Czy Naczelnik przestał być Naczelnikiem?

Był Naczelnikiem. Miał ku temu wszelkie podstawy – zmysł polityczny, wytrwałość, sumienność, lata pracy nad tworzeniem swego wizerunku, ideowość. I to, co było najważniejsze – chodziło mu o Polskę. Jej, czyli naszą przyszłość.

Jego działalność polityczna w latach osiemdziesiątych, kiedy z bratem tworzyli zgrabny team, przypominała słowa Józefa Piłsudskiego, który mówił: „chcemy Polski niepodległej, abyśmy tam mogli urządzić życie lepsze i sprawiedliwsze dla wszystkich”. I tak jak sto lat temu słowa te trafiały do serc Polaków, tak działalność obu braci była postrzegana jako przykład SOLIDARNOŚCI wobec każdego człowieka, który jest odrzucony przez system zła. Albo odrzucony przez działania złego człowieka, który wykorzystuje swoje nadrzędne stanowisko, aby upodlić drugiego człowieka.

Starania o lepszą Polskę sprawiły, że bracia szybko stali się celem ataków tych wszystkich, którym nie zależało na Polsce lepszej dla wszystkich Polaków, ale wyłącznie dla wybrańców. Wybrańcy to ci, o których pisał Daniel Olbrychski do premiera Tuska, którzy „stali po słusznej stronie.” A ta „słuszna strona”, to strona jedynej słusznej partii politycznej, jedynie słusznych poglądów, jedynie słusznych polityków i kierunków działań. A ci, którzy mają odmienne zdanie, to faszyści, mohery, oszołomy, ciemnota.

Najlepiej pozbawić ich prawa głosu wyborczego. A na co dzień ośmieszyć, upodlić, zmarginalizować, zamilczeć. Sprawić, aby zaszyli się w kąt i nie „przeszkadzali w budowaniu świetlanej przyszłości” – jak ironizował Marian Miszalski w znakomitej satyrycznej powieści „Stacja Chatelet, czyli niezwykłe przygody Polaka w Paryżu”.

Rozwarstwienie wśród Polaków pod względem poglądów politycznych nie było i nie jest niczym nowym. Tak było w królewskiej Polsce, w Rzeczypospolitej, pod zaborami i po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Jeszcze raz przypomnę słowa Piłsudskiego: „Konkurencja partyjna poszła od pierwszej chwili istnienia państwa tak dziwnie i tak ostro, a zarazem z tak wielką ilością kłamstwa i łajdactwa, że od razu zaczęło się wytwarzać to, co nazwałem: cloaca maxima. Każde nadużycie, każde łajdactwo było dobrym wtedy, gdy robił je członek partii własnej, złym zaś tylko wtedy, gdy robił je członek innej partii.”

I w tym miejscu dochodzimy do sytuacji, w której na pierwszy plan wysuwa się nadrzędność partii nad ogółem społeczeństwa i państwa. W czasach Piłsudskiego mówiono o „upartyjnieniu Polski”. Za tym określeniem szło przekleństwo podziału politycznego Polaków do tego stopnia: „żeśmy się podzielili na kilka rodzajów Polaków, że mówimy jednym polskim językiem, a inaczej nawet słowa polskie rozumiemy, żeśmy wychowali wśród siebie Polaków różnych gatunków, Polaków z trudnością się porozumiewających, Polaków tak przyzwyczajonych do życia według obcych szablonów, według obcych narzuconych sposobów życia i metod postępowania, żeśmy prawie za swoje je uznali, że wyrzec się ich z trudnością możemy.”

Nie można odmówić Naczelnikowi trafności nominacji. Jego bezspornymi sukcesami politycznymi było pozyskanie na urząd Prezydenta RP naprzód prof. Andrzeja Dudy a rok temu dr Karola Nawrockiego. Jednak największą jego wygraną wydaje się nominacja Mateusza Morawieckiego na urząd najpierw ministra, a potem premiera.

Dlaczego? Bo Mateusz Morawiecki był wówczas prezesem banku, który dzięki jego działalności wyrósł na jeden z największych w Polsce. W perspektywie miał objęcie funkcji szefa „Santandera” na całą Europę. Za tym szły, co oczywiste, wielokrotnie wyższe niż w polskich realiach, gratyfikacje. To wszystko Mateusz Morawiecki zostawił, aby poprzez uczestnictwo w polityce budować dobrobyt Polski i Polaków.

Za sobą miał doświadczenie zarządzania bankiem, kontakty w międzynarodowych kręgach finansowych oraz wśród cenionych w świecie managerów i ekonomistów, o których inni polscy politycy mogli tylko pomarzyć. I, co istotne, miał zapał do budowania Polski poprzez praktyczne działania. Jak Piłsudski, który uważał, że „jedynie czyn ma znaczenie. Najlepsze chęci pozostają bez skutku, o ile nie pociągają za sobą następstw praktycznych.”

W odróżnieniu do wielu innych polskich polityków, Morawiecki miał za sobą działalność w podziemiu w ostatnich latach PRL. Wychowany w rodzinie o wartościach patriotycznych, w której patriotyzm był powinnością i zobowiązaniem do czynu, a nie pustym słowem i czczą gadaniną – uznał propozycje Naczelnika za kolejne zadanie do wykonania dla Polski.

Nie zamierzam oceniać rządów Morawieckiego. W tamtych trudnych realiach –migracyjnej wojny hybrydowej, pandemii covid i ataku Rosji na Ukrainę – Polska wyszła z tego obronną ręką, bez takich wstrząsów, jakie doznały inne, nawet bogatsze państwa. A wszelkie niedociągnięcia czy błędy Morawiecki – jak przystało na męża stanu – wziął na klatę.

Co wobec tego poszło nie tak? Może zwycięstwo partyjniactwa nad zadaniem budowania Polski? Otoczenie Naczelnika, które w przeszłości niewiele miało wspólnego z sukcesami rządów Zjednoczonej Prawicy, uznało, że Morawiecki stanowi zagrożenie dla ich pozycji w partii. Bo nie chce budowania nowych okopów. Dąży do zasypywania starych, przyciągając tych wszystkich, którzy, podobnie jak on, widzą konieczność zespolenia sił do budowy mocnej pozycji Polski. Nie jest to na rękę ani nowym „przyjaciołom” Naczelnika, ani nie jest na rękę rządom lewactwa i części liberałów, mających silne oparcie w Berlinie i w Brukseli. Morawiecki proponując PiS różnorodność odcieni, korzysta z doświadczeń swego Ojca, Kornela Morawieckiego, który w Solidarności Walczącej chętnie widział każdego i każde idee, byleby dążyły do upadku systemu komunistycznego.

Zjednoczona Prawica może uczynić to samo. Ale czy nie jest za późno, czy już nie poszło za daleko, by Naczelnik dał się przekonać? Bo jego akolici robią wszystko, aby tak się nie stało.

Czy Naczelnik przestał być Naczelnikiem? Momentem zwrotnym było odejście od dotychczasowej zasady, wedle której posługuje się własnym zdaniem, nie ulegając sugestiom upartyjnionego otoczenia. Dotychczas gwarantowało to nadrzędność interesu Polski nad samozadowoleniem partyjnych działaczy. Może jeszcze tak będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *