Od totalnej opozycji do walczącej demokracji – a ostatecznie do żałosnej żenady. Administracja 13 grudnia przechodzi samą siebie: 57% ankietowanych (Social Changes) niezadowolonych z jej poczynań, 58% badanych uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku.
21 górników kopalni Silesia spędziło święta na dole, protestując przeciwko zwolnieniom grupowym (zagrożonych jest 750 pracowników), domagając się objęcia firmy instrumentami osłonowymi stosowanymi w spółkach Skarbu Państwa. Miłosz Motyka, minister energii, zaproponował spotkanie 7 stycznia (po przerwie świątecznej), ale może znajdzie czas wcześniej. Administracja 13 grudnia nie prowadzi dialogu społecznego – jako jedyny rząd po 1989 roku. Nawet rzecznik prasowy rządu nie pomaga w prowadzeniu spójnej polityki informacyjnej. Zaś poseł Alicja Łuczuk (KO) przyznała, że 100 konkretów było propozycją skierowaną do wyborców, co nie ma nic wspólnego z ich realizacją po wyborach.

Gdy premier ogłosił koniec „pisowskiej drożyzny” okazało się, że – jak zwykle – minął się z rzeczywistością. Klienci zauważyli, że najbardziej podrożały – kawa, herbata i alkohole (średnio o 12,1%), napoje (11,6%), słodycze i desery (10,1%), mięso (8,7%). Publikowane w mediach społecznościowych filmiki premiera nie spełniły jego nadziei. Świąteczny koszyk zakupowy był droższy o 7,53% rok do roku. Z receptą na tanie święta wspomógł go Tomasz Siemoniak – dbajmy o to, żeby wszyscy zarabiali coraz więcej.
Czarna dziura
Jak gminna wieść niesie, już na sam widok administracji 13 grudnia – pieniądze uciekają z budżetu. Co prawda, to prawda – mozolne dłubanie dziury budżetowej przynosi rekordowe efekty. Nie bez udziału PO-fachowców. Od ORMO-wca do KO-wca – to ich dewiza. Minister spraw zagranicznych przekazuje 100 mln zł na Ukrainę, jakby nie było pilniejszych potrzeb (NFZ). Minister rolnictwa upomina prezydenta, gdy ten rozmawia z Włochami w sprawie Mercosur, jakby sprzyjał brukselsko-południowoamerykańskiej zmowie. Konsekwentnie realizowana przez prawicowe rządy niepodległość energetyczna zdaje się mieć mniejsze znaczenie, gdy resort energii nie korzysta z brukselskiej zgody na pomoc publiczną dla kopalni Silesia, której grozi bankructwo (w perspektywie przejęcie przez biznes niemiecki czy ukraiński, jak w przypadku PKP Cargo). W końcu polskie PKB jest wyższe niż w krajach strefy euro, ale to przecież immanentna cecha krajów rozwijających się. Niemniej administracja 13 grudnia propaguje swój sukces.
Okazuje się, że realizacja programu Czyste Powietrze przebiega podobnie, jak niegdysiejsza budowa autostrad przed mistrzostwami piłkarskimi w 2012 roku. Wtedy zatory płatnicze sięgały 10 mld zł, a firmy podwykonawców bankrutowały masowo. Widać to taka specyfika PO-gospodarki. Od ponad roku przedsiębiorstwa termoizolacyjne i uczestnicy programu Czyste Powietrze nie mogą wymusić od resortu klimatu wypłaty za wykonane prace. Idzie o kwotę 22 mld zł, ale resort argumentuje, że dochodzi do oszustw. Na razie nie sprawdzono, czy 149 tys. projektów o wartości 10 mld zł było skażonych przestępstwem.
Cokolwiek by jednak mówić o PO-gospodarce, to w mediach przyjaznych władzy i polskojęzycznych trudno znaleźć jej krytyczną ocenę. Zapaść gospodarcza propagandą stoi. I nawet pracownikom medialnym nie przeszkadza, że TVP w likwidacji zalega z wypłatami tantiem (zaległości sięgają dziesiątek milionów złotych).
Prezydentofobia
Premier nie czytał wywiadu z prezydentem (dla WP). Przyznał – tylko nagłówki. Nie jest to jednak przeszkoda, by go atakować, wykorzystując zmanipulowane fragmenty rozmowy. Prezydentowi bliżej do rusofila i antysemity Brauna, niż do mnie – mam jasność. Kiedy indziej Tusk skarży się dziennikarzom, że prezydent nie odbiera od niego telefonów, że ludzie z jego otoczenia podważają statut polskiego rządu – ale na pytanie dziennikarza odpowiedział – nie wnikajmy w szczegóły.
Insynuacje i kłamstwa to sprawdzone narzędzia w polityce. Gdy kibice rozrabiają, Tusk insynuuje pod adresem prezydenta. Niemniej premierowska prezydentofobia musi zastanawiać. Kompleks przegranej prezydentury w 2005 roku uwidacznia się w całej karierze premiera. Wystarczy wspomnieć walki o krzesło czy samolot, tragedię smoleńską – całe to prostactwo, chamstwo, nienawiść i funkcjonalną strategię zarządzania kłótnią i podziałami społecznymi. Ostatecznie obrona grubokreskowych beneficjentów. Gdy prezydent przekazał symboliczny mebel okrągłostołowy do muzeum, pozytywnie ten gest oceniło 51% ankietowanych (Ibris). Wśród zwolenników PiS – 84% było za, wśród zwolenników PO – 70% przeciw. W końcu co tam zagrożenia Mercosur czy paktu migracyjnego, gdy premier inicjuje debatę o cenie paliw.
Minister finansów – twórca epokowej dziury budżetowej, krytykuje prezydenta za stosowanie weta, jakby to nie było jego prerogatywą. Budżet na 2026 rok przewiduje cięcia wydatków na kancelarię prezydenta. Minister spraw zagranicznych bagatelizuje podstawienie brudnego samochodu podczas wizyty prezydenta na Łotwie. Tenże minister na służbowym koncie zamieszcza wpis z grafiką orderu Lenina, przeznaczonego dla premiera Wiktora Orbana. Gdy rośnie bezrobocie, resort pracy walczy z „dyskryminacją” w rekrutacji. Zamiast stolarz – „osoba do prac stolarskich”, zamiast niania – „osoba opiekująca się dziećmi”. Ministerialny absurd semantyczny zamiast poprawy rynku pracy narzuca terminologiczną nowomowę i ogranicza swobodę obrotu gospodarczego.
Wyzwalanie karpia
Można było nielegalnie przejąć TVP, można było poturbować (trwałe uszkodzenie ręki) poseł Joannę Borowiak (PiS). Prokuratura nie widzi czynu zabronionego. Nie zdołano wykryć hejterów córki prezydenta, choć minęło już pół roku. W innych przypadkach służby są bardziej sprawne. Karolina Kucharska spędziła 7 miesięcy w areszcie (bez postawienia zarzutów). Teraz firma współpracująca z resortem sprawiedliwości, prosi ją o pomoc w rozpatrywaniu wniosków do Funduszu Sprawiedliwości. Zaś minister sprawiedliwości ochoczo demoluje sądownictwo, ręcznie steruje składami orzekającymi i zajmuje się twórczością filmową. Posyła filmiki o rąbaniu drzewa, pozuje z psem w kojcu. Nielegalna komisja ds. Pegasusa kontynuuje rozliczeniowe ustawki, oskarżając Ernesta Bejdę, szefa CBA. Trwa polityczny gangsteryzm, kryminalizacja opozycji, szaleje bezprawie. Demokracja walcząca ukazuje swoje możliwości.
Senacka komisja klimatu postanowiła „ukarać” prezydenta, obcinając fundusze jego kancelarii o 217 mln zł (weto dotyczyło jakości wody – przepisy przeregulowane, obciążające samorządy). Tymczasem minister Żurek pozwala sobie ujawniać treści z zamkniętego posiedzenia sejmowego. Panie poseł KO wiwatują na cześć prezydenta Zełenskiego, jak fanki zespołu estradowego. Towarzysz rotacyjny marszałek sejmowy przebija, zawieszając sobie łańcuch na szyi po debacie nad ustawą kojcową. Na konferencji prasowej broni „praw zwierząt”, wspierany przez aktywistę, skazanego za kradzież psa. Towarzysz marszałek rotacyjny prowadzi samodzielną politykę – mam swój długopis, tak jak prezydent. Będzie weto za weto, wet za wet. Popiera wprowadzenie wolnej wigilii, by zwolennicy wyzwolenia karpia mogli świętować.
Nikt nie ogra
UE przekazuje Ukrainie 90 mld euro pożyczki, którą będą spłacać wszystkie kraje członkowskie. To zadłużenie będzie spoiwem centralizacji brukselskiej. Polscy (i inni) podatnicy będą dopłacali do nieudolności brukselokracji. A jeszcze koszty klimatyzmu, migracji. Nic dziwnego, że rośnie eurosceptycyzm. Blisko ¼ ankietowanych Polaków wystąpiłaby z unii. Tymczasem w kraju ślizgawka na ulicach i drogach, pociągi nie kursują w Małopolsce, a białoruski dziad mróz hurtowo podrzuca balony z papierosami. Administracja 13 grudnia świętuje. A może ktoś z zewnątrz zrobi porządek. Jak na razie ratunkiem dla uzdrowienia służby zdrowia wydaje się jej prywatyzacja, bo resort nie widzi innego rozwiązania.
Niezależnie od tego premier oddaje się infantylnej pasji wysyłania filmików do sieci – już to rysuje pieska, już to kolęduje na pianinku. Być może doceni to wierny elektorat, tak jak kiedyś uwierzył w jego buńczuczne oświadczenia: „mnie nikt nie ogra w Brukseli”. W istocie trudno grać (a tym bardziej wygrać), gdy podróżuje się w innym wagonie, niż brukselokraci. Trudno forsować polską rację stanu, gdy akceptuje sią szaleństwa zielonego ładu, rakotwórcze pestycydy z Mercosur czy pakt migracyjny. Tak jak trudno akceptować premierowskie życzenia świąteczne, w których „kłamstwo, nienawiść wydają się wyznaczać epokę. Bezczelność, pogarda, przemoc. Jak sobie z tym rosnącym złem poradzić?”. No, właśnie. Wystarczy nie kłamać, nie pogardzać społeczeństwem, nie stosować przemocy.
Uchwałą i pałą
Administracja 13 grudnia zdemolowała państwo w dwa lata. Minister sprawiedliwości – przywracając praworządność bezprawiem – uczynił to samo w wymiarze sprawiedliwości. Prokurator zrobił błąd, nie dostarczając dowodów sądowi, który miał decydować o pozbawieniu wolności byłego ministra Zbigniewa Ziobro. To kompromitacja, zresztą nie pierwsza. Kto rozliczy bezprawie administracji 13 grudnia, gdy zbrodnie stanu wojennego nie zostały nigdy rozliczone.
Jak na razie administracja 13 grudnia nie uznaje TK, nie publikuje jego orzeczeń, nie płaci sędziom wynagrodzeń. Jednak uznaje orzeczenie TSUE, które stanowi o wyższości prawa międzynarodowego nad polską konstytucją. Nie przeszkadza jej, że to test na naszą suwerenność, zakwestionowanie niepodległości państwa. Inne kraje członkowskie (np. Niemcy) nie uznają pierwszeństwa prawa unijnego nad krajowym, ani jego ingerencji w kwestie ustrojowe, wymiar sprawiedliwości.
Tak jak obrady sejmowe osiągają poziom żałosnego, kompromitującego kabaretu (trzeba było utajnić debatę kryptowalutową), tak minister-reformator wymiaru sprawiedliwości licytuje bezprawie – już to łamiąc niezawisłość sędziowską (Żurek potrzebuje zaufanych sędziów), przedkładając siłę polityczną nad siłą prawa. Zhakowany Michał Dworczyk był poszkodowanym, ale w „zreformowanym” wymiarze sprawiedliwości – staje się podejrzanym. W krakowskim sądzie można podziwiać choinkę KOD-ziarską, przyozdobioną napisami – konstytucja, KOD, Iustitia. Taki świąteczny wyraz uznania dla „reformatorów” wymiaru sprawiedliwości. Niemniej mają jeszcze wiele do zrobienia, gdy warszawski sąd okręgowym uchyla Europejski Nakaz Aresztowania wobec posła Marcina Romanowskiego. Trzeba też skuteczniej uchylać ustawy rozporządzeniami, szybciej odwoływać sędziów, bo po co im kadencja.
W nawale spraw nie zorganizowano konkursu na granty z Funduszu Sprawiedliwości, pozostawiając pokrzywdzonych na łasce losu.