Kto ciebie widział w naszym Wrocławiu?
Skończył się mocny rocznicowy rok. Gdzie nie sięgnąć wstecz, tam jakieś ważne wydarzenia sprzed dziesięcioleci, stuleci i sprzed tysiąca lat – od koronacji Bolesława Chrobrego poczynając! Albo 1945 rok – teraz osiemdziesiąta rocznica urodzin polskiego Wrocławia, ale i Koszalina, gdzie od razu założono świetne liceum, którego absolwentem mam zaszczyt pozostawać (byłem na hucznych obchodach 80-lecia). Studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w 1965 roku ukończyła ze mną gromadka twórców, z których Wrocław będzie jeszcze kiedyś słynął.
Zamknięciem tych historycznych rozdziałów było odejście do wieczności Anny Malickiej-Zamorskiej. Anna wybrała sobie ceramikę i zbudowała w tej tradycji archaicznego tworzywa świat groteski, uśmiechu, gry czystych form i przewrotnie kształtowanych postaci ludzi i zwierząt. Barwny świat czystej radości. Zakończyła życie spełnione. Jako kobieta – żona, matka i babcia, jako artystka – odkrywająca nowe światy wyobrażone. Ale również – jako organizatorka życia artystycznego m.in. poprzez otwarcie możliwości twórczej pracy dla młodszych i starszych koleżanek i kolegów w grupie „Nie tylko my” i w oparciu o ceramiczne zakłady w Wałbrzychu w innej niż znane stylistykach tworzywa porcelanowego. Wspominam Anię, bo to koleżanka z roku, bo to przyjaciółka Basi Kozłowskiej (1940-2008) i Marzenny Kosińskiej (1940-2024). Trzy piękne kobiety, trzy nadzwyczajne talenty, trzy błyskotliwe umysły i przyjazne serca dla świata. Trzy Gracje! Z ceramików pożegnaliśmy też Władysława Garnika, autora świetnych rzeźb kameralnych.
Muszę przyznać, że trochę mi smutno.
Bo biorąc pod uwagę tylko mój rocznik, odeszli do wieczności, rok po roku, artyści, których dzieła mogłyby reprezentować kulturę nie tylko naszego miasta, ale i kraju, jako osobnej klasy zjawiska. A przecież były tu jeszcze inne roczniki naszej uczelni plastycznej i niemniej utalentowani ceramicy, szklarze, architekci, malarze, graficy, rzeźbiarze i scenografowie.
Właściwie to znałem ich wszystkich. Miałem to szczęście!
Wokół był podobno świat powojennej biedy oraz grozy sowieckiego komunizmu i polskich zaprzańców. I były, jak mówi poeta Cyprian Norwid:
Ogromne wojska, bitne generały,
Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały? –
Przeciwko kilku myślom… co nie nowe!..
Podobno – ale ten świat kończył swoje władanie przed wyspą, na której wylądowali „Młodzi Odyseusze”. „Trzy Gracje” prowadziły mnie w okolice, gdzie nie sięgały wiatry ponuraków spod znaku ciemnoczerwonej gwiazdy.
W roku przyszłym 2026 oczekują nas jubileusze 80 lat działalności Związku Polskich Artystów Plastyków i Akademii Sztuk Pięknych założonej jako Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych.
Na moim pokoleniu, na szczęście, historia wrocławskiej sztuki się nie kończy. Od czasu gdy Richard Demarco włączył silną grupę wrocławian do Wystawy Polskiej Sztuki Współczesnej w 1972 roku w Edynburgu, coraz częściej obecność wrocławskiej neo-awangardy staje się znakiem polskiej twórczości plastycznej. W zasadzie sam Wrocław byłby mógł reprezentować Polskę.

Zarówno w opinii niemieckich kolekcjonerów (wystawa „Excercises in Freedom”, Drezno 2018) jak i tegoroczne prezentacje w Poznaniu – „Art Week” w salach Starego Browaru (maj-czerwiec 2025) ukazały aktualność wrocławskiej nowej sztuki.
Pod kierownictwem kuratora dra Mateusza Bieczyńskiego miała miejsce wystawa „Uncertain territories” kilku artystów z Polski i zza granicy. Kurator przedstawił „Linię Graniczną” Barbary Kozłowskiej: dokumenty, fotografie i artefakty z lat obejmujące przestrzenne działania wrocławianki nad brzegami mórz i oceanów – od brzegów Bajkału w 1967 roku a na brzegu Oceanu Spokojnego pod San Francisco w 1990 roku kończąc. Kilkuosobową reprezentację wrocławską miała ekspozycja ze zbiorów Sławomira Smolarka pt. „Gesty konceptualne”. Rzeźbiarze z wrocławskiej ASP swoje prace pokazali na Uniwersytecie Artystycznym, a w galerii tej uczelni oglądaliśmy efektowną indywidualną wystawę prac ceramicznych Katarzyny Koczyńskiej-Kielan.

Wydarzeniem kończącym poznańskie pokazy wrocławskiej neo-awangardy była wystawa prac Beaty Fertały-Harlender „Napięcia (NIE) KONTROLOWANE – wobec wątku i osnowy” w Galerii u Jezuitów w listopadzie 2025.
To szczególnego rodzaju gra malarki z samą fizyczną strukturą podobrazia, które staje się tyleż obrazem, co rzeźbą – reliefem lub tkaniną. Zgromadzenie kilkudziesięciu prac ukazało proces specyficznej „de-konstrukcji” niejako przed-malarskiego dzieła. Samo płótno i jego struktura przekształcone zostają w pole najróżniejszych działań – przebić, rozrzedzenia i rozcinania. Konstrukcyjnym założeniem jest pionowy i poziomy wymiar, gdy obiekt zawiśnie przy ścianie, ale z lekkim oddaleniem i jego cień przy podświetleniu stworzy iluzję głębokiej gry przestrzennej. Wypreparowane wątki i nici osnowy posłużyć mogą do konstrukcji niewielkich przestrzennych obiektów sugerujących modele architektoniczne o zaskakującym wdzięku. Autorka tych para-malarskich, albo przed-architektonicznych lub tkackich utworów od lat z upodobaniem porusza się na linii charakterystycznych dla Wrocławian fascynacji pograniczem – mimo oczywistej jasności i prostoty założeń, będzie to działanie „pomiędzy”.
We Wrocławiu stary rok żegnamy wydarzeniem wielkiej klasy przygotowanym przez Galerię Miejską. To wystawa Elżbiety Terlikowskiej – znakomitej scenografki, malarki i graficzki, a to wymagałoby osobnego omówienia. Także otwarcie Forum Sztuki w muzeum teatralnym z efektowną wystawą grupy młodych i nieco starszych znanych i nieznanych malarzy.
Wesołego Nowego Roku i HAPPY NEW ART!
Wrocław 30.12.2025