Wywiad
Rzeźby Drogi Krzyżowej na Jasnej Górze są niesamowitym dowodem wytrwałości wiary narodu polskiego. Historia ich powstania jest fascynująca. Zbigniew Miszczak, autor pracy doktorskiej na ten temat, w rozmowie z Agnieszką Marczak.
Agnieszka Marczak: W historii Jasnej Góry jest opisane, że do roku 1898 były zakwaterowane w klasztorze paulinów wojska rosyjskie. Jak doszło do tego, że w klasztorze mieszkało rosyjskie wojsko?
– Była to bolesna konsekwencja Powstania Styczniowego – forma represji i zemsty na Polakach za to, że podjęli walkę zbrojną z Rosją o odzyskanie niepodległości. Opanowanie Jasnej Góry przez wojska zaborców było elementem strategii wzmocnienia okupacji wojskowej na terenie Królestwa Polskiego pod rządami nowego carskiego namiestnika. Klasztor został zajęty 26 października 1863 roku, kiedy na czele roty pułku witebskiego przybyło około 120 żołnierzy. Rosjanie zaczęli zaprowadzać nowe porządki – okradli pomieszczenia, zamknęli nowoczesną drukarnię, opieczętowali bibliotekę, zawłaszczyli wiele pomieszczeń i dostosowali je do potrzeb wojskowych.
– Jakie znaczenie miał jubileusz roku 1900 dla Jasnej Góry dla klasztoru oraz dla początku projektu Drogi Krzyżowej?
– Rok 1900 w szerszym kontekście w pierwszej kolejności miał znaczenie religijne, lecz ponadto historyczne, kulturowe i przede wszystkim patriotyczne. Myśl o jubileuszu natchnęła nowo wybranego, młodego, niespełna 40-letniego i ambitnego przeora ojców paulinów, Euzebiusza Rejmana, do licznych dzieł odnowy Jasnej Góry.
– Jak doszło do zawiązania komitetu budowy, opisanego jako „zbiorowe wotum całego polskiego społeczeństwa”?
– Właściwie należałoby mówić o dwóch komitetach: pierwszym – Komitecie Pielgrzymim – oficjalnym 12-osobowym, zatwierdzonym przez władze do posiedzeń i do zbierania ofiar do sumy 15 000 rubli. Drugi – nieformalny, stworzony przez ojca Rejmana. Sytuacja polityczna uległa poprawie w 1897 r., kiedy rządy bardziej przychylne Polakom objął książę Imeretyński. Przeor wtedy podwoił wysiłki na rzecz opuszczenia klasztoru przez wojska rosyjskie oraz zebrania funduszy na remonty oraz budowę Drogi Krzyżowej. Liczył na pomoc Henryka Sienkiewicza oraz jego kolegów z redakcji gazety „Słowo“. Zredagowano „długi artykuł”, włączono do niego podanie ks. Rejmana i przesłano do cenzora. Urzędnik przedstawił rzecz księciu Imeretyńskiemu, który zgodził się na druk „krótkiej wzmianki” o podjętych staraniach o usunięcie wojska. Na koniec pozytywna dla Jasnej Góry decyzja dotarła do naczelnika powiatu częstochowskiego, Szysznowa. Wprawdzie żołdacy moskiewscy nie kryli oburzenia, jednak wyprowadzili się ostatecznie w 1898 roku: „Nastąpiła wielka radość w całym kraju” – zapisał w pamiętniku zwycięski kapłan. Na uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny 8 września przeor witał tłumy wiernych, dla których kolej wysłała dodatkowe pociągi z Warszawy i Sosnowca na dojazd do Częstochowy.

Na fali pomyślnych zmian ksiądz Euzebiusz Rejman postanowił wystąpić ze swą główną inicjatywą w sierpniu 1897 roku. Zwrócił się w imieniu Zakonu do władz o zgodę na inwestycję. W sierpniu 1897 r. przeor zaprosił kilkunastu pielgrzymów warszawskich, by złożyli od siebie podanie do księcia Imeretyńskiego o pozwolenie na zebranie wśród nich funduszu na zakup Stacji Męki Pańskiej i ofiarowanie ich na Jasną Górę. Zrobili to miesiąc później 25 IX 1897 roku. Naczelny gubernator prośbę przyjął i polecił gubernatorowi piotrkowskiemu Millerowi zająć się sprawą, a ten zobowiązał naczelnika powiatu częstochowskiego Szysznowa. Przeor znalazł przypadkiem zdjęcia Drogi Krzyżowej w Warszawie i przesłał do rosyjskiego decydenta. Miller przesłał je do Imeretyńskiego, ten do cenzora, który (zezwoliwszy) odesłał je księciu; i znów książę do Millera, Miller do Szysznowa, na koniec on – z powrotem ojcu Rejmanowi, lecz już z napisem po rosyjsku na odwrocie każdej fotografii: „Pozwala się wykonać mękę Zbawiciela według pierwostronnego rysunku. Gubernator Piotrkowski Tajny Radca Miller”. Jak obwieściło „Słowo” 22 lutego 1898 r. – pozwolono na zbieranie ofiar dobrowolnych do sumy 15. tysięcy rubli srebrem na sprawienie 14. Stacji Męki Pańskiej i umieszczenie ich w murze naokoło świątyni.
– Czy wiadomo, kto wszedł w skład komitetu honorowego i jak przebiegały obrady?
– Wyjątkowym źródłem informacji na ten temat są zapiski księdza Rejmana. W nich często powtarza, jak działano: nieoficjalnie, dyskretnie. Ojciec Rejman podaje liczbę dwudziestu przybyłych na spotkanie ziemian, literatów, architektów, artystów. Rola szczególna należała do księdza Zygmunta Chełmickiego, współpracownika „Słowa”, pośrednika między Sienkiewiczem a Jasną Górą. Najbardziej spektakularnym potwierdzeniem relacji stała się później kula armatnia wyjęta z murów jasnogórskiej twierdzy i jako dar dziękczynny przesłana w obręczy z wygrawerowanym napisem: „Autorowi Potopu kulę tę z czasów oblężenia Częstochowy ofiarują OO. Paulini”. Wzruszający podarek dla uczczenia jubileuszu 25-lecia pracy twórczej pisarza dotarł najpierw do redakcji, a z niej do adresata za sprawą ks. Chełmickiego 13 grudnia 1898 roku.
– Jaką rolę pełnił w tym komitecie Henryk Sienkiewicz?
– Z pewnością znaczną, przewodnią. Sienkiewicz był postacią powszechnie znaną, szanowaną, sławną, ale też po prostu dobrym kolegą wielu panów w tym gronie. Udział pisarza w komitecie budowy JDK nie był oczywiście pierwszą tego typu aktywnością wielkiego społecznika. Nie tylko słynął z niezwykłej hojności, lecz również jako człowiek czynu zadziwiał operatywnością. Owacyjnie witany, Sienkiewicz występował w wielu miastach wraz z grupą prelegentów. W trasę wyruszyli 8 grudnia 1903 roku, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Marii, udając się do Częstochowy. Przy powitaniu z ojcem Rejmanem na Jasnej Górze autor „Potopu rzekł znamiennie: „Zaczęliśmy objazd nasz od Częstochowy, bo stąd się zawsze zaczynały rzeczy dobre i stąd szło błogosławieństwo”, natomiast do przedłożonej księgi pamiątkowej wpisał aforyzm: „W Częstochowie, na Jasnej Górze, bije nieśmiertelne serce polskiego Ludu”.

– Kim był Pius Weloński – jakie miał osiągnięcia, które spowodowały, że wybrano go na rzeźbiarza, twórcę tych pomników?
– Sukces Welońskiego wynikał z wierności raz obranej drodze artystycznej, zdefiniowanej przez „piękno, ideał, tradycję”, a więc z wierności wzorcom odrodzenia włoskiego i polskości. Twórca Stacji Męki Pańskiej nigdy nie uległ prądom modernistycznym, więcej – krytykował dekadentyzm w sztuce. Najpierw jednak uczył się rzeźby i malarstwa w Szkole Rysunkowej w Warszawie. Potem w 1872 r. otrzymał stypendium Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych i wyjechał na studia do Petersburga, gdzie wstąpił do Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych; z czasem został jej profesorem tytularnym. W roku 1877 otrzymał Prix de Rom w kwocie 1000 rs. rocznie na sześć lat. Wybrał się za granicę, a zwiedziwszy Wiedeń, Monachium, Paryż, osiadł w 1878 r. w Rzymie na dwadzieścia lat. Przy Via Margutta urządził sobie własną pracownię. W 1879 r. Sienkiewicz zawitał tam i ujrzał wnętrze wypełnione gipsowymi odlewami rzeźb. Pisarz nakreślił krótką charakterystykę Welońskiego: „jeszcze młody zupełnie”, „pełen zapału i prostoty”, „artysta na wskroś, trochę marzyciel”, a przy tym „człowiek żelaznej pracy”, zaczyna wybijać się „nie reklamą, ale siłą talentu”.Wielką sławę w całym świecie artystycznym przyniósł mu posąg „Gladiatora”, którego pierwszy model powstał już w 1880 roku. Pisano o nim w kraju i zagranicą, a „Gladiatora. Ave Caesar! Morituri te salutant” nagrodzono medalem złotym w Berlinie w roku 1891. Polacy zwrócili uwagę na słowiańską fizjonomię wojownika i dopatrywali się w dziele ukrytego przesłania narodowego.
– Gdzie była pracownia Welońskiego po jego przeprowadzce z Rzymu?
– Objął pracownię po Bolesławie Syrewiczu w Warszawie na Zamku Królewskim, gdzie przez lata praktykowało wielu młodych rzeźbiarzy. Twierdzi się, że tam modelował wszystkie figury do Stacji. Potrzebował jednak znacznie lepszych warunków, adekwatnych do skali zadania. Przede wszystkim brakowało nowoczesnej odlewni, dlatego rzezbiarze korzystali z zakładów zagranicznych. Ze względu na dodatkowe bardzo wysokie koszty transportu i cła, Weloński z księdzem Rejmanem musieli szukać innego rozwiązania. 3 grudnia 1898 r. „Tygodnik Ilustrowany” ogłosił otrzymanie przez Piusa Welońskiego zaproszenia do wykonania Stacji Męki Pańskiej dla klasztoru w Częstochowie – ale istotną informację odnalazłem w pamiętniku o. Rejmana: przeor zawarł kontrakt pisemny z rzeźbiarzem. Zobowiązał się do zapłacenia za każdą stację „umówionej kwoty”, co może oznaczać, że poszczególne grupy rzeźb różniły się ceną ze względu na ilość użytego materiału, czas i wkład pracy wykonawców. Zgodnie z jednym z warunków umowy klasztor miał dać artyście zaliczkę z góry w ilości 15. tysięcy rubli na zbudowanie odlewni w Warszawie, aby wyeliminować trudności związane z przewożeniem odlewów z zagranicy. Dysponując środkami, Weloński założył wg planu profesora Okolskiego z warszawskiej politechniki odlewnię, prawdopodobnie już w 1899 roku. Do kierowania odlewnią Weloński sprowadził na początek znanego sobie specjalistę z Rzymu, pana Nelli z asystentami. Pomocnicy Polacy – pisze ksiądz Rejman – dzięki Welońskiemu wyuczyli się doskonale tego fachu, więc kosztowni Włosi stali się zbyteczni.

– W jaki sposób gotowe rzeźby przewieziono na ich miejsce– ważyły przecież od 5 do 7,5 ton?
– Transport z Warszawy odbywał się pojedyńczo w skrzyni, najpierw tzw. drogą żelazną, czyli koleją. Z częstochowskiego dworca na Jasną Górę przewożono kilkutonowe monumenty na solidnych drewnianych wozach czterokonnych. Zawsze do załadunku, wciągania czy zdejmowania takiego kolosa, budowano drewniane rusztowanie z windą, używano łańcuchów, haków, sznurów, lin, kołowrotów, drabin, ale nade wszystko potrzebna była siła ludzkich rąk i rozumu. Cokoły pod stacje opracował architektonicznie Stefan Szyller i wzniósł wraz ze swoim pomocnikiem, inżynierem Pawłem Kotowskim w konsultacji z Welońskim.
– W jaki sposób w 1913 roku Polacy z trzech zaborów dowiedzieli się o uroczystości poświęcenia Drogi Krzyżowej i w liczbie ponad 300 tysięcy przybyli na tę uroczystość?
– Kto wie, czy nie w większej, bo np. korespondent „Słowa” oszacował liczbę przybyłych ludzi na „z górą 400 000”! Biskupów było trzech: kujawsko-kaliski, kielecki, płocki. Samych księży nie policzono dokładnie; jedne źródła podały: czterystu, a drugie – około pięciuset. Polacy latami składali ofiary na Jasnogórską Drogę Krzyżową, odpowiadając na wezwania przeora Rejmana, duchowieństwa i redakcji gazet. Wyczekiwali jej ukończenia, będąc informowanymi przez prasę o postępujących pracach. Twierdzi się, że skończono je w 1912 r., niemniej prace wykończeniowe trwały niemal do ostatnich dni, skoro „Kurier Warszawski” 22 sierpnia 1913 r. informował: „Roboty przy budowie ostatniej stacji Męki Pańskiej ukończono”. Paulini jasnogórscy słali zaproszenia, ogłaszali termin z ambon Jasnej Góry i przekazywali wiernym poprzez parafie. Oczywiście gazety i tygodniki też podawały datę i zamieszczały zdjęcia Stacji.

Wierni w różnych częściach podzielonego przez zaborców kraju i Europy byli zawsze „jakoś” przedziwnie dobrze poinformowani o wydarzeniach na Jasnej Górze. Niestety, nie natrafiłem na żadne przesłanki dla postawienia hipotezy o udziale Sienkiewicza w celebracji w niedzielę 31 sierpnia 1913 roku. Poświęcenie Kalwarii projektował jeszcze ojciec Rejman. Ukończyć długoletnią budowę i zwieńczyć dzieło podniosłym obrzędem kościelnym, olbrzymią manifestacją patriotyczną – przejawem nadziei rychłego wyzwolenia Ojczyzny z rąk zaborców – dane było następcy ojca Rejmana, jego współbratu w zakonie, przeorowi Justynowi Welońskiemu, bratu rodzonemu artysty Piusa. Przywdziewając po 47. (!) latach kapłaństwa habit pauliński w 1902 roku, ofiarował na budowę Stacji wszystkie swoje oszczędności. Sprawozdawca „Słowa” plastycznie ilustrował ogrom wydarzenia, gdy porównywał do „mrowia” zmierzające już w piątek i sobotę pielgrzymki z różnych stron kraju i spoza granic zaborów. Patrząc z wysokości wałów widziało się wokół klasztoru jedno morze głów ludzkich. Po odśpiewaniu „Veni Creator” olbrzymi pochód wśród bicia dzwonów i dźwięku kilkudziesięciu orkiestr ruszył o godz. 9:00 z wielkiego kościoła na wały z chorągwiami. Okazało się, że nieprzeliczone tłumy nie zdołają tam się pomieścić, więc gdy pierwsze szeregi zbliżały się już do drzwi kościelnych, nie zdążyły z nich wyjść jeszcze te ostatnie.
– Jakie było znaczenie powstania tego historycznego dzieła w czasach zaborów i jego wpływ na następne dziesięciolecia?
– Myślę, że ogromne – z dobrowolnych ofiar wznosił to dzieło cały naród pozbawiony przecież swego państwa, ale posiadający struktury kościelne, chrześcijańską tożsamość i godność, wielowiekową historię, religię, kulturę i literaturę. Gdy ponury okres stacjonowania żołnierzy zaborczych w klasztorze dobiegł końca, dało się poczuć jakieś tchnienie ducha wolności w całym kraju. Po 35 latach Jasna Góra wolna! Aspekt końca stulecia XIX, kiedy usłyszano apel o wystawienie Stacji Drogi Krzyżowej godnych miejsca świętego dla narodu, też nie pozostawał bez znaczenia, zwłaszcza że do męki i śmierci Chrystusa porównywano tragiczny los Polski. Jednak widok stacji napawał dumą, zachwycał i umacniał w przekonaniu: „Jeszcze Polska nie zginęła…”. W tym duchu pisał sprawozdawca „Słowa” relację z Jasnej Góry 31 sierpnia 1913 roku, w tym też duchu Henryk Sienkiewicz wygłosił mowę noblowską 10 grudnia 1905 roku w Sztokholmie: „(…) ów naród wybitny bierze udział w pracy powszechnej, praca jego jest płodna, a życie potrzebne dla dobra ludzkości”.
Rzeźby Drogi Krzyżowej od początku doskonale spełniają funkcję modlitewno-kontemplacyjnę, do której zostały przeznaczone.Trudno oprzeć się złudzeniu, że stoją tu od zawsze, idealnie wkomponowane w przestrzeń architektoniczno-parkową wzgórza jasnogórskiego.