Jeżostrada

W Polsce tuptają dwa gatunki jeża, wschodni i zachodni, pozornie nieróżniące się, jedynie po kolorze brzuszków i ilości kolców (ale kto by je przeliczał) można rozpoznać, do którego gatunku napotkany osobnik należy.

Jeż wschodni (Erinaceus roumanicus) ma jasny spód ciała, zachodni czyli europejski (Erinaceus europaeus) ma szarobrunatny. Ten pierwszy zasiedla cały obszar naszego kraju, drugi tylko zachodnie tereny – granica zasięgu jego występowania przebiega przez Śląsk, Ziemię Lubuską i Pomorze Szczecińskie.

Przeczytawszy o tym w tzw. internetach, skonstatowałam z radością, że granica ta wije się przez nasz ogród, albowiem przychodzi raz jeden, raz drugi, czasem równocześnie, fukając na siebie albo schodząc sobie z drogi. Przychodzą wieczorową porą na wyżerkę do kotów, którym wysypuję suchą karmę na niewysoki murek. Wspinają się nań całkiem zgrabnie, stając na tylnych nogach, i wtedy mogę podglądnąć, jakiego koloru jest ich strona brzuszna. Różnią się także ilością włosów (czyli kolców, bo w istocie są to zmodyfikowane włosy) – zachodni ma ich 8500, wschodni 6500, co zostało policzone przez fachowców, podane do wiadomości w specjalistycznej literaturze i nie ma potrzeby sprawdzać, czy nie pomylili się o kilkadziesiąt włosów w tę lub w drugą stronę.

Nasze jeże od lat wędrują po okolicznych ogrodach, korzystając z otwartych przestrzeni pod ogrodzeniami, gdzie stare, powyginane siatki nie sięgają do ziemi. Zaniepokoiłam się, gdy parę lat temu nasi nowi sąsiedzi, dbający o estetykę otoczenia, postanowili zdezelowaną, zardzewiałą i korzystnie dla jeży uniesioną siatkę wymienić na nowy płot. Do ich domu usytuowanego w głębi posesji prowadzi długi wybrukowany podjazd odgrodzony siatkami od naszego i po przeciwległej stronie od drugiego ogrodu, z którego na skróty przez ten podjazd jeże wędrują do nas i dalej – nocną porą w poszukiwaniu pożywienia robią nawet dwukilometrowe trasy. Nowy płot – jak mnie wówczas powiadomił sąsiad – będzie miał betonowe, przylegające do ziemi cokoły i umocowane nad nimi solidne metalowe panele.

Cokoły!? Na jeżowej trasie? Zamarłam. I bardzo uprzejmie ale stanowczo wyraziłam prośbę, by na niewielkim odcinku (tu wskazałam miejsce) nie wstawiać cokołu, ponieważ tędy chodzą jeże. Sąsiad spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Jeże? – powtórzył zdziwiony, a w jego oczach odczytałam myśl: to jakaś stara wariatka, dla świętego spokoju trzeba jej ustąpić. Zgodził się. Nie zamontowano dwóch długich cokołów po obydwu stronach podjazdu, dzięki czemu powstał pod panelami prześwit tak szeroki, że cały tabun jeży mógłby tyralierą przetuptać.

Minął jakiś czas i nagle z sąsiedztwa dobiegł okrzyk: Ooo, idzie, zobacz, idzie jeż, tam pod płotem, one naprawdę tędy chodzą! W głosie radość, zdumienie, zachwyt. I uznanie „dla wariatki” w oczach sąsiada. Jego dzieci nazwały to przejście jeżostradą. Pokazuję ją zawsze gościom po raz pierwszy oglądającym nasz ogród i opowiadam o udziale jeży w budowaniu dobrosąsiedzkich stosunków, które od początkowej nieufności przeszły stopniowo w serdeczną przyjaźń.

W ubiegłym roku otrzymałam od sąsiadów na imieniny drewniany domek dla jeży, który umieściłam tuż przy łączącym nas ogrodzeniu, dla podkreślenia, że jeże (niezależnie od ilości kolców na grzbiecie) są mieszkańcami naszej wspólnej przestrzeni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *