Formalnie w Polsce cenzura prewencyjna jest prawnie zakazana w konstytucji (art. 54. Wolność słowa). Korzystanie z wolności tworzenia i rozpowszechniania informacji podlega ograniczeniom ustawowym (wyłącznie ustawowym!) – i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź da ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw (art. 31 ust. 3 Konstytucji).
Polska konstytucja powtarza w tym cytacie przepisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz odpowiednio Międzynarodowej Konwencji oraz wcześniejszej Deklaracji wypracowanych i uchwalonych przez ONZ. Jest to zatem pewien standard społeczności międzynarodowej, ogólnoludzka norma.
Gdy jednak przyjrzymy się bliżej zagadnieniu, okazuje się, że w miarę powszechna jest w świecie cenzura faktyczna. Dotyczy to zwłaszcza tzw. autocenzury, zarówno ze strony samego dziennikarza jak i ogólnie rzecz biorąc wytwórcy informacji. Mieści się tu także profil, zwłaszcza zinstytucjonalizowanego, medium. Trudno sobie na przykład wyobrazić, by późnym wieczorem telewizja katolicka emitowała frywolne programy rozrywkowe, argumentując, że przecież nie ma obowiązku oglądania tych programów, można wyłączyć telewizor. Ale co w przypadku, gdy tej argumentacji „nie musisz oglądać” dopuszcza się medium publiczne, w którego misji jest tzw. bezstronność – i emituje obraz z zakresu marginesu społecznego lub marginalnej postawy psychicznej, marginalnej z uwagi na powszechny rozsądek obywateli.
O wiele groźniejszym zjawiskiem jest nie tyle bierny odbiór relatywizmu poznawczego, co środki aktywnego wpływu na odbiorcę, choćby poprzez zmasowany systemowy hejt. Przyjmuje się, że obrażanie, ośmieszanie czy poniżanie innych to jedna z form cyberprzemocy. Podkreśla się przy tym jej anonimowość i nie zawsze powszechny zasięg. Ale jak ocenić liczne przypadki stosowania powyższej metody w sposób publiczny, skierowanej nie tylko na jednostkę, lecz określoną grupę osób lub środowisko, zwłaszcza gdy ma ona charakter zmasowany w określonym czasie i przestrzeni politycznej. Celem – moim zdaniem – jest uzyskanie istotnego minimalnego choćby skutku.
To minimum to zmuszenie atakowanego podmiotu do zaniechania reakcji i odpowiedzi na oszczerstwa, manipulacje itp. W efekcie uzyskuje się milczenie, zmianę oglądu publicznego danej sprawy, a więc to co jest głównym, bezpośrednim celem cenzury. Oprócz cenzury tego rodzaju zwolennicy totalitaryzmu uzyskują w manipulowanym przez siebie społeczeństwie mylne mniemanie, a później wręcz opinię publiczną, o atakowanym przez zmasowany hejt podmiocie. Ponadto wytwarza się strach, czyli jeden z podstawowych instrumentów władzy każdego totalitaryzmu. Wówczas niejako ostrzega się jednostkę i atakowany podmiot zborowy: uważaj, hejt może spotkać również ciebie. Hejt jest wszędzie!
Stosuje się przy tym stare metody relatywizmu poznawczego, odwracanie pojęć, przypinanie etykiet i cech atakowanemu, które właśnie wyróżniają atakujących. Przykład najbardziej powszechny to stwierdzenie: „przecież wszyscy kłamią”.
W kontekście obecnej epoki cyberprzestrzeni podkreślam – poprzez medialną manipulację, w tym cenzurę faktyczną czyli prawną i bezprawną, doprowadza się do wykluczenia społecznego z dyskusji na ważne tematy o znaczeniu publicznym. Właśnie po to dziś w Polsce wyzywa się od „faszystów” nietolerowanych adwersarzy. Przypomina mi to kontekst miniony w dawnej NRD. Najgorszą obrazą, graniczącą ze śmiercią cywilną, było wyzwanie pijaczka pod budką z piwem mianem faszysty.
Nawiązując do „demokracji” w Niemieckiej Republice Demokratycznej zaznaczam, że kiedyś represje totalitarne dotyczyły bezpośrednio jednostki. W państwach totalitarnych uzyskały wyższy instytucjonalny i organizacyjny poziom. To właśnie państwo ze swoim rozbudowanym aparatem represji wzięło na siebie zadanie tłumienia niezależności jednostki ludzkiej, całych grup społecznych, w skrajnym przypadku posuwając się do ludobójstwa. Poprzez wszechobecny strach, a nawet anihilację fizyczną, zmuszano pojedyncze osoby i całe grupy do milczenia. Etykieta nie ma tu znaczenia. Może to czynić aparat państwowy zwolenników „państwa socjalnego”, czy socjalistów narodowych, demokratów ludowych, tudzież komunistów. Myślę, że postępowa ludzkość zawsze jest gotowa wytworzyć nowe etykiety.
Obecnie nastała już epoka kolejnego, jeszcze szerszego i może głębszego (sztuczna inteligencja) stadium opisywanego procesu. Unowocześnione zostały metody działania a rozmiar przybrał charakter globalny. Poprzez światowy system przekazu informacji próbuje się wpływać na zachowanie nie tylko jednostki, czy grup społecznych, ale całych prawnie zinstytucjonalizowanych systemów, czyli państw i ich rządów. Oprócz szantażu ekonomicznego (finansowego) tworzy się jawne i tajne grupy nacisku politycznego, organizując ich aktywne ekspozytury (legalny i nielegalny lobbing) w obszarze medialnym. Nie jest to proces żywiołowy, lecz zazwyczaj dobrze zorganizowana działalność, z własną taktyką, priorytetami i ekspertami od social media.
Nie wchodząc w szczegóły można zaobserwować finansowanie grup nacisku poprzez na przykład legalne organizacje pozarządowe, także ponadnarodowe, finansowane poza kontrolą państwową. Stosuje się zmasowaną propagandę w mediach społecznościowych, w tym hejt wobec określonych osób lub niewygodnych dla totalitarnej agendy tematów. Świeży przykład: cytowanie publicznie Pisma Świętego przez czołowego polityka w wystąpieniu politycznym jest „nie na miejscu”, jest faux pas.
Przywołam inną egzemplifikację z ostatnich kilku miesiącach powszechnie obecną w przestrzeni polskiej infosfery. Znamienna jest metoda przedstawiania problematyki „Zielonego Ładu”, jako efektu polityczno-ekonomicznego tzw. klimatyzmu. Jest to de facto instrument podporządkowania i ograniczania sposobu życia zarówno jednostki, jak i całych grup społecznych oraz państw wobec narzucanej z zewnątrz agendy. Korzysta się tu z ograniczania dyskursu naukowego (wyżej przedstawioną metodą zmuszania do milczenia), by uzyskać oczekiwany efekt.
Sztuczna inteligencja, szybkość i masowość przepływu informacji przy manipulowaniu danymi daje efekt masowego rażenia odczuwalny w całym systemie przepływu informacji, a więc w zasadzie na skalę globalną. Jednostkowe akty zdrowego rozsądku lub protesty przypominają słynne zdjęcie ze zjazdu narodowych socjalistów, gdzie wśród tysięcy hajlujących hitlerowców fotograf uwiecznił osobę, która nie podniosła ramienia w hitlerowskim pozdrowieniu.
Chwała dla tej jednostki, ale również dla fotografa, który ten obraz uwiecznił i przekazał dalej. Najistotniejszy w tym przykładzie jest mężczyzna, który na zjeździe miał odwagę cywilną i wyłamał się z systemu, bo wszechobecny strach go jeszcze nie złamał – a także fotograf, który miał szansę wykonać fotografię i udostępnić ją opinii publicznej wolnej części świata.
Zarówno w przeszłości jak i w dzisiejszym świecie epoki relatywizmu chodzi również o akceptację kłamstwa jako dopuszczalnej metody walki politycznej.

Dziś, w tym miejscu, w sposób szczególny uświadamiamy sobie zasadniczą rolę, jaką w demokratycznym państwie spełnia sprawiedliwy porządek prawny, którego fundamentem zawsze i wszędzie winien być człowiek i pełna prawda o człowieku, jego niezbywalne prawa i prawa całej wspólnoty, której na imię naród.
To słowa Jana Pawła II wypowiedziane w polskim sejmie dokładnie 26 lat temu (11 czerwca 1999). Jakże są aktualne! Polski papież przestrzegał w dalszej części słynnego przemówienia przed zagrożeniami, jakie mogą wynikać z redukcyjnych wizji istoty i powołania człowieka i jego godności: „nie ma wolności bez solidarności [..] Państwo powinno bowiem być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych, czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu”.
Przytoczył wówczas znamienny, wielokrotnie później przypominany, cytat Jego encykliki Veritatis splendor: „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. „Pojawia się dzisiaj –podkreślał papież – nie mniej poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej. Jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy.”
Godzi się przypomnieć te słowa świętego Kościoła katolickiego wobec wyraźnie widocznego od dekady szantażu instytucji Unii Europejskiej oraz wobec poszerzania tzw. kompetencji nienazwanych również w celach ideologicznych, a więc nie zawartych in extenso w traktatach, tylko wynikających z „konieczności rozszerzonej interpretacji”.
Dlatego w polskim Sejmie, 26 lat temu Jan Paweł II zaznaczył ważną polityczną rolę Kościoła. Przestrzega zarówno przed redukowaniem wizji zjednoczonej Europy wyłącznie do jej aspektów ekonomicznych, politycznych, jak i przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia. Zdaniem polskiego Papieża nową jedność Europy, jeżeli chcemy, by była ona trwała, winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś kształtowały, z uwzględnieniem bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów. Ma to być bowiem wielka Europejska Wspólnota Ducha.
Zatem Kościół nie może milczeć mimo hejtu i oszczerstw wobec jego przedstawicieli. Jakże proroczo brzmi podsumowanie papieskie: „Duchowe oblicze Europy kształtowało się dzięki wysiłkowi wielkich misjonarzy i dzięki świadectwu męczenników. [..] Cóż, nie ma wolności bez ludzkiej solidarności, nie ma wolności bez głoszenia prawdy, nie ma wolności bez odpowiedzialności za nią i… nie ma wolności bez ofiar, bez świadectwa najwyższej odwagi i poświęcenia. Cena jest niebotyczna: wolność i godność osoby ludzkiej”.
W systemie mediów totalnych jedyną szansą jednostki jest jej samoorganizacja z innymi ludźmi. W pierwszej kolejności po to, by wytworzyć w miarę stały system wymiany informacji między sobą i przekazać tę zagregowaną wiedzę światu. Samizdaty wirtualne mają przyszłość.