Na początek kilka liczb
Ogólnopolska Grupa Badawcza (OGB) przeprowadziła badania exit poll w czasie głosowania. Wyszło jej, że frekwencja wyniesie ponad 33 procent, co skutkowałoby odwołaniem nie tylko prezydenta, lecz także całej Rady Miasta. Na szczęście dla tych ostatnich, w rzeczywistości do urn poszło 29,99 proc. wyborców.

Przy okazji tego badania głosującym zadano pytanie o powód głosowania. Otóż, spośród tych, którzy byli za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego, czyli prawie 98 proc. ogólnej liczby głosujących, najczęściej wymienianym powodem była Strefa Czystego Transportu (28,3 proc.). Na drugim miejscu zadłużenie miasta (22 proc.), na trzecim nepotyzm i zarządzanie spółkami miejskimi (14,3 proc.), na czwartym rosnące koszty życia (10,5 proc.). Wysoko plasowały się też: ogólna ocena kierunku rozwoju Krakowa (9,7 proc.) i podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej (8,9 proc.). Niespełnione obietnice pchnęły do głosowania tylko 2,5 proc., a trudna sytuacja na rynku pracy 2,1 proc.
Zwolennicy Miszalskiego starali się przedstawić referendum jako zorganizowaną akcję polityczną prawicy (słowo „polityczna” oznaczało coś obrzydliwego), której organizatorzy, przy pomocy dezinformacji i hejtu chcą zniszczyć Bogu ducha winnego prezydenta Krakowa. Rozpuszczali na przykład pogłoski, że po obaleniu Miszalskiego Grzegorz Braun będzie kandydował na to stanowisko. Jak powszechnie wiadomo, na nazwisko „Braun” liberalni wyborcy dostają gęsiej skórki.
Na dodatek na portalu Kanał Krakowski pojawił się artykuł pod tytułem: „Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje”. Mowa o Mateuszu Jaśko, radnym Dzielnicy V Krowodrze w Krakowie, którego autor, Łukasz Mordarski, wiąże z wieloma działaniami przestępczymi a nawet z domniemanym morderstwem Sylwestra Suszka – właściciela ZondaCrypto. Czy to prawda czy nie, jak widać, straszenie już nie działa.
Badania przeczą tezie o przemożnym wpływie polityki krajowej na lokalne referendum. Krytyczna ocena pracy ekipy Miszalskiego skłoniła do udziału w referendum 74 proc. respondentów. Tylko 26 proc. głosowało z powodu krytycznego stosunku do rządu.
Poza tym wystąpił tu przedziwny fenomen. Otóż blisko ¼ głosujących za odwołaniem Miszalskiego to wyborcy Rafała Trzaskowskiego w ostatnich wyborach prezydenckich. Możemy mieć przekonanie graniczące z pewnością, że ich motywacja nie miała nic wspólnego z polityką krajową.
Zryw obywatelski
Trzeba przyznać, że bardzo umiejętnie i konsekwentnie inicjatorzy referendum walczyli o udział mieszkańców miasta w głosowaniu. Mobilizacja była ogromna. Prym wiodły akcje i audycje Rynku Krowoderskiego, zasłużonego w punktowaniu i ośmieszaniu ekipy Miszalskiego. Niesłychanie pomocny okazał się dystans i humor. Wprawdzie sukces jest połowiczny, bo zabrakło frekwencji do odwołania Rady Miasta, jednak radość zostaje: „nie pomógł Sok z Buraka, nie pomogli celebryci i wszechobecne kłamstwa i manipulacje. Kraków spuścił bęcki Koalicji Obywatelskiej”.


Animatorzy referendum postulują teraz zabawnie, aby próg wymaganej frekwencji obniżyć do jednego głosu – wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy odwodzić ludzi od uczestniczenia w głosowaniu. W końcu to święto demokracji, a do tego obywatelski obowiązek.
Kwintesencją akcji niech pozostanie widok postawionej przed wejściem do magistratu taczki. Aby każdy kolejny prezydent miał się na baczności. Bo jak się z mieszkańcami zadziera, jak się ich nie słucha i jak się jest głuchym na głos ludu, to można stracić stołek i z hukiem wylecieć z urzędu.
Demokracja zadziałała?
Do pewnego stopnia – tak. Udało się zorganizować referendum i doprowadzić do odwołania prezydenta. Nie pomogła stosowana w takich przypadkach strategia pt. „nie idźcie na głosowanie”. No, częściowo pomogła – dzięki ciut za niskiej frekwencji uratowała się Rada Miasta Krakowa. Skuteczność tej metody została jednak mocno podważona.
Z drugiej strony jest to zaledwie niewielki kroczek w kierunku realnego wpływu obywateli na władze lokalne. Jak na razie nasz ustrój pozwala na to, żeby po wielkim wysiłku i długich zabiegach przerwać kadencję i odwołać prezydenta ze stanowiska, jeżeli obywatele są do tego wystarczająco zmotywowani. Dobre i to, choć nie ma pewności, czy następny będzie lepszy.
Obecnie krakusów czeka wyłonienie w wyborach nowego włodarza miasta. Premier ma na ogłoszenie terminu kolejnego głosowania 90 dni, zatem jeszcze przed końcem wakacji mieszkańcy nadwiślańskiego grodu pójdą ponownie do urn. Rynek Krowoderski ogłasza, że ich kandydatem jest każdy, kto nie jest kolesiem.
Wpisy, komentarze w sieci

Paweł Szefernaker, szef Gabinetu Prezydenta Karola Nawrockiego.
„Kraków dał sygnał całej Polsce, że obywatele nie są statystami – a nawiązując do kwestii polityki klimatycznej i zapowiedzi inicjatyw referendalnych dodał – Prezydent Karol Nawrocki zrobi wszystko by w tak ważnej sprawie naród mógł się wypowiedzieć. Bo Polska nie może być prowadzona ponad głowami obywateli. Niech zdecydują Polacy”.
Mateusz Morawiecki, wiceprezes PiS i szef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Krakowianie zagłosowali dziś przeciwko marnej władzy. Władzy, która zamiast rozwiązywać ich problemy bawiła się na Tik Toku, a na baczność stawała wyłącznie przed mocodawcami z zewnątrz. Władzy, która na krakowskim rynku stworzyła otwartą manufakturę bismarckowskiej kiełbasy z pełnym przekonaniem, że ujdzie jej to na sucho. Władzy, która w obliczu gospodarczego zwrotu nie zrobiła nic, aby otworzyć przed młodymi krakowianami nowe ścieżki kariery w miejscu tych, które zamknął technologiczny przewrót. Te same problemy na skalę 45 razy większą ma dziś ze swoją władzą Polska. Jestem w polityce, bo chcę je dla Państwa rozwiązać. Bo chcę silnej i pięknej Rzeczypospolitej dla nas, dla naszych dzieci i dla naszych wnuków. Mieszkańcy Krakowa pokazali, że czerwona kartka w polityce należy się nie tylko za czyste zło, ale też za przeciętność w dobie wielkich wyzwań, które przed nami stoją. Dziś Kraków, jutro – cała Polska. Walczmy!