Dwa Czerwce, czyli kto wypije to piwo

Podkreślę na wstępie, że poparłem wybory czerwcowe 1989 roku (pierwsza tura 8 czerwca, druga tura 18 czerwca) – uważając, że jeśli można zdobyć chociaż 1/3 demokracji, to należy o nią walczyć. Wyraziłem ten pogląd w długiej rozmowie z Kornelem Morawieckim, który konsekwentnie był za bojkotem wyborów, bo nie przynosiły pełni wolności i niepodległości. Już w lutym 1989 roku pisał na łamach Solidarności Walczącej: „Najbliższe wybory do Sejmu PRL mają rezerwować większość i władzę dla koalicji komunistycznej. Tym samym mają potwierdzić i uwiarygadniać realny socjalizm. Nie będą to demokratyczne wybory. Wzywamy do ich bojkotu.”

Osobiście kulis „Magdalenki” w istocie nie znałem, choć czułem zgniliznę kompromisu. Mimo wszystko zaangażowałem się w kampanię i asystowałem w wyjaśnianiu ówczesnej ordynacji wyborczej na spotkaniach kandydatów Komitetu Obywatelskiego z wyborcami. Szkoliłem też członków komisji wyborczych. Entuzjazm był wówczas powszechny.

W moim Brochowie, dzielnicy Wrocławia, uczestniczyło w spotkaniu przedwyborczym, około 1/3 uprawnionych do głosowania. Nigdy w brochowskiej historii nie uzyskano takiego wyniku. Otrzeźwienie nastąpiło zaskakująco szybko. Sygnatariuszy z „Magdalenki” przeraził wynik pierwszej tury wyborczej, a zwłaszcza „niedopuszczalny” bojkot listy krajowej. Zignorowano wówczas wolę narodu i w zdradziecki sposób zmieniono ordynację wyborczą i to w czasie trwania procesu wyborczego. Był to policzek wymierzony w suwerena. Później nastąpił słynny kompromis prezydencki.

Nigdy nie aprobowałem gen. Jaruzelskiego na stanowisku głowy państwa. Okazał się gwarantem układu wewnętrznego (post-PRL) i międzynarodowego (strategicznego między Wschodem a Zachodem). Miał rację Kornel, gdy 30 maja 1989 oświadczał: „Generał Wojciech Jaruzelski odpowiedzialny za stan wojenny, za ludzkie tragedie i zmarnowane szanse całego narodu – kandyduje na prezydenta. Kandydatura ta obraża sumienia Polaków. Protestujemy i wzywamy do protestów. Generał musi odejść. Żądamy wolnych wyborów!”

Dziś przyznaję, że tego pięknego Czerwca przegrałem to, o co walczyłem. Poparłem i czynnie zaangażowałem się w pierwsze wolne wybory samorządowe w maju 1990 roku. Liczyłem wówczas, co wcześniej argumentowałem Kornelowi, że wyborcy w tych i kolejnych wyborach wybiorą pragmatycznie i programowo. Niejako nauczą się demokracji przedstawicielskiej. Nauka ta stanie się trwałą podwaliną polskiej wolności.

Okazało się i nadal okazuje się, że wybory, zwłaszcza parlamentarne, mają w Polsce charakter emocjonalny. Ta okoliczność ułatwia propagandę, sprzyja manipulacji, a odrzuca tych, co mają trzeźwy osąd i pragmatyczny program. Ostatnie „100 konkretów” Tuska jest dobrym tego przykładem.

Dziś sądzę, że wówczas – co najmniej między majem a październikiem 1990 roku – należało zerwać z „Magdalenką”, a polskie elity polityczne powinny przeprowadzić wolne wybory parlamentarne. Czy zabrakło im odwagi, czy też na tyle silne okazały się więzy układu oraz łańcuchy kompromatów i szantażu? Może jedno i drugie. Układ trzymał się pewnie, choć już w połowie października 1989 roku było wiadomo, że nasi sąsiedzi pójdą dalej niż my, zwłaszcza Węgrzy. W pamiętnym czasie uroczystego pogrzebu Imre Nagy’a, w czerwcu 1989 roku, bratanków rozgrzewały emocje, ale zasadnicze pragmatyczne zmiany nastąpiły już jesienią tego roku.

O tym, że transformacja i model reform były częściowo ukartowane… w Moskwie, można było się domyśleć nieco później przy okazji rozpoczęcia procesu zjednoczeniowego Niemiec. Zarysy tej transformacji i elementy procesu przygotował oraz nadał swoiste błogosławieństwo sam gensek KC KPZR Jurij Andropow, wcześniej wieloletni szef KGB. Nie jest też zaskoczeniem, że ów znawca problematyki niemieckiej, wychował niejako ucznia w osobie Władimira Putina. Andropow zmarł w roku, w którym Putin rozpoczął karierę w KGB. Ta instytucja dalej prowadziła swoją operację. W latach 1985-90 Putin rezydował w Dreźnie, między innymi z zadaniem werbowania agentów. Owszem, wybory w NRD w marcu 1990 roku (!) były wolne, ale ilu „swoich ludzi” wprowadzono do Izby Ludowej i parlamentów krajowych – do dziś nie wiadomo.

Wschodnioniemieckie wolne wybory zostały ukartowane, a proces zjednoczenia Niemiec nabrał rozpędu za zgodą Kremla. Aprobata mocarstw zachodnich na militarną kontrolę tej części bloku wschodniego, która przeszła w kierunku demokracji, nie była z punktu widzenia ich ówczesnych interesów wygórowaną ceną. Wówczas wcale nie oznaczało to oderwania się środkowej Europy od zależności militarnej Wielkiego Brata. Polska weszła do NATO en bloc w 1999 roku wraz z Węgrami, Czechami i Słowacją. Czy poufne uzgodnienia między Rosją a europejskim Zachodem pozostały w mocy?

Słynne hasło grubej kreski stało się mitem założycielskim nowego ustroju w Polsce. A w Czechach i Słowacji w tym czasie wprowadzano zakaz pełnienia funkcji przez dawnych komunistycznych partyjniaków średniego i wyższego szczebla, wielu sędziów i prokuratorów opuściło stanowiska. Radykalniejsze zmiany rozliczeniowe nastąpiły na Węgrzech, a jeśli chodzi o sanację wymiaru sprawiedliwości w byłej NRD, to nastąpiło to w stylu, którego w Polsce do dziś niestety nie zastosowano.

W polskiej sferze politycznej wystąpiły jedynie pewne retusze i zamalowywanie kolorów politycznych, jak na przykład w decyzyjnym środowisku ZSL, którego działacze podtrzymali swoją karierę polityczną, zwłaszcza wśród młodych polityków, w odróżnieniu od chociażby Stronnictwa Demokratycznego. Przemianowanie ZSL na PSL niewiele zmieniło. Tylko Wincenty Witos w grobie się przewraca… Przyjrzyjmy się karierze Waldemara Pawlaka (ur. 1959), o rok młodszego Janusza Piechocińskiego czy eksponenta Lewicy, Wojciecha Olejniczaka (ur. 1974).

Sprawcy „nocnej zmiany” z 4 na 5 czerwca 1992 roku to efekt „Magdalenki” i jej akcesoriów. Za radą Donalda Tuska „policzono głosy”, a Waldemara Pawlaka Lech Wałęsa niejako wepchnął na fotel premiera. Większość uczestników nocnego spotkania, którego celem było obalenie rządu Olszewskiego, była umoczona we współpracę z aparatem PRL lub choćby wiązana szantażem, a zatem kontaktami z dawnymi służbami, czy to w cywilnej czy wojskowej postaci. Ciekawe, kto dysponuje dziś materiałami z powyższych powiązań i aliansów. Moskwa z pewnością.

Pierwsze wolne wybory w powojennej Polsce odbyły się w październiku 1991 roku. Wygrał „układ Magdalenkowy” i jego medialna ofensywa. Rozdrobnienie polityczne w kampanii jest według mnie winą zarówno elit politycznych jak i samych wyborców. Wybory te odbyły się najpóźniej wśród dawnych państw demokracji ludowej. Na Węgrzech pierwsze wolne wybory w konsekwencji zmian politycznych odbyły się już 24 marca 1990 roku, tydzień wcześniej w NRD. Po dramatycznych wydarzeniach w Rumunii, gdy nowa nomenklatura w miarę okrzepła, wolne wybory nastąpiły tam już w maju 1990 roku, a w następnym miesiącu w Czechosłowacji i Bułgarii.

Lider założonej w lipcu 1990 roku Partii Wolności, Kornel Morawiecki, ukuł hasło swej formacji w tych wyborach: „Nie przegrajmy Polski jak przed 200 laty”. Minęło blisko 35 lat, a hasło to – co przykre – jest nadal aktualne. Partia Wolności postulowała 10-letni zakaz kandydowania w wyborach oraz pełnienia kierowniczych funkcji przez byłych aktywistów PZPR i organizacji satelickich. Jako jedyna w obozie solidarnościowym głośno sprzeciwiała się ustaleniom Okrągłego Stołu. W ówczesnej atmosferze utrwalania się układów i zależności polityczno-klienckich celnym wydaje się hasło startującej w tych wyborach Polskiej Partii Przyjaciół Piwa Janusza Rewińskiego: „Jak wypić to piwo”.

Otóż to! Po wspomnianych wyborach na jesieni 1991, rząd Krzysztofa Bieleckiego utrzymał się do grudnia 1991 roku. Po nim utworzono rząd mniejszościowy Jana Olszewskiego. Skład Rady Ministrów i okoliczności wotum zaufania dla nowego rządu świadczyły, że jest nie tylko rządem mniejszościowym, ale przede wszystkim obarczonym ciężkim bagażem problemów politycznych i gospodarczych. Uczciwość tu nie wystarczała. Sprawa teczek byłej bezpieki okazała się najpoważniejszą kwestią polityczną III RP.

Nagranie wyniesione przez mecenasa Władysława Siłę-Nowickiego pokazało twarz magdalenkowego układu. Jakże piękny i dostojny byłby konterfekt, gdyby nie ten dokumentalny film! Już wówczas użyto zabiegów medialnych, kampanii pomówień i dezinformacji, by tylko spotęgować chaos. Ten stan rzeczy jest dziś jeszcze bardziej widoczny. Używa się teraz w propagandzie podobnych choć nowocześniejszych technik medialnych, ale cel jest ten sam.

Zacytujmy na koniec fragment wystąpienia telewizyjnego premiera Jana Olszewskiego z 4 czerwca 1992 roku.

Budowaliśmy mozolnie państwo, które obywatele będą mogli szanować. Państwo całkowicie niepodległe, państwo, w którym wojsko i policja są w pełni podporządkowane demokratycznej, przedstawicielskiej polskiej władzy. Polska, do której długo dążyliśmy, to Polska odbudowująca poczucie godności narodowej, oparta na szczerości i prawdzie o nas samych. O prawdzie zarówno podniosłej, jak i wstydliwej.

Dlatego mój rząd był pierwszym, który chciał odsłonić dawne, tajemne powiązania ludzi, którzy z własnej woli weszli w ostatnich latach do organów nowej władzy. Uważam, że naród polski powinien mieć poczucie, że wśród tych, którzy nim rządzą, nie ma ludzi, którzy pomagali UB i SB utrzymywać Polaków w zniewoleniu. Uważam, że dawni współpracownicy komunistycznej policji politycznej mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa wolnej Polski.

Rząd Jana Olszewskiego nie miał szans na realizację koniecznych zmian, czy to w sposób radykalny czy powolny i sukcesywny. Został obalony w konsekwencji wspomnianej „nocnej zmiany”. Dziś nadal nie ma komu „wypić tego piwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *