Na Kresach polskość nie jest tylko dziedzictwem – tam ona wciąż żyje. Niestety, nie da się jej spokojnie pielęgnować. Tam bycie Polakiem to nie tyle przywilej, co wybór – często bolesny. To akt odwagi, codzienna decyzja, by nie zapomnieć, nie zamilknąć, nie zgodzić się na wymazanie. Najtrudniej mają dzieci, dorastające w świecie, w którym ich narodowa tożsamość coraz bardziej przeszkadza. A przecież dziecko nie powinno musieć walczyć o prawo do języka, historii, wspomnień. A właśnie to dzieje się dziś na Wschodzie.
W Grodnie odebrano już budynek Polskiej Macierzy Szkolnej i zamknięto Liceum Społeczne im. Elizy Orzeszkowej – miejsce, które dla wielu rodzin było ostatnią nadzieją na polską edukację. Dziś pojawiają się informacje, że nawet budynek polskiego konsulatu może zostać przejęty.
Ale to nie kończy się na budynkach. W ostatnich latach na Białorusi z równą konsekwencją niszczono polskie miejsca pamięci – burzono pomniki żołnierzy Armii Krajowej, dewastowano groby, usuwano tablice z nazwiskami ofiar sowieckich represji. To nie są tylko akty wandalizmu – to symboliczna kasacja historii. Próba wykorzenienia polskości z przestrzeni fizycznej, ale też z pamięci młodych ludzi. Bo jeśli nie masz pomnika, jeśli nie masz grobu – to może nigdy cię nie było.
Niszczenie miejsc pamięci, zamykanie szkół, odbieranie przestrzeni edukacyjnych – to nie są tylko administracyjne decyzje. To likwidacja bastionów pamięci, obecności i oporu. Każda taka decyzja to polityczny komunikat: was tutaj nie było i nie będzie.
I choć brzmi to jak fragment z mrocznego podręcznika historii, to dzieje się dziś. I co najgorsze – nie tylko reżimy na Wschodzie przyczyniają się do tego procesu. Swój udział ma również Polska. Poprzez obojętność.
Dzieci na Białorusi i Litwie tracą dziś dostęp do nauczania języka polskiego. Tracą prawo do poznawania własnej historii i kultury w języku przodków. A wsparcie z Macierzy? W tym roku Senat RP nie przekazał ani jednej złotówki na działalność polskich organizacji i szkół w Wilnie. Zero. Kompletna cisza.
Tymczasem pieniądze – i to niemałe – znalazły się dla Fundacji Otwarty Dialog. Ponad 740 tysięcy złotych. Dla organizacji, wobec której od lat pojawiają się poważne zarzuty o niejasne źródła finansowania i potencjalne powiązania z Rosją. I to w czasie, gdy dzieci na Kresach nie mają czym ogrzać klas ani za co wydrukować podręczników. Gdy znika realna polskość, funduje się ideologiczne spektakle pod szyldem „praw człowieka” – choć o prawa własnych obywateli poza granicami państwo już się nie troszczy.
A skoro mowa o granicach – przypomnijmy: na polsko-białoruskiej granicy toczy się wojna hybrydowa. I to właśnie ta sama Fundacja Otwarty Dialog była zamieszana w przecinanie zasieków, umożliwiając nielegalnym imigrantom przekraczanie granicy Polski i Unii Europejskiej. Pomoc dla dzieci na Wschodzie? Brak. Pomoc w destabilizacji granic? Hojne granty.
W Warszawie – cisza. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski publicznie mówi o „korzyściach urbanistycznych” wynikających z utraty Kresów po II wojnie światowej – jakby ludzkie dramaty i wygnania dało się zrównoważyć kilkoma nowymi wiaduktami. Ani słowa o Andrzeju Poczobucie, który już czwarty rok spędza w białoruskim łagrze za obronę praw mniejszości polskiej. Ani gestu solidarności, ani próby nacisku dyplomatycznego. Tylko polityczna cisza.
A przecież dzieci dorastające dziś na Kresach nie potrzebują wielkich słów. Potrzebują szkół, książek, nauczycieli, miejsc pamięci i zwykłego ludzkiego wsparcia. Potrzebują Polski – nie jako abstrakcyjnej idei z podręczników, ale jako żywej Macierzy. Kraju, który nie zapomina o swoich dzieciach tylko dlatego, że są po drugiej stronie granicy.
To nie jest kwestia polityki. To sprawdzian z odpowiedzialności. Bo jeśli Polska nie stanie na straży polskości poza swoimi granicami, straci nie tylko moralny autorytet – straci też część siebie. Duszę. Pamięć. Więź.
A dzieci na Kresach? One pamiętają. Kto był obok, kto pomógł, a kto milczał. Kiedyś dorosną. I będą wspominać. Może wtedy znowu zrozumiemy, że wspólnota to nie tylko hymn, historia i symbole – ale też konkretne wybory. Tu i teraz.
Podsumowując chciałbym powiedzieć, iż Polacy zamieszkujący dziś tereny Białorusi, Litwy i Ukrainy nie opuścili Polski – to granice Polski oddaliły się od nich. A ci, którzy żyją na Syberii czy w Kazachstanie, trafili tam nie z własnej woli, lecz wskutek brutalnej sowieckiej polityki wobec Polaków.