Wyspa wiecznej wiosny cz. 1

Tak nazywają to miejsce ze względu na wyjątkowo sprzyjający klimat, który zapewnia niewielkie roczne i dobowe wahania temperatury. Wlecieliśmy tam na tydzień w środku zimy i znaleźliśmy się nagle w krainie kwitnących kwiatów, ciepłego wiaterku i przyjemnie grzejącego słońca.

Komuś, kto chce szybko i dużo zobaczyć na Maderze polecam wynajęcie samochodu. Trzeba jednak być przygotowanym na specyfikę jazdy po wyspie. Drogi, a często ulice w miastach są bardzo strome, ludzie parkują w dziwnych miejscach zwężając i tak już wąskie arterie. Parkingi też często są pod górkę lub w dół i trzeba umieć wyjechać z takiego miejsca nie tłukąc komuś lub sobie lampy. Muszę się pochwalić, że udało mi się zdać ten trudny egzamin i nie musiałem korzystać z ubezpieczenia wynajętego samochodu. Dzięki drogom poprowadzonym wokół całej Madery w niezliczonej ilości tuneli (ile to musiało kosztować?), można wszędzie dojechać w nie więcej niż 2 godziny. To daje ogromną swobodę planowania wycieczek do wszystkich atrakcji, a jest ich niemało.

Garajau

W pobliżu naszego hotelu, w mieście Garajau, działa kolejka linowa, którą można dotrzeć na niewielką kamienistą plażę z charakterystyczną skałą schodzącą do oceanu, która wygląda jak łeb wielkiego potwora pijącego wodę. Zresztą od dzieciństwa wszystko kojarzy mi się z potworami…

Po prawej stronie plaży leżą większe kamienie, o które rozbijają się fale Atlantyku, a w dali widać wzgórza, na których leży miasto Funchal – stolica Madery.

Zachód słońca obserwowaliśmy wraz z innymi turystami, po powrocie kolejką linową na górę.

Funchal widoczne o zachodzie słońca z cypla Cristo Rei w Garajau.

San Lorenzo

Półwysep San Lorenzo (Świętego Wawrzyńca) to najdalej na wschód wysunięty fragment Madery. Gdy odlatywaliśmy, udało mi się zrobić z samolotu jego zdjęcie telefonem. Jakość jest jaka jest, ale chyba warto to pokazać.

Tam właśnie wybraliśmy się na pierwszą dłuższą wycieczkę.

Lubię łowić aparatem zakochane pary na tle pięknych krajobrazów.

Początkowo niebo było zachmurzone, na szczęście z biegiem czasu wypogodziło się i krajobraz zyskał żywsze barwy.

Niewielka kawiarnia wśród palm, gdzie wypiliśmy kawę i zjedliśmy kanapki.

Na trasie jest kilka punktów widokowych, z których można podziwiać skały nieustannie atakowane przez oceaniczne fale.

Specjalnie zmieniłem obiektyw na szerokokątny, żeby objąć więcej…

Funchal

Jak już wspomniałem, to stolica Madery. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na chodzenie po tym mieście i byliśmy jedynie w kilku punktach, i to zapewne nie najważniejszych.

Na zdjęciu powyżej widok z góry Góra na miasto Koper Włoski. Tak, bo wzgórze, które jest najwyższym wzniesieniem w mieście nazywa się Monte, czyli góra, a Funchal po portugalsku oznacza koper włoski. Widać statki wycieczkowe z turystami, którzy przypłynęli podziwiać spektakularny noworoczny pokaz sztucznych ogni, z którego słynie Funchal.

Noworoczny pokaz sztucznych ogni obserwowaliśmy z Cristo Rei w Garajau.

Na Monte znajduje się pierwszy z wielu kościołów, które odwiedziliśmy na Maderze. To kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Góry (Igreja de Nossa Senhora do Monte).

Wyróżnia go to, że w bocznej kaplicy pochowany jest cesarz Austrii zesłany na wygnanie Karol I Habsburg.

To wnętrze wydawało się nam bardzo bogato zdobione, jednak to, co zobaczyliśmy w innych kościołach Madery sprawiło, że już nam się tak nie wydaje…

Katedra w Funchal to dość niepozorny z zewnątrz budynek położony w środku miasta na stosunkowo niewielkim placu.

To wrażenie zmienia się diametralne, gdy wejdziemy do środka.

W bocznym ołtarzu Matki Boskiej Fatimskiej portret św. Jana Pawła II.

Wszystko jest pięknie zdobione, łącznie z sufitem.

Główny plac miasta to Praca do Municipio. Tu znajduje się siedziba władz miejskich.

Na Praca do Municipio prawie nie widać pięknego wzoru ułożonego z czarnych i białych kamieni, bo stoi na nim świąteczna dekoracja.

Kolejny kościół oszałamiający bogactwem zdobień to kościół św. Jana Ewangelisty na Praca do Municipio.

Trudno tu znaleźć choć decymetr kwadratowy ściany, czy sufitu bez zdobień.

Znany nam dobrze obraz wśród kolumn z drewna pokrytego złotem.

W środku miasta natknęliśmy się na panie w tradycyjnych strojach pracowicie wyszywające jakieś wzory na obrusach.

O ile zdążyłem się zorientować, przez Funchal biegnie kilka szerszych dróg, reszta to wąskie i kręte uliczki.

Na Maderze rzadko idzie się po równym. Przeważnie jest w górę lub w dół. Gorzej, że parkowanie wygląda podobnie…

Na zdjęciu powyżej uliczka prowadząca do zabytkowego klasztoru Convento de Santa Clara, który chcieliśmy zwiedzić. Nie udało się, bo nie przyjmowali płatności kartą, a nie mieliśmy gotówki. Weszliśmy tylko do kościoła, bo nie trzeba było płacić.

I znów trudno znaleźć skrawek wolnego miejsca. Tym razem wszystko w kafelkach…

Ciąg dalszy w następnym numerze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *