Cokolwiek by mówić o prognozach demograficznych, w 2060 roku w naszym kraju będzie mieszkało zaledwie 30,9 mln ludzi. W 2024 roku urodziło się 0,25 mln dzieci – co jest ponurym rekordem nienotowanym w naszej powojennej historii.
Niski przyrost naturalny to konsekwencja małej liczby urodzeń w latach 90. ubiegłego wieku. Jednak przyczyn niskiej dzietności jest więcej – coraz mniej zawieranych małżeństw (w styczniu 2025 roku tylko 4 tys.), zła prasa dla rodziny (toksyczna, represyjna, patriarchalna), traktowanie dzieci jako obciążenie dla rodziców, jako przeszkodę w karierze zawodowej. Tym bardziej gdy aktywiści pro-aborcyjni nie próżnują. Właśnie w oleśnickim szpitalu lekarka zabiła 9-miesięczne dziecko. Jeżeli obecny współczynnik dzietności kształtuje się na poziomie 1,12 (do zastępowalności pokoleń potrzeba 2,1), to perspektywy nie nastrajają optymistycznie, chyba że ktoś stawia na brukselską politykę migracyjną. Nasi niemieccy sąsiedzi dostarczyli już do naszego kraju ok. 10 tys. nielegalnych migrantów.
Dane Eurostatu ujawniają, że wskaźnik urodzeń w 2024 będzie najniższy w Hiszpanii i w naszym kraju (1,12). W 2023 roku unijna średnia wynosiła 1,38. Unia będzie się starzała, co pomysłowi przedsiębiorcy, narzekając na brak rąk do pracy, lobbują za sprowadzaniem taniej siły roboczej (zamiast wdrażać nowe technologie – robotyzacja, AI), przy okazji „ubogacając” społeczeństwo wielokulturowością i przestępczością. Tak więc, zamiast tzw. społeczeństwa otwartego, lansowanego przez międzynarodówkę lewicowo-liberalną, wypadałoby realizować programy pronatalistyczne, prorodzinne. Niestety brukselokraci ostro piętnują takie pomysły w krajach członkowskich. Unia nie może być europejska, bo powinna być wielokulturowa.
Najlepszym przykładem brukselskiej dyskryminacji państw członkowskich są węgierskie starania o zwiększenie przyrostu naturalnego. Z danych Eurostatu wynika, że w 2011 roku współczynnik dzietności w tym kraju wynosił zaledwie 1,23, a w 2023 roku już 1,51. Systematyczny wzrost tego współczynnika osiągnięto zwolnieniem z podatków rodzin wielodzietnych (także osoby do 25 roku życia i matki do 30 roku). Ulga prorodzinna zależy od liczby dzieci. W perspektywie dożywotne zwolnienie z podatku dochodowego dla matek z co najmniej dwójką dzieci. Niezależnie od tego, wprowadzono ustawę zakazującą promocji pornografii, homoseksualizmu, transpłciowości i pedofilii, co wywołało sprzeciw brukselokratów. Oskarżyli Węgry o naruszenie prawa unijnego, tak jakby tym prawem była promocja wspomnianych patologii.
W naszym kraju wzmaga się działalność aktywistów aborcyjnych. Instruują kobiety, jak łatwo pozbyć się niechcianego płodu (dziecka). Nieźle też na tym zarabiają (przemysł farmaceutyczny). Straszą kobiety, że poród w szpitalu może kończyć się zgonem. Minister zdrowia wraz z premierem i ministrem sprawiedliwości wydali w sierpniu 2024 roku tzw. wytyczne aborcyjne (pretekstem do zabicia dziecka może być zaświadczenie od psychiatry). Jak na razie organa ścigania nie reagują. Podobnie w przypadku tzw. „przychodni aborcyjnej”, którą aktywistki zorganizowały tuż przed Sejmem. Reklamują się, że w 2024 roku pomogły w przeprowadzeniu 47 tys. aborcji, głównie farmakologicznych. Protestują obrońcy życia (pomocnictwo w aborcji jest karalne), ale bezprawie działa nadal.
Rozbić rodzinę
Zsekularyzowana cywilizacja sprzyja postawom egoistycznym, hedonistycznym, samorealizacyjnym, promuje ideologię genderyzmu, feminizmu, klimatyzmu. W tym kontekście tradycyjna rodzina jako podstawa społeczeństwa jest w sposób oczywisty nie na miejscu. Trzeba więc zniszczyć autorytet i władzę rodzicielską. Wówczas będą one przeniesione na instytucje państwowe, samorządowe (szkolnictwo), na organizacje pozarządowe, skwapliwie odsuwające rodziców od konstytucyjnych zapisów (wychowanie i nauczanie zgodne z ich przekonaniami).
Jeżeli związek małżeński traci swój wymiar duchowy, łączący małżonków, determinujący ich wspólne życie i wychowywanie dzieci, a staje się związkiem zaspokajającym zmysłowość, to droga do rozwodu jest otwarta. Jak podaje GUS, w ciągu ostatnich 30 lat liczba rozwodów w dużych miastach wzrosła z 34,2 tys. do 36,9 tys. Przewodzi stolica. W 2020 roku zawarto 7251 małżeństw – rozwiodło się 3267. Im więcej rozwodów, tym więcej obaw wśród młodzieży. Ryzyko nieudanego związku odstrasza od zakładania rodziny. Stąd coraz mniej małżeństw w wieku 25-30 lat, najlepszym do tworzenia stałych związków. Statystyka alarmuje. W 2024 roku zawarto tylko 136 tys. małżeństw (w latach 70. i 80. XX wieku – ponad 300 tys.). Kryzys rodziny rozwija się dynamicznie. GUS podaje, że w 2024 roku rozwiodło się 57 tys. małżeństw.
Nie ma cenniejszej wartości niż życie ludzkie. Dla aktywistów aborcyjnych to wyzwanie, ale oni nie biorą pod uwagę, że aborcja nie tylko zabija, ale także niszczy rodzinę, relacje między małżonkami i dziećmi. Nie mówiąc o tzw. syndromie postaborcyjnym, na który cierpią kobiety. Tylko dla aktywistów aborcyjnych – „aborcja jest ok”. Tymczasem nasz kraj ma jeden z najniższych w świecie wskaźników śmierci okołoporodowej (2 kobiety na 100 tys. porodów, gdy w krajach OECD – 10, w USA – 20). Nie ma więc powodów do obaw przed urodzeniem dziecka („piekło kobiet w szpitalu”), co chętnie rozpowszechniają media. I nic dziwnego, bo 90% mediów przejęły środowiska lewicowo-liberalne.
Propagowanie ideologii gender, edukacji seksualnej, jak również namawianie dzieci do zmiany płci – prowadzą do chaosu w rodzinie. A przecież przyczyn jej rozbicia jest już wystarczająco wiele – rozwody, alkoholizm, narkomania, przestępczość nieletnich, nie mówiąc o niedojrzałości rodziców – nieprzygotowanie ich do życia, brak odpowiedzialności. Niemniej nie ulega wątpliwości, że zdrowa, stabilna instytucja rodziny to najlepszy środek na kryzys demograficzny.
Deprawacja młodych
Wychowanie do życia w rodzinie zastępuje się „wychowaniem do seksu higienicznego i antykoncepcji”. Zaakceptowano panseksualizm w kulturze masowej i społeczeństwo pornograficzne (komórki małolatów nie są odpowiednio zabezpieczone). W dodatku nieudolna administracja 13 grudnia ambitnie postanowiła „użłobkowienie” naszego kraju. Oznacza to upaństwowienie dzieci, wyjęcie ich z opieki rodzicielskiej i poddanie lewicowo-liberalnemu wychowaniu. A szkolenie „europejczyków” – to kształtowanie postaw egoistycznych, hedonistycznych, konformistycznych. A przecież małżeństwo to – jak wiadomo – wierność, odpowiedzialność, poświęcenie.
Uczeń nie musi poznawać sensu życia – wystarczy genderyzm, klimatyzm, bezpieczny seks. Nie musi rozeznawać, co jest dobre, a co złe. Zresztą po co komu edukacja, gdy wystarczy ideologia i polityka. To wzorce bolszewickie, kiedy to nauczyciele (a właściwie funkcjonariusze partyjni) byli „narzędziami komunistycznego przekształcania społeczeństw”. Nie było więc ich zadaniem nauczanie (nie zadawali prac domowych, nie stawiali ocen, nie dyscyplinowali uczniów), lecz kształtowali „nowego człowieka”. Brukselokraci nawiązują do tych tradycji. W tym roku ma być zakończona realizacja pierwszego etapu brukselskiego obszaru edukacyjnego. Nie potrzeba kodu kulturowego poszczególnych państw, nie potrzeba edukacji narodowych. Wystarczy indoktrynacja ideologiczna i seksualizacja. Oczywiście komisarze brukselscy za nic sobie mają suwerenność państw członkowskich.
Im bardziej szkoła nie przygotowuje młodzieży do życia w rodzinie, tym bardziej brukselokraci domagają się realizacji strategicznego planu. 90% dzieci powyżej trzech lat i 33% do trzeciego roku życia muszą przejść pod opiekę państwa (żłobki, przedszkola, szkoły). Im szybciej dzieci opuszczą rodzinne domy, tym więcej kobiet zasili brukselską gospodarkę, szczególnie w zawodach przypisywanych mężczyznom, co ma być działaniem „na rzecz praw kobiet”.
Służba zideologizowana
Konstytucja zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia. Gorzej z człowiekiem nienarodzonym. W 2024 roku liczba aborcji wzrosła ponad dwukrotnie. NFZ podaje, że było ich 896 (w 2023 roku – 425). W brukselskim katalogu praw człowieka – obok homo-związków i adopcji dzieci przez nie – jest prawo kobiet do aborcji. Resort zdrowia aprobuje je w całej rozciągłości, uzależniając kontrakt szpitala z NFZ od przeprowadzania „terminacji ciąży”. Podczas gdy współuczestnictwo, pomoc lub namowa do aborcji jest przestępstwem, to proaborcyjne feministki zamierzają założyć stacjonarną „przychodnię” aborcyjną.
Tymczasem administracja 13 grudnia chce zaradzić zapaści demograficznej przez promocję i finansowanie (500 mln zł rocznie) procedury in vitro, chociaż ona nie leczy bezpłodności, jak skuteczna naprotechnologia. Jest natomiast intratnym biznesem, dla którego nie ma znaczenia, że z kilku lub kilkunastu zarodków wybiera się tylko jeden. Inne są zamrażane lub niszczone. Dehumanizacja człowieka jest całkowita i ostateczna. W 2023 roku było zamrożonych 152 tys. dzieci (to blisko cztery razy więcej niż w 2022). Dziecko jest traktowane przedmiotowo przez nieetycznych lekarzy. Niemniej każdy ma prawo do szczęścia (dziecka).
Polityka prorodzinna
Eurostat podaje, że w 2023 roku w UE urodziło się 3,67 mln dzieci (w 2022 – 3,88 mln). Jest to największy roczny spadek od 1961 roku. Współczynnik dzietności kobiet w 2023 roku wyniósł 1,38 (w 2022 – 1,46). Jak widać – odnosząc te dane do naszego kraju – nawet unia nie pomoże w rozwiązaniu problemu dzietności. Można wymieniać przyczyny tego zjawiska (deprawacja młodzieży, pigułki antykoncepcyjne, dyskredytowanie instytucji rodziny w kulturze masowej), ale zamiast zapowiadanej strategii demograficznej przez administrację 13 grudnia, stołeczny prezydent zapowiada własną inicjatywę proaborcyjną, bo przecież aborcja po prostu należy się kobietom.
Niezależnie od plagi rozwodów (sprzyja jej liberalizacja prawa dotyczącego moralności i obyczajowości), prorodzinnemu wychowaniu dzieci nie sprzyjają pomysły „upaństwowienia” dzieci. Wiadomo przecież, że pozostawienie ich w domu pod rodzicielką opieką umożliwia kształtowanie prorodzinnych postaw. Wówczas pozostająca w domu matka powinna być odpowiednio wynagradzana, ze składkami emerytalnymi.
Tymczasem poza granicami kraju pozostaje 20 mln naszych rodaków. Okrutny paradoks polega na tym, że ukraińscy uchodźcy znaleźli u nas schronienie, a nie doczekali się takiego Polacy wywiezieni do azjatyckich republik Związku Sowieckiego. Liczbę zesłańców, bądź ich dzieci tylko w Kazachstanie szacuje się na 100 tys. W 2010 roku zebrano ponad 200 tys. podpisów pod społecznym projektem ustawy o repatriacji, przygotowanym przez Macieja Płażyńskiego. Koalicja PO-PSL skutecznie zamroziła projekt w sejmowej zamrażarce.