Jeśli taki związek wydaje się dziwny, postaram się wytłumaczyć. Zacznę od przypomnienia historii sztandaru Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie. To dziś najważniejsza relikwia polskiego lotnictwa z czasów II wojny. Ta chorągiew to szczególny symbol wiary, patriotyzmu i męstwa polskich lotników. Przejdźmy zatem do burzliwych dziejów tego jedynego w swoim rodzaju dzieła. Bo wyjątkowość sztandaru formacji wojskowej wynika z faktu, że skupia on w sobie symbolikę idei i misji, którą uosabia. Ma wielkie znaczenie emocjonalne.
A zaczęło się we Francji. Po kampanii wrześniowej, lądem i morzem polscy lotnicy dotarli do Francji. W zimie 1939/40 znaleźli się w Lyonie, gdzie skoszarowano ich na lotnisku Bron. Morale było słabe, bo choć rwali się do walki, brakowało sprzętu, nie organizowano szkoleń. Wtedy to na czwartym piętrze hoteliku nad Rodanem sporządzono list do Wilna z prośbą o wykonanie sztandaru, który przekazany zostałby Naczelnemu Wodzowi Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Pomysłodawca, pochodzący z Wileńszczyzny kapitan pilot Jan Hryniewicz (1902-1989), ze szczegółami opisywał, co ma znaleźć się na owym sztandarze. Ale o tym później.

Z pominięciem urzędowej drogi, wysłano do Wilna trzy listy, które miały przedrzeć się przez cztery granice: szwajcarską, niemiecką, szwedzką i rosyjską. Po dwóch miesiącach nadeszła kartka. Zofia z Wasilewskich Świdowa, wileńska lekarka i działaczka społeczna wielkiej miary, donosiła, że prośbę przyjęto do realizacji. A trzeba wiedzieć, że Wilno w tym czasie znajdowało się w rękach Litwinów i sprawa wymagała wzmożonych środków ostrożności.
Gdy wieści o prośbie z Lyonu rozeszły się po mieście, zaczęły napływać datki. Sporządzono kosztorys, zabrano się do dzieła. Sprokurowano adamaszek, srebrne i złote nici przywieziono skrycie z samego Berlina. Hafty wykonały siostry miłosierdzia, wykończeniem sztandaru zajęły się mniszki benedyktynki. W czerwcu 1940 roku sztandar był gotowy. Pod osłoną nocy przed ołtarzem Matki Bożej Ostrobramskiej poświęcił go o. Józef Kucharski, jezuita.
Pierwszą próbę dostarczenia sztandaru do Francji podjęła kurierka owijając go wokół ciała. Drogą lądową dotarła do Belgii przez granicę sowiecko-niemiecką, od czerwca 1940przebiegającą wzdłuż Narwi i Bugu.W Brukseli zastała ją jednak wiadomość o kapitulacji Francji, gdzie nastał kolaborancki rząd Vichy. Polscy piloci ewakuowali się do Wielkiej Brytanii, kurierka powróciła więc ze sztandarem do Wilna.

Wysłanie sztandaru do Anglii powierzono wtedy podziemnemu wywiadowi polskiemu. Z Wilna chorągiew trafiła do japońskiej placówki dyplomatycznej w Kownie, które w latach 1920-1940 pełniło funkcję tymczasowej stolicy Litwy. Na tym etapie bardzo pomógł japoński wicekonsul Chiune Sugihara, nazwany potem japońskim Schindlerem. Przewiózł on sztandar do Berlina. Warto przypomnieć, że Sugihara, który w okresie międzywojennym przyjął chrześcijaństwo, wsławił się w czasie wojny tym, że z narażeniem osobistej kariery uratował tysiące Żydów wydając im wizy tranzytowe do Japonii, dzięki czemu przeżyli.
W Berlinie kierownictwo akcji przejął polski oficer wywiadu oraz tłumacz w ambasadzie japońskiej. Zadbali oni, aby w bagażu kuriera dyplomatycznego Japonii sztandar dotarł do poselstwa polskiego w Sztokholmie. Ze Szwecji w marcu 1941 roku przewieziono go do Wielkiej Brytanii. Polska artystka zaprojektowała tam głowicę drzewca, którą ze srebrnych i złotych kosztowności zebranych wśród lotników odlała londyńska firma.
Przekazanie sztandaru dowództwu Polskich Sił Powietrznych nastąpiło 16 lipca 1941 roku w uroczystość Matki Bożej z Góry Karmel albo inaczej Matki Boskiej Szkaplerznej – co powiązano z rocznicą zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem. Była to podniosła chwila. Wręczenia dokonał generał Sikorski na lotnisku bombowym RAF w Swinderby koło Lincoln, gdzie stacjonowały m.in. dywizjony bojowe 300 i 301. Podczas działań wojennych sztandar przechodził rotacyjnie do kolejnych dywizjonów lotniczych. Po wojnie trafił do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Do Polski wrócił w 1992. W 2012 ostatecznie złożono go w Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie, gdzie jest wystawiony.

Na przełomie 1939 i 1940 roku polscy lotnicy, którzy znaleźli się w Lyonie, liczyli na walkę pod wodzą Francji. Rozwój wydarzeń pokrzyżował te plany. Można sobie zadać pytanie, jakie symbole wybrano by, gdyby piloci już na początku wojny znaleźli się w Anglii. Nie ma bowiem wielu symboli kulturowych łączących Polskę i Wielką Brytanię… Czy na sztandarze znalazłby się chrześcijański wzór rycerza, święty Jerzy walczący ze smokiem?
Wobec tego co widnieje na owym osławionym sztandarze? Z jednej strony pomysłodawca zaplanował wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej w otoczeniu lilijek Korony Jagiellońskiej. To symbol związku Polski z Francją poprzez św. królową Jadwigę, żonę Władysława Jagiełły. Jest tu więc także nawiązanie do unii polsko-litewskiej. Siostrzeńca Kazimierza Wielkiego, ostatniego Piasta, Jadwiga, córka Ludwika Węgierskiego z dynastii Andegawenów, spokrewniona była z potężnym francuskim rodem Kapetyngów.

Ta strona sztandaru zawiera też godło Polski – białego orła w koronie oraz hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna”. „Honor i Ojczyzna” to dewiza napoleońska. Przez dodanie słowa „Bóg” wojsko polskie oficjalnie rozszerzyło ją w 1943 roku a kapitan Hryniewicz, jak widać, już w 1940 roku antycypował późniejszą decyzję.Powiedzmy na marginesie, że w latach PRL obowiązywało hasło „Za naszą Ojczyznę Polską Rzeczpospolitą Ludową”. W 1993 roku Sejm RP przywrócił prawnie dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna” dla Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
Nas najbardziej interesować będzie prawa strona, a więc awers sztandaru. Misternie wyhaftowano tu popiersie św. Teresy z Lisieux w jej typowym ujęciu, z krucyfiksem i kwiatami. „Teresa sypie różami i dębowymi liśćmi zwycięstwa” – pisał Hryniewicz.Wizerunek świętej góruje nad atrybutami w postaci krzyża i miecza. Zdaniem kapitana pomysłodawcy są to znamiona „wiary i siły porywu ducha polskiej młodzieży”.
Wybór świętej Teresy tłumaczy kilka czynników. „Szczególnie czczona w Polsce święta zakonnica, prawdziwa poetka, samarytanka i opiekunka żołnierza walczącego o wolność” – ma wszelki potencjał, aby stać się orędowniczką polskiego lotnictwa. Wspominano też, iż była patronką francuskiego generała Ferdynanda Focha, zwycięskiego bohatera I wojny światowej, gorącego patrioty i oddanego katolika. Nad Teresą widnieje napis „Wilno 1940”. W otoczeniu umieszczonych w rogach sztandaru emblematów lotnictwa uwagę przykuwa dewiza „Miłość żąda ofiary”. Hryniewicz znalazł ją na ryngrafie, który w pierwszym dniu wojny dała mu matka.
Choć nie są to słowa Teresy, trzeba przyznać, że doskonale pasują do jej osoby. Miłość nie jest pustym słowem, sentymentalnym uniesieniem – wymaga ofiary na rzecz przedmiotu miłości. Miłość to służba. To przesłanie charakteryzuje etos chrześcijański i Teresa go uosabiała. Francuska karmelitanka kochała Boga radykalnie i poświęciła wszystko, nie zachowała dla siebie niczego.
Kapitan Hryniewicz prezentował ten ideał polskim lotnikom w imię patriotyzmu. Nie miał złudzeń, wielu przyjdzie ponieść ofiarę z życia. Uciekając się pod obronę Matki Boskiej Ostrobramskiej i świętej Teresy z Lisieux spinał klamrą miłość ziemi ojczystej i Boga, Stwórcy tej ziemi i dawcy wiecznego życia.