Rechot czerni

Śmierć jest traumą dla rodziny zmarłej osoby. Każdy kto doznał takiego bólu wie, co to znaczy. Ale dla wielu śmierć jest pretekstem, by móc dokopać przeżywającym ból, wypisując „heheszki” na forach społecznościowych. To taki swoisty „rechot czerni”, że pozwolę sobie użyć sienkiewiczowskiego określenia.

Tragiczna śmierć śp. Barbary Skrzypek stała się okazją, by na forach internetowych przemówiła „czerń”, która dała upust „antypisowskiemu” nastawieniu, mając za nic ludzkie uczucia rodziny i przyjaciół zmarłej.

10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem zginęło 96 osób z Prezydentem RP Lechem Kaczyński i Jego Małżonką, Marią Kaczyńską. W przestrzeni publicznej pojawiły się „heheszki”, których inspiratorami były ówczesne „elyty”. Warto przypomnieć kilka wypowiedzi tamtych „bohaterów”, którzy dali upust swoim poglądom i osobistej kulturze, a raczej jej braku. Dali także przyzwolenie „czerni” na tego typu praktyki.

14.08.2010 Janusz Palikot: Przyjdzie taki dzień, że Jarosław będzie już rozmawiał z siłami ostateczności. Być może jeszcze w tym roku. I wówczas uznamy, że to był naprawdę dobry rok.

21.10.2016 Jerzy Urban: Maria Kaczyńska w ciągu tych sześciu lat wyładniała na Wawelu.

3.10.2012 Jerzy Urban: Jak wykopią Kaczyńskiego okaże się, że leży na brzuchu, bo przewrócił się w grobie, gdyż jego Saakaszwili przegrał.

2012 Janusz Palikot: Ja rozumiem, że człowiek, który był gotów wysłać własnego brata na śmierć do Smoleńska (…) jest zdolny do każdej podłości.

2012 Andrzej Saramanowicz: …a może to brat zabił brata, żeby zająć jego miejsce?; Myślę, że ten chuj nawet nie chce władzy. On chce rekompensaty za upokorzenie, że jej nie zdobył.

2011 Jerzy Urban na łamach „NIE” zadał pytanie, jak skończy Jarosław Kaczyński: Biedroń – Kaczyński nie kończy. Podobno jest już seksualnym impotentem; Kazimierz Kutz – Skończy samobójstwem; Janusz Palikot – Popełni samobójstwo!; Joanna Senyszyn – Już się skończył. Na Wawelu.

2010 Jakub Wojewódzki i Michał Figurski: Jarek po trupach do celu, każdy chce leżeć na Wawelu.

2010 Janusz Palikot: Napiwszy się do syta krwi własnego brata (…) wampir Kaczyński pojechał (…) dalej opijać się ludzkim nieszczęściem i płaczem.

2012 Janusz Palikot: Jarosław Kaczyński to „rosyjski agent” a lot do Smoleńska „pijacką wyprawą”.

2010 Joanna Senyszyn: Jarosław Kaczyński traktuje trumnę Lecha niczym Piłsudski Kasztankę. Chce na niej wjechać do prezydenckiego pałacu.

2012 w Sejmie podczas wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o Lechu Kaczyńskim. Głos z sali: Może zadzwonić do niego?

2010 Janusz Palikot: Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki, zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie.

Tak zwane AUTORYTETY. Jakże nasze życie byłoby bez nich ubogie? To oni, „elyta”, uczą, bawią, wychowują, stając się wzorcem dla młodzieży, wychowywanej pod hasłem „Róbta co chceta!”. Autorytet wskazuje, co jest dobre, a co złe. Dobrzy są ci, którzy wczoraj służyli Moskwie, a dzisiaj służą Berlinowi i Brukseli. Zły przypomina, czym jest patriotyzm. Dobry był Balcerowicz, a zły „Polaczek-prostaczek”, dla którego w wyniku reform tego ekonomicznego guru, miesiąc okazywał się za długi na tak skromną pensję. Wielość tematów, w kwestii których wypowiadały się autorytety, często niezwiązane z ich specjalnościami, sprawiła, że w oczach opinii publicznej stali się współczesnymi mentorami, otoczonymi gronem wyznawców, gotowych na ich skinienie.

Ich naczelnym organem została „Gazeta Wyborcza”, kierowana przez jednego z nieomylnych, stawiającego się ponad innymi. Do niego i jemu podobnych pasują słowa Paula Johnsona: W wieku osiemnastym pojawił się nowy typ mentora, chcący wypełnić pustkę i zdobyć posłuch społeczeństwa. Świecki intelektualista mógł być deistą, sceptykiem, ateistą […]. Od samego początku głosił, że poświęca się dla dobra ludzkiego i ma ewangeliczny obowiązek ulepszania świata […]. Skoro decydował zdrowy rozsądek, zbiorowa mądrość przeszłości, tradycja lub uświęcone kodeksy, doświadczenia przodków miały obowiązywać jedynie w części albo być w całości odrzucone.

Nieomylni, jedynie słuszni, arystokraci demokracji, wylewający się każdego dnia ze szklanego ekranu czy szpalt gazet. To „besserwisserzy” III RP, przekonani o swojej wszechwiedzy. Na początku lat 90. takim guru we Wrocławiu był pewien profesor socjologii. W dość luźnej pozie, z założoną nogą na nodze, swobodnie wypowiadał się na szklanym ekranie w różnych kwestiach, od aborcji po żywienie zbiorowe, czyli od A do Z. Dopiero później okazało się, że ten szacowny profesor dręczył swoją starą matkę, emerytowaną pedagog szkoły, w której wtedy pracowałem. Maska opadła.

„Czerń” oczywiście bierze przykład z autorytetu, chce mu dorównać. Nie jest to trudne zważywszy na środki, jakie ma się dzisiaj do dyspozycji (internet), coraz niższą kulturę wypowiedzi oraz wielkomiejską publikę pozbawioną zdolności samodzielnego myślenia. Wystarczy użyć „j…ć PiS” w mediach społecznościowych, i już się jest za pan brat z autorytetem, przynajmniej w przestrzeni wirtualnej. Bo w „realu” autorytet będzie takiego „kolegę” traktował jak zwykłego parobka. Bo i takim parobkiem jest.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *