Zbliża się wielkimi krokami czas tak zwanych wakacji z całą gamą planów wypoczynkowych, ale i dodatkowych kosztów przetrwania do czasu ukochanej przeze mnie jesieni – z listopadem, wiatrem w oczy i deszczem ze śniegiem, w drodze przez kałuże w przeciekających butach, z głową w stanie podgorączkowym. Kocham ten czas! Pełny romantyzm!
Teraz zaś przychodzi podwyższona temperatura, bo taki mamy klimat (!) i planeta niebawem zapłonie. Co więcej, znaczna część naszej malejącej i starzejącej się populacji ruszy przez „ten kraj” i poza Polskę w autokarach, autach i pociągach, a nawet drogą lotniczą. Zrobimy to, aby zmęczyć się i udręczyć w jeszcze większych upałach. Jedź na Południe młody człowieku!
W tym czasie podróżnym czekają nas także przemiłe niespodzianki, tzw. wartości dodane (jak to w nowoczesnej ekonomii). Rozliczne biura podróżnicze, niejako za darmo, wypełniają turystom czas odsiadywania w autokarze opowieściami. A przemierzając nasz Dolny Śląsk z jego dość skomplikowaną historią, jest co niemiara okazji do snucia takich „opowieści pełnych treści”. Jedne mrożą krew w żyłach, a inne wprowadzają w pogodny nastrój. I właśnie o te treści chodzi!
Można usłyszeć z ust przewodnika (-czki) czy pilota (-tki) historię tysiąclecia niejako w pigułce. Akcentuje się przynależność państwową ziem śląskich raz do Czech, innym razem do Austrii lub Prus, zależy jakie zabytki mijamy po drodze. Również do Polski. Stosunki naszych książąt i królów bywały dramatyczne. Tak między Piastami a Wettynami, i Luksemburgami, Jagiellonami i Habsburgami, ale i między Piastami a Przemyślidami.
Ale czy można wyprawę księcia czeskiego Brzetysława w 1034 roku skwitować zdaniem o kradzieży relikwii św. Wojciecha z katedry w Gnieźnie? Przecież Brzetysław zrabował te relikwie! W uroczystej procesji wniesiono je do Pragi. Jak podaje czeski kronikarz Kosmas „Za nimi postępowało dwunastu wybranych kapłanów z trudem dźwigających ciężar złotego krucyfiksu. (…) Na końcu więcej niż na stu wozach wieźli olbrzymie dzwony i wszystek skarb Polski, za nimi postępował niezliczony tłum znakomitych mężów, z rękami skrępowanymi żelaznymi prętami i zdławionych obręczami na szyje”. Najazd czeski splądrował Wielkopolskę, zrujnował Gniezno i Poznań tak, że dzikie zwierzęta znalazły legowiska w ruinach kościołów. Brzetysław zajął i przyłączył Śląsk do Czech. Zniszczenia można porównać z późniejszym o setki lat „potopem” moskiewsko-szwedzkim.
Takim opowieściom towarzyszy zwykle komentarz porównujący Polskę i Polaków z innymi „światlejszymi” narodami. Polacy, w zestawieniu na przykład ze wspomnianymi Czechami, będą więc skłóceni z sąsiadami przez swoje bezsensowne nieustanne „wywijanie szabelką”. Na wzajemnych stosunkach ciąży też rzekoma „napaść Polski na Czechy wspólnie z Hitlerem w 1938 roku”. Za pretekst tej napaści posłużyło Polakom przyłączenie do Czech śląskiego Zaolzia w 1920 roku „poza plebiscytem”. Oczywiście zbrojny najazd czeski na polski Śląsk Cieszyński i wymordowanie żołnierzy i urzędników polskich niegodne jest wspomnienia. Prezydent Czesko-Słowackiej republiki Tomasz Masaryk podjął się „niewinnie” blokady dostaw dla polskiej armii w czasie naszej dramatycznej obrony przed sowieckim najazdem w 1920 roku. I później nadal, wspólnie z Niemcami i Sowietami, Czechy przyłączyły się do wojny celnej z Polską. To zdaniem „historiozofów wycieczkowych” incydenty nie warte wzmianki.
Idealizacja Czech jako państwowości, dawniej i dziś, podobnie jak i innych państw, należy do stałego repertuaru pilotów wycieczkowych umilających wiedzą historyczną podróż uczestników ekskursji. Pozostając przy porównaniach z Czechami dowiemy się, że jest to bardzo kulturalny naród, bo w zasadzie ateistyczny. A jeśli jakiś ślad religijności przetrwał, to nie będzie on związany z Kościołem Katolickim. To był bardzo niedobry kościół i „kreował” na świętych różne wcale nieświęte osobistości. Wyznawcy reformatorskich idei Jana Husa, spalonego na stosie w 1415 roku, i kontynuatorzy reform tacy jak Marcin Luter przysporzyli światu wiele dobra i wolności. Wprawdzie od 1618 do 1648 roku trwała wojna międzyreligijna, która spustoszyła „całą Europę”, ale zakończył ją „pokój westfalski”. Wprawdzie wprowadzono zasadę „czyja władza tego religia”, ale protestanci na terenach podlegających katolickim Habsburgom mogli budować poza murami miast swoje „kościoły pokoju”.
Rzut oka na mapę uświadomi nam, gdzie naprawdę kończy się Europa. To dzięki przyłączeniu księstw śląskich w XIV wieku do Królestwa Czech łatwo wytyczyć zasięg wojny trzydziestoletniej, która ogarnęła „całą Europę”. Mamy w swoim władaniu największa część Śląska i dlatego możemy być członkiem Unii Europejskiej (to moje odkrycie). Reszta Polski to przecież Azja! Na tej zasadzie, na jakiej posiadając kawałek europejskiego lądu – Stambuł / Konstantynopol, Turcja mogła pretendować do członkostwa w Unii Europejskiej.
Tak więc (w myśl wycieczkowej historiozofii) Czesi nie mają konkordatu z Watykanem i dzięki temu niedziele zamiast w kościołach spędzają w swoich domkach letniskowych. Świetnie zorganizowane państwo czeskie zapewnia im wszelką opiekę i usługi. Pamiętają też o swoich bohaterach, szczególnie z czasów „walki z nazistowską okupacją”. To przecież żołnierze czescy zorganizowali zamach na Protektora Rzeszy w Czechach i Morawach, Reinharda Heydricha. Następujące po tym ciężkie represje doprowadziły do spalenia wsi Lidice. Czescy piloci walnie przyczynili się do obrony Wielkiej Brytanii w 1940 roku… i tak dalej i dalej.
Dobrze byłoby wyposażyć wyjeżdżających z naszych ziem śląskich w daleki lub bliski świat w broszurowe wydawnictwo, a też w internetową stronę – na temat naszej prawdziwej śląskiej historii i teraźniejszości.