Po siedmiu latach starań jest zgoda

Ukraina zatwierdza prace poszukiwawcze IPN w Hucie Pieniackiej

Setki spalonych wsi. Historia, która nie przebiła się do świadomości

W latach II wojny światowej na podbitych przez III Rzeszę terytoriach doszło do pacyfikacji setek wsi i miasteczek. Powody, dla których okupant, czy kolaborujące z nim grupy dokonywały owych ekspedycji były różne: demonstracja siły, kara za „przewinienia”, odwet, chęć fizycznej eliminacji danej zbiorowości lub jej części, obławy na ukrywających się partyzantów na danym obszarze. Historie niektórych z nich są dobrze znane. Francuskie Oradour-sur-Glane i czeskie Lidice, to dwie miejscowości, które stały się symbolami okrucieństwa wobec niewinnej ludności cywilnej oraz punktami odniesienia dla dzieł kultury, podejmujących tematykę bestialstwa konfliktów zbrojnych. Przypominają o nich różnorodne upamiętnienia czy nazwy ulic.

W Polsce Sejm Rzeczypospolitej 29 września 2017 roku ustanowił 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Jest to symboliczna data, związana z pacyfikacją Michniowa, w którym w 1999 powstało muzeum pamięci. Jednakże do dnia dzisiejszego najmniej uwagi poświęca się pacyfikacjom miejscowości położonych na byłych Kresach Południowo-Wschodnich. Pamięć ta pozostaje w zasadzie nieobecne w powszechnej świadomości, zarówno w skali międzynarodowej, jak i krajowej. Nie mówi się o nich w mediach, audycjach radiowych ani nie poświęca się im głośnych publikacji o szerokich zasięgach. A to właśnie na Kresach dokonywano ogromnej liczby napadów na bezbronnych cywili organizowanych zarówno przez sowietów, Niemców, jak i ukraińskich nacjonalistów. Do jednych z takich pacyfikacji doszło 28 lutego 1944 roku w miejscowości Huta Pieniacka.

Wieś na uboczu historii. Do czasu

Przed pacyfikacją Huta Pieniacka (nazwa miejscowości z 1875 pochodziła od huty szkła) była jedną z większych polskich miejscowości na tym obszarze. Znajdowała się w południowo-zachodniej części powiatu brodzkiego, przy północno-wschodniej granicy powiatu złoczowskiego. Najbliższymi większymi miastami były Brody i Złoczów. Aby dotrzeć do drogi bitej, należało przebyć około 10 km w każdą stronę drogą gruntową, która w zimie i porach deszczowych była nieprzejezdna dla furmanek.

Huta Pieniacka była praktycznie samowystarczalna, mieszkańcy trudnili się ciesielstwem, kowalstwem i bednarstwem. Na polach uprawiano ziemniaki, żyto, jęczmień, owies, grykę, proso, pszenicę, konopie i len. Hodowano bydło, trzodę chlewną oraz drób. Przetwarzanie surowców rolnych odbywało się na miejscu lub w okolicznych wsiach. Miejscowość została założona na planie okręgu, znajdowały się w niej wąwóz oraz niewielkie wzniesienie, na którym w 1928 roku wybudowano kościół. Wcześniej wierni modlili się w drewnianej kaplicy.

W 1939 roku, według miejscowego spisu we wsi znajdowały się 173 gospodarstwa, a na stałe mieszkało tu 760 osób. Wielu mieszkańców wyjeżdżało sezonowo lub na dłużej za pracą – w okresie międzywojennym było to zjawisko bardzo częste. Działała czteroklasowa szkoła powszechna. Była też świetlica, organizowano potańcówki, a mieszkańcy mieli dostęp do punktów czytelniczych. Tuż za kościołem znajdowało się boisko, ważne miejsce spotkań młodzieży. Choć wciąż przeważały drewniane domy, coraz częściej pojawiały się budynki z elementami murowanymi. Był to znak rozwoju i rosnących aspiracji mieszkańców.

Najpierw strzały, potem ogień

W drugiej połowie 1943 i na początku 1944 roku, w okresie nasilenia napaści nacjonalistów ukraińskich na polskie wsie kresowe w Małopolsce Wschodniej, Polacy, ze względów bezpieczeństwa grupowali się w większych miejscowościach – do Huty Pieniackiej przeniosła się ludność z okolicznych wiosek. Utworzono oddział samoobrony. W tym czasie w miejscowości ulokowali się sowieccy partyzanci, którzy korzystali z szeroko rozumianej pomocy mieszkańców w zamian za broń. Dowodził nimi Dmitrij Miedwiediew, pseudonim „Borys Krutikow”. Choć mieszkańcy mieli za sobą doświadczenie sowieckiej okupacji z lat 1939-1941, w obliczu śmiertelnego zagrożenia szukali jakiejkolwiek pomocy.

Miejscowe struktury UPA nie dysponowały siłami pozwalającymi na samodzielne przeprowadzenie ataku na wieś. Uderzenia dokonali Ukraińcy pełniący służbę w formacjach podporządkowanych III Rzeszy, natomiast decyzja o likwidacji miejscowości podjęła administracja niemiecka. Bezpośrednim pretekstem stała się obecność w Hucie Pieniackiej oddziału sowieckich partyzantów. 23 lutego 1944 roku doszło do potyczki zbrojnej między członkami polskiej samoobrony a próbującym wejść do wsi zwiadem 1 batalionu 4 pułku policyjnego sformowanego z Ukraińców, ochotników do dywizji SS „Galizien”.

Członkowie samoobrony podjęli walkę w przekonaniu, iż napastnikami są nacjonaliści ukraińscy przebrani w niemieckie mundury. Sowieci opuścili Hutę Pieniacką stanowiącą zaplecze dla jej działalności dywersyjnej, aby ich obecność nie doprowadziła do zniszczenia miejscowości. Decyzja taka była podyktowana sytuacją, jaka miała miejsce w Majdanie Pieniackim, gdzie pododdział pułku policyjnego należącego do dywizji SS „Galizien” po wkroczeniu do wsi przesłuchał jej mieszkańców, lecz podejrzanych i zatrzymanych w związku z działalnością partyzantów mężczyzn po przeprowadzonym dochodzeniu zwolniono z aresztów.

Ten scenariusz nie powtórzył się jednak w Hucie Pieniackiej. W nocy z 27 na 28 lutego 1944 roku do Huty Pieniackiej przybył kurier Inspektoratu AK w Złoczowie, który przekazał, że w kierunku wsi podążają pododdziały Wehrmachtu. Na polecenie Inspektoratu schowano broń, aby nie dawać pretekstu do otwartego konfliktu. W domach przygotowano kryjówki dla cywili. We wczesnych godzinach porannych (około szóstej rad ranem) 28 lutego 1944 roku, Huta Pieniacka, została otoczona przez kilkusetosobowy oddział wojska (w relacjach wymieniana jest liczba 500-600 żołnierzy). Żołnierze byli ubrani w białe kombinezony maskujące i porozumiewali się w języku ukraińskim, natomiast dowódcy posługiwali się językiem niemieckim. Jak wynika z relacji świadków, żołnierzom towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy.

Żołnierze otoczyli wieś szczelnym kordonem, rakiety sygnalizacyjne stanowiły hasła do ataku. Miejscowość została ostrzelana z broni maszynowej i moździerzy. Pierścień oblężniczy szybko się zacisnął a zabudowania znajdujące się na skraju wsi znalazły się w ogniu. Do uciekających z podpalonych domostw strzelano bez ostrzeżenia. Po opanowaniu wsi, umieszczono większości jej mieszkańców w kościele rzymskokatolickim, gdzie byli poddani brutalnym przesłuchaniom. Następnie podzielono ich na grupy po kilkanaście osób. Wyprowadzano ich ze świątyni do domów i zagród, pod które podkładano ogień i obrzucano je granatami.

Tylko nieliczni zdołali zbiec. Plądrowanie i palenie wsi miało miejsce do godzinny siedemnastej, wtedy to napastnicy odjechali zabierając ze sobą skradzione mienie. Z pożaru ocalał jedynie budynek szkolny oraz kościół. Miejscowość przestała istnieć. W latach 60. XX wieku niszczejący kościół został rozebrany. Tam, gdzie kiedyś tętniło życie, dziś rozciąga się pole. Dopiero 21 października 2005 roku, dzięki staraniom Stowarzyszenia Huta Pieniacka, zrzeszającego ocalałych z pogromu, udało się odsłonić i poświęcić pomnik pamięci, który stanął na miejscu kościoła na niewielkim wzniesieniu.

Odnaleźć imiona wśród popiołów i zgliszcz

19 lutego 2026 roku prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka pani Małgorzata Gośniowska-Kola potwierdziła, że strona ukraińska ostatecznie zatwierdziła program prac poszukiwawczych na terenie dawnej wsi. Decyzja ta otwiera drogę do badań terenowych, na które rodziny ofiar czekają od lat. To krok potrzebny, ale dramatycznie spóźniony.

Małgorzata Gośniowska-Kola prezez Stowarzenia Huta Pieniacka

Świadkowie, którzy mogli szczegółowo opisać przebieg pacyfikacji oraz losy poszczególnych rodzin, w ogromnej większości już nie żyją. Istniejące relacje ocalałych udało się zebrać głównie dzięki prywatnym inicjatywom oraz środowiskom kresowym i kombatanckim, a nie w wyniku systemowych działań państwa. W Hucie Pieniackiej zginęło ponad tysiąc osób. Do dziś nie ma pełnej listy zamordowanych. Jedno pozostaje pewne: było to ludobójstwo.

Część mieszkańców ginęła od kul, innych spędzano do stodół i budynków gospodarczych, które następnie podpalano. W ten sposób mordowano wszystkich bez względu na wiek i płeć. W dniu 28 lutego 1944 roku we wsi przebywali nie tylko rodowici mieszkańcy, ale i osoby z okolicznych miejscowości. Na jej terenie ukrywani byli liczni Żydzi, o czym stanowią relacje z Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary.

Rodziny ofiar oraz całe społeczeństwa mają prawo do poznania okoliczności popełnionych zbrodni, ustalenia tożsamości sprawców oraz losu osób zaginionych. Ekshumacje stanowią często jedyne narzędzie pozwalające na ustalenie faktów w sposób obiektywny i weryfikowalny. Są niezbędne dla realizacji zasady odpowiedzialności karnej sprawców. Konwencja w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, prawo międzynarodowe humanitarne oraz statut Międzynarodowego Trybunału Karnego nakładają na państwa obowiązek ścigania zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. A taką właśnie zbrodnią była pacyfikacja Huty Pieniackiej popełniona przez 4. pułk policyjny wchodzący w skład Waffen SS „Galizien”.

Ekshumacje ofiar ludobójstwa i zbrodni wojennych nie są działaniem opcjonalnym ani politycznym, lecz wynikają z norm prawa międzynarodowego, których celem jest ochrona godności ludzkiej, zapewnienie sprawiedliwości oraz zachowanie pamięci o ofiarach. Prawda historyczna oparta na dowodach materialnych jest jednym z fundamentów pojednania i trwałego pokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *