O ludziach zaliczanych w PRL do elity nie ma sensu się rozpisywać. Jacy byli – wszyscy wiedzą – sprzedajni najemnicy Moskwy. Wydawało się, że w III RP wyłonią się nowe elity, które będą znacznie się różnić od tych komuszych. Społeczeństwo, a przynajmniej jego znaczna część, tego oczekiwała. Minęło ponad 30 lat od transformacji ustrojowej. Wydaje się, że po takim okresie demokratycznych doświadczeń Polacy będą w stanie odróżnić ziarno od plew, że z czasem będą wyłaniać coraz lepsze elity. Tymczasem okazuje się, że niekoniecznie, o czym świadczą ostatnie wybory parlamentarne.

Dlaczego dokonujemy takich wyborów? Niestety, demokracja na to pozwala. Swój sceptycyzm wobec niej wyraził kiedyś Winston Churchill: – Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą. Jednocześnie uznał: – Demokracja to najgorsza forma rządów, jeżeli nie liczyć wszystkich innych, których już próbowano. Innymi słowy, demokracja nie jest doskonała, ale lepsza od znanych alternatyw.
Badania Thomasa Carasa z Uniwersytetu w St. Gallen w Szwajcarii wykazały, że elity niskiej jakości wyraźnie hamują rozwój swoich państw. Udowodniono, że to od nich zależy dobrobyt obywateli, stosunki międzyludzkie i morale społeczeństwa. Obserwując nowe elity, które pojawiły się zarówno u nas, jak i w Unii Europejskiej, trudno nie zgodzić się z tą tezą. Tak będzie dopóki społeczeństwo nie powie im dość i nie zacznie stosować zasady Laurence’a J. Petera, zgodnie z którą pracownik może tak długo awansować, aż osiągnie poziom, na którym przestaje być kompetentny.
Wygląda na to, że poziom kompetencji ma ścisły związek z poziomem zachowań. To wyjaśniałoby, dlaczego politycy PO prowadzą swoje kampanie w sposób tak brutalny i kłamliwy, wykorzystując służby specjalne i armie hejterów, dlaczego stosują przemoc wobec dziennikarzy zadających niewygodne pytania, dlaczego łamią prawo, by za wszelką cenę zniszczyć opozycję. Czy nie boją się, że kiedyś będą musieli za to odpowiedzieć?
Na to pytanie odpowiedział znawca polityki krajowej: – Właśnie dlatego tak postępują, jak postępują, bo się boją, że kiedyś przyjdzie im za to odpowiedzieć. Dlatego Tusk straszy polityków swojej partii, że jeżeli będą trwały spory wewnątrz jego formacji, to PiS wróci do władzy i wszyscy trafimy do więzienia. Na szczęście ten antyPiS już się kruszy. W ludziach nie ma już takich negatywnych emocji, jakie udało się Tuskowi wzbudzić w 2023 roku.
Czy ludzie, widząc degrengoladę koalicji 13 grudnia dalej będą głosować na Platformę Obywatelską tylko dlatego, że nienawidzą PiS? Nie sądzę. Debaty prezydenckie, jakie odbyły się 9 maja w TV Republika i 12 maja w TVP w likwidacji, pokazały brutalną prawdę o stanie państwa prawa w Polsce. Choć, jak twierdzi posłanka Olga Semeniuk-Patkowska, debata w neo-TVP była ustawką, to pokazała wielką hipokryzję niektórych kandydatów. Nie trzeba być wielkim znawcą polityki, by domyśleć się, o kogo chodzi. Wnioski z dotychczasowych debat nasuwają się same. Nie należy kierować się sondażami i ślepo wierzyć kandydatom, ponieważ z reguły tuż przed wyborami potrafią obiecywać złote góry, a po wyborach szybko zapominają, co mówili. Należy konfrontować słowa z czynami oraz odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim okresie żyło się najlepiej i w których latach kraj najbardziej się rozwijał.
Na temat wyborów i aktualnie rządzącej „elyty” niedawno wypowiedział się prezes PiS, Jarosław Kaczyński: – Bardzo zły incydent w polskiej historii. Wybory będą początkiem odwrócenia biegu wydarzeń. Okazję,by zacząć odwracać ten „zły bieg wydarzeń”, będziemy mieli 18 maja i 1 czerwca podczas dwóch tur wyborów nowego Prezydenta RP. Trzeba koniecznie wziąć w nich udział i – parafrazując tytuł książki prof. Jana Majchrowskiego – sprzeciwić się „uzbrojonym analfabetom”. Tym bardziej, że nie będą one równe dla wszystkich, ponieważ część kandydatów czy wspierających ich środowisk, nie otrzymała należnych im środków finansowych na prowadzenie kampanii. Pamiętajmy – od tych wyborów, jak powiedział kandydat na prezydenta, Marek Jakubiak – może zależeć, czy Polska w ogóle będzie istnieć.
Obecną przedwyborczą sytuację w kraju ocenili również dwaj najważniejsi politycy konserwatywni. Były premier Mateusz Morawiecki powiedział: – Nadchodzi czas Nawrockiego i żółtej kartki dla rządzących. Cierpliwość Polaków się kończy. Z kolei kończący swą kadencję prezydent Andrzej Duda przypomniał swój start w wyborach prezydenckich:– Dobrze pamiętam, jak przed wyborami prezydenckimi byłem brutalnie oczerniany przez różne środowiska, to było bardzo dla mnie przykre. Na szczęście moi Rodacy nie dali się oszukać i mądrze wybrali.
Panie Prezydencie, i tym razem się nie dadzą!