Co ma Piłsudski do Kristi Noem?

Ludzie amerykańskiej Partii Demokratycznej – wówczas rządzącej w USA – wpływali na wynik polskich wyborów do Sejmu i Senatu jesienią 2023 roku. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero teraz, gdy Republikanie, którzy przejęli Biały Dom, ujawnili kwity. Okazało się, że środowisko Bidena i Harris to recydywiści, bo także w obecnej kampanii prezydenckiej nielegalnie wsparli Trzaskowskiego. Zasługuje to na publiczne potępienie – i tak właśnie zareagowała nasza strona.

Niedługo potem do Polski przyjechała jedna z najbardziej wpływowych osób w gabinecie Donalda Trumpa – sekretarz (czyli minister) ds. bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem – udzielając zdecydowanego poparcia Karolowi Nawrockiemu. Przy okazji nazwała Trzaskowskiego socjalistą i przestrzegła przed jego dyktaturą, gdyby wygrał. Ucieszyło to patriotów, bo w sytuacji brutalnej kampanii wyborczej ze strony obozu kosmopolitycznego, każde ręce na pokładzie są przydatne, a już zwłaszcza ręce amerykańskie.

Lewica z USA (określająca się jako liberałowie – w zasadzie jeden czort) wspierała „swoich” nad Wisłą i Odrą całkiem konkretnie: finansowo. Prawica z USA wybrała rozwiązanie znacznie tańsze, „low-cost”-owe, przyoszczędziła, dała „swoim” w Polsce dobre słowo czyli wsparcie propagandowe i moralne. „Tyz piknie” – jak mawiał Kwiczoł, jeden z kompanów Janosika.

Cóż, pewnie nie czas na szlachetną grę w szachy z przestrzegającym reguł fair play rywalem, gdy wrogowie obozu patriotycznego nacierają z bejsbolami i kastetami. Tak, wiem trzeba odpowiedzieć im tym samym. Co z tego, że będziemy moralnymi zwycięzcami i słuszność będzie po naszej stronie – jak przegramy. Rozumiem logikę walki z ludźmi bez zasad. Znam „Barwy kampanii” – i to nie tylko znany amerykański film, ale przede wszystkim praktyka polskich wyborów od 1991 roku, gdy startowałem w nich po raz pierwszy, wygrywając z Wrocławia mandat do Sejmu RP. I wiem, że nie jest to zajęcie dla pensjonarek.

Chodzi jednak o sprawę zasadniczą. O zewnętrzną ingerencję w polskie sprawy i polskie wybory. Wiem, świat jest globalną wioską od 1962 roku, gdy tak to ujął Herbert Marshall McLuhan i zależności, kontakty, polityczne sympatie i sojusze ponad granicami są czymś naturalnym. Ja też uniosłem kciuk do góry, gdy czytałem opis wystąpień sekretarz Noemi w podrzeszowskiej Jasionce. Jak ONI mają „swoich” Amerykanów, to MY pokazaliśmy, że też mamy „swoich”– do tego aktualnie rządzących.

Trawestując słowa Melchiora Wańkowicza, który wygrał w II Rzeczypospolitej konkurs na reklamę cukru: „Cukier krzepi” – „Trump krzepi”. Pokrzepiła nas pani minister z gabinetu 47. prezydenta USA. Radując się z tego musimy mieć jednak pełną świadomość, że Amerykanie, z jednej i drugiej opcji, mają swoją agendę, swoje interesy i wyznają starą amerykańską zasadę, iż „nie ma darmowych lunchów”. Przyjmując poparcie Republikanów, a w zasadzie Białego Domu pamiętajmy o wezwaniu Józefa Piłsudskiego: „Brać – ale nie kwitować!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *