Polityka bez fobii

Kiedy w jednym ze swych wywiadów Mateusz Morawiecki użył określenia „pyrrusowe zwycięstwo” w odniesieniu do wyborów z 2023 roku wygranych przez PiS (35,4%), lecz nieprzekładających się na utrzymanie władzy, to jednocześnie tym lakonicznym zwrotem podsumował wewnątrzpartyjny spór przesiąknięty goryczą porażki. Spór, nad którym nie zdołał zapanować nawet prezes partii Jarosław Kaczyński, spór którego najpoważniejszym skutkiem było wyjście z partii Stowarzyszenia Rozwój Plus, kierowanego przez byłego premiera.

Oficjalnym powodem tego „rozłamu” miało być właśnie owo Stowarzyszenie, do którego przystąpiło 40 posłów i senatorów partii, a wiadomo, że wielu innych działaczy PiS mniej lub bardziej dyskretnie wspiera tę inicjatywę. Mimo przyjętego (niechętnie przez kierownictwo partyjne) w kwietniu konsensusu na funkcjonowanie Stowarzyszenia w ramach koncepcji tzw. dwóch płuc czy dwóch skrzydeł, w drugiej połowie lipca br. nieoczekiwanie nakazano rozwiązanie Stowarzyszenia i podpisanie przez wszystkich członków partii tzw. lojalek. Rzecz jasna Mateusz Morawiecki na takie ultimatum zgodzić się nie mógł i wraz ze swoimi sympatykami postanowił utworzyć klub poselski, a w perspektywie najbliższych miesięcy jego metamorfozę w polityczny byt, czyli partię.

O przyczynach tego rozbratu wiele mówi się w mediach koncentrując się na personalnym tle konfliktu, ale też wskazując głębsze, polityczne różnice w ocenie 8-letnich rządów Zjednoczonej Prawicy i obecnej strategii wobec KO kierowanej przez Tuska. Aby nie powtarzać wszystkich argumentów, jakie padają w wywiadach i debatach z udziałem polityków i dziennikarzy, wyjątkowo pozwolę sobie na wyrażenie mego osobistego zdania w sposób możliwie obiektywny, biorąc pod uwagę moją sympatię do środowiska Solidarności Walczącej i śp. Kornela Morawieckiego, jak i też dumę z osiągnięć rządu, którego premierem przez 6 lat był Mateusz Morawiecki.

Przede wszystkim zaskoczyło mnie w ostatnim czasie potęgujące się zjawisko w kierownictwie PiS, które nazwałem trochę przekornie „Konfafobią”. Faktem jest, iż pewna część elektoratu wyborczego PiS zaczęła w sondażach preferować obie Konfederacje. To wzbudziło lekką panikę w partii i wymusiło zaostrzenie retoryki prawicowej. I być może to konkurowanie z Bosakiem, Mentzenem i Braunem, jak i wybór na kandydata na premiera Przemysława Czarnka (którego osobiście cenię) w ramach taktyki propagandowej nie byłoby pozbawione pewnej racjonalności, gdyby nie usankcjonowanie przez niektórych działaczy partyjnych zarzutów, jakie Konfederacja właściwie od zawsze adresowała wobec rządu PiS, biorąc na cel głównie premiera Morawieckiego.

Sekundowała w tym działaniu przede wszystkim frakcja b. Solidarnej Polski zwana też „ziobrystami”, ale też niektórzy prominentni działacze PiS, jak na przykład Jacek Kurski, pod kierownictwem którego TVP ledwo dostrzegała zasługi premiera, a właściwie stosowała zapis cenzorski wobec niego.

Mateusz Morawiecki był w PiS ewenementem. Jego szybka kariera i zaufanie, jakim obdarzył go Jarosław Kaczyński, budziła u niektórych starych wyjadaczy partyjnych zazdrość lub wręcz zawiść, stąd też chętnie w ślad za propagandystami Konfederacji obarczano premiera Morawieckiego różnymi często urojonymi winami. Dziwi mnie brak właściwej oceny działalności Konfederacji, która jest głównie partią protestu i sprawnie wytyka błędy innymi, natomiast daje proste, ale nie mające nic wspólnego z polityczną pragmatyką rozwiązania. Ta przedwyborcza taktyka daje sondażowe efekty, lecz specyfika samych wyborów narzuca decyzje bardziej przemyślane, promujące programy realistyczne i odpowiedzialne.

Rok 2023 pokazał, że mimo dobrych wyników przedwyborczych sięgających nawet 20%, ostatecznie zjednoczona wówczas Konfederacja uzyskała poniżej 8%. Stąd niezrozumiała jest dla mnie fobia, rozumiana jako przestrach (zgodnie z greckim tłumaczeniem), jaką manifestuje część PiS wobec swojej prawicowej rywalki. Sam pomysł odwojowania wyborców deklarujących bardziej radykalne postawy nie jest zły, ale – jak pokazują ostatnie sondaże – niewystarczający. Dlatego tak ważna jest propozycja Mateusza Morawieckiego oparta na konkretnej wizji Polski rozwijającej się, obecnej we wszystkich ważnych politycznych i gospodarczych schematach, również w Unii Europejskiej, jednocześnie nieulegającej wasalizacji, ale też uwzględniającej skomplikowaną materię politycznego realizmu. Polski śmiałych koncepcji i decyzji, ale i mądrej, gotowej na pewne kompromisy, które w dłuższej perspektywie mają przynieść korzyści. I wreszcie Polski bezpiecznej i suwerennej, a takiej bez silnej gospodarki nie sposób będzie urzeczywistnić.

Tak więc Stowarzyszenie Rozwój Plus i jego program jest skierowany do licznego elektoratu centrowego, ale również do wyborców rozczarowanych obecną władzą, jak i do tych, którym sama krytyka przestała wystarczać i zaczynają zerkać w stronę pozytywnych propozycji. I, choć jest to wyjątkowo trudne, można sięgać też do tego ogromnego przecież, biernego elektoratu liczącego około 30%, który w wyborach po prostu nie uczestniczy. Być może narracja Stowarzyszenia Morawieckiego będzie na tyle dynamiczna i atrakcyjna, by również i w tym środowisku znaleźć zwolenników.

Warto zwrócić uwagę na inny aspekt tej całej sytuacji, która nie da się ukryć, wstrząsnęła sympatykami PiS (do których ja też się zaliczam). Partia w swej grubo ponad dwudziestoletniej historii przeżywała różne kryzysy i dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu, jak i jego najbliższym współpracownikom, potrafiła przetrwać i zachować swą odrębność na polskiej scenie politycznej. Myślę, że jej szczytowym osiągnięciem było – głównie dzięki proroczemu przeświadczeniu prezesa o konieczności modernizacji partii i jej programu – przyciągnięcie spoza partii kogoś, kto mógłby sprostać tym wymaganiom, graniczących niemal z marzeniami. I tym człowiekiem był Mateusz Morawiecki, który łączy w sobie technokratyczną wiedzę i skuteczność z ideowością wyniesioną z domu rodzinnego Jadwigi i Kornela Morawieckich.

W ponurych latach 80. PRL podziemna organizacja stworzona przez jego ojca – Solidarność Walcząca – nakreśliła wydawałoby się nierealny horyzont suwerennej, niepodległej Polski, a który – pamiętajmy – w mniej niż dekadę został osiągnięty. Rząd Morawieckiego złożony m.in. z wielu młodych, ambitnych, ale kompetentnych ludzi, osiągnął ogólnie rzecz biorąc sukces, choć oczywiście nie we wszystkich dziedzinach. Być może zabrakło tej jeszcze jednej kadencji, by zbudować i utrwalić na wiele lat – odporną na korupcję, protekcjonizm, defraudację państwowego mienia i przeregulowanie – biurokrację. Wznieść nawę państwową śmiało zmagającą się z falą wyzwań współczesnego świata, a nie dryfującą ku niebezpiecznym i niegościnnym brzegom.

Cezurą przyszłych wydarzeń na szeroko rozumianej prawicy będą przyszłoroczne wybory. Scenariusze o konstruowaniu, czy też braku, koalicji są kreślone od dzisiaj, ale czasu do jakiejś sformalizowanej ugody jest sporo. Natomiast już teraz należy w nieoficjalnie rozpoczętej kampanii przedwyborczej wypunktowywać ten nieskuteczny, czasem błazeński i absurdalny, często antypolski, jednym słowem fatalny rząd Koalicji Obywatelskiej oraz przedstawiać programy dotyczące konkretnych dylematów i rozwiązań, jak kierunki inwestycyjne państwa, polityka klimatyczna, problem demografii, sztuczna inteligencja itp. itd.

Miejmy nadzieję, iż prawa strona sceny politycznej odłoży na bok wzajemne żale i ekscentryczne zachowania, by nawet kosztem swoich partykularnych interesów zmobilizować się przeciw obecnej destrukcyjnej władzy. Życzę, aby tak doświadczony polityk, jakim jest Jarosław Kaczyński, zawierzył znów swojemu politycznemu instynktowi i nie pozwolił na tworzenie wokół siebie i partii twardego kokonu fałszywej ekspiacji, wzajemnych oskarżeń, przeinaczeń i koteryjnej adoracji.

Mateusz Morawiecki to jednocześnie wizjoner i pragmatyk, ekonomista respektujący wielkości wyrażone w liczbach i trendy, jakie w danej chwili panują nad światem. Ale również historyk mający głęboką, tożsamościową perspektywę, polityk z międzynarodowymi koneksjami, a przede wszystkim, jak jego ojciec, polski patriota, dla którego symetria w tym porównanie nie istnieje.

Można rzec za prezydentem Karolem Nawrockim – po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy. Z mojej strony deklaruję poparcie dla Mateusza Morawieckiego i jego Stowarzyszenia – z wiarą w przytoczone prezydenckie motto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *