Moja propozycja: stwórzmy PSP czyli Prawicowy Senacki Pakt

W tym miejscu zwykle zajmuję się polityką międzynarodową. Bardzo rzadko poświęcam uwagę sprawom krajowym. Tym razem jednak zrobię wyjątek. Nie bez kozery, bo rzecz dotyczy fundamentalnej sprawy dla polskiej demokracji.

Gdy parę tygodni przed I turą wyborów prezydenckich przedstawiłem prezesowi Prawa i Sprawiedliwości Jarosławowi Kaczyńskiemu koncepcję pójścia szeroko rozumianej prawicy razem w wyborach do Senatu RP przy osobnych listach do Sejmu RP, nie myślałem, powiem szczerze, że niedługo później na ten sam czy podobny pomysł wpadną Cezary Gmyz i Marcin Palade.

Po parudziesięciu dniach od zaprezentowania mojego pomysłu wybory Głowy Państwa potwierdziły jego słuszność. To wyborcy Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena, Grzegorza Brauna i Marka Jakubiaka wspólnie zadecydowali w drugiej turze o zwycięstwie kandydata szeroko rozumianego obozu patriotycznego!

Tak, w rzeczy samej: jeżeli można porównać wybory do Senatu z inną elekcją, to tylko z wyborami na prezydenta Rzeczypospolitej (lub prezydentów czy burmistrzów miast). I tu i tu potrzeba bowiem 50% głosów.

Warto prześledzić wybory do izby wyższej polskiego parlamentu w latach 2015, 2019 i 2023. Wyraźnie widać, że prawica, która znokautowała PO za pierwszym razem, czyli przed dziesięcioma laty, zdobywając ponad trzy piąte miejsc w Senacie RP, potem znalazła się na równi pochyłej. Z 61 mandatów w roku 2015 (przy 34 mandatach PO) plus jeszcze startujący z niezależnych komitetów, ale potem zasilający Klub Parlamentarny PiS Grzegorz Bierecki z Białej Podlaskiej i Jarosław Obremski z Wrocławia – spadliśmy jako PiS do 48 mandatów w roku 2019 i 34 mandatów w roku 2023.

Widać więc, że z wyborów na wybory, uwzględniając nawet „naszych” kandydatów niezależnych („oni” też takich mieli w osobach Marka Borowskiego i Krzysztofa Kwiatkowskiego) PiS tracił co cztery lata po kilkanaście mandatów. W rezultacie od blisko 2/3 miejsc w Senacie przed dziesięcioma laty (uwzględniając także „naszych” senatorów niezależnych) przebyliśmy długą i bolesną drogę do zaledwie minimalnie ponad 1/3 szabel w izbie wyższej.

Tymczasem wybory prezydenckie pokazały znaczący zwrot nastrojów społecznych w prawo w naszym kraju, co zresztą koresponduje z tym, co dzieje się w Europie i USA. Skoro tak, to możemy zdobyć większość w Senacie tylko wtedy, gdy PiS na uczciwych zasadach dogada się z Konfederacją Sławomira Mentzena i Koroną Konfederacji Polskiej Grzegorza Brauna. W praktyce może to oznaczać nie tylko odzyskanie większości w „izbie zadumy i refleksji”, ale nawet, przy dobrych wiatrach, wynik zbliżony do senackiego nokautu w wykonaniu PiS Anno Domini 2015.

Jeśli nie chcemy mieć Senatu, który będzie blokować patriotyczną większość w Sejmie RP – trzeba za wszelką cenę się zjednoczyć! Doprawdy nie ma alternatywy…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *