trump narzekał również, że „kilku głupich i nierozsądnych republikanów wpadło w sidła i próbuje wykonywać robotę demokratów. Demokraci nie nadają się do niczego innego niż mistyfikacje”. Takie twierdzenia wskazują na głęboki poziom frustracji prezydenta związany z kontrowersją, która – co nietypowe dla niego – ujawniła niezadowolonych wśród jego własnych zwolenników.

Ton Trumpa zmienił się w ostatnich dniach z lekkiego poirytowania na jawne zdenerwowanie, a niektóre z tych komentarzy były skierowane do zwolenników, którzy nadal biją w bęben, szukając dodatkowych informacji. „Nazywam to mistyfikacją Epsteina. Wymaga to dużo czasu i wysiłku. Zamiast mówić o naszych wielkich osiągnięciach marnują czas na faceta, który ewidentnie miał bardzo poważne problemy i zmarł trzy, cztery lata temu. Wolałbym mówić o sukcesie, jaki odnieśliśmy w gospodarce” – oświadczył prezydent.

Jego zwolennicy zazwyczaj okazują mu ogromny szacunek, jednak w sprawie Epsteina wielu naciskało na więcej informacji zamiast odkładać sprawę na później. „To bardzo delikatna kwestia, ale powinniśmy wszystko ujawnić, pozwolić ludziom o tym zdecydować – powiedział spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson, republikanin z Luizjany. – Pam Bondi musi to ujawnić i wyjaśnić Amerykanom. Rozwiążmy tę sprawę”.

Trzeba ujawnić

„Realiści” mówią, że w dokumentach nie ma żadnej „listy Epsteina” i nie ma dowodów, że do jego śmierci przyczyniły się inne osoby. Niektórzy, jak prawnicy pedofila, widzieli całą dokumentację i zapewniają, że nie ma w nich rewelacji. Dodają, że trzeba uważać przed ich upublicznieniem, gdyż mogą się w nich znajdować nazwiska osób fałszywie oskarżonych. Wszystkie dokumenty znajdują się w dyspozycji sądu i tylko on może je ujawnić.

Ostatecznie, pod naciskiem, prezydent nakazał Bondi ujawnienie istotnych zeznań ławy przysięgłych. „W związku z absurdalnym rozgłosem, jaki nadano Jeffrey’owi Epsteinowi, poprosiłem prokurator generalną Pam Bondi o udostępnienie wszelkich istotnych zeznań przed ławą przysięgłych, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez sąd – oznajmił. – To jest OSZUSTWO, którego autorami są demokraci i powinno się z nim natychmiast skończyć!”

Dyrektywa prezydenta skierowana do Bondi nadeszła zaledwie kilka godzin po tym, jak „The Wall Street Journal” opublikował artykuł szczegółowo opisujący rzekomy list, który prezydent miał napisać do Epsteina z okazji 50. urodzin finansisty w 2003 roku. List został napisany wewnątrz konturu nagiej kobiety i kończył się słowami: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – i oby każdy dzień był kolejnym cudownym sekretem” – donosił dziennik. W odpowiedzi Trump ostro skrytykował „The Wall Street Journal”, zapowiadając pozew przeciwko redakcji i zaprzeczając, jakoby sam napisał list. Będzie dochodził odszkodowania w wysokości 10 miliardów dolarów. Co istotne, nawet krytycy z MAGA w tym przypadku wzięli prezydenta w obronę, dając do zrozumienia, że owszem miał kontakty z Epsteinem, ale je zerwał i nie można go o cokolwiek posądzać.

Prezydent powiedział przy okazji, że nawet jeśli jego administracja upubliczni wszystkie zeznania ławy przysięgłych, nie wystarczy to, by usatysfakcjonować krytyków. „Zwróciłem się do Departamentu Sprawiedliwości o upublicznienie wszystkich zeznań ławy przysięgłych dotyczących Jeffreya Epsteina, z zastrzeżeniem jedynie zgody sądu. Mając to na uwadze, nawet jeśli sąd wyrazi pełną i niezachwianą zgodę, nic nie będzie wystarczająco dobre dla wichrzycieli i radykalnych lewicowych szaleńców, którzy wystąpili z tym wnioskiem” – oświadczył.

Stenogramy rozpraw wielkiej ławy przysięgłych zazwyczaj pozostają tajne, ale sędziowie mają prawo je ujawnić w szczególnych okolicznościach. Na razie, wniosek DOJ został odrzucony.

Burzliwa jesień?

Demokraci pokazują, że są gotowi zaatakować i przycisnąć prezydenta Trumpa w czuły punkt, podsycając kontrowersje wokół Epsteina. Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów wezwała Ghislaine Maxwell, partnerkę i wspólniczkę Epsteina, do złożenia zeznań pod przysięgą w sprawie jej roli w siatce handlu ludźmi.

Przypomnijmy, że Epstein został oskarżony o handel ludźmi w celach seksualnych w 2019 roku, ale popełnił samobójstwo w celi więziennej, zanim jego sprawa trafiła do sądu. Dekadę wcześniej przyznał się do zarzutów prostytucji w sądzie stanowym w ramach ugody, która została powszechnie skrytykowana jako zbyt łagodna. Natomiast Maxwell odsiaduje 20-letni wyrok więzienia po skazaniu za pomaganie Epsteinowi w prowadzeniu procederu handlu ludźmi w celach seksualnych i odwołuje się od wyroku. Ta sama podkomisja zagłosowała za wezwaniem Billa i Hillary Clintonów do sądu w związku z domniemanymi powiązaniami ze skazanym pedofilem i jego wspólniczką.

Demokraci sprytnie stosują manewry proceduralne, mające na celu przeciąganie dyskusji, co zapewni, że ogólnokrajowa debata na temat tego skandalicznego incydentu – i bólu głowy, jaki przysporzył Trumpowi i Partii Republikańskiej – potrwa co najmniej kilka kolejnych miesięcy. Obecnie Partia Republikańska to Donald Trump. MAGA to również Donald Trumpa. Udało mu się ugasić ogień w gronie swoich zwolenników po bombardowaniu Iranu. Teraz może być trudniej.

Pozostaje pytanie, czy odwołanie się Trumpa do lojalności partyjnej i osobistej wystarczy, by uciszyć burzę. Jego strategia przeczy bowiem wieloletnim spekulacjom „skrajnej prawicy”, że z szafy Epsteina wkrótce wypadną kolejne trupy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *