Można oszukać społeczeństwo nierealnymi obietnicami, znacznie trudniej manipulować gospodarką, czy instytucjami publicznymi, które pogrążają się w bezprecedensowej zapaści. Pozostaje pytanie – czy jest to nieudolność, czy intencja rządzących.
Po półtorarocznym administrowaniu krajem, koalicja rządząca dołuje w sondażach, tak jak dziura budżetowa, którą funduje społeczeństwu. Premier wychwala pakiet 120 ustaw deregulacyjnych, ale czeka z nimi do „po wyborów”. Może to i lepiej, bo deregulacja dziadostwa może spowodować tylko katastrofę. Działalność sejmu negatywnie ocenia 56% ankietowanych przez CBOS (senat – 41%), co specjalnie nie dziwi, gdy szef resoru spraw zagranicznych ustawia Polskę przeciw USA, chwaląc Niemcy i brukselokratów. Minister kpi z Polaków, przedkładając ideologiczną agitkę dla młodszych klas licealnych – komentuje Witold Waszczykowski, były szef MSZ.
Choć wzrost płac (7,1%), a inflacja – 4,9%, to drożyzna drenuje kieszenie obywateli-podatników. Teraz będą jeszcze opłacali brukselską obronność, czyli przemysł zbrojeniowy niemiecki i francuski, gdy rządzący oddają polskie zdolności obronne w ręce niemieckie. Brukselokraci-nieuki nie pamiętają, że to właśnie państwo niemieckie wywołało dwie wojny światowe. Z kolei opłacana przez podatników Straż Graniczna nie ujawnia, ilu migrantów podrzucają niemieccy sąsiedzi. Nie legitymuje się gości, nie sprawdza, czy przybyli z litewskich ośrodków dla migrantów. Administracja 13 grudnia wiele mówi o bezpieczeństwie obywateli (szczególnie przed wyborami), ale nie zamyka granicy, i nawet nie pyta Niemców, ilu migrantów nam dostarczyli.
Nie ma sukcesów w gospodarce. Nie rozlicza się partyzanckiego społeczeństwa obywatelskiego(ngo’sy) finansowanego z zewnątrz, a działającego destrukcyjnie i antypaństwowo. Nie zlikwidowano nawet TVP w likwidacji, a ambitna minister porywa się na ograniczanie nauczania religii dla uczczenia 1000. rocznicy Królestwa Polskiego. Tymczasem zwolennicy PO (podobno tylko oni wierzą, że Polska nadaje ton UE) nie ustępują. W Szczecinie ostrzelano mieszkanie, w którym zawieszono baner Karola Nawrockiego, i to w niedzielę Wielkanocną. Niemniej organy ścigania nie są tak aktywne, jak w przypadku opinii krytycznych wobec podającego się za filantropa, czy oleśnickiej aborterki.
W zalewie przedwyborczych obietnic (głównie dla swojego elektoratu) administracja 13 grudnia zamierza reformować służbę zdrowia, zmniejszając składkę zdrowotną dla lepiej zarabiających. Czy pomoże szpitalnictwu – wątpliwe, ale przysporzy elektoratu. Przeciwnicy takich rozwiązań mogą krytykować, ale chyba do czasu. Tzw. mowa nienawiści okazała się skutecznym narzędziem do pacyfikowania przeciwników politycznych. Administracja 13 grudnia forsuje ustawę penalizującą tę mowę. Nie obawia się konsekwencji dla siebie, bo według praworządności demokracji walczącej, stosują prawo tak, jak je rozumie.
Neokolonializm
PO-mysły na krajową gospodarkę okazują się tyleż kabaretowe, co szkodliwe. Za „pierwszego Tuska” ruch bezwizowy z obwodem królewieckim miał sprzyjać wolnemu handlowi i zmniejszaniu bezrobocia. Jednym słowem rozwój gospodarczy kraju w rękach ruskich przemytników. Teraz PO-litycy proponują wspólne zakupy broni w ramach solidarnej współpracy unijnej. Nie będzie nowych kontraktów z USA – mówi Paweł Kowal dla anglojęzycznego portalu Politico. Zamówienia na 500 Himarsów nie będą realizowane. Polska musi dywersyfikować zakupy – zaopatrywać się w przemyśle europejskim i krajowym. Podążając za tym rozumowaniem, nasz kraj powinien finansować unijne fabryki zbrojeniowe, bo po co nasz przemysł miałby się tym kłopotać.
To obiecujący trend dla naszych sąsiadów, bo przecież gdy sejm przyjął ustawę wiatrakową, od razu wzrosły notowania niemieckiej firmy wiatrakowej, chylącej się do upadku. Nie inaczej w handlu. Sieci handlowe z powodzeniem stosują agresywne optymalizacje podatkowe (po prostu wykręcając się od podatków), gdzieindziej niespotykane. Nic więc dziwnego, że niemiecka sieć sklepowa Woolworth zamierza zbudować w naszym kraju 45 nowych placówek (za 65 mln zł). Teraz dysponuje już 50 sklepami.
Można zmienić stopień inflacji (zmieniwszy szefa GUS, ograniczywszy tzw. koszyk zakupów), ale nie udaje się wprowadzić zerowego VAT na żywność, czy odrzucić zielony ład (droższa energia). Co więcej, wraca luka VAT-owska, z którą tradycyjnie PO przegrywa. W konsekwencji ponura perspektywa – rezygnacja z wielkich inwestycji, cięcie wydatków społecznych i zapaść służby zdrowia, co jest argumentem za jej prywatyzacją.
Patriotyzm gospodarczy
Administracja 13 grudnia bije rekord za rekordem. Deficyt za styczeń i luty 2025 roku przekroczył 36 mld zł. Dla porównania – w 2021 roku – 26,3 mld zł, w 2022 – 12,7 mld zł. W tym roku wydatki będą większe od dochodów o 289 mld zł. Takiego wyczynu nie dokonał jeszcze żaden rząd w przeszłości. W 2023 deficyt budżetowy wyniósł 85,6 mld zł.
Nie inaczej w spółkach skarbu państwa. Zysk Orlenu – 1,38 mld zł za rok 2024 – był blisko 20 razy większy w 2023 roku (20,9 mld zł), gdy zarządzał nim Daniel Obajtek. Trzeba jednak zaznaczyć, że zysk ze sprzedaży detalicznej paliw – 3,1 mld zł – był wyższy niż w 2023 roku – 2,5 mld zł. Analogicznie ze sprzedaży energii elektrycznej i gazu – 7,9 mld zł, poprzednio – 4,9 mld zł. Tak więc koncern dołuje, ale skutecznie opróżnia kieszenie klientom.
Handel (w większości w zagranicznych rękach) też nie próżnuje. Ceny w sklepach rosną szybciej niż inflacja. W marcu codzienne zakupy kosztowały o 7,7 % więcej niż w ubiegłym roku. Niemniej GUS podaje, że wskaźnik inflacji konsumenckiej wyniósł w marcu 4,9% rdr. Co gorsza, dynamika wzrostu przyspiesza. Rekordy biją ceny masła 27,4% rdr., artykułów tłuszczowych – 16,6%, owoce – 13,6%, napoje bezalkoholowe – 12,9%, słodycze – 11,3%, nabiał – 10,9%, warzywa – 8,69%, pieczywo – 7,1%, środki higieny osobistej – 5,8%, ryb – 5,8%, mięsa – 5,6%. Ceny artykułów codziennego użytku rosną dynamicznie.
Co mogą robić klienci – gdy na nich trudno oszczędzać. Starają się dorabiać. W 2024 roku liczba pracujących emerytów przekroczyła 872 tys. osób (w 2023 – 854 tys.). Tymczasem inflacja ogranicza siłę nabywczą oszczędności na kontach bankowych. Banki jednak dobrze zarabiają. W 2024 roku – zysk 42 mld zł (z podatku Belki – 10 mld zł), odprowadzając do budżetu 24 mld zł (podatki).
Straty Polskiej Grupy Energetycznej w 2024 roku przekroczyły 3 mld zł. Jastrzębska Spółka Węglowa też na stratach – 7,3 mld zł, podobnie jak Polska Grupa Górnicza – 3,6 mld zł. Sektor górnictwa i energetyki dołuje z powodu brukselskiego obłędu klimatycznego (ETS). W innych branżach nie lepiej, jeżeli nie gorzej. Zwolnienia grupowe w Poczcie Polskiej, PKP Cargo. Przyczyn tej katastrofalnej sytuacji dopatruje się w PO-fachowcach, którymi administracja 13 grudnia obsadziła spółki. Niezależnie od tego setki firm znalazło się na skraju bankructwa, gdy resort klimatu wstrzymał wypłaty za roboty w ramach programu Czyste Powietrze.
Gdy zwolnienia obejmują coraz więcej firm a przedsiębiorcy nie mogą znaleźć perspektyw rozwojowych, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister pracy, proponuje czterodniowy tydzień pracy. Inni PO-litycy roją sobie, że „będzie więcej Polski w gospodarce” (wiadomo, kampania wyborcza), a nawet o repolonizacji gospodarki (cokolwiek by to miało znaczyć), ale wszystkich przebił premier, kreśląc wizję jakiegoś imperium piastowskiego.
Dyktatura bezprawia
Nielegalne przejęcie mediów publicznych i Polskiej Agencji Prasowej, usunięcie prokuratora krajowego („dekretem premiera”), włam do siedziby KRS i biura Marszu Niepodległości, pozbawienie funkcji rzeczników dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych (w trakcie kadencji), stosowanie aresztów wydobywczych, nieludzkie traktowanie zatrzymanych, aresztowania posłów (m.in. chronionego immunitetem międzynarodowym), prześladowania opozycji na niespotykaną dotychczas skalę (odebranie subwencji), podważanie statusu sędziów, posługiwanie się kłamstwem, nieprzestrzeganie konstytucyjnego podziału władz – to tylko niektóre narzędzia bezprawia, stosowanego przez administrację 13 grudnia.
Zapowiadała przywrócenie praworządności, a skończyło się na łamaniu prawa, tak jakby celem praworządności było wykluczenie opozycji z życia politycznego. Kto zechciałby przeciwstawić się bezprawiu w majestacie prawa, temu zatka się usta ustawą o mowie nienawiści, a niezależnym mediom sąd odbierze koncesje.
Nielegalna prokuratura, NIK, instytucje państwowe, sędziowie aktywnie włączyli się w kampanię wyborczą. Chcą nawet oceniać ważność wyborów. Tymczasem sędziowie nie powinni prowadzić działalności politycznej („chodzenie ze świeczkami”, pikiety „wolnych sądów”), a ich przynależność do stowarzyszeń powinna być znana. Niemniej resort sprawiedliwości dąży do zmiany przepisów. Przynależność stowarzyszeniowa ma być utajniona. To oczywiste zagrożenie dla praworządności, dla niezawisłości sędziów, bo „Iustitia” zobowiązuje ich do przestrzegania wytycznych stowarzyszenia.
Walkę z zagrożeniem praw człowieka, z bezprawiem, anihilacją tradycyjnych wartości, tożsamości narodowej podjął Marcin Romanowski, przebywający na Węgrzech. Założył Polsko-Węgierski Instytut Wolności. Natomiast w kraju ministrowie Bodnar i Siemoniak powołali komisję do wyjaśnienia mechanizmów represji wobec społeczeństwa obywatelskiego i aktywistów, zwalczających niegdyś władzę na ulicach, w mediach, w sieci. Członkowie komisji (antypisowscy, antypaństwowi kombatanci) będą wychwalać swe dokonania (krzywdy) za 12 tys. zł miesięcznie.
Terror migracyjny
Polska prezydencja brukselska zwolna przechodzi w niepamięć, a PO-litycy wciąż roją o sprawstwie, kierownictwie, dominacji PO-państwa w unijnym soc-chozie. Wydawało się, że pół roku wystarczy, by przekonać brukselokratów, że polityka migracyjna powinna polegać nie na współpracy z handlarzami i przemytnikami ludzi, lecz na ich likwidacji (konta bankowe, sieci kontaktowe, współpracownicy) i całego tego biznesu. Zamiast migracji socjalnej, rozwijałaby się migracja zarobkowa, bez utopii multi-kulti.
Administracja 13 grudnia nie kontynuuje starań rządu PiS o reparacje wojenne, tak jakby satysfakcjonował ją kamień pamięci, jaki Niemcy ustawili w 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Obiecują też – od dawna oczekiwany – Pomnik Polskich Ofiar, a także Dom Polsko-Niemiecki – ale przecież nikt z polskiej strony ich nie ponagla. Do konsultacji tego przedsięwzięcia nie zaproszono ani IPN, ani Instytutu Pileckiego. Konsultowały niemieckie organizacje żydowskie. Tymczasem odwołano konferencję na temat zrabowanych przez Niemców dzieł sztuki, które poszukuje polski resort kultury. W konsekwencji dobrosąsiedzkie stosunki będą zachowane, ale zarzut, że to Niemcy dyktują polską polityką historyczną, pozostaje (niemieckie podręczniki w szkole).
Minister Sikorski jest przeciwny jednomyślności UE w sprawach obronnych. O naszym bezpieczeństwie będą decydowali brukselokraci, a tzw. wspólne zakupy broni będą wspierały przemysł niemiecki czy francuski. Zastanawia bezrefleksyjna, bezgraniczna, naiwna ufność przedstawicieli polskiej administracji wobec UE. To nieodpowiedzialne podejście, a równocześnie szkodliwe, gdy to brukselokraci wpływają na powstanie polskiego rządu (kombinacje z KPO), na polską demokrację (finansowanie agitacji wyborczej przez tzw. organizacje obywatelskie), wreszcie na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.
Niemniej administracja 13 grudnia wciąż utrzymuje, że premier ma wizję polityki zagranicznej.