Jeszcze jedna śmierć, która ukazuje zapaść naszego państwa w wymiarze sprawiedliwości i ochrony własnych obywateli. Śmierć Barbary Skrzypek ukazuje ją na stop-klatce, z której można wyczytać erozję prawa w Polsce w roku 2025.
Barbara Skrzypek, bliska współpracowniczka Jarosława Kaczyńskiego, została wezwana jako świadek w sprawie tzw. dwóch wież. Sprawa została rozstrzygnięta, bo umorzona przez prokuraturę, a także przez sąd. Nie stwierdzono jakichkolwiek znamion przestępstwa. Ale nastąpił gwałtowny come-back. Walcząca z chorobą kobieta, którą pozbawiono pełnomocnika prawnego, przechodziła gehennę przesłuchiwana przez prokurator Ewę Wrzosek, znaną głównie z akcji politycznych na rzecz rządzącej formacji oraz przez dwóch adwokatów: znanego mecenasa Jacka Dubois i Krystiana Lasika, związanego z Romanem Giertychem.
Panowie ci reprezentowali Geralda Birgfellnera, walczącego o swoje pieniądze za ponoć wykonany projekt budynku przy ul. Srebrnej w Warszawie, obywatela Austrii, który był powinowatym prezesa Kaczyńskiego, stroną w sprawie i motorem sprawy, wyglądającej na polityczną ustawkę. – Oszukał mnie, bo jestem cudzoziemcem – brzmiało jedno z kuriozalnych zdań austriackiego developera o Kaczyńskim, cytowane później przez jedną z popołudniówek.
Skrzypek stała się ofiarą, jeżeli nie całego systemu, który prezentuje się na naszych oczach, to na pewno zabiegu prawnego i sytuacji, w jakiej się znalazła, stając samotnie wobec doświadczonych prawników, których zamiary mogła uznać za wrogie. – Każdy, idąc na wezwanie czy to do sądu czy do jakiegokolwiek urzędu, zaczyna panikować – komentuje profesor nauk prawnych, Genowefa Grabowska. – Chcemy wiedzieć co i jak, chcemy liczyć na jakąś pomoc, a kiedy nam się jej odmawia, zaczyna się strach, który może prowadzić do fatalnych konsekwencji. Każdy z nas jest bezradny, kiedy styka się z ogromną maszyną wymiaru sprawiedliwości.
Po śmierci Skrzypek, szereg ważnych pytań zadał premierowi Donaldowi Tuskowi w liście prezydent Andrzej Duda. Pierwsze pytanie dotyczy wyznaczenia prok. Wrzosek, znanej z otwartego popierania obecnej formacji rządzącej, do sprawy „dwóch wież” i nadzoru Prokuratury Krajowej nad postępowaniem. Kolejne pytania odnoszą się do odmowy obecności pełnomocnika Skrzypek podczas przesłuchania, a także o to, czy inne osoby również napotkały taką odmowę. Prezydent pyta także o szczegóły przesłuchania, w tym jego czas trwania, przerwy, nagrywanie oraz sporządzanie protokołu. Ostatnie pytanie dotyczy tego, czy Skrzypek sama odczytała protokół.
Barbara Skrzypek będąc asystentką i sekretarką przywódcy głównej partii opozycyjnej w Polsce, nie była osobą anonimową. Stąd też i list Prezydenta.
Polityczny danse macabre
Sprawa dwóch wież od początku miała polityczny kontekst. Jest to kolejny rozdział rozprawiania się obecnej grupy rządzącej z opozycją. Trudno nie zaliczyć do wulgarnej zemsty politycznej zarzutów stawianych b. ministrowi obrony narodowej Mariuszowi Błaszczakowi. Premier Tusk używa komunikatorów w Internecie jako swojego rodzaju pręgierza do publikowania nazwisk winnych według niego różnych przestępstw. Tsunami odbierania immunitetów posłom Prawa i Sprawiedliwości przez Sejm wywołuje wrażenie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju stanu wojennego. Sądy karzą dziennikarzy za zadawanie pytań, tak jak niedawno Mateusza Teskę z zespołu dziennikarzy śledczych Anity Gargas.
Nachodzenie domów przez policję nie jest niczym dziwnym. Dotyczyło to Ewy Stankiewicz, reżyserki, która stworzyła ważne obrazy o Smoleńsku, Roberta Bąkiewicza, współtwórcy Marszu Niepodległości i samego b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Mieliśmy istny danse macabre polityków wokół przekroczenia uprawnień przez Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika i odebrania im immunitetu. Nic w tym dziwnego, że powstał wówczas Komitet Obrony Więźniów Politycznych. Dziwne jest raczej to, że dość cicho kontynuuje swoją działalność, ale nie oszukujmy się – trudno dziś o rozgłos dla takich działań. Trudno też do ideologizacji tej zemsty nie zaliczyć słów pupila obecnej władzy, prokurator Wrzosek, która twierdziła: „żyjemy w czasach powojennych, gdzie po lasach grasują bandy, państwo wciąż jest zagrożone i trzeba działać w sposób niestandardowy” oraz, że nie można obecnie trzymać się „pozytywistycznie”, czyli ściśle litery prawa. Trudno o bardziej dokładne odwzorowanie propagandowego języka PRL.
Zwyczajny człowiek wobec prawa
Nie jest żadnym novum, że w wielu krajach osoby, które mają określone problemy, mogą korzystać z pomocy świadczonej przez wykwalifikowanych, specjalnie przeszkolonych ekspertów. Eksperci ci nie udzielają porad prawnych, ale oferują pomoc w trakcie postępowania dochodzeniowego, a także w trakcie i po rozprawie. Na przykład towarzyszą osobom objętym dochodzeniem na przesłuchaniach policyjnych lub przesłuchaniach przez prokuraturę. Że nie zawsze jest to efektywne, to inna sprawa. Polskie prawo przewiduje w takich sytuacjach możliwość obecności pełnomocnika prawnego, ale tu na jego obecność nie zgodziła się prokurator Wrzosek.
W krajach, gdzie prawo normuje życie polityczne i społeczne, kwestia praw świadka czy oskarżonego jest poważnym zagadnieniem. O pozycji zwykłego człowieka wobec mechanizmów prawa dyskutuje się często. I tak na przykład w Ameryce Brennan Center for Justice zauważa: „obecny system często nie zapewnia wystarczającej ochrony przed arbitralnymi decyzjami prokuratorów”. W National Association of Criminal Defense Lawyers można przeczytać: „podejrzani często nie mają wystarczającego dostępu do dowodów, co narusza ich prawo do obrony”. American Civil Liberties Union wgłębiło się w sprawę, w jaki sposób status obywatela wpływa na traktowanie przez prokuratora i przez policję. Te badania otwierają oczy na prawną rzeczywistość. Ale nasi przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości wydają się nie zainteresowani tematem.
Według prof. Grabowskiej, w Stanach Zjednoczonych, które mają swoje problemy z wymiarem sprawiedliwości – działalność grup prawniczych, profesjonalnych think tanków jest mocno zakorzeniona. Służą określonej formacji politycznej albo służą jako organizacje obywatelskie . W Polsce nie dorobiliśmy się tego typu think tanków. Pilnie potrzebujemy instytucji, których celem byłaby ochrona obywatela w zderzeniu z machiną administracyjną. Oczywiście mamy rzeczników praw, rzecznika praw obywatelskich, rzecznika praw pacjenta i innych rzeczników, ale to zdecydowanie za mało.
Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie zajmował się kwestią praw świadków i osób przesłuchiwanych, wskazując na naruszenia wynikające z działań organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. W wyroku w sprawie „Salduz przeciwko Turcji” podkreślił, że brak dostępu do adwokata podczas pierwszego przesłuchania policyjnego może naruszać art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do rzetelnego procesu). Trybunał uznał, że prawa podejrzanych nie są wystarczająco chronione, jeśli nie mają oni wsparcia prawnego od najwcześniejszego etapu postępowania. W podobnym tonie wypowiedziano się w sprawie „Gäfgen przeciwko Niemcom”. ETPCz sugeruje, że w wielu systemach prawnych prawa te nie są w pełni przestrzegane, zwłaszcza w początkowych fazach kontaktu z policją.
– Trzeba by właśnie systemowe rozwiązania przeprowadzić wskazując gdzie są błędy. Dlaczego system tak działa? Dlaczego system jest nieludzki? Dlaczego nie bierze pod uwagę godności człowieka w tak wielu sytuacjach? Godność to podstawowe prawo człowieka. Z godności człowieka wyrastają wszystkie inne – komentuje Genowefa Grabowska.
Zwyczajny człowiek wobec polityki
Think tanki na całym świecie zajmują się upolitycznieniem sądów. Wyimek z Brennan Center for Justice: „nasz system (amerykański), często nie zapewnia wystarczającej ochrony przed arbitralnymi decyzjami prokuratorów”. Mówi się, że niezawisłość, niezależność, bezstronność, to przymioty, które każdy sędzia powinien posiadać. Zapewne powinni je mieć i inni przedstawiciele machiny administracyjnej. Można oczekiwać, by te cechy mieli i inni urzędnicy prawa. Ale w wymiarze sprawiedliwości konflikt polityczny, który podzielił wymiar sprawiedliwości na neosędziów i paleosędziów, przykrywa wszystko inne.
– Sędziowie będą oceniać sędziów – mówi prof. Grabowska – aczkolwiek nie mają do tego absolutnie żadnego prawa. Ani sędziowie, ani związki sędziowskie, których być nie powinno, bo sędzia nie prowadzi działalności politycznej, nie uprawia polityki. Konstytucja mówi o tym wyraźnie. Tymczasem w Polsce mamy niewielką, ale hałaśliwą grupę sędziów, która uznała, że ma tytuł do oceny innych sędziów
Niektóre think tanki dostrzegają że obywatele mogą mieć do czynienia z upolitycznieniem sądów. Brookings Institution z USA: „Obywatele mają prawo, mogą bronić się przed upolitycznieniem sądów przez domaganie się transparentnych procesów wyborów sędziów”. W naszym systemie to niemożliwe, ale warto tę uwagę zapamiętać. Michael Waldman, prezydent Brennan Center, zauważa, że „brak konstytucyjnego zakazu działalności politycznej przez sędziów w USA opiera się na etyce, ale elastyczność tych zasad wymaga wzmocnienia, by zapewnić bezstronność.”
Wreszcie zacytuję Katarzynę Wójcik, dziennikarkę Rzeczpospolitej, która pisze: „po zmianie rządu w 2023 roku napięta atmosfera w sądach nie ustąpiła, a nowe reformy budzą obawy o dalsze upolitycznienie. Ponad 64% sędziów w naszej ankiecie nadal twierdzi, że polityczny klimat wpływa na wyroki.”
Wspomniany Michael Waldman w raporcie The State of Judicial Independence Globally (2024) odnosi się do sytuacji w Polsce: „Polska po 2023 roku pokazuje, że zmiana rządu nie zawsze oznacza odpolitycznienie sądów. Brak zdecydowanego zerwania z poprzednimi mechanizmami kontroli politycznej nad sądownictwem podważa zaufanie do systemu.”
Barbara Piwnik, b. minister sprawiedliwości (w rozmowie z Maciejem Uchmańskim) przypomina, że sędzia zgodnie z zasadami etycznymi powinien wiedzieć, co mu przystoi, a co nie i nie wyrażać ocen ani poglądów politycznych. Na koniec przytoczę słowa Hansa von Spackowski z Heritage Foundation: „sędziowie powinni interpretować Konstytucję zgodnie z jej oryginalnym znaczeniem, a nie dostosowywać się do aktualnych trendów”. Tu pojawia się brak zgody na uprawianie przez sędziów swojego rodzaju aktywizmu. Chodzi o sytuację, kiedy sędzia na podstawie obowiązującego prawa usiłuje, i często mu się to udaje, wydedukować i wprowadzić do obiegu inną normę prawną.
Zwyczajny człowiek wobec praworządności
– Ja myślę, że władza w tej chwili w ogóle ma tylko jeden cel, który nazwała bardzo szumnie i chwytliwie dla obywateli, że przywraca praworządność – analizuje prof. Grabowska. – Tylko jeśli przywracanie praworządności ma wyglądać tak, jak obserwowaliśmy ostatnio, to ja nie chcę takiej praworządności. Praworządność to działanie na podstawie prawa i w granicach prawa. A od rządu słyszymy, że my będziemy stosować prawo, tak jak my je rozumiemy. Niekoniecznie tak jak ono brzmi. Praworządność to stosowanie prawa w tym wymiarze, który jest. Nie nadinterpretacja, nie omijanie, nie odrzucanie ustaw, ani wprowadzanie w miejsce nich rozmaitych innych aktów prawnych, uchwał, które nie mają żadnej mocy wiążącej. Inaczej mamy do czynienia z psuciem prawa, a nie przywracaniem praworządności.
Czy śmierć Barbary Skrzypek sprawi, że władza straci instrumenty do wpływania w sposób cyniczny na wymiar sprawiedliwości, tego nie wiemy. Czy możemy oczekiwać czegoś w tej kwestii od nowego Prezydenta – pytam prof. Grabowską.
Nowy prezydent powinien zacząć od próby zakończenia sporu w środowisku prawniczym, ale nie poprzez tworzenie prawa, którego dokonuje jedna opcja polityczna. Obecnie działa tak minister sprawiedliwości powierzając próbę naprawy tego konfliktu tylko i wyłącznie grupie kierowanej przez przewodniczącego „Iustitii”, tzn. dawania prawa tworzenia nowych norm osobom, które żyją zemstą polityczną. Nowy prezydent powinien wziąć pod uwagę interesy środowiska sędziowskiego w kontekście interesów obywateli i stworzyć takie prawo, które weźmie pod uwagę nie tylko to co w tej chwili jest i czego chcą poszczególne grupy sędziowskie, ale czego potrzebuje obywatel. Stworzyć prawo które sprawi, że obywatel idąc do sądu będzie szedł po sprawiedliwość, a nie tylko i wyłącznie po wyrok wygłoszony przez przedstawiciela machiny prawniczej.