Tę hańbę moje strzały starły z czoła żywej Polski.

Są wypadki, które uderzają nas swoją wyjątkowością – w pozytywnym lub negatywnym znaczeniu: wypadki te wywołują odruch w całym społeczeństwie i głęboko zapadają w świadomość narodową, tym bardziej, że skutki ich przez czas dłuższy przejawiają się w dalszym życiu i politycznym i społecznym.

To fragment wstępu do niewielkiej książeczki „Eligiusz Niewiadomski. Przed sądem”, wydanej w Białymstoku w 1923 roku. Pozycja ta stanowi relację z sądowego procesu Eligiusza Niewiadomskiego, sprawcy zamachu i zabójstwa Gabriela Narutowicza, pierwszego w dziejach Polski Prezydenta Państwa. Zabójstwa dokonanego 16 grudnia 1922 roku. Sprawca – Eligiusz Niewiadomski, został skazany na karę śmierci a wyrok wykonano 31 stycznia 1923 roku. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski”.

Łatwo jest ferować wyrok z perspektywy lat, bez konfrontacji z ówczesnymi realiami. Łatwo jest przypiąć Niewiadomskiemu łatkę „szaleńca” albo „faszystowskiej ideologii”, bez znajomości przesłanek, które pchnęły go do czynu. By przybliżyć motywy zbrodni, warto posłuchać słów, jakie padły z ust oskarżonego w trakcie procesu.

Prezydent Gabriel Narutowicz

Jak wyglądała droga Niewiadomskiego do feralnego dnia 16 grudnia 1922 roku? Działalność rozpoczął w czasach szkolnych, gdy działał aktywnie wśród polskich studentów w Petersburgu, związanych z Ligą Narodową. Zajmował się kolportażem nielegalnych wydawnictw, m.in. „Przeglądu Wszechpolskiego” i „Polaka”. Działalność kontynuował po ukończeniu studiów. Wkrótce został osadzony na kilka miesięcy w X Pawilonie Cytadeli, w wyniku czego stracił pracę na politechnice. Podczas wojny rosyjsko-japońskiej zaproponował przeprowadzenie akcji dywersyjnych na terenie Rosji, na przykład wysadzenie mostów na Kamie i Wołdze. Jego koncepcja nie zyskała aprobaty wśród innych członków Ligii Narodowej, co było przyczyną jego odejścia z Ligii.

Przed sądem przedstawiał swój pogląd na temat Józefa Piłsudskiego:

„Stosunek mój do socjalizmu i do osoby Piłsudskiego był obiektywny, rzeczowy, w tym sensie, że wolny od uprzedzeń, od niechęci prywatnej. W młodości socjalizm był dla mnie ideą sympatyczną. Będąc w Paryżu w 1896 i 1897 prenumerowałem „Przedświt” londyński, chodziłem na konferencje itd. Z czasem, kiedy złapałem parokrotnie pismo na zbyt grubych kłamstwach, zbudziła się moja czujność. Zarazem czytając „Przedświt” londyński, zrozumiałem jego jałowość i prawdziwą stronę pomysłów tych rozbitków emigracji socjalistycznej. (…) Uczucie moje do Niego (Piłsudskiego) dałoby się streścić w dwu wyrazach: twarda sztuka. Bohaterska sztuka. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że Piłsudski miał duszę twardą dla siebie, miękka dla innych, co jest jeszcze piękniejsze. Nie wiedziałem i nie przeczuwałem jednakże, że ten rodzaj piękna przeniesiony na funkcję Naczelnika Państwa w burzliwej przełomowej chwili dziejowej, może się dla Państwa okazać zgubny.”

Straż honorowa przy trumnie zamordowanego Gabriela Narutowicza źródło Wikimedia Commons

O charakterze Niewiadomskiego świadczy relacja z demonstracji warszawskiej 1891 roku, w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja: „Zdarzyło się, że jakiś dorożkarz koniecznie chciał pochód przerwać – w odpowiedzi na ostrzeżenie, że nie wolno, zaczął sobie batem drogę torować. Wtem z pochodu wyskoczył młody cienki student w nieznanym mi mundurze, chwycił konia za uzdę, dorożkarza zaś kijem przez plecy zwalił. Zdziwiony odwagą nieznajomego, zacząłem się dowiadywać, kto to był, zaraz też objaśniono mnie, że to dawny uczeń Szkoły Rysunkowej, obecny student Akademii w Petersburgu – Niewiadomski”.

To słowa Mariana Trzebińskiego z „Pamiętnika malarza”, uczestnika tej patriotycznej, pierwszej w Warszawie od Powstania Styczniowego, manifestacji. Ów „młody student” był już wówczas postrzegany przez profesorów Petersburskiej Akademii jako zdolny artysta. O ile akcje dywersyjne podczas wojny rosyjsko-japońskiej wysuwane przez niego były zgodne z koncepcją środowiska Piłsudskiego, o tyle podczas I wojny światowej Niewiadomski był w swoich poglądach zdecydowanie antyniemiecki.

Mówił: „Piłsudski stanął na czele Legionów. Wydało mi się to wtedy błędem taktycznym. Później przekonałem się z chwilą pogromu Rosji, że się myliłem. To nie była omyłka. Później przyszła sprawa przysięgi. Przypominam listy trzech wariatów drukowane w „Gońcu” ówczesnym, denuncjacje „na Piłsudskiego” żądające jego aresztowania. Zerwałem wtedy stosunki z dwoma ludźmi, którzy jeszcze w tej redakcji pracowali, a żona moja zelżyła jedną z tych pań. Potem przyszło aresztowanie Piłsudskiego, Magdeburg. To wszystko było piękne w moim rozumieniu. Nie wiedziałem tylko, że na tym zamkną się piękne karty politycznej działalności Piłsudskiego.”

Przez okres wojny Niewiadomski koncentrował się na działalności edukacyjnej, artystycznej i pedagogicznej. Działał także w organizacji sanitarnej i milicji obywatelskiej. Po wojnie aktywnie włączył się w budowę polskiej państwowości, oferując umiejętności organizacyjne, a także pióro publicysty. Zajmował się m.in. ewidencjonowaniem dorobku artystycznego malarzy polskich, pracował w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, w Ministerstwie Sztuki i Kultury. Nie zapomniał o swoich obowiązkach patriotycznych, uczestnicząc w akcji rozbrajania Niemców w listopadzie 1918 roku.

Kiedy w 1920 roku nawała bolszewicka zagroziła bytowi państwa, wziął urlop z pracy ministerialnej i zgłosił się do wojska. Miał wówczas 51 lat. Jego starania zostały odrzucone przez komisję wojskową, ale z polecenia gen. Kazimierza Sosnkowskiego został przyjęty do kontrwywiadu w II Oddziale Sztabu Generalnego. Proponował szereg akcji wymierzonych przeciwko agenturze bolszewickiej, w szczególności surowsze postępowanie wobec komunistów z KPP, wspierających marsz bolszewików na Warszawę.

W trakcie procesu Niewiadomski przytoczył kilka faktów z tej pracy: „Pan XX jest w czasie wojny na poczcie cenzorem wojskowym korespondencji żydowskiej, jego przeszłość: Żyd białostocki czy grodzieński, podczas okupacji niemieckiej był współpracownikiem dziennika żydowskiego, wychodzącego w trzech językach. Nie przyznawał się nigdy do polskości. Według domniemania uchodził za szpiega niemieckiego. Temu człowiekowi powierzona była cenzura listów żydowskich. Defensywa [wywiad] była bezradna. Powiedziano mi, że nie mają prawa aresztować go, ani zawiesić w czynnościach. Druga sprawa. Studenta żyda, przyłapanego na kolportowaniu bibuły komunistycznej. (…) Trzeba było czytać jeszcze tę bibułę. Słów nie ma na powiedzenie tego, co tam było. To był kał, błoto, to było przesiąknięte krwią żołnierzy polskich, tysiącem żyć chłopców naszych, którzy wzięli tę bibułę na serio i byli rozstrzelani za dezercję. Inni podpalali magazyny wojskowe, podpalali hangary, aparaty lotnicze. Krzywdy ta bibuła zaprowadziła niesłychane. Była cała przesiąknięta krwią polską. (…) Jeszcze jedna sprawa – Horwitz, były członek PPS, obecnie członek centralnego komitetu komunistycznego, podpalał hangary lotnicze w Wilnie. Śledztwo przeprowadzone, siedział jakiś czas w X pawilonie, ale wkrótce po wyjściu z defensywy dowiedziałem się, że Horwitz uciekł z obozu jeńców, gdzie go uprzejmie przeniesiono.”

Niewiadomski podaje też przykład mocno spóźnionego działania wobec znalezienia u jednego z działaczy komunistycznych tajnego zapisu, informującego o agentach komunistycznych w wojsku. Czynności podjęto dopiero po kilku miesiącach od ujawnienia szyfru. Pyta zatem, czy był to wynik niefrasobliwego podejścia do sprawy służb kontrwywiadowczych (czyli tzw. defensywy) czy agenturalnej działalności wewnątrz tych służb.

Eligiusz Niewiadomski Autoportret, 1893

Kiedy jego uwagi nie zyskały aprobaty, zrezygnował z pracy w kontrwywiadzie i zgłosił się wraz ze swoim synem na front, gdzie służył jako szeregowiec. To kolejna wskazówka dotycząca osobowości Niewiadomskiego. Należy podkreślić, że nigdy nie godził się na kompromisy, jeżeli chodziło o Polskę. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości aktywnie włączył się w odbudowę kraju. Chciał naprawy państwa, zmiany prawa, ukrócenia sejmokracji, ograniczenia wpływów politycznych mniejszości narodowych, przede wszystkim żydowskiej i niemieckiej.

Obwiniał lewicę o doprowadzenie kraju do „lewicowego rozkładu”. A w szczególności obwiniał Piłsudskiego: „Największym atutem wtedy [po odzyskaniu niepodległości] był nastrój ówczesny. Nastrój narodu był w pierwszych dniach po wyrzuceniu okupantów wspaniały. Trzeba było słuchać, co mówią na ulicach, na targach, po sklepach. Ludzie, lud lepiej może aniżeli inteligencja odczuwał intuicyjnie, że dzieje się coś wielkiego. Czekali hasła, czekali komendy, męskiej i wielkiej, któraby jednoczyła naród i poprowadziła naród do bohaterskich wysiłków. Piłsudski mógł wtedy zdobyć bez żadnego oporu serca całej Polski. (…) Piłsudski miał w ręku los całej Polski. Był jej moralnym dyktatorem. Mógł i powinien był żądać ofiar, ofiary pracy. Nasz kraj był ogłodzony i tylko praca mogła go wyżywić. Powinien był żądać ofiary krwi, bo dookoła nas była gromada wściekłych wilków, powinien był żądać ofiary interesów partyjnych. Tutaj szła gra o najwyższe stawki, o losy nie partii, ale narodu. Piłsudski nie dorósł do roli, jaką mu dzieje przeznaczyły. Zmarnował tę jedyną bezpowrotną w życiu narodu chwilę. Zarazem zmarnował własną wielkość, własną nieśmiertelność. Zamiast tej komendy, której naród czekał, zamiast programu pracy i gotowości bojowej, dyscypliny i rządu silnego, któryby w państwie wstrzymał anarchię, padły na naród dwa fakty: powołanie Kesselera w charakterze posła niemieckiego i rząd ludowy.”

Gwoli wyjaśnienia – poseł niemiecki został pierwszym akredytowanym w Warszawie przedstawicielem Republiki Weimarskiej, w której rządy przejęła lewicowa socjaldemokracja. I ten właśnie rząd, jako jedyny w Europie, uznał powstały w Warszawie z namaszczenia Piłsudskiego – „braterski” rząd Ignacego Daszyńskiego i Jędrzeja Moraczewskiego. Te fakty przyczyniły się wedle słów Niewiadomskiego: „do utrwalenia we mnie idei, która później dojrzała”.

Eligiusz Niewiadomski źródło Wikimedia Commons

Niewiadomski w trakcie rozprawy argumentował: „Istnieje jaskrawe hasło, wywieszone dla ciemnych tłumów, hasło, które jest osią wszystkich dążeń stronnictw socjalistycznych: dyktatura proletariatu. Hasło, w którym także widział owoc umysłowego i moralnego zwyrodnienia. W dzisiejszych czasach dyktatura jakiejkolwiek klasy jest nie do pomyślenia. Ale jeżeli można z pewną dawką słuszności mówić o dyktaturze klasy najoświeceńszej, wyrobionej politycznie, to dyktatura najciemniejszych mas jest hasłem zbrodniczym i oszukańczym. Masy nie spostrzegają się co do tego, że ich karki służą za drabinę do wspinania się dyktatorom. Rosja zrealizowała te hasła i wykazała ich praktyczną wartość.”

Dalej Niewiadomski argumentował, że rząd ludowy, od pierwszych swoich działań, czyli od powołania milicji ludowej, dążył do dyktatury, w której w rolę strażników weszli pospolici kryminaliści. Był to rząd, który: „wykazał uderzającą niemoc twórczą. Natomiast w sensie negacji, w sensie dezorganizacji pracy i deprawacji duszy dokonał rzeczy istotnie zdumiewających. Po dorwaniu się do władzy pełnomocnicy Piłsudskiego zrozumieli, że otwiera się przed nimi niebywały okres propagandy, zaczęły się manifestacje, wiece, strajki, legion strajków. Majestat władzy Rzeczypospolitej leżał w błocie ulicznym. Rząd widział to, mówił, że nie ma siły. Siłę miał, tylko jej nie używał. Koroną wszystkiego był strajk służby szpitalnej. Bojowcy rozpędzali tych, co chcieli pracować, chorzy tonęli we własnym kale, a panowie Piłsudski i Wojciechowski nie umieli znaleźć środków tej zbrodni. (…) Zaczął się pochód anarchii. Widział to każdy stróż, każdy posłaniec, nie widział Piłsudski”.

Istotnie, środowiska lewicowe przystąpiły do konfrontacji, angażując bojówki PPS i członków dawnej Polskiej Organizacji Wojskowej, związanej ideowo z Piłsudskim, który chciał, by: „Warszawa robotnicza zamanifestowała swą wolę poskromienia warcholstwa. Jeśli dojdzie do walk ulicznych – wkroczę wojskiem i zaprowadzę ład i porządek (…). Jedno mogę przyobiecać: jeśli będziecie się domagać, aby siewcy anarchii zostali niezwłocznie postawieni w stan oskarżenia – ja takiego przyrzeczenia nie odmówię i zrobię ze swej strony wszystko, aby tak się stało”.

Polska Partia Socjalistyczna rzuciła hasło walki z „prawicowym bolszewizmem”, a Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” zapowiadało „palenie dworów i wieszanie właścicieli”. Te ostatnie hasła odnosiły się do okresu walki podczas wyborów prezydenckich. Wyborów, które – wedle przeciwników Piłsudskiego – miały dać władzę jemu samemu, co byłoby dopełnieniem dyktatury. Niewiadomski twierdził, iż za sprawą rządu ludowego zostało „złożone kukułcze jajo” w postaci sejmu „o 5 przymiotnikach głosowania, zamiast jednej głowy miało ich rządzić 400 (…) najzwyklejsze sprawy państwowe oddane były w ręce fornali i pastuchów bydła. (…) Wynikiem tego był Sejm w połowie złożony z analfabetów duchowych, a w jednej czwartej czy piątej z ludzi, na których patrzyliśmy wszyscy, którzy stanęli poza granicą polskości i obywatelskości.”

W tym miejscu należy zaznaczyć, że Niewiadomskiemu chodziło o mniejszości narodowe, w szczególności mniejszość żydowską, która wspierała opcję Piłsudskiego. Problem tej mniejszości, a w zasadzie wpływu Żydów na sprawy Polski stanowił istotną część ówczesnej walki politycznej. To przecież środowiska żydowskie podczas Wielkiej Wojny naciskały na okupanta niemieckiego, by na ziemiach polskich utworzyć Judeo-Polonię, polsko-żydowskie państwo.

Niewiadomski zwracał uwagę na związki środowisk żydowskich z socjalizmem: „Jad moralny i niemoc twórczą zaszczepiło socjalizmowi żydostwo. Po okresie socjalizmu utopijnego rozpoczął się inny okres, który socjaliści zwykli nazywać naukowym, a dla którego jedynym właściwym terminem jest okres żydowski. Okres z Marksem, Kautskym i innymi jako hersztami. Żydostwo w lot odczuło, czym może się stać socjalizm w ich rękach. Żydzi dali swoich teoretyków, dali mu kolporterów, agitatorów, poparcie materialne, prasę, reklamę, rozmach zewnętrzny. Ale nie dali darmo. W zamian wnieśli do niego pewne pierwiastki własne, pierwiastki rasowe, które spowodowały zwyrodnienie wartości moralnej socjalizmu. (…) Żydzi wnieśli hasło wyłącznej walki o dobra materialne i odrzucili, jeżeli nie w teorii to w praktyce, zasadę słusznego, tj. proporcjonalnego wynagrodzenia, jak gdyby świadomi tego, że nic tak nie demoralizuje jak zysk nieprawy, zarobek nadmierny, łatwy do osiągnięcia (…) Drugie co wnieśli, to jest ducha nienawiści, podstawową cechę całej propagandy, ducha walki i zemsty, nienawiści, tarcia społecznego, przeciwieństwo ideałów pracodawców i pracobiorców. Walka klas okazała się genialnym środkiem do rozsadzania społeczeństw aryjskich i odwracanie uwagi od walki ras, od podboju żydostwa. Walka klas okazała się miechem do rozdmuchiwania tej iskierki zła, które znajduje się w duszach nawet najlepszych ludzi. Oni to podyktowali socjalistom te metody, zrobili z nich specjalistów zwalczania – zwalczanie oparte na nienawiści stało się ich głównym zajęciem: zwalcza się wszystkich co nie należy do sekty. Ale nienawiść zajadła jest zawsze nietwórcza, tak samo jak każda twórczość musi być poczęta z miłości. (…) Na gruncie polskim wszystkie te cechy urastają do rozmiarów potwornych dlatego, że ciśnienie intelektualne i materialne żydostwa jest silniejsze niż kiedykolwiek i gdziekolwiek. Zarazem lud ciemny w masie, łatwowierny, pobudliwy, stanowi materiał wymarzony dla propagandy wywrotowej. Jednakże jeśli nie zamienił się w masę bandytów, to dlatego, że muszą być w duszy tego ludu jakieś cenne pierwiastki, które go od tego bronią, które każą mu się opierać, więc się opiera i nie tylko opiera się, ale sam dochodzi zrozumienia rzeczy wielkich i świętych. Ten opór odczuwają partie lewicowe i chcą go złamać za wszelką cenę – tym się tłumaczy ich tak zajadła taktyka.”

W kolejnych słowach Niewiadomski opisuje, czym jest Ojczyzna: „Dla każdego z nas Ojczyzna to jest najlepsza tradycja przeszłości, to jest dobro duchowe i materialne odziedziczone po przodkach i przekazywane jak świętość z pokolenia na pokolenie. To nie jest własność ani dawnych, ani przyszłych pokoleń, ale wszystkich razem i dlatego my jesteśmy tylko chwilowymi dzierżawcami i strażnikami. To są nasze pojęcia. W naszym pojęciu mieści się przede wszystkim zespół obowiązków i ofiar, bo bez ofiar, bez poświęcenia – Ojczyzny nie ma. Dla socjalistów sprawa przedstawia się inaczej: Ojczyzna to my wszyscy. Jeżeli nam jest dobrze, to wszystko w porządku, to Ojczyzna jest szczęśliwa. Takie zdania wygłaszają nie najgorsi, wygłaszają najlepsi. Słyszałem na zebraniu publicznym, jak genialny pisarz i naiwny polityk Sieroszewski wygłaszał te zasady w obecności setek osób. Dla pospolitego towarzysza ta formuła jest jeszcze prostsza: Ojczyzna jest o tyle, o ile ma się z niej korzyść wyraźną, materialną; natychmiastową. Tym właśnie pojęciom dał wyraz poseł Moraczewski w pamiętnej mowie sejmowej w 1920 r. podczas najazdu bolszewickiego, kiedy twierdził, że lud polski nie pójdzie bronić Ojczyzny przeciw najazdowi, chyba że mu za to Ojczyzna drogo, bardzo drogo zapłaci.”

W konkluzji wystąpienia Niewiadomski stwierdził: „Wielkie badania historyczne w XIX wieku udowodniły tragedię dziejową Polski z powodu słabych rządów, Wie to każdy sztubak, nie chciał wiedzieć Naczelnik państwa. Komu potrzebna jest miękka ręka? Uczciwi obywatele kraju, ludzie o czystych rękach nie lękają się ręki twardej. Wszystko co w Polsce żyło, co było szlachetne, prawnie myślące, domagało się ręki twardej. Miękka ręka jest istotnie potrzebna, ale nie do władania Państwem. Miękka ręka potrzebna jest złodziejom, paskarzom, zdrajcom stanu, potrzebna jest bandytom, przeniewiercom grosza publicznego, chłopstwu, które wykręca się od płacenia podatków, żydostwu, spiskowcom, zdrajcom stanu, potrzebna jest przestępcom politycznym (…) potrzebna jest wszystkim wrogom Polski. Wszyscy oni handlują za miliony. Piłsudski o tym wiedział – nie mógł nie wiedzieć. Mimo to zalecał miękką rękę i szukał człowieka, i znalazł go.”

I tym człowiekiem – który nie mając własnego zaplecza politycznego, musiał opierać się na Piłsudskim, ten zaś mógł wpływać na niego – był Gabriel Narutowicz. Tak postać Prezydenta przedstawia Niewiadomski: „Narutowicz jako człowiek dla mnie nie istniał. Nie rozmawiałem z nim ani ja, ani podkreślam to z naciskiem – nikt z mojej rodziny. Wierzę, że jako profesor, mąż, ojciec, był głębokim i szlachetnym człowiekiem. Dla mnie jednak istniał on nie jako człowiek, lecz symbol sytuacji politycznej, symbol hańby. Tę hańbę moje strzały starły z czoła żywej Polski. Nie żałuję nic. Zrobiłem to, co było moim obowiązkiem. Spełniłem go twardo i uczciwie. Przez moje ręce przemówiła nie partyjna zaciekłość, tylko sumienie i żelazna godność narodu. Jak ja, czują tysiące w Polsce, tylko nie każdy zrobiłby to, co się stało moim udziałem.”

Niektórzy badacze zwracają uwagę na możliwość politycznej prowokacji ze strony stronników Piłsudskiego, dzięki czemu mieliby pretekst do zdyskredytowania endecji w politycznej walce. Takie uzasadnienie podawał Jędrzej Giertych: „Głównym dowodem tego, że zabójstwo było zorganizowane przez Oddział II, są dwa wypadki posiadania przez ten oddział wiadomości o mającym nastąpić zabójstwie na kilka godzin przed samym zabójstwem. Władysław Ludwik Evert w Sosnowcu wiedział na kilka godzin przed zabójstwem, nie tylko o zabójstwie, ale i o osobie zabójcy, malarzu Eligiuszu Niewiadomskim. Evert związany był w latach 1912-14 ze Strzelcem w Krakowie, w roku 1917 był członkiem POW w Moskwie, a w latach 1927-1934 był redaktorem gazety Polska Zbrojna, co wszystko wskazuje na jego związki z obozem, który rządził II Oddziałem. Innych, mniej jaskrawych poszlak, jest więcej”.

Aby dopełnić obraz tamtych dni, warto przywołać słowa samego Niewiadomskiego. Przyczyny swego czynu wyjaśnił w „Przesłaniu do wszystkich Polaków” napisanym w z celi więziennej:

„Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała, aby być uznanym za wariata, a odrobina uczucia wychodzącego poza normy przeciętne dawała kwalifikacje na fanatyka. Czyn był straszny, bo musiałem uderzyć w naród. Nie słowem bezsilnym, lecz gromem. Gromem równym tej hańbie, jaką go opanowała spółka cynicznych hultajów i jawnych wrogów Polski. Musiałem uderzyć gromem, aby zbudzić tych co mniemają, że Polska już się ciałem stała, że minął czas wysiłków i ofiar i że broń można już złożyć. Tak nie jest! To, na co patrzą oczy nasze, nie jest jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia. (…) To jest dopiero Polska Piłsudskiego, Judeo-Polska. Naród polski do władzy w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobyć i zbudować. W walce o nią niech się hartuje dusza pokoleń. Od udziału w tej walce nie zwalnia nikogo ani wiek, ani stanowisko społeczne, ani przynależność lub nieprzynależność do partii. Trzeba ją zacząć od zwycięstwa nad sobą, od pokonania własnej słabości.”

W trakcie procesu Niewiadomski początkowo odmówił przyjęcia obrony. Mówił: „Bronić się chciałem sam, odrzucałem obronę, by nie dać nikomu powodu do mniemania, że chciałbym ratować moją osobę fizyczną. Tej ratować nie chcę. Chciałbym natomiast ratować mój czyn. (…) Nie ma człowieka w Polsce, który by tego nie rozumiał. Jest to walka o polskość Polski. Jako taki czyn broni się sam za siebie. Narutowicz padł ofiarą zgrozę budzących machinacji, jakich areną stał się Sejm w obliczu całej Polski. W Sejmie kluby lewicowe w porozumieniu z Żydami, stojącymi na czele jawnych wrogów Państwa, postanowiły za wszelką cenę nie dopuścić do prezydentury człowieka niezależnego. Potrzebny był im człowiek chwiejny, uległy, dający się im powodować. Takiego chcieli mieć powolnym narzędziem. Chcieli bowiem nadal utrzymać kraj w stanie anarchii. Udało się im doprowadzić do wyboru głosami żydowskimi przeciw większości polskiej. Narutowicz nie zorientował się, wybór przyjął, zasiadł na fotelu prezydialnym, splamionym krwią naszych synów pomordowanych przez bojówki socjalistyczne”.

Ostatecznie przyjął pomoc obrony, która próbowała ratować Niewiadomskiego od wyroku śmierci. On sam zaś nie oczekiwał łaski, mówiąc: „do życia powrócić nie pragnę. Przynajmniej do życia mego ciała. Chcę, aby żył mój duch, to znaczy to, co było moją myślą, moim odczuciem, co żyło w moich czynach i co przetrwa mnie w moich pracach. (…) Kiedym strzelał do człowieka nieznanego mi, bezbronnego, stojącego do mnie tyłem, to moją siłą moralną było przeświadczenie, że za jego życie daję swoje. Nie chciałbym żyć z myślą, że ten trybunał polski, ten symbol sprawiedliwości najwyższej, chce mi odebrać to, co było i jest do tej chwili moim dobrem moralnym. Wystawiłem weksel, chcę ten weksel spłacić uczciwie. To jest moje ostatnie słowo.”

Kim był Eligiusz Niewiadomski prywatnie? W trakcie procesu wykazywano, że zawsze należycie wypełniał powierzone zadania. Jako student Petersburskiej Akademii był uważany przez profesorów za zdolnego artystę. Uczelnię ukończył w 1894 roku z dużym srebrnym medalem i tytułem artysty pierwszego stopnia. Za dyplomowy obraz „Centaury” zdobył duży złoty medal. Studia kontynuował w Paryżu, a także u Wojciecha Gersona. Jak wielu ówczesnych artystów, często wyjeżdżał do Zakopanego, skąd wyruszał na górskie wędrówki, przyczyniając się do rozwoju taternictwa – był autorem jednej z pierwszych map Tatr z zaznaczonymi szlakami oraz schroniskami.

W 1899 roku opracował popularny „Album do dziejów Polski”, czyli zbiór map historycznych. Po studiach i przyjeździe do Warszawy sporo pisał, stał się uznanym publicystą i krytykiem sztuki. Był ceniony przez Stanisława Witkiewicza, wszedł także w skład zarządu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych jako orędownik zreformowania tej instytucji. Przygotował także statut i zajął się organizacją powołanej Szkoły Sztuk Pięknych (dzisiejsza Akademia Sztuk Pięknych) w Warszawie, w której prowadził wykłady.

Zwieńczeniem pracy naukowej były jego dzieła, w tym dwutomowe „O sztuce średniowiecznej” wydane w latach 1904-1910 oraz broszurowe wydania na temat metod propagowania sztuki, wydawane w czasie I wojny światowej. Autor widział potrzebę łączenia działalności politycznej z edukacją społeczeństwa na polu sztuki. Wacław Stefański, warszawski lekarz i bywalec salonów towarzyskich pisał: „podnosił (Niewiadomski) poziom zebrań na artystyczne wyżyny”. Był także „artystą praktykującym”, jego autorstwa są witraże secesyjne w oknach oraz polichromie w kościele farnym pw. św. Bartłomieja w Koninie.

Charakteryzowało go specyficzne poczucie humoru. Wykłady w Szkole Sztuk Pięknych rozpoczynał od słów: „Dzisiaj zajmiemy się największym mydlarzem i pacykarzem doby renesansu – Rafaelem, Santi z Urbino”, po czym następował opis wskazujący na to, że Santi był największym artystą swojej epoki. Niewiadomski pomagał biedniejszym studentom, kiedy ci byli w potrzebie, mimo że sam „nie śmierdział groszem”. On i jego rodzina żyli skromnie, nie żałowali pieniędzy jedynie na książki i drogie albumy z malarstwem.

Dziś Eligiusza Niewiadomskiego znamy jedynie w kontekście morderstwa z 16 grudnia 1922 roku. Ale był też zdolnym artystą. Jego prace leżą gdzieś w magazynach muzealnych. Jego dorobek artystyczny został rozproszony. W powszechnej świadomości funkcjonuje jako zabójca pierwszego Prezydenta Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *