Historyczny powrót Donalda Trumpa

do Białego Domu coraz bliżej

Zacznijmy od dwóch cytatów. „Podstawowy problem z obietnicami wyborczymi Kamali Harris polega na tym, że pełniła funkcję wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych przez prawie cztery lata. I ona mówi o załatwianiu problemów? Ona ich teraz nie załatwia” – pisze konserwatywny dziennikarz Byron York. Natomiast na pytanie, dlaczego były prezydent, w przeciwieństwie do Kamali Harris, nie ujawnia wyników badań medycznych, spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson mówi: „Amerykanie nie przejmują się poziomem cholesterolu Donalda Trumpa. Przejmują się kosztami utrzymania i faktem, że nie mogą zapłacić za artykuły spożywcze”.

W tym chyba tkwi główna przyczyna spadku w sondażach popularności kandydatki Partii Demokratycznej. Lament lewicowo-liberalnych mediów i celebrytów nic tutaj nie da. Dlaczego bowiem ma rozwiązać ważne sprawy i podjąć trafne decyzje, skoro przez cztery lata jej się nie udało? Dlaczego ma być lepiej, skoro teraz nie jest dobrze? Badania pokazują, że w tegorocznych wyborach najważniejsze dla Amerykanów tematy nie są niespodzianką. To cały czas walka z inflacją, wysokie ceny towarów, usług i w ogóle kosztów utrzymania, ponadto nielegalna emigracja i bezpieczeństwo międzynarodowe. W tych kwestiach Amerykanie bardziej ufają Trumpowi. I dzięki temu staje się – minimalnie na razie – faworytem wyborów.

Duża mała zmiana

W drugi tydzień października, na trzy tygodnie przed wyborami, sondaże zaczęły sprzyjać republikaninowi. Wiceprezydent Harris, tuż po odsunięciu Joe Bidena przez partyjne elity i sponsorów od ponownego kandydowania na prezydenta, odrobiła straty wizerunkowe i sondażowe. Konwencja Partii Demokratycznej, dość dobra z jej strony debata telewizyjna z Trumpem, ale przede wszystkim „pompowanie” przez „progresywne” media i celebrytów – pozwoliły jej poważnie myśleć o zwycięstwie. W tysiącach sondaży przedstawiano ją ze znaczną przewagą nad konkurentem. Rzeczywistość była i jest jednak taka, że sondaże rozkładały się praktycznie remisowo, w granicach błędu statystycznego. Wyścig do Białego Domu jest zacięty i tak będzie do końca.

Mamy jednak od pewnego czasu zasadniczą zmianę, zmianę dynamiki politycznej. Nie ma sensu przytaczanie wielu badań, gdyż wynik – bez względu kto w nich prowadzi – będzie się sprowadzał do jednego: nikt dzisiaj nie wie, kto wygra. Mimo wszystko, gdy uwzględni się generator sondaży RealClearPolitics (RCP), a więc zbierający wszystkie ważne badania i je uśredniający, to zmiana jest oczywista: prowadzi Trump i on wygra wybory. Na trzy tygodnie przed głosowaniem wprawdzie wiceprezydent Harris ma przewagę w sondażu ogólnokrajowym 1,7%, ale wszyscy wiedzą, że w Ameryce nie wygrywa się wyborów prezydenckich w głosowaniu powszechnym. Trzeba przyjrzeć się Kolegium Elektorów i tzw. stanom wahającym się (swing states).

Do zwycięstwa potrzeba 270 głosów elektorskich. We wszystkich stanach wahających się Trump ma obecnie łączną przewagę zaledwie 0,7% – zaledwie, ale znacząco. Spośród siedmiu stanów, które stanowią pole bitwy i zadecydują o tym, kto zostanie następnym prezydentem, według średniej RCP, Kamala Harris prowadzi tylko w Wisconsin, ale ta przewaga wydaje się powoli maleć. Trump ma w połowie października niewielką, ale stałą przewagę w Nevadzie (0,2 punktu), Arizonie (1,1 punktu), Michigan (0,9 punktu), Pensylwanii (0,3 punktu), Karolinie Północnej (0,5 punktu) i Georgii (0,5 punktu). To daje mu 302 głosy elektorskie, wiceprezydent ma 236. I to jest istota sprawy, istota wyborów prezydenckich w USA. Dodajmy dla pełnego obrazu, że w średniej krajowej RCP o tej samej porze cztery lata temu kandydat demokratów Joe Biden miał przewagę 10,3 punktów procentowych nad ówczesnym prezydentem Trumpem. W 2016 roku kandydatka demokratów Hillary Clinton prowadziła z nim 6%.

Obawy demokratów

Zadyszka Harris w ostatnich tygodniach jest wyraźna, więc nie dziwi, że pojawiły się głosy zaniepokojenia ze strony przyjaznych mediów i strategów partii. Nawet sondaż spolegliwej wobec niej telewizji NBC News to pokazuje, bowiem daje Harris i Trumpowi remis z wynikiem 48%. A ten sam sondaż dawał jej 4-punktową przewagą, poza marginesem błędu, w zeszłym miesiącu po debacie prezydenckiej. To już o czymś świadczy. Stratedzy demokratów wzywają strategów kampanii Harris do bardziej agresywnego działania. „Jestem śmiertelnie przerażony – mówi James Carville, który odpowiadał za zwycięską kampanię Billa Clintona w 1992 roku. – Muszą być bystrzy. Muszą być agresywni. Muszą przestać odpowiadać na pytania i zacząć je zadawać. Myślę, że ona i cała kampania muszą być o wiele bardziej agresywni i o wiele mniej bierni niż przeciwnicy”. Dodaje: „Nie jestem teraz w szczególnie refleksyjnym nastroju. Jestem bardzo, bardzo zaniepokojony i bardzo przestraszony”.

Z kolei David Axelrod, uważany za polityczny mózg stojący za zwycięstwem byłego prezydenta Baracka Obamy w 2008 roku, przyznaje, że „Harris miała świetny start, zarówno podczas konwencji, jak i debaty – ale uważa, że – wyścig osiągnął poziom zastoju. W tych kampaniach za każdym razem, gdy przeskakujesz poprzeczkę, ta poprzeczka jest podnoszona – dodaje Axelrod. – Musisz poprawić swoją grę i dostosować strategię”. „Teraz, gdy minął miesiąc miodowy, ludzie zrozumieli, co Kamala Harris mówiła od początku, że jest słabszą stroną” – mówi natomiast Anthony Coley, były podwładny Bidena i Obamy, a obecnie konsultant polityczny.

Demokraci – i słusznie – obawiają się, że początkowa euforia związana ze startem w wyborach wiceprezydent Harris osłabła w najgorszym możliwym momencie. Pozostało niewiele czasu i w kręgach demokratów narasta uzasadniony niepokój o stan wyścigu, przede wszystkim dotyczący siedmiu kluczowych stanów. Istnieją również obawy, że rekordowy 1 miliard dolarów zebrany w czasie kampanii nie przesunął jeszcze wskaźnika w sondażach na jej korzyść.

Banały i brak konkretów

Jason Miller, główny strateg w sztabie byłego prezydenta uważa, że Trump zyskuje na popularności, bowiem demokratka nie ma pomysłów: „Kiedy widzimy, że kampania Harris wychodzi z zupełnie nowymi pomysłami na kilka tygodni przed wyborami, to wiesz, że mają kłopoty”. Zauważa, że ludzie słusznie pytają, dlaczego Harris nie opracowała planu dotyczącego różnych tematów podczas prawie czterech lat swojej kadencji w administracji Bidena. Jego zdaniem, wywiady nieustannie wyrządzają jej krzywdę, pokazując „jak naprawdę nieprzygotowaną i niepoważną kandydatką jest Kamala Harris”. Miller podkreśla, że „Trump jest w świetnej pozycji, zaledwie trzy tygodnie przed końcem, w o wiele lepszej niż w 2020 lub 2016 roku”. Fakt, że Trump zniwelował różnicę w sondażach, pokazuje też, że „cały impet jest po jego stronie”. Ważne, że Trump „naprawdę skupił się na swoim przesłaniu dotyczącym nielegalnej imigracji, granicy, przestępczości migrantów i gospodarki”.

John Zogby, ekspert ds. sondaży, jednoznacznie ocenia, że poparcie dla wiceprezydent słabnie. Zauważa, że w stanach kluczowych „jesteśmy na remisie, a dynamika nie jest teraz po stronie Kamali Harris, po prostu dlatego, że czynnik nowości się wyczerpał. Zafundowała sobie miły miesiąc miodowy. Była innym głosem. Zmieniła dyskusję.” Po czasie okazało się, że z jej strony płyną banały i brak konkretów. Dodaje: „W tej chwili oddała władzę nad zmianami Donaldowi Trumpowi. To nie jest dla niej dobra pozycja”. Marc Lotter, dyrektor ds. komunikacji w America First Policy, mówi, że nie wiadomo, jaką rolę może odegrać wiceprezydent Kamala Harris już jako prezydent, ale wyborcy wiedzą, czego mogą się spodziewać po byłym prezydencie Donaldzie Trumpie. „Dlatego nie wygrywa – twierdzi – bo nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie: Jak zamierzasz to zrobić i dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?”

Wewnętrzne badania

Trump ujawnił niedawno wewnętrzne sondaże, które pokazują, że wyprzedza Harris w siedmiu kluczowych stanach. Sondaż przeprowadzony przez ankieterów Tony’ego Fabrizio i Johna McLaughlina, pokazał, że wyprzedził konkurentkę o 1 punkt procentowy w Michigan, Pensylwanii, Wisconsin (49%-48% w każdym stanie) i Karolinie Północnej (48%-47%). Przewyższył o 3 punkty w Arizonie (49%-46%) i Nevadzie (50%-47%) oraz o 5 punktów w Georgii (50%-45%). „Jak widać, prezydent Trump ma przewagę we wszystkich siedmiu Battlegrounds, w tym we wszystkich stanach Blue Wall – napisali Fabrizio i McLaughlin. – Te prognozowane dane dałyby prezydentowi Trumpowi 312 głosów elektorskich. Co równie ważne, prezydent Trump jest na granicy 50% we wszystkich tych stanach.” Dodali: „Biorąc pod uwagę dzisiejsze wysokie dane dotyczące inflacji i przyznanie się Kamali Harris, że nie zmieniłaby się, ani nie zrobiłaby nic inaczej niż Joe Biden, spodziewamy się, że przewaga Trumpa będzie się tylko umacniać”.

Cały czas były prezydent wykazuje niesamowitą wręcz żywotność w walce o drugą kadencję. Trump widzi też wzrost swoich szans na drugą kadencję, bo prowadzi w „swing states”. Podczas gdy krajowe sondaże nadal faworyzują Harris, prawdziwe wyzwanie leży w Kolegium Elektorów, gdzie idzie mu dobrze. Obawy Demokratów rosną, ponieważ ostatnie sondażowe zyski Trumpa zmieniły krajobraz polityczny. Dostrzegają to też inni. Znana platforma zakładów bukmacherskich, oparta na kryptowalutach, daje mu prawie 20-punktową przewagę nad wiceprezydent. Polymarket pokazał właśnie Trumpowi 59,9% szans na wygraną w wyborach, a Harris zaledwie 40,1%. Startup giełdowy Kalshi i gigant maklerski Interactive Brokers rozpoczęli handel na pierwszych regulowanych rynkach, umożliwiając obstawianie zakładów na wybory prezydenckie. Zakłady na Kalshi dawały Trumpowi 55% szans na wygraną, w porównaniu z 45% na wygraną Harris.

Forbes poinformował, że serwis Election Betting Odds, który gromadzi dane dotyczące zakładów z pięciu głównych rynków, wykazał, że bukmacherzy dają Trumpowi 53,2% na wygraną w listopadzie, podczas gdy Harris ma 45,8%. „Strony zakładów politycznych są najlepsze w przewidywaniu mądrości tłumu” – mówi Thomas Miller, profesor na Northwestern University.

Nikt tych wyborów jeszcze nie wygrał, zawsze może się coś zmienić. Wygląda jednak na to, że szykuje się historyczny powrót do Białego Domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *