Jak na razie administracja 13 grudnia jest na dobrej drodze, by zdystansować rządy „pierwszego Tuska”, wobec czego elektorat nie protestuje.
Można było wybrać na prezydenta państwa polskiego komunistycznego zbrodniarza, można też wybrać pezetpeerowskiego aparatczyka na rotacyjnego marszałka sejmowego, któremu wydaje się, że ma prawo weta. W końcu można przecież wybrać aktywistkę „na granicy”, reklamującą osiem gwiazdek, szturmującą media publiczne, apelującą do UE, by zablokowała należne Polsce środki unijne – na rzecznika praw obywatelskich.
Po to jest demokracja, by ją kompromitować. W patodemokracji nie ma odpowiedzialności, a o rozliczeniach można sobie pogadać. Właśnie Tusk rozwiązał komisję (11 osób) ds. wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015-2023. Funkcjonowała ponad rok, podatnicy zapłacili 2,5 mln zł. Na czele obecna RPO.
Tusk twierdzi, że do wręczenia nominacji asesorskich przez prezydenta, potrzeba jego kontrasygnaty. To wbrew zapisom konstytucyjnym, wbrew orzeczeniom TK i stanowisku SN, ale zgodnie z jego rozumieniem prawa. Minister sprawiedliwości straszy kodeksem karnym, którego nie zna, oraz straszy Trybunałem Stanu, w którym administracja 13 grudnia nie ma większości. Niezależnie od tego – jak wynika z kontroli NIK – resort sprawiedliwości zabawia się za publiczne pieniądze, m.in. wydając 160 tys. zł na basen z kulkami. I tylko KE uważa, że w naszym kraju dwukrotnie zwiększyło się zaufanie obywateli i przedsiębiorców do wymiaru sprawiedliwości, gdy nastała administracja 13 grudnia (co tam neosędziowie, manipulacje przy składach sędziowskich, czy nieuznawanie TK i niepublikowanie jego orzeczeń).
Instytucjonalizacja głupoty
Kto nie wierzy w globalne ocieplenie i krytykuje unijną politykę klimatyczną – jest niebezpiecznym głupcem – uważa wiceprzewodnicząca KE, hiszpanka Teresa Ribera, komisarz ds. czystej transformacji. I co tu robić z taką instytucjonalizacją głupoty. Podobno ostatni nowy typ pożarów lasów świadczy o zmianie klimatu (o podpalaczach nie wspomina się). Nie bez racji więc, krajowy resort środowiska dysponuje funduszami do zwalczania „dezinformacji klimatycznej”. Może polemizować i reklamować sią za publiczne pieniądze.
10 mln obywateli jest nadal wykluczonych komunikacyjnie, bo administracja 13 grudnia okroiła plan CPK. I tak już pozostanie, dopóki będzie obecna władza. Tymczasem Niemcom przestaje się opłacać tankowanie w Polsce, co zapewne pogoni resort finansów do obniżki cen paliwa. Niezależnie od tego brak zamówień MON w PZL Mielec grozi zwolnieniem 7 tys. pracowników. Perspektywy rozwojowe mają natomiast patohotele, zajmujące śródmieścia miast. Narzekający na utrudnienia i hałasy mieszkańcy mogą się wyprowadzić na przedmieścia. Natomiast handlujący odzieżą będą śledzeni elektronicznie, nawet z kosmosu za pomocą łączności satelitarnej. Takie właśnie rozporządzenie – bez precedensu w skali światowej – wydał resort finansów.
Strategia niedorozwoju
Ludzie nie ustępują. Nie chcą mieć wiatraków w pobliżu swojej ziemi. Dewastują one otoczenie, obniżają wartość nieruchomości. W tej sytuacji inwestorzy usiłują przekupywać właścicieli gruntów. Nie idzie to łatwo. Resort klimatu spieszy z pomocą, nadal forsując wiatraki, nie bacząc, że to kontrowersyjne źródło energii (kosztowne, zawodne). Teraz proponuje rodzaj łapówki. Mieszkający w pobliżu turbin (w promieniu 1000 metrów) dostawaliby pieniądze ze specjalnego funduszu. Przekupywanie społeczeństwa – jako forma polityki energetycznej – tego jeszcze nie było, ale przecież przekonanie ludzi, że wiatrak 700 metrów od domu to dobrodziejstwo – wciąż pozostaje celem resortu. Natomiast poza jego refleksją pozostaje prosty rachunek. Gdyby przeznaczyć środki na wiatraki na rozwój stabilnych źródeł energii, to zwiększyłoby się bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Administracja 13 grudnia postępuje tak, jakby sabotowała własne państwo. Podczas gdy inne państwa unijne zajmują zdrowy dystans (żeby nie powiedzieć – sceptycyzm) do dekarbonizacji (Niemcy zwiększają zużycie węgla w energetyce), to administracja 13 grudnia nalega na transformację energetyczną. Niemniej doświadczenia innych krajów pokazują, że oparcie się na niestabilnych źródłach energii grozi blackoutem. Tymczasem związkowcy przekonują, że nie można rezygnować z energetyki węglowej, gdy nie ma odpowiedniej mocy w siłowniach jądrowych. Spór o likwidację polskiego węgla trwa, przy czym 60% ankietowanych negatywnie ocenia rząd Tuska.
Rolnicy żniwują, pracownicy wczasują, a cena paliw rekordowo rośnie. Nie trzeba wyobraźni, by wnioskować, że większe koszty transportu, to wyższe ceny żywności, w ogóle produkcji towarowej. Niemniej administracja 13 grudnia zwleka. Może ludzie wrócą jakoś z wakacji, przyzwyczają się do większych kosztów żywności, transportu. W każdym razie nie da się tłumaczyć wszystkiego sytuacją geopolityczną. Nie wystarczy też po prostu obniżyć cenę paliw, bo wtedy korzystają z tego wszyscy odbiorcy (także zagraniczni). Gdyby można preferować poszczególne branże (rolnictwo, transport), byłoby więcej pożytku dla wszystkich, ale do tego potrzeba propaństwowego myślenia. Nie wiadomo, czy wystarczy go do eksploatacji ropy i gazu ze złoża Wolin East (6 km od Świnoujścia), bo niemieccy ekologiści protestują i poskarżą się Brukseli. To odkrycie surowcowe (22 mln ton ropy i 5 mld metrów sześciennych gazu) jest na skalę europejską. Wzmocniłoby gospodarkę naszego kraju, gdyby administracja 13 grudnia pokonała opór niemiecki i brukselski, tak jak nie uczyniła tego w przypadku portów czy terminala kontenerowego.
Bezpieczeństwo żywnościowe
Preferowane konstytucyjnie gospodarstwa rodzinne są rugowane przez transgraniczne agro-holdingi. Ukraińskie zboże tranzytuje przez nasz kraj. Transporty są plombowane, ale bez sankcji za ich zerwanie. Zatem nie można mieć pewności, czy polski rynek nie jest zasilany ukraińskim zbożem. Właściwie rolnicy protestują permanentnie, ale sytuacja nie zmienia się. Ceny zbóż jak 20 lat temu. Opłacalność produkcji wątpliwa (ceny paliw, nawozów), bo zawsze istnieje zagrożenie importem substandardowej żywności ukraińskiej czy z krajów Mercosur. I zawsze dusi dyktat cenowy zagranicznych sieci handlowych.
Właśnie w okresie żniw wzrosły ceny paliwa, dopełniając miary nieurodzaju (także pogoda). O dopłatach do produkcji rolnej nie mówi się. Tymczasem na polskim rynku coraz więcej niemieckich nawozów. Podczas gdy nasz przemysł chemiczny jest bliski upadku, to niemiecki przeciwnie. Wykorzystując tanie rosyjskie surowce, zwiększa produkcję. Co na to administracja 13 grudnia? Ano, nic. Natomiast opozycja domaga się transparentności rynku. Nasze państwo nie może nie wiedzieć, kto jest producentem, z jakich surowców korzystał. Przecież polskie bezpieczeństwo żywnościowe nie może zależeć od kombinacji zagranicznych producentów nawozów.
Tymczasem wydaje się, że administrację 13 grudnia bardziej absorbują zwierzęta, niż bezpieczeństwo żywnościowe obywateli. Resort środowiska powołał zespół ds. odstraszania niedźwiedzi (16 mln zł). Będzie także obserwował inne drapieżniki (ryś, wilk), zgodnie z unijną dyrektywą ochrony różnorodności biologicznej do 2030 roku. Co tam ludzie. Dobrostan zwierząt ważniejszy. Nie przewiduje się redukcji ich populacji. Co więcej, resort środowiska rozpisał przetarg na zakładanie sadów dla niedźwiedzi (na obszarze 16 ha). Podobno niedźwiedzie – zaspokoiwszy popyt na witaminy – nie będą nachodziły siedzib ludzkich. I nie będzie problemu z ich odstraszaniem, bo o ich redukcji nie ma nawet mowy. Dzięki takiej polityce szacuje się, że w miastach jest ponad 60 tys. dzików (więcej niż w lasach).
Rozumienie prawa
Szedł za nią od przystanku autobusowego. W bloku na wrocławskim osiedlu, na klatce schodowej zaatakował nożem. Dopiero po jakimś czasie policja podała, że był to Ukrainiec w wieku poborowym. Tzw. gołym okiem widać, że więcej cudzoziemców, to więcej przestępstw. Jednak tresura politycznej poprawności sprawia, że najczęściej cudzoziemscy przestępcy są anonimizowani. Wszak „europejczycy” są tolerancyjni, różnorodni, wielokulturowi, w ogóle otwarci. Co innego jednak przemilczanie narodowości przestępców, a co innego utajnienie umów międzypaństwowych. Administracja 13 grudnia nie uważała za stosowne przekazanie obywatelom treści umowy obronnej, zawartej z Niemcami. Uczyniła to strona niemiecka w swoim dzienniku urzędowym. W rzeczywistości było co ukrywać, bo interesy polskie nie są w tej umowie dostatecznie zabezpieczone. Nasz kraj sprowadza się do infrastruktury niezbędniej dla niemieckiej brygady formowanej na Litwie. Nie ma niemieckiego wsparcia dla polskich starań w programach zbrojeniowych NATO.
Nie bacząc na zapaść w służbie zdrowia czy afery szpitalne, administracja 13 grudnia spreparowała ustawę, która w intencji ma zabezpieczyć pacjentów przed medycznymi oszustami, ale w praktyce przyznaje Rzecznikowi Praw Pacjenta prawo decydowania o zakazie stosowania praktyk medycznych, uznanych za niedozwolone. Niejasność sformułowań co do tzw. praktyk pseudomedycznych, czy dezinformacji medycznej, pozwoli rzecznikowi na podejmowanie autorytarnych rozstrzygnięć oraz nakładanie kar (do 1 mln zł), zanim zostanie przeprowadzona procedura odwoławcza. Nie mówiąc o tym, że może on ulegać lobby medyczno-farmaceutycznemu. Tak więc, rzecznik będzie zajmował się ściganiem usług pseudomedycznych, które sam zdefiniuje, przejmując funkcje prokuratora i sądu, zamiast zadbać o dostęp do opieki zdrowotnej oraz o wolność pacjentów do wyboru terapii.
Pseudodemokraci
Mianują się demokratami, ale nie chcą referendum. Kryptodyktatura 13 grudnia straszy polexitem, gdy obywatele chcieliby wyzwolić się z zielonego szaleństwa. Ostatecznie senat odmawia obywatelom prawa do wyrażenia ich poglądów. Jak to się ma do demokracji – rzecznik praw obywatelskich nie reaguje. W każdym razie, jeżeli ETS już przysparza niedogodności naszej gospodarce (niekonkurencyjna), to ETS2 będzie prawdziwą klęską. Wzrost cen paliw do ogrzewania budynków i transportu – to ruina gospodarki i pauperyzacja obywateli. Senacka nieustępliwość tym bardziej jest żenująca, że decyzje ekologiczne UE z 2015 roku podejmowano większościowo, gdy miało być jednogłośnie.