Szwajcarzy kochają demokrację bezpośrednią. Co roku organizują co najmniej kilka ogólnokrajowych referendów. Dopiero co decydowali, czy do swojej konstytucji wpisać tzw. obrót bezgotówkowy. Tłumacząc to na nasze: czy potomkowie Wilhelma Tella będą musieli płacić wyłącznie kartami płatniczymi, przelewami czy też zachowają jeszcze skrawek wolności płacąc czystą gotówką.
Specjalnie ująłem to w ten właśnie sposób, pisząc o „skrawku wolności”. Akurat bowiem kraj Helwetów słynie z daleko idącej inwigilacji obywateli czy szerzej: mieszkańców (w czasach inwazji na Stary Kontynent imigrantów z Azji i Afryki to rozróżnienie jest absolutnie konieczne). Skądinąd dzieje się to nie tyle wbrew samym Szwajcarom, co z ich… absolutnym poparciem. Miejscowi uważają po prostu, że tak będzie dla nich bezpieczniej.
W referendum pod Alpami i nad Jeziorami Lemańskim (jedno z dwóch największych w Europie) i Bodeńskim (gdzie akcję swojej powieści umieścił Stanisław Dygat) wygrała opcja wolnościowa. Znaczy: gotówka.
Zmartwiło się lobby bankowe i ci, którzy chcą za wszelką cenę kontrolować ludzi – dla ich dobra oczywiście :). Szwajcarskie służby „tajne, widne i dwupłciowe” – mówiąc czwartym wieszczem, czyli Cyprianem Kamilem Norwidem – są wszak takie same, jak służby na całym Bożym świecie, niezależnie od szerokości geograficznej, ustroju i epoki: chcą wiedzieć jak najwięcej o tych, których bezpieczeństwa mają strzec. Helwecja nie jest tu żadnym wyjątkiem.
Odwiecznie neutralna Szwajcaria – coraz mniej takich krajów w Europie: ostatnio neutralność porzuciły (na rzecz NATO) Szwecja i Finlandia, broni się jeszcze z większych państw Austria, bo przecież status San Marino, Lichtensteinu czy Księstwa Monako nikogo tak naprawdę nie obchodzi – wybrała słusznie WOLNOŚĆ. Tak w większości głosowali tam ci, którzy mówią po niemiecku, ci, którzy posługują się francuskim i ci, którzy na co dzień władają włoskim czy retoromańskim (czyli romanszem).
A co na to Polska? Może zamiast czynić z Rzeczypospolitej „drugą Japonię” (Lech Wałęsa jeszcze jako związkowiec w 1980) czy „drugi Budapeszt” (Jarosław Kaczyński jako lider opozycji w 2010) uczyńmy z naszej ojczyzny właśnie „drugą Szwajcarię”? Nie tylko pod względem PKB na głowę mieszkańca, dochodów z turystyki czy siły narciarstwa alpejskiego…
Tyle wolności, ile możliwości obracania realnym, a nie wirtualnym pieniądzem!
Berno – Warszawa: wspólna sprawa!