Debaty

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w wielu dużych miastach Polski kościół katolicki organizował dni Kultury Chrześcijańskiej. Spotykały się one z bardzo dużym zainteresowaniem nie tylko katolików. W parafiach odbywały się prelekcje, debaty, wykłady, koncerty muzyki sakralnej. Szczególnym powodzeniem cieszyły się spotkania autorskie z pisarzami i publicystami. Tu można było usłyszeć to, czego nie sposób było dowiedzieć się z oficjalnych mediów.

W mojej parafii wystąpił m.in. publicysta Andrzej Drawicz. Doskonale pamiętam jego szczere wyznanie, że gdy był jeszcze „reżimowym” dziennikarzem, napisał na zamówienie jednej z gazet artykuł, którego fragment zacytował: – Obradowało Biuro Polityczne PZPR. Wybrano nowe władze partii. Te nazwiska – tu zrobił miejsce do ich wymienienia, bo obrady jeszcze trwały – gwarantują, że Polska będzie rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio.

Przed nami niezwykle ważne dla Polski wybory prezydenckie. Za nami wiele debat, które powinny ułatwić wyborcom podjęcie decyzji na kogo oddać głos. Czy rzeczywiście? Niekoniecznie, bo niektórzy kandydaci kierowali się zasadą „cóż szkodzi obiecać”. Jeżeli nie debaty, to może komentarze dziennikarzy różnych stacji telewizyjnych i prasy? Również niekoniecznie. Gdy słuchałem i czytałem relacje z debat w niektórych mediach (TVN, Onet, Gazeta Wyborcza), przypominało mi się właśnie spotkanie z Andrzejem Drawiczem. Opisy debat były takie, jakby ich autorzy w ogóle ich nie oglądali. Ich kandydat zawsze wypadał najlepiej, a konkurenci, zwłaszcza główny rywal, nie dorównywali mu pod żadnym względem.

Kto oglądał wszystkie debaty i śledził relacje z różnych mediów, a nade wszystko konfrontował słowa z rzeczywistością, ten zapewne dokona właściwego wyboru, dobrego dla siebie, rodziny i Polski.

Większość sondażowni prognozowała, że w pierwszej turze znaczną przewagę nad kandydatem obywatelskim – Karolem Nawrockim, uzyska kandydat PO – Rafał Trzaskowski. Tuż przed wyborami, chcąc zachować pozory wiarygodności, sondaże zaczęto „urealniać”. Ostatecznie nieznacznie wygrał Trzaskowski. Zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie, był słaby wynik bardzo dobrze prezentującego się bezpartyjnego kandydata samorządowców Marka Wocha, a zwłaszcza Marka Jakubiaka, znakomitego kandydata Wolnych Republikanów. Ich wyniki, jak podkreślają eksperci, niewiele mówią o samych kandydatach, a więcej o wyborcach. „Sorry, takie mamy społeczeństwo” – chciałoby się powiedzieć. Za największego beneficjenta wyborów uważa się kandydata Konfederacji – Sławomira Mentzena. I jemu chciałbym poświęcić parę słów.

Sławomir Mentzen, mimo wielu zalet, które dostrzegam, mnie, wyborcy, który nigdy nie należał i nie należy do żadnej partii, nie przekonał, że warto na niego postawić. Jego program ogólnie mógł się podobać, ale niektóre szczegóły (legalizacja marihuany, dostęp do broni, likwidacja NFZ, obrót kryptowalutami), już niekoniecznie. Jego wynik – 14,8% to niewątpliwie sukces, zwłaszcza że poparło go wielu młodych wyborców. Mentzen zdaje sobie z tego sprawę i próbuje ten fakt wykorzystać. Na pytanie o przyszłe wybory parlamentarne mógłby dziś odpowiedzieć, jak kiedyś Waldemar Pawlak: – Wybory wygra nasz przyszły koalicjant. Pytanie tylko: czy ktokolwiek nim będzie?

Zaraz po pierwszej turze niemal wszyscy kandydaci, oprócz Mentzena, oświadczyli, którego kandydata poprą w drugiej. Mentzen oświadczył, że doradzi swoim wyborcom na kogo powinni zagłosować w drugiej turze, ale dopiero po rozmowach z oboma kandydatami. Zaprosił ich do dyskusji na swoim kanale You Tube, uzależniając poparcie od podpisania jego ośmiopunktowej tzw. „deklaracji Toruńskiej”. Karol Nawrocki ją podpisał, natomiast Rafał Trzaskowski zgodził się tylko na cztery punkty, odmówił jednak złożenia podpisu. Rozmowy te oglądało na żywo około 600 tysięcy widzów, co było rekordem oglądalności tego kanału. I to był kolejny sukces reprezentanta Konfederacji.

Jak już wspomniałem, Mentzen mnie nie przekonał, a raczej do siebie zraził. Dlaczego?

W kampanii wielokrotnie podkreślał konieczność usunięcia z polityki dualizmu PO-PiS, że PiS i PO to jedno zło. Obie partie mają elektoraty, o których Konfederacja może tylko pomarzyć. Czy to powód, by je bezrefleksyjnie, bez względu na fakty, zwalczać? Czy nie widzi różnicy między propaństwowym i prospołecznym PiS, a liberalno-lewacką Platformą?

Twierdził, że należy usunąć z polityki ludzi starszych, takich jak Tusk (jestem za, ale nie ze względu na wiek) i dać szanse młodym. Zgoda co do wprowadzania ludzi młodych do polityki, ale nie kosztem cezury wiekowej. De Gaulle, Reagan, Adenauer, Churchill, Paderewski – wszyscy byli w podeszłym wieku (wapniaki, jak mówią młodzi), a ile dobrego zrobili dla swoich krajów.

Czy potrzebna była dodatkowa rozmowa z Trzaskowskim, by zorientować się, który kandydat byłby lepszym prezydentem? Trzaskowski jest czynnym politykiem już ponad 20 lat. Jeżeli ten czas nie pozwolił Mentzenowi wyrobić sobie o nim zdania, to może powinien zastanowić się czy nadal zajmować się polityką.

Skoro już z nim rozmawiał, to dlaczego nie zapytał choćby o zamiar likwidacji IPN, o Jedwabne, o szpital w Oleśnicy, o repolonizację mediów, prywatyzację lasów czy o rekordowe zadłużenie państwa?

Młody elektorat bez jego rekomendacji też wiedziałby, jak zagłosować. Tymczasem on posiał w nich wątpliwości. Jestem przekonany, że mimo wszystko wybiorą kandydata dobrego dla Polski.

Picie alkoholu w nadmiarze szkodzi. Mentzenowi zaszkodził już jeden kufel piwa wypity w towarzystwie Trzaskowskiego i Sikorskiego – tego, który twierdził, że Polska po II wojnie światowej „zyskała terytorialnie” kosztem Niemiec i nie ma co liczyć na reparacje. Jeden z internautów tak skomentował to spotkanie: – Człowiek, który miał być antysystemowy, próbuje wejść do systemu. Zamiast wywrócić stolik, przyjął rolę kelnera przy partyjnym stole. Jego elektorat został wystawiony do wiatru. Zbudował pozycję na buncie, by potem usiąść z tymi, których krytykował.

Pierwsze bezpośrednie starcie Trzaskowskiego i Nawrockiego przed drugą turą odbyło się 23 maja 2025 roku. Należę do tych, którzy uważają, że nie powinno do niej dojść – nie tylko dlatego, że organizowała ją TVP w likwidacji, ale też dlatego, że z zasady z szulerem nie siada się do stołu. Ostatnia debata odbyła się w Końskich 28 maja. Tak jak przypuszczałem, Trzaskowski się na niej nie pojawi, bo bał się, że Demagog znów obnaży jego kłamstwa?

Od początku kampania prezydencka była brutalna, pełna fake newsów, a w drugiej turze jeszcze się zaostrzyła. Bardzo aktywnie bierze w niej udział premier Tusk. Trudno się dziwić, bo jak powiedział: – Problem z panem Nawrockim polega na tym, że mamy z nim poważny problem. Koronnym świadkiem Tuska na okoliczność, że rzeczywiście Nawrocki jest poważnym problemem, są wypowiedzi patocelebryty Jacka Murańskiego.

W niedzielę 25 maja w Warszawie odbyły się dwa marsze poparcia – dla Trzaskowskiego pod przewrotnym hasłem „Wielki Marsz Patriotów” i dla Nawrockiego pod hasłem „Marsz za Polską”. Różnice w zachowaniu uczestników były uderzające. Tusk przemawiając na wiecu Trzaskowskiego powiedział, że wierzy w Polskę ludzi uczciwych, w lepszą przyszłość, w bezpieczną Polskę, w prezydenta, który myśli wyłącznie o Polsce.

Panie Tusk, podobnie jak Pan myśli wielu Polaków. Wszyscy wierzą w Polskę ludzi uczciwych, w lepszą przyszłość, w bezpieczną Polskę i liczą, że wkrótce zostanie wybrany prezydent, który będzie myślał wyłącznie o Polsce. Dlatego pierwszego czerwca zagłosują na kandydata obywatelskiego – Karola Nawrockiego, a w najbliższych wyborach parlamentarnych właśnie na takich uczciwych ludzi.

W dniach 26-27 maja br. odbyła się w Rzeszowie, po raz pierwszy w Polsce, konferencja CPAC (Conservative Political Action Conference), na której sekretarz bezpieczeństwa narodowego USA, Kristi Noem, powiedziała: – Potrzebujecie właściwego przywódcy, by poprowadził wasz kraj. Ameryka chce być waszym silnym, najsilniejszym sojusznikiem – by chronić waszą wolność i dobrobyt. Dodała, że jeśli Polska wybierze lidera współpracującego z Donaldem Trumpem, zyska potężnego partnera.

Pani Sekretarz, 1 czerwca taki przywódca zostanie wybrany. Będzie nim Karol Nawrocki. Widzowie oglądający 26 maja w TV Republika wywiad z Martą Nawrocką, mogli się przekonać, że pierwsza dama, żona nowego prezydenta, będzie również znakomicie reprezentować Polskę. Tak się stanie, jeżeli zabierzemy rodzinę, sąsiadów, przyjaciół i weźmiemy udział w tych wyborach. Zadecydują one o przyszłości Polski. Nie zmarnujmy tej szansy. Od naszej frekwencji zależy siła demokracji i to, kto będzie nas reprezentował. Nie pozwólmy, aby ktoś zadecydował za nas. Do zobaczenia przy urnach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *