Libijski szlak nielegalnej migracji

Pamiętny rok 2015 i słynne (lecz niesławne jak się później okazało) Herzlich Willkommen kanclerz Angeli Merkel, komitety powitalne z kwiatami na dworcach w Berlinie, Monachium i innych niemieckich miastach – wręczanych według oficjalnej narracji uchodźcom z Syrii ogarniętej wojną domową – wśród których, co można było naocznie stwierdzić, dużą część stanowili obywatele innych krajów afrykańskich, Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej.

Otwarcie się Niemiec a tym samym Unii Europejskiej uprawomocniło nielegalną migrację wbrew wszelkim traktatom europejskim (Układu z Schengen, Traktatu lizbońskiego czy konwencji dublińskich) a negatywne konsekwencje tej decyzji niemieckiego rządu przerosły kasandryczne przestrogi co bardziej zdroworozsądkowych polityków europejskich (m.in. Jarosława Kaczyńskiego czy premiera Węgier Orbana).

22 lipca 2025 roku, dziesięć lat po tej niespodziewanej, bezmyślnej akcji niemieckiego rządu, w Kopenhadze odbyło się spotkanie właściwych ministrów mających w kompetencji swojej sprawy migracji i azylu (głównie ministrowie spraw wewnętrznych). Postulaty jakie zostały przedstawione na tym nieformalnym szczycie potwierdzają porażkę dotychczasowej promigracyjnej polityki UE. Dania, która przejęła prezydencję UE (po ślamazarnej i biernej prezydencji polskiej) nie zwlekała z inicjatywą poruszenia tematu nielegalnej migracji na forum europejskim, umożliwiając swobodną dyskusję wyzwoloną z przygniatającej poprawności politycznej.

Nic dziwnego, że reprezentujący rząd grecki Thanos Plewris od niedawna obdarzony szczególną teką ministra do spraw migracji i azylu miał możliwość w świetle ostatnich wydarzeń u wybrzeży greckiej wyspy Krety, do zaprezentowania uchwalonej w zeszłym tygodniu przez grecki parlament ustawy zmieniającej radykalnie możliwość uzyskania azylu w Grecji a właściwie wykluczającej procedurę azylową dla wszystkich nielegalnych emigrantów. Konserwatywny rząd grecki Kiriakosa Micotakisa od kilku miesięcy z niepokojem i chwilową bezradnością musiał mierzyć się z narastającą falą napływu nielegalnych uchodźców wyruszających z wybrzeży libijskich. O ile lądowa granica wzdłuż rzeki Ebros (po gr. nazywanej Evros) została skutecznie zablokowana dzięki szybkiemu postawieniu muru granicznego – jak i też znacznie ograniczono ruch nachodźczy z tureckiego brzegu morza Egejskiego dzięki współpracy z władzami tureckimi – to gwałtowny wzrost „nielegałów” z kierunku południowego jest trudny do opanowania z kilku powodów.

Jak wiadomo Libia jest w stanie niekiedy rozgorzałej, niekiedy tlącej się wojny domowej. Kraj jest podzielony, z jednej strony w Trypolisie obsadzony jest rząd oficjalnie uznawany przez ONZ i większość państw, ale wschodnią część Libii wraz z Tobrukiem i drugim najważniejszym portem Benghazi zajmują siły zbrojne pod dowództwem generała Chalifa Haftara skonfliktowanego z rządem z Trypolisu, popieranego i właściwie uratowanego dzięki tureckiej interwencji.

Dotychczas uchodźcy mający swoją bazę wypadową w Libii byli kierowani przez mafię przemytniczą do Włoch a wyspa Lampedusa była wizualnym symbolem tej migracyjnej inwazji. Wydaje się, że negocjacje rządu włoskiego premier Meloni z libijskimi władzami połączone ze znacznym ekwiwalentem finansowym spowodowały zmianę azymutu migracyjnego kosztem największej greckiej wyspy Krety znajdującej się stosunkowo blisko wybrzeży libijskich. Szacuje się, że obecnie w Libii znajduje się około 3 mln uchodźców z wielu państw afrykańskich m.in. z Sudanu, Somalii, Etiopii, Czadu, Nigru i innych, ale również z krajów leżących w Azji Mniejszej i Środkowej – z Pakistanu, Afganistanu, Iraku.

Ciekawostką jest fakt, że wśród chętnych do przepłynięcia na kontynent europejskich jest liczna grupa Egipcjan, których rząd ich własnego kraju dość skutecznie strzeże egipskiej linii brzegowej nie tolerując przemytniczego procederu. Podaje się jednak, że w samym Egipcie znajduje się około 5 mln uchodźców m.in. z Sudanu ogarniętego permanentną wojną domową, innych krajów afrykańskich oraz wielu Palestyńczyków mających zamiar przedostać się do Europy poprzez jedyną obecnie szeroko otwartą libijską „bramę”.

Oczywiście mafia przemytnicza słono opłaca się gospodarzom wschodniej Libii, skoro generał Haftar odmówił rozmów z delegacją europejską wśród której był najbardziej zainteresowany wspomniany wyżej minister Plewris, oczekując – jak się przypuszcza – odpowiednio wysokiego finansowego równoważnika. Z zeznań przybyłych na Kretę uchodźców wynika, że kwota jaką pobierają przemytnicy od osoby waha się między 3 a 4 tysiące dolarów.

Greckie służby informują, że liczba nielegalnych migrantów przybyłych „szlakiem libijskim” wzrosła w porównaniu z zeszłym rokiem o 500 proc. Wyspa ani jej mieszkańcy nie są w żadnym wypadku przygotowani na takie ilości nachodźców, ani pod względem infrastruktury ani organizacyjnie. Zależnie od kapryśnej pogody na Morzu Libijskim i Kreteńskim stanowiących akweny Morza Śródziemnego w ostatnim miesiącu przypływało na Kretę i pobliską malutką Gawdos od 100 do 1000 osób dziennie. Rząd grecki chyba pierwszy raz zareagował tak szybko i stanowczo przedstawiając projekt ustawy, który jeszcze tak niedawno wywołałby szok u europejskiej lewicy szermującej na co dzień hasłami humanitarnej troski i pomocy a na której głupocie pasożytują przemytnicze mafie i różne NGO.

Zasadniczym punktem przegłosowanego prawa jest, że od chwili wejścia w życie wszyscy bez wyjątku migranci, którzy przedostali się do Grecji, są aresztowani bez prawa składania podań o azyl. Będą umieszczani w zamkniętych ośrodkach do czasu wydania wyroku, a ich jedyną szansą na uniknięcie procedur sądowych jest ich współpraca w celu deportacji do kraju ich zamieszkania lub innego kraju pozaeuropejskiego, który wskażą. Rejestracja ich jako nielegalnych migrantów wyklucza na przyszłość otrzymanie greckiej wizy wjazdowej. Badania lekarskie w celu ustalenia wieku będą przymusowe a odmowa przeprowadzenia ich przez delikwenta oznacza automatyczne uznanie go za pełnoletniego. Zatrzymanemu uchodźcy po ustaleniu jego danych będzie dana możliwość kontaktu ze swoimi bliskimi, co zresztą będzie miało efekt informacyjny i odstraszający, gdyż nowy sposób traktowania nielegalnych migrantów włącznie z przymusowym aresztem uświadamia bezsens podjęcia tak ryzykownej peregrynacji.

Prawna inicjatywa Grecji wywołała już falę protestów greckiej i europejskiej lewicy oraz różnych organizacji pozarządowych, ale jak wykazała wymieniona wyżej kopenhaska konferencja europejskie instytucje (poza europejskim parlamentem, gdzie lewicowe konwersacyjne orgie ulegają szczególnemu wzmożeniu) są dość wstrzemięźliwe w krytyce coraz radykalniejszych postulatów ograniczenia nielegalnej migracji. Rozważa się na przykład utworzenie w krajach trzecich poza Europą hubów emigranckich, jak choćby w Libii, gdzie na miejscu będą rozpatrywanie wnioski azylowe – przy twardym założeniu na wzór grecki pozbawienia możliwości uzyskania azylu w momencie gdy przekraczasz nielegalnie granicę UE.

Widać jak wyraźnie i szybko zmienia się ogólna perspektywa i ogląd problemu migracyjnego w Europie, choć tematy związane z tą dziedziną pozostają w wielu aspektach aktualne i nabrzmiałe, czekające na rozwiązanie, jak choćby wewnętrzna relokacja znajdujących się już w Europie a zwłaszcza w Niemczech migrantów. Zapowiadany pakt migracyjny, który ma wejść w życie w przyszłym roku, nie rozwiązuje wszystkich problemów i niestety dla niektórych krajów, zwłaszcza dla Polski, wydaje się być bardzo niekorzystny.

Niestety obecny rząd Tuska mimo posiadania mocnego narzędzia w postaci sprawowania półrocznej prezydencji nie zrobił nic, aby cokolwiek w tej palącej od 10 lat sprawie zrobić. Żadnej inicjatywy na forach europejskich, żadnej reakcji przez ponad rok na samowolkę niemieckich władz w podrzucaniu Polsce niesprawdzonych, ale też traktowanych przedmiotowo, niezorientowanych migrantów. Jednym słowem żadnego wypracowanego stanowiska, zgodnie zresztą z postawą tego rządu przed niemieckim dominantem, którą można by wyrazić mianem „wypłaszczony-głaszczony”.

Do optymizmu w dylemacie nielegalnej migracji jest jeszcze daleko. Europa będąca w dziesięcioletniej śpiączce po tym karambolu, jaki zafundowała jej „dobroduszna” Angela Merkel ze swoim Herzlich Willkommen, zaczyna powoli się wybudzać. Jej pierwsze odruchy – jak prezydencja duńska czy grecka inspiracja w tym zakresie – budzą nadzieję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *