Nadgorliwość gorsza od faszyzmu
Przez media społecznościowe przewija się informacja o odtworzeniu historycznego wyglądu wrocławskiego Mostu Grunwaldzkiego. Wiadomość jest na tyle szokująca, iż nie wiem czy nie doszło tu do pewnej manipulacji. Z polecenia wojewódzkiego konserwatora zabytków charakterystycznej sylwetce mostu ma być przywrócony w częściach metalowych kolor zielony, natomiast w części kamiennej wykuta w granicie niemiecka nazwa Mostu Cesarskiego (Kaiserbrücke) wraz ze stylizowaną koroną cesarską.
Wielokrotnie w dziejach uznane zabytki sztuki – a takim niewątpliwie jest ten most – ulegały modyfikacjom, mniejszej lub większej przebudowie. W wielu przypadkach czyniono to ze względów politycznych. Czasem wręcz niszczono zabytki, częściej „modyfikowano”, czego moim zdaniem należy unikać. Dotyczy to również słynnego wrocławskiego mostu. Sądzę jednak, że słusznie odbudowując go polskimi siłami po II wojnie światowej z oczywistych względów nie zachowano jego wcześniejszej nazwy, jak również niemieckiego napisu i granitowego wizerunku cesarskiej korony. Dodam z naciskiem, że nie odzwierciedlała ona średniowiecznej korony Rzeszy, lecz wprost koronę cesarstwa niemieckiego zaprojektowaną w 1871 roku.
Czytelnikom przypomnimy, że w styczniu 1871 roku kanclerz Niemiec Otto von Bismarck proklamował w Wersalu powstanie Cesarstwa Niemieckiego. Wraz z proklamowaniem cesarstwa cesarzem został dotychczasowy król pruski, Wilhelm I Hohenzollern.
Po wojnie Polacy zrobili zatem słusznie i tak powinno pozostać bez względu na to, że nastąpiła tu pewna modyfikacja w łukach wyjściowych mostu. Mało tego, wydaje mi się, że bez wspomnianych emblematów oraz hełmów na pylonach most jest po prostu zgrabniejszy, choć nadal monumentalny. Chętnym do przywrócenia pierwotnej nazwy nawiązującej do patrona tego zabytku przypominam, że w okresie republiki weimarskiej, zarzucono w nazwie monarchiczny element i w latach 1919-33 obiekt nosił nazwę Mostu Wolności. Dopiero hitlerowcy przywrócili nazwę początkową.
Bulwersującą nie tylko wrocławian wiadomość dotyczącą renowacji Mostu Grunwaldzkiego przyrównuje się do innego przypadku, mianowicie Auli Leopoldina. Znów przypomnienie pochodzenia nazwy sali – w 1702 roku uhonorowano w ten sposób fundatora Akademii – pierwszej szkoły wyższej we Wrocławiu, uniwersytetu habsburskiego cesarza Leopolda I. Tym razem oburzenie wywołuje zastąpienie w centralnej części słynnej auli uniwersyteckiej Orła Białego historycznym obrazem króla „w Prusach”, Fryderyka II Wielkiego. Mogę uznać, że w sali pozostały pieczołowicie odrestaurowane wizerunki monarsze zarówno cesarza Leopolda Habsburga, jak i wspomnianego Hohenzollerna obok innych dostojników. Są to bowiem historyczne obiekty sztuki z epoki. Wyrażam natomiast kategoryczny sprzeciw wobec usunięcia z centralnego miejsca godła państwowego, by ustąpił miejsca Hohenzollernowi. W końcu aula jest częścią polskiego, państwowego uniwersytetu i nie uważam za właściwe, aby z najważniejszego punktu sali na społeczność akademicką spozierał inicjator i współwykonawca I rozbioru Polski!
Własne negatywne zastrzeżenia mam ponadto do nazwy obecnego Muzeum Miejskiego, mieszczącego się pomiędzy ul. Kazimierza Wielkiego a Placem Wolności. Chodzi o zachowany w stylu austriackiego baroku pałac, który wspomniany król pruski Fryderyk II „odkupił” używając szantażu od austriackiego barona Henryka Gotfryda von Spätgena.

Polacy po II wojnie światowej zarzucili w nazwie pałacu przymiotnik „królewski”, ze zrozumiałych powodów politycznych, ale używali określenia wskazującego na austriackiego właściciela. Wydaje się to również właściwe z funkcjonalnego powodu. Otóż zachowały się po wojnie głównie centralne i barokowe elementy obiektu, a więc z czasów austriackich, a nie późniejsze klasycystyczne przybudówki pruskie. Moim zdaniem nazwa „Muzeum Miejskie we Wrocławiu” w zupełności wystarczy.
Ciężko też przyklasnąć decyzjom władz współczesnego Wrocławia w odniesieniu do innego zabytku – słynnej żelbetonowej epokowej hali projektu Maksa Berga. Po wojnie nosiła nazwę Hali Ludowej, by zatrzeć intencję nazwy wcześniejszej – Hali Stulecia. Mianowicie halę wzniesiono upamiętniając setną rocznicę zwycięstwa nad Napoleonem Bonaparte w Bitwie pod Lipskiem w 1813 roku. W bitwie zginął kilkukrotnie ranny generał Józef Poniatowski, tonąc w odmętach Elstery. Jak pamiętamy, wraz z klęską Napoleona zgasły polskie nadzieje na wyzwolenie z zaborów i przywrócenie państwowości polskiej.

Czy zatem rzeczywiście sensowne było wracanie do niemieckiego określenia Hala Stulecia?! Wśród części wrocławian nazwa nawiązująca do jubileuszu napoleońskiej klęski się nie przyjęła i pozostała w istocie swojej neutralna Hala Ludowa.
Zdjęcia Artur Waszkielewicz