Wojna na Ukrainie jako pretekst do zmiany narracji o OUN–UPA

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał dekret nadający Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” nazwę „imienia Bohaterów UPA”. Należy zwrócić uwagę, że UPA nie była „armią”, lecz formacją paramilitarną, która dopuściła się zbrodni ludobójstwa na obywatelach II Rzeczypospolitej.

Dziś, w ramach relatywizowania prawdy historycznej, próbuje się wmówić Polakom, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojne ramię UPA to przede wszystkim symbol walki z Rosją i sowietami. Tymczasem OUN od początku była organizacją wymierzoną przeciwko państwu polskiemu i dążyła do odebrania II Rzeczypospolitej jej wschodnich województw. W tym celu została powołana w 1929 roku. Jej działania nie były ukierunkowane na dezintegrację terytorialną Związku Sowieckiego, lecz przede wszystkim na walkę o zmianę granic kosztem Polski.

UPA nie prowadziła masowych akcji terrorystycznych na terenach Związku Sowieckiego ani nie koncentrowała się na działaniach przeciwko reżimowi Józefa Stalina, lecz atakowała polskie wsie, mordowała polską ludność cywilną i odpowiadała za ludobójstwo na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej. Walczyła z Sowietami w momencie, gdy ci przesuwali się na zachód Europy. Gdyby nie podjęła walki, groziłaby jej śmierć w katowniach NKWD.

Próba przedstawiania tych organizacji wyłącznie jako ruchu antyrosyjskiego jest fałszowaniem historii i pomijaniem ich antypolskiego charakteru oraz odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Można odnieść wrażenie, że Wołodymyr Zełenski wykorzystuje obecną sytuację Ukrainy do wzmacniania kultu UPA, a motyw antyrosyjski bywa przedstawiany jako wygodny pretekst i uzasadnienie, które ma łatwiej trafić także do części opinii publicznej w Polsce. W efekcie pojawia się narracja, w której czczenie członków UPA tłumaczone jest przede wszystkim ich walką z Rosją. To wygodny schemat, pozwalający przesuwać akcent z ich działań i odpowiedzialności historycznej na współczesny kontekst polityczny, co w praktyce ma prowadzić do prób ich symbolicznego „uniewinniania”.

Cała sytuacja pokazuje, że kult UPA na Ukrainie pozostaje silny, a jego zwolennicy próbują różnymi metodami nadać mu oficjalny i trwały status, wiążąc go bezpośrednio z narracją o ukraińskiej niepodległości. Wciąż obowiązują ustawy uznające OUN i UPA za „bojowników o niepodległość Ukrainy”. Ukraińskie władze nie dystansują się od spuścizny Stepana Bandery i Romana Szuchewycza. Wręcz przeciwnie, ich imiona coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej.

Nie tak dawno doszło do ekshumacji i ponownego pochówku Andrija Melnyka, jednego z przywódców OUN. Jego prochy zostały przewiezione z Luksemburga i z honorami umieszczone na Narodowym Cmentarzu Wojskowym. Prezydent Zełenski w trakcie ceremonii mówił: „Niezwykle symboliczne jest to, że nasi współcześni ukraińscy bohaterowie, którzy wyrwali Ukrainę z rosyjskich rąk podczas pełnowymiarowej wojny, na zawsze będą spoczywać obok Ukraińców z poprzednich pokoleń, którzy również działali na rzecz tego, by Ukraina była właśnie taka, by Ukraina była sobą, by Ukraina była wolna”. Widzimy tu właśnie próbę wykorzystania dzisiejszych zmagań Ukrainy do rehabilitacji członków OUN, nawet tak skompromitowanych jak pułkownik Melnyk. To postać jednoznacznie negatywna, agent Abwehry, orędownik współpracy z III Rzeszą, zbrodniarz wojenny.

Polska jako największa ofiara zbrodni OUN-UPA powinna być liderem międzynarodowego ruchu na rzecz jednoznacznego potępienia tych organizacji, których ideologia była i nadal pozostaje sprzeczna z wartościami europejskimi, demokratycznymi oraz zasadami prawa cywilizowanego świata. Tymczasem nasze władze od lat udawały, że problem nie istnieje i podporządkowywały pamięć o ofiarach bieżącej polityce.

Jednak coraz trudniej przekonywać Polaków, że kult Bandery jest zjawiskiem marginalnym. Jego skala jest obecnie na tyle duża, że trudno jej nie dostrzec. W związku z tym pojawia się zmiana narracji i próby nadania temu zjawisku przede wszystkim charakteru antyrosyjskiego. Część decydentów politycznych w Polsce chętnie wpisuje się w tę interpretację, ponieważ jest ona dla nich wygodniejsza niż jednoznaczna obrona pamięci o własnych obywatelach.

Niestety jako państwo jesteśmy w prosty sposób rozgrywani przez ukraińskich polityków. Nie można mylić pomocy Ukrainie z przyzwoleniem na zakłamywanie historii. W naszym interesie, podobnie jak w interesie całej Europy, leży to, aby Ukraina była budowana na prodemokratycznych i cywilizowanych fundamentach. Kult paramilitarnych bojówek i ich przywódców to droga donikąd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *