Ci, którzy nie uczestniczyli, choć mogli, w ważnych i przełomowych dla Polski wydarzeniach, przechodzą tzw. „kompleks nieuczestniczenia”. Nazwę wymyślił zmarły 22 grudnia 2024 roku Janusz Szkutnik, działacz opozycji antykomunistycznej i członek SW z Rzeszowa. Określa ona postawę człowieka, który ucieka od odpowiedzialności wybierając przysłowiowy „święty spokój”.
Rzeszowski działacz podziemia mianem „kompleksu nieuczestniczenia” określał postawy, jakie były obecne w latach 80. wśród niektórych działaczy „Solidarności”, którzy decydowali się na wyjazdy z Polski. Decydowali się, by znaleźć ów „święty spokój” i poprawić swój byt ekonomiczny. Niestety, wybierając ten kierunek, osoby te często szły na rękę peerelowskiej władzy, która dążyła do pozbycia się z Polski ludzi, którzy mogli być dla niej niebezpieczni. To przypomina postawę tych, którzy naiwnie sądzą, że tygrys, który goni, nie wejdzie na drzewo, na którym próbowali się schronić. Niestety, tygrys jednak w końcu na to drzewo wejdzie, a wtedy nie będzie już ratunku.
Na początku listopada 1928 roku Marszałek Józef Piłsudski poprosił do siebie swego sekretarza (tak – sekretarza, nie sekretarkę), Kazimierę Iłłakowiczównę, poetkę i prozaika. Miał dla niej specjalne zadanie – Iłłakowiczówna miała przepisać tekst Marszałka, który ten napisał, a następnie znaleźć odpowiednią gazetę, która by go zamieściła. Tekst nosił tytuł „Ludzie bez wczoraj, ludzie bez jutra”. Ukazał się w Expresie Porannym 11 listopada 1928 roku, w dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
Oto początkowy fragment tekstu:
Ludzie bez wczoraj, ludzie bez jutra. To wczoraj – było, lecz mieszkał tam wstyd. Wstyd niemały, wstyd duży. Gdzieś ktoś kupował, gdzieś ktoś się sprzedawał, gdzieś ktoś zrzucał dolne ubranie, gdzieś ktoś nieprzyzwoicie całował. I we wczoraj mieszka wstyd. Lepiej go nie mieć, lepiej o nim zapomnieć, lepiej przykryć go kłamstwem i blichtrem słowa, lepiej nie być wczoraj, gdzie mieszka wstyd. Ludzie bez wczoraj…
A teraz kalkę postawy, takiej jak ta nakreślona przez Piłsudskiego w dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości, przenieśmy na obecne postawy i zachowania. Kto najwięcej krzyczy o „demokracji”, „wolności”, „obronie Konstytucji”? Czy to nie ci, którzy wczoraj się sprzedawali, a dzisiaj chcą o tym zapomnieć? Przykryć blichtrem, słowami, które nic nie znaczą. No i najważniejsze – jak z takimi ludźmi tworzyć jutro?
Powtórnie przywołam Marszałka:
Ludzie bez jutra. Czy jutro, co spotka nas – gdy myślimy o nim dzisiaj – czy słońcem rumianym, czy schmurzonym nieba obliczem, to jutro, co je codziennie inną nazwą dnia w tygodniu chrzcimy, jest podobne w czymkolwiek do tego jutra, które spotykać będą nasze dzieci czy prawnuki? Czy można te jutra, tak odległe od siebie w czasie, zbliżać i utożsamiać? Wątpię i nie mogę się zgodzić, by nie odróżniać prawdy od metafory. I oto gdzieś ktoś buduje kanały, którymi morskie olbrzymie okręty i statki do Warszawy przez Wisłę sprowadzi, i wyrzuca na to realne – nie metaforyczne – pieniądze; ktoś gdzieś armię w projekty i pomysły uzbraja, gdy żołnierz nie ma butów i zwykłego karabinu – i na te projekty łoży nie metaforyczne – lecz realne pieniądze; ktoś gdzieś obowiązkowe nauczanie wprowadza, nie myśląc ani o budynkach, ani o nauczycielach. Gdzieś zamki na lodzie – i to wiosną budują, gdzieś gwałtem z piasku bicze kręcą, licząc, że bić nimi będą, aż ziemia zadudni. Ludzie bez jutra!… Ludzie bez wczoraj i ludzie bez jutra – ludzie bez cienia. Jeden cień wstecz się cofa, tam, gdzie wstyd mieszka, od innych cieni zmyka w dal, tam, gdzie śmiech zamieszkuje. Ludzie bez wczoraj, ludzie bez jutra! Czyż może dzisiaj zależeć od tych, co cienia nie mają?
Czy stać nas na to, by Polskę zostawić w rękach ludzi „bez wczoraj” i bez jutra”? Czy stać nas na to, by stać się efemerydami pogrążonymi w „kompleksie nieuczestniczenia”?