Ochrona pacjenta czy ograniczenie wolności wyboru?

Czy projekt nowelizacji określany mianem „Lex Szarlatan” realnie wpłynie na podniesienie poziomu bezpieczeństwa chorych?

Bezpieczeństwo pacjenta jako priorytet

Nadrzędna zasada, co do której panuje pełny konsensus wśród lekarzy, terapeutów oraz przedstawicieli zawodów medycznych, jest jasny – pacjent wymaga skutecznej ochrony przed nadużyciami, celowym wprowadzaniem w błąd oraz osobami działającymi poza zakresem swoich kwalifikacji. Ta kwestia nie budzi sporów. Kontrowersje pojawiają się w momencie, gdy pod pretekstem ochrony zdrowia proponuje się regulacje, które mogą drastycznie ograniczyć autonomię pacjenta do decydowania o wyborze metod wspomagających terapię oraz specjalistów, którym decyduje się zaufać.

Dwa i pół miesiąca trwały w parlamencie prace nad projektem nowelizacji Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, znanym opinii publicznej jako „Lex Szarlatan”. Nowelizacja na przełomie lipca i sierpnia opuściła parlament i czeka obecnie na decyzję Prezydenta RP, którą dr Karol Nawrocki powinien podjąć do 21 sierpnia 2026 roku.

Założenia projektu obejmują m.in. sformułowanie definicji „praktyki pseudomedycznej”, rozszerzenie uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta, a także wdrożenie dotkliwych kar finansowych (sięgających 1 mln zł) za procedury uznane – co istotne, arbitralnie przez samego Rzecznika – za godzące w zbiorowe prawa pacjentów.

Choć intencja ustawodawcy zmierzająca do eliminacji nieuczciwych praktyk jest zrozumiała, kluczowe pozostaje pytanie: czy wdrażane instrumenty prawne zrealizują ten cel bez naruszania wolności obywatelskich oraz fundamentalnych zasad demokratycznego państwa prawa?

Przypadek kliniczny

Warto przeanalizować sytuację pacjentki od lat zmagającej się z przewlekłym zapaleniem tarczycy (chorobą Hashimoto). Kobieta pozostaje pod stałą opieką endokrynologa, przyjmuje przepisane farmaceutyki, suplementy diety oraz regularnie monitoruje parametry laboratoryjne. Równolegle modyfikuje model żywienia, korzysta ze wsparcia fitoterapeuty, poddaje się akupunkturze oraz wdraża techniki redukcji stresu.

Józef Mehoffer, Węże wśród róż, 1901, karton do polichromii Skarbca Katedralnego na Wawelu. Muzeum Narodowe w Krakowie

Pacjentka nie porzuciła medycyny konwencjonalnej ani nie oczekuje nierealnych rezultatów. Dąży jedynie do poprawy komfortu codziennego funkcjonowania.

Czy instytucje państwowe powinny limitować jej dostęp do tego typu świadczeń? Zagadnienie to wykracza poza obszar medycyny komplementarnej – dotyczy fundamentalnego prawa każdego człowieka do stanowienia o własnym zdrowiu i procesie terapeutycznym.

Podmiotowość pacjenta w systemie ochrony zdrowia

Współczesne paradygmaty medyczne coraz wyraźniej akcentują model oparty na współdecydowaniu (shared decision-making) pomiędzy pacjentem a personelem medycznym. Pacjent przestaje być jedynie biernym obiektem procedur terapeutycznych, stając się autonomicznym partnerem procesu leczenia, wyposażonym w prawo do pozyskiwania informacji oraz weryfikacji dostępnych opcji. Autonomia ta obejmuje również swobodę korzystania z alternatywnych form wsparcia dobrostanu fizycznego i psychicznego, o ile praktyki te pozostają w granicach obowiązującego porządku prawnego i nie substytuują niezbędnej opieki allopatycznej.

Z tego względu w licznych systemach zdrowotnych państw europejskich implementuje się modele integrujące medycynę konwencjonalną z wyselekcjonowanymi, bezpiecznymi metodami medycyny komplementarnej, co pozwala na zachowanie rygorystycznych standardów bezpieczeństwa przy jednoczesnym poszanowaniu woli chorego.

Standardy procesu legislacyjnego a dialog społeczny

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów omawianych zmian pozostaje stopień inkluzywności debaty publicznej. Reprezentanci środowisk związanych z medycyną niekonwencjonalną wielokrotnie deklarowali gotowość do merytorycznego dialogu oraz partycypacji w pracach legislacyjnych. Według oficjalnych relacji tych podmiotów, realny udział w posiedzeniach komisji i podkomisji parlamentarnych został im jednak w znacznej mierze uniemożliwiony. W rezultacie grupa zawodowa, której aktywność ma podlegać bezpośredniej reglamentacji, została pozbawiona możliwości pełnego zaprezentowania swoich racji.

Skalę społecznego rezonansu tego problemu obrazuje fakt, że w toku konsultacji do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło ponad 4700 opinii i zastrzeżeń od terapeutów, pacjentów oraz organizacji pozarządowych. Wolumen ten jednoznacznie dowodzi, że regulacja nie dotyczy niszowego marginesu rynku, lecz dotyka kwestii o istotnym znaczeniu społecznym. Niezależnie od oceny merytorycznej samej ustawy, kluczowe pozostaje pytanie o jakość stanowionego prawa, jeśli powstaje ono bez autentycznego wysłuchania kluczowych interesariuszy.

Perspektywa międzynarodowa i wytyczne WHO

Sygnały płynące z areny międzynarodowej również rzucają istotne światło na polski dyskurs. Organizacje takie jak EUROCAM oraz Traditional, Complementary and Integrative Healthcare Coalition (TCIH) skierowały oficjalny memoriał do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W dokumencie tym, uznając nadrzędność bezpieczeństwa pacjenta, jednoznacznie wskazano na konieczność prowadzenia konstruktywnego dialogu z sektorem medycyny tradycyjnej i integracyjnej. Gremia te przypomniały jednocześnie o zapisach Globalnej Strategii Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczącej Medycyny Tradycyjnej na lata 2025–2034, która wprost rekomenduje państwom członkowskim odpowiedzialną integrację tych praktyk z narodowymi systemami ochrony zdrowia. Stanowisko to nie stanowi próby zablokowania reformy, lecz jest uniwersalnym apelem o zachowanie standardów deliberatywnych.

Faza parlamentarna i wyzwania interpretacyjne

Medialny termin „Lex Szarlatan” ma charakter wyłącznie publicystyczny. Akt uchwalony przez Sejm RP w 31 lipca 2026 roku nosi oficjalną nazwę: „Ustawa o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta”.

Porównanie przyjętej wersji z pierwotnymi założeniami pozwala stwierdzić, że ostateczny kształt ustawy uległ istotnej ewolucji, a część najbardziej kontrowersyjnych i rygorystycznych zapisów została wyeliminowana. Niemniej jednak w tekście prawnym wciąż pozostają sformułowania o wysokim stopniu niedookreślenia. Brak precyzji pojęciowej generuje ryzyko skrajnie rozbieżnych interpretacji urzędniczych, co w konsekwencji może prowadzić do nadmiernej, arbitralnej ingerencji organów państwowych w legalną działalność gospodarczą. To właśnie te ryzyka legislacyjne wymagają pilnej i rzetelnej analizy.

Aspekty normatywne budzące wątpliwości interpretacyjne

Mimo systemowych korekt wprowadzonych na etapie prac legislacyjnych, ostateczny kształt ustawy wciąż zawiera regulacje wymagające precyzyjnej delimitacji. Postulat penalizacji oszustw, bezprawnego uzurpowania tytułów zawodowych czy celowego wprowadzania pacjentów w błąd pozostaje bezdyskusyjny i wymaga stanowczej reakcji państwa. Jednakże przepisy ingerujące w konstytucyjne wolności i prawa obywatelskie muszą bezwzględnie spełniać standardy jednoznaczności, proporcjonalności oraz przewidywalności operacyjnej.

1. Kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta a gwarancje procesowe

Nowelizacja istotnie rozszerza prerogatywy Rzecznika Praw Pacjenta (RPP), legitymując go do żądania wszczęcia postępowań cywilnych oraz przyznając mu status zbliżony do pozycji ustrojowej prokuratora. Choć intencja wzmocnienia ochrony pacjentów jest zasadna, zastrzeżenia budzi brak precyzyjnego określenia granic i przesłanek stosowania tych instrumentów.

2. Paradoks definicyjny „praktyki pseudomedycznej”

Ustawodawca zdefiniował praktykę pseudomedyczną jako udzielanie świadczeń zdrowotnych generujących ryzyko ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub zgonu przez osobę nieposiadającą formalnego statusu wykonawcy zawodu medycznego.

Konstrukcja ta prowadzi jednak do istotnego paradoksu dwojakiej interpretacji. Literalna wykładnia przepisu wskazuje, że o kryminalizacji czynu decyduje kryterium podmiotowe (status zawodowy sprawcy), a nie przedmiotowe (obiektywny stopień zagrożenia dla pacjenta). W konsekwencji identyczna czynność, niosąca tożsame ryzyko biotyczne, w świetle tej definicji traci status „praktyki pseudomedycznej”, jeśli zostanie podjęta przez osobę z formalnymi uprawnieniami medycznymi. Zagrożenie dla zdrowia publicznego nie wynika z samego tytułu zawodowego, lecz z charakterystyki procedury, braku realnych kompetencji aplikacyjnych oraz niedopełnienia procedur bezpieczeństwa. Norma ta wymaga pilnej rekonstrukcji w stronę odpowiedzialności za wykonywanie czynności medycznych bez wymaganych kwalifikacji, niezależnie od formalnego statusu wykonawcy.

3. Klauzula generalna „aktualnej wiedzy medycznej” a dynamika nauki

Największy obszar niepewności prawnej generuje posłużenie się nieostrym pojęciem „aktualnej wiedzy medycznej”. W tekście prawnym zabrakło kluczowych elementów określających:

Podmiotu legitymowanego do autorytatywnego definiowania tego pojęcia

Metodologii i kryteriów ewaluacji standardów naukowych

Katalogu wiążących źródeł dowodowych (evidence-based-medicine)

Procedur rozstrzygania inherentnych w nauce konfliktów paradygmatów

Przepisy limitujące wolność gospodarczą oraz wolność wypowiedzi muszą bezwzględnie realizować konstytucyjną zasadę określoności (lex certa). Tymczasem wiedza medyczna nie jest zbiorem dogmatów statycznych – jej istotą jest ciągła ewolucja wcześniejszych założeń, publikacja nowych doniesień klinicznych oraz zmiana konsensusów naukowych.

Historia medycyny dostarcza w tym zakresie jednoznacznych dowodów:

Hormonalna terapia zastępcza (HTZ): Przez dekady rekomendowana w profilaktyce sercowo-naczyniowej, po publikacji wyników badań Women’s Health Initiative z 2002 roku uległa radykalnemu przewartościowaniu.

Profilaktyka kwasem acetylosalicylowym (aspiryna): Powszechny niegdyś standard prewencyjny u pacjentów zdrowych został drastycznie ograniczony z uwagi na przewagę ryzyka krwawień nad korzyściami terapeutycznymi.

Etiologia choroby wrzodowej: Przypisywana pierwotnie czynnikom psychosomatycznym i dietetycznym, po odkryciu patogenu Helicobacter pylori przez B. Marshalla i R. Warrena (nagrodzonym Nagrodą Nobla) zrewolucjonizowała gastroenterologię.

Homeopatia: Jeszcze niedawno wykładana na wydziałach farmaceutycznych byłej Akademii Medycznej łącznie ze specjalizacjami po zakończeniu studiów, obecnie nieuznawana za EBM (w Polsce).

Wycofanie z zakresu terapii alergii (szczególnie sezonowej) leków z grupy kromonów: Bardzo wartościowe leki i praktycznie bez działań ubocznych, niestety ze względu na brak zrozumienia mechanizmów ich działania i nieprawidłowe ordynowanie zostały wycofane jako nieskuteczne w terapii alergii z podania doustnego i wziewnego.

Powyższe paradygmaty dowodzą, że prawo nie powinno opierać odpowiedzialności administracyjnej i karnej na pojęciu płynnym, ewoluującym wraz z postępem badawczym. Ustawodawca powinien skoncentrować się na penalizacji zachowań dających się obiektywnie zweryfikować: celowym wprowadzaniu w błąd, przypisywaniu metodom właściwości niepopartych faktami, składaniu bezpodstawnych obietnic eradykacji chorób czy bezpośrednim narażeniu pacjenta na szkodę.

Nie siła argumentów, lecz decyzja administracyjna

Urząd Rzecznika Praw Pacjenta pełni funkcje administracyjne, a nie eksperckie. Nie posiada on i z definicji posiadać nie może niezbędnych kompetencji merytorycznych, by arbitralnie rozsądzać, które teorie z zakresu farmakognozji, fitoterapii, toksykologii czy dietetyki są aktualne, a które przestarzałe. Przekazanie tej instytucji prawa do weryfikacji wiedzy naukowej grozi przekształceniem merytorycznego dyskursu w autorytarną egzekucję, gdzie o prawdzie decyduje nie siła argumentów, lecz decyzja administracyjna z rygorem natychmiastowej wykonalności i wpisem do rejestru.

Wiedza nie należy do nikogo na wyłączność. Istotą nauki jest pełna swoboda w wyborze autorytetów oraz wolność tworzenia nowych teorii, koncepcji i hipotez. Żaden urzędnik nawet z profesorskim tytułem nie ma prawa odgórnie decydować, że praca innego eksperta to „dezinformacja”. Tworzenie jednoosobowego trybunału do spraw prawdy naukowej niszczy otwartą dyskusję i niszczy naukę samą w sobie.

4. Sankcje skierowane w zakresie dezinformacji medycznej.

Najbardziej radykalne rozwiązania kryją się w rozdziale 13d projektu. Przepis art. 67zn uznaje za dezinformację medyczną publiczne szerzenie kłamstw dla zysku lub prywatnych korzyści. Dotyczy to zachwalania metod groźnych dla zdrowia i sprzecznych z nauką, a także zniechęcania do oficjalnego leczenia.

Wprowadzone narzędzia budzą jednak ogromne kontrowersje:

Internetowy rejestr kłamców – Rzecznik stworzy otwartą dla każdego bazę podmiotów oskarżonych o manipulację.

Blokowanie witryn internetowych – Na żądanie Rzecznika firmy telekomunikacyjne w ciągu tygodnia przekierują ruch z zakazanej domeny na oficjalną stronę z ostrzeżeniem.

Blokada stron i publiczny pręgierz prowokują do zadania pytania: czy walka z medyczną dezinformacją – jak się wydaje – zagraża wolności słowa?

To nie jest zwykła walka z uzdrawiaczami. Odcinanie dostępu do stron i publiczne piętnowanie uderzają bezpośrednio w wolność słowa oraz prawo do publikacji. Kluczowym problemem jest tu pojęcie „aktualnej wiedzy medycznej”. Przepisy oddają pełną władzę nad interpretacją tego terminu w ręce jednego urzędnika – Rzecznika Praw Pacjenta. To on sam zdecyduje, co jest naukową prawdą, a co fałszem.

Podsumowanie

Wypełnianie obowiązku ochrony obywateli przed nadużyciami nie może odbywać się kosztem destabilizacji porządku prawnego. Prawodawstwo musi pozostać czytelne i przewidywalne – tylko wtedy gwarantuje realną ochronę praw pacjenta przy jednoczesnym poszanowaniu konstytucyjnych fundamentów państwa prawa. Zasadniczy sprzeciw budzi natomiast segment normatywny dotyczący przeciwdziałania tzw. dezinformacji medycznej. W obecnym kształcie legislacyjnym przepisy te konstytuują organ administracji państwowej jako arbitra prawdy naukowej. Przyznane Rzecznikowi Praw Pacjenta prerogatywy rozciągają się na nadzór nad treściami publicznymi, wykładami oraz publikacjami naukowymi, sankcjonując te działania drastycznym instrumentem w postaci przymusowego przekierowywania domen internetowych.

Powierzanie ewaluacji „aktualnej wiedzy medycznej” instytucji urzędniczej, która ex definitione nie dysponuje eksperckim aparatem badawczym – w szczególności w specyficznych realiach fitoterapii – rodzi ryzyko wprowadzenia cenzury prewencyjnej oraz monopolizacji dyskursu przez jeden paradygmat metodologiczny.

link do ustawy: https://orka.sejm.gov.pl/opinie10.nsf/nazwa/2598_u/$file/2598_u.pdf

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: nr 93

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *