42% badanych przez CBOS jest przeciwko rządowi Tuska. Negatywnie ocenia jego ekipę – 51% badanych. Mimo to rząd – gigantyczna dziura budżetowa, drożyzna, „przywracanie praworządności” – nie ustępuje.
Okazuje się, że towarzysz marszałek rotacyjny funkcjonuje sobie – jakby nigdy nic – bez ankiety bezpieczeństwa osobowego. Widać zaufanie premiera wystarczy. Druga osoba w państwie, legitymująca się poparciem 20 tys. wyborców – spełnia się również z powodzeniem jako biznesmen i nieprzejednany wróg prezydenta RP.
Tymczasem minister sprawiedliwości zleca splądrowanie pomieszczeń rzeczników dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych w siedzibie KRS. Najeźdźcy zagarniają dokumentację z postępowań dyscyplinarnych (także sędziego Waldemara Żurka). Działo się to wtedy, gdy posłowie debatowali nad projektem ustawy „praworządnościowej”. Charakterystyczne, że wielu z nich ma trudności z wyjaśnieniem swoich pasji kolekcjonerskich, co do zegarków, mieszkań, nie mówiąc o „kilometrówkach”. To tylko kilka przykładów bujnie rozwijającej się subkultury politycznej administracji 13 grudnia. Nie ulega przecież wątpliwości, że spory o uzyskanie materiałów do procesu rozstrzyga sąd, a nie ślusarze i łomiarze pod nadzorem prokuratorów i policji. A poza tym, ktoś będzie musiał zapłacić za demolkę.

Skierowanie ustawy budżetowej na 2026 rok (a właściwie dziury budżetowej i niedorozwoju gospodarczego) do Trybunału Konstytucyjnego to polityczny teatr bez realnych skutków – dworuje sobie minister finansów, ten sam, który bezkarnie nie wypłacił subwencji największej partii opozycyjnej. Tymczasem jeden prom (z czasów PiS) ma przywrócić „polską potęgę na Bałtyku”, pływając pod cypryjską banderą. Remedium na zapaść w służbie zdrowia jawi się jako likwidacja oddziałów szpitalnych. Mimo zapaści gospodarczej rząd zajmuje się schroniskami dla psów, choć jego urzędnicy nie znaleźli w nich uchybień. Gdy coraz więcej ludzi zamarza, celebryci i politycy licytują się przysparzaniem dobrostanu zwierzętom. Gdy w placówkach służb porządkowych organizuje się „spotkania połączone ze spożywaniem alkoholu”, gdy sędziowie unieważniają wyroki, a nawet odmawiają podziału majątku byłych małżonków – obywatele nie mogą czuć się bezpiecznie, nie mogą dochodzić swoich praw. Tym bardziej, że trwa „przywracanie praworządności”.
Interes państwa
Rząd będzie kierować się wyłącznie interesem państwa polskiego i bezpieczeństwem państwa polskiego – deklaruje premier. My pracujemy dalej – entuzjazmuje się minister finansów. Dotychczas nielegalna sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa kosztowała podatników 4,5 mln zł. Projekt port Haller to marnotrawstwo i nieprzyjazny gest wobec Pomorza i Pomorza Zachodniego, Polska nie potrzebuje nowego portu – przekonuje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej. „Trend światowy” to rozbudowa istniejących portów, a nie tworzenie nowych, konkurujących ze sobą o te same ładunki. Cokolwiek by mówić o takich przemyśleniach urzędników, to faktem jest, że Poczta Polska zwalnia ludzi objętych układem zbiorowym, a przyjmuje nowych na umowy śmieciowe. Wrażenie ogólnego niedopatrzenia pogłębiają zagadkowe wydarzenia.
Oto na warszawskim lotnisku przesiaduje ukraiński uchodźca z „zagłuszarką” bez reakcji odpowiednich służb. I dalej. Maszyniści sygnalizują usterki na trasie kolejowej – bez rezultatu. Po kilku godzinach wykoleił się pociąg. W końcu to nic, że drożeje energia. Przecież im więcej płacisz obywatelu-podatniku, tym bardziej ratujesz planetę. W razie czego wspomogą cię zagraniczne firmy pożyczkowe (lichwiarskie), korzystające z uprzywilejowanych warunków działania w naszym kraju.
Unia powinna wrócić do zasady, że to państwa członkowskie pozostają panami traktatów i suwerennymi podmiotami, decydującymi o kształcie integracji europejskiej – powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas dorocznego spotkania z ambasadorami, akredytowanymi w naszym państwie. I tylko tak zorganizowana, może rozwiązać problemy – zapaść demograficzną, konieczność reindustrializacji, zwiększenie konkurencyjności gospodarki. Prezydent zaproponował, by to nasz kraj przewodził obozowi reform, zatrzymując destruktywne działania brukselokratów. Polska wchodziła do UE, żeby mieć więcej wolności, a nie ograniczeń – argumentował.
To są nacjonalistyczne androny – skomentował prezydencką inicjatywę Radosław Sikorski, szef MSZ, który zamanifestował swą sprawczość niestosownymi skarpetkami na spotkaniu dyplomatycznym. Tak więc, jak zawsze w przypadku administracji 13 grudnia – co tam polska racja stanu, a tym bardziej traktatowy kształt UE.
Wygaszanie przemysłu
Ekologiści, którzy sterroryzowali brukselską gospodarkę, nie odpuszczają, mimo że znajduje się ona na równi pochyłej do zapaści. Już dawno straciła swą światową konkurencyjność i traci impet (w ostatnich dwóch latach przemysł motoryzacyjny stracił ponad 100 tys. miejsc pracy). Niemniej brukselokraci nie rezygnują z OZE (nierentowne, dotowane), utrzymują podatek ETS, będący źródłem spekulacji i zysków dla instytucji finansowych. W konsekwencji pracodawcy planują zwolnienia, a działający w naszym kraju inwestorzy zagraniczni ograniczają produkcję lub przenoszą ją do innych krajów. Winne koszty energii, wynikające z zielonego szaleństwa, co nie jest tajemnicą, ale – jak dotychczas – nie wyciąga się wniosków z tej oczywistości. Rezygnacja z systemu ETS, z handlu pozwoleniami na emisję CO2 – to koniec wygaszania brukselskiej gospodarki. Podobno do odważnych świat należy, choć „europejczycy” zdają się myśleć, że do brukselokratów.
Tymczasem tyska fabryka samochodów przewiduje zwolnienie 700 pracowników, a w zakładach kooperujących – ponad 3 tys. ludzi. Nie najlepiej też w zagranicznych sieciach handlowych, panoszących się w naszym kraju. Carrefour zamyka sklepy, planuje także zwolnić 350 pracowników. Z kolei w Grupie Eurocash – też mniej sklepów i pracowników (3 tys.). W końcu plaga zwolnień dotknęła także poznański Stomil – producenta opon o ponad 100-letniej tradycji. Dobrze, że 120 pracowników może liczyć na zatrudnienie w zakładach Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Gdy – ku zdziwieniu ekologistów – przyszła normalna zima, okazało się, że nasze górnictwo przegrywa z importem węgla. Do tego doszło – czyli do zaprzestania inwestycji (bo paliwa kopalne brudne, niszczą planetę) i nie można na nich zarabiać, jak na OZE, bo nie są dotowane. Niemniej istnieje przecież niskoemisyjne paliwo węglowe (tzw. błękitny węgiel). Otrzymuje się go z termicznego odgazowania węgla. Można go spalać w starych i nowych instalacjach. Dlaczego nie jest powszechnie używany – nie wiadomo. Jego produkcja była elementem umowy społecznej, zawartej między górnikami a rządem.
Konsekwencją spowolnienia gospodarczego jest deregulacja rynku pracy. Wzrost bezrobocia wśród młodych to zjawisko niespotykane w sąsiednich krajach. Natomiast niskie bezrobocie może być rezultatem ograniczeń na rynku pracy, a nie świetnej dyspozycji gospodarki, którą chwali się administracja 13 grudnia. Bo pracodawcy, którzy jeszcze parę lat temu narzekali na brak pracowników, teraz ograniczają zatrudnienie. Czynią to także spółki skarbu państwa, jak Poczta Polska czy PKP Cargo. Czy to rezultat uwarunkowań brukselskich, czy nieudolności zarządzających – trzeba wyciągnąć wnioski.
Zdrowa żywność
Polski rolnik, polskie pole, polski chleb na polskim stole – pisali protestujący rolnicy na transparentach. Mieli przeciwko sobie doborowe oddziały policji i administrację 13 grudnia. Ta – nie zmontowawszy mniejszości blokującej wśród brukselokratów – bajdurzyła o jakichś klauzulach bezpieczeństwa, które miały sprawić, że tania i substandardowa żywność nie zlikwiduje polskiego rolnictwa. I na tym poprzestano, bo tylko optymiści wierzą, że TSUE rozstrzygnie na korzyść brukselskiej demokracji, przeciw komisarzom. Co prawda, premier przekonywał, że umowa z Mercosur nikomu nie zagraża, ale trudno mu wierzyć, gdy administracja 13 grudnia lekceważy rolników, proponując niskooprocentowane kredyty, zamiast pomocy. Lekceważy także bezpieczeństwo żywnościowe obywateli. Nie mówiąc o strukturze rolnictwa, bazującego na gospodarstwach rodzinnych, które będą ustępowały miejsca agroholdingom. Już teraz Polska Grupa Spożywcza ogranicza produkcję cukru o 10%, bo nie ma on szans konkurować z tanim cukrem trzcinowym. Jeżeli 80% naszej produkcji rolnej eksportuje się do krajów zachodnioeuropejskich, to zostanie ona wyrugowana przez tanią żywność z Mercosur.
Podobne perspektywy rozbicia dobrze funkcjonującej gospodarki leśnej rysują ekologiści, którzy opanowali resort klimatu. Chcą obronić lasy przed „wycinkami”, „spalaniem w elektrowniach”, „przerabianiem na deski”. Wymyślili tzw. starolasy – rodzaj rezerwatów chronionych przed gospodarką leśną, ignorując dotychczasowe nakłady leśników i zagrożenie pożarowe. Jeżeli przy okazji zagrozi to przemysłowi drzewnemu i meblarskiemu – to nie ma znaczenia. Chcemy, żeby ludzie w całej Polsce mogli zobaczyć i doświadczyć, czym jest starolas – planuję ekologiści. A co na to obywatele, gdy wpływ człowieka na zmiany klimatyczne nie przekracza 1% – nikt ich nie pyta o zdanie.
Definiowanie praworządności
Tak jak nie przewidziano kontroli taniej żywności z Mercosur – czy nie jest opremiowana narkotykami – tak nie kontroluje się poczynań resortu sprawiedliwości. Jego urzędnicy ustanawiają nielegalnych prokuratorów, ręcznie zmieniają składy sędziowskie, usuwają sędziów wbrew kadencji, nie uznają SN, ani TK. Wszystko to pod hasłem przywracania praworządności (jakby jej nie było). Teraz jest niepraworządność, która ma być praworządnością. Gdyby komuś nie odpowiadała taka definicja rządów prawa (tak, jak my je rozumiemy), to minister sprawiedliwości organizuje specjalną strukturę wyspecjalizowaną do ścigania mowy nienawiści wobec wszystkich. W ten sposób następuje powrót do socjalistycznej zasady jedności władzy państwowej (politycznej i sądowniczej). Trójpodział władzy to przeżytek burżuazyjnej demokracji.
Urzędnicy są nieodpowiedzialni (i bezkarni), a protestującemu rolnikowi, który rozlał gnojowicę pod domem ministra rolnictwa, należą się dwa miesiące więzienia. Co prawda, obywatele mają prawo do protestów (zgromadzeń), ale to administracja 13 grudnia określa zakres ich konstytucyjnych praw. Można sobie wyobrazić, że obywatele mają też prawo do racjonalnych, sprawiedliwych rządów, korzystnych dla społeczeństwa i państwa. Musieliby wygrać wybory.