Kłodzko. Nie tylko potworna zbrodnia.

Także kompromitacja politycznego środowiska.

Są takie historie, przy których człowiek na chwilę odkłada politykę, odkłada spory, odkłada codzienny hałas życia publicznego i patrzy na sprawę z niedowierzaniem. Bo najpierw jest odruch elementarny: wstrząs, obrzydzenie, niedowierzanie, gniew.

Właśnie taka jest sprawa z Kłodzka, w której sąd skazał byłą lokalną działaczkę Koalicji Obywatelskiej na 6 i pół roku więzienia. Według ustaleń przywoływanych przez media kobieta nie udzieliła pomocy małoletniej ofierze przemocy seksualnej, a dodatkowo odpowiadała za czyny związane ze znęcaniem się nad zwierzętami. Wcześniej jej były mąż usłyszał wyrok 25 lat więzienia.

To nie jest zwykła kryminalna rubryka. To jedna z tych spraw, które obnażają nie tylko mrok ludzkiej deprawacji, ale też słabość całego otoczenia: politycznego, medialnego i instytucjonalnego.

Nie ma tu miejsca na półsłówka. Jeśli przez lata dziecko miało być pozostawione bez realnej ochrony, jeśli dramat rozgrywał się tak długo, jeśli wokół sprawy pojawiają się nazwiska osób aktywnych publicznie, jeśli skazana kobieta była wcześniej obecna w lokalnej działalności politycznej i fotografowała się z politykami kojarzonymi z obozem władzy, to pytanie nie brzmi już tylko – jak mogło dojść do takiego bestialstwa? Pytanie brzmi również – kto przez ten czas patrzył i nie widział? Kto słyszał i nie reagował? Kto dziś udaje, że problem kończy się na jednym nazwisku i jednym wyroku?!

Media relacjonujące sprawę wskazywały, że kobieta była aktywna w środowisku KO w Kłodzku, a lokalne struktury wydały po ujawnieniu sprawy oświadczenie, odcinając się od działań byłych członków partii. Tyle że polityczne „odcinanie się” po fakcie nie załatwia niczego poza próbą ratowania wizerunku.

Bo w tej historii najbardziej uderza właśnie mechanizm charakterystyczny dla dzisiejszej władzy i jej zaplecza: najpierw długa cisza, potem dystans, a na końcu moralne oburzenie prezentowane na pokaz. Gdy wszystko wychodzi na jaw, nagle słyszymy rytualne formułki: „nie wiedzieliśmy”, „nie miała związku z partią”, „to prywatna sprawa”, „nie wolno upolityczniać tragedii”. Otóż wolno, a czasem wręcz trzeba pytać o odpowiedzialność polityczną tam, gdzie polityka służyła budowaniu wiarygodności, pozycji i parasola ochronnego.

Nikt rozsądny nie twierdzi, że partia odpowiada karnie za przestępstwa konkretnej osoby. Ale każda partia odpowiada politycznie za standardy, za dobór ludzi, za reakcję, za przejrzystość i za to, czy wstydliwy temat jest uczciwie wyjaśniany, czy zamiatany pod dywan.

Ta sprawa ma jeszcze jeden, wyjątkowo niepokojący wymiar. Z doniesień mediów wynikało, że dramat miał rozciągać się na lata, a materiał dowodowy był obszerny. Padały informacje o nagraniach, o wieloletnim krzywdzeniu, o sytuacjach, które w normalnie działającym państwie powinny uruchamiać alarm dużo wcześniej. To każe zadać bardzo niewygodne pytania nie tylko lokalnym politykom, ale też wszystkim instytucjom, które z definicji istnieją po to, by chronić najsłabszych.

Gdzie były mechanizmy ostrzegawcze? Gdzie była determinacja służb? Gdzie była czujność otoczenia? Jak to możliwe, że wokół osoby funkcjonującej publicznie nie uruchomiono wcześniej skutecznej reakcji społecznej i instytucjonalnej? I wreszcie: ilu ludzi dziś mówi sobie po cichu, że „coś było nie tak”, ale nikt nie chciał tego ruszać?

Najłatwiejsze w tej chwili byłoby zamknąć temat w wygodnym haśle: „potworna, ale jednostkowa sprawa”. To byłoby jednak kolejne kłamstwo podyktowane komfortem. Bo sprawy jednostkowe nie dzieją się w próżni. Zawsze wyrastają w jakimś klimacie społecznym i politycznym. W klimacie pobłażliwości wobec „swoich”. W klimacie lęku przed skandalem. W klimacie lokalnych układów, znajomości, zależności i wzajemnego oszczędzania się. W klimacie, w którym ważniejsze staje się pytanie „co będzie z wizerunkiem?”, niż pytanie „czy ktoś może cierpi i trzeba działać natychmiast?”.

Właśnie dlatego Kłodzko nie jest tylko kryminalnym koszmarem. Jest także papierkiem lakmusowym jakości państwa i jakości elit, które dziś tak chętnie pouczają innych w sprawach standardów, praworządności i wrażliwości społecznej.

Warto też zauważyć coś jeszcze. Gdy skandale dotykają środowisk nielubianych przez liberalno-lewicowy mainstream, wtedy nie ma żadnych oporów przed politycznym komentarzem, ostrymi nagłówkami i moralistycznym tonem. Czasami wprost linczem. Gdy jednak trop prowadzi w stronę ludzi związanych z obozem obecnej władzy albo z szeroko rozumianym establishmentem III RP, wtedy nagle zaczyna się festiwal uników. Ostrożny język. Zamazane szyldy. Troska, by przypadkiem nie „nadinterpretować”. To właśnie ten podwójny standard budzi dziś szczególną odrazę. Bo opinia publiczna ma prawo oczekiwać jednego: tej samej miary dla wszystkich. Bez względu na partyjną legitymację, medialne sympatie i towarzyskie fotografie.

Nie chodzi przy tym o tani odwet polityczny. Chodzi o elementarną uczciwość. Jeśli ktoś budował swoją publiczną rozpoznawalność w otoczeniu polityków Platformy Obywatelskiej (dziś KO), jeśli był obecny w kampaniach lub lokalnej aktywności tego środowiska, to obywatele mają pełne prawo zapytać liderów obozu: od kiedy znali tę osobę, jaką pełniła rolę, czy pojawiały się jakiekolwiek sygnały ostrzegawcze i kiedy dokładnie zerwano z nią relacje. Nie wystarczy wrzucić do mediów lakonicznego oświadczenia i liczyć, że burza minie. W sprawach tak ciężkich nie wystarczy marketing kryzysowy. Potrzebna jest pełna odpowiedź.

Każde półzdanie, każdy unik, każda próba rozmycia sprawy będzie tylko wzmacniała przekonanie, że mamy do czynienia nie z moralnym wstrząsem, lecz z kalkulacją strat wizerunkowych.

Jest jeszcze wymiar najważniejszy, o którym w politycznej wrzawie nie wolno zapomnieć: ofiara. W takich sprawach bardzo łatwo centrum uwagi przesuwa się na partie, nazwiska, komentarze i telewizyjne awantury. Tymczasem w środku tej historii jest dziecko, które według ustaleń sądu i śledczych miało przez lata doświadczać przemocy, a potem zostać pozostawione bez skutecznej pomocy przez osobę, która powinna była stanąć za nim murem. To jest rdzeń tej tragedii. I właśnie dlatego opinia publiczna powinna domagać się nie tylko rozliczenia sprawców, ale też gruntownego sprawdzenia czy państwo i lokalne instytucje zrobiły wszystko, co należało zrobić. Bo jeśli nie zrobiły, to ten wyrok nie zamyka sprawy. On dopiero otwiera rachunek sumienia całego systemu.

Kłodzko staje się dziś symbolem czegoś większego niż jedna sprawa sądowa. Staje się symbolem pęknięcia między oficjalnym językiem elit a rzeczywistością. Elity opowiadają o empatii, nowoczesności i prawach człowieka, a potem okazuje się, że w ich własnym cieniu mogą latami funkcjonować ludzie uwikłani w rzeczy potworne. I dopiero kiedy zapada wyrok, kiedy sprawa staje się zbyt głośna, kiedy nie da się już milczeć, zaczyna się gorączkowe odcinanie.

To nie jest odpowiedzialność. To jest panika. A panika nigdy nie zastąpi prawdy.

Dlatego ta historia nie może zostać zamieciona pod dywan pod pretekstem, że „nie należy mieszać polityki do tragedii”. Przeciwnie. Trzeba pytać jeszcze głośniej. Trzeba sprawdzić wszystkie powiązania, wszystkie zaniechania, wszystkie instytucjonalne ślepe punkty. Trzeba wyjaśnić, kto promował tę osobę, kto dawał jej polityczną legitymację, kto później udawał, że jej nie zna, i kto w lokalnym życiu publicznym wolał milczeć, zamiast bić na alarm. Państwo, które nie potrafi ochronić dziecka, a potem nie potrafi uczciwie odpowiedzieć opinii publicznej – traci moralne prawo do pouczania kogokolwiek.

Kłodzko nie potrzebuje dziś pudrowania rzeczywistości. Polska nie potrzebuje kolejnej operacji wizerunkowej. Potrzebuje prawdy, pełnego wyjaśnienia i bezwzględnego rozliczenia wszystkich, którzy zawiedli. Także tych, którzy zawiedli politycznie. Bo zło rośnie nie tylko dzięki sprawcom. Rośnie również dzięki bierności, tchórzostwu i lojalności wobec układu – silniejszej niż troska wobec skrzywdzonego dziecka. A to jest oskarżenie znacznie szersze niż jeden akt oskarżenia i jeden wyrok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *