Sojusze są narzędziami, a nie celami

Nowa strategia bezpieczeństwa Białego Domu

„Minęły czasy, gdy Stany Zjednoczone podtrzymywały cały porządek świata niczym Atlas” – czytamy w ważnym dokumencie Białego Domu. W istocie kodyfikuje on to, co było jasne od miesięcy, a dokładnie od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu. Stany Zjednoczone skupiły się bardziej na własnym podwórku, czyli półkuli zachodniej i dostrzegają rozbieżność między doktryną prezydenta „America First” a państwami europejskimi, które współtworzą NATO.

Prezydent przedstawił właśnie swoją strategię bezpieczeństwa narodowego (National Security Strategy, NSS). Jej celem jest zwiększenie obecności wojskowej w zachodniej hemisferze, zrównoważenie handlu międzynarodowego i wzmocnienie bezpieczeństwa granic. 33-stronicowy dokument opiera się nie tylko na ideologii Trumpa „Ameryka przede wszystkim”, ale zawiera również pierwsze wyraźne odniesienie do powtórzenia doktryny Jamesa Monroe’a, wzywającej do dominacji USA na półkuli zachodniej.

Tak kompleksowa strategia jest zazwyczaj publikowana w ciągu pierwszego roku urzędowania nowej administracji, wyjaśniając cele polityki zagranicznej prezydenta i kreśląc wskazówki dotyczące prawdopodobnych wydatków. Ma ona jednak to do siebie, że nie zawsze udaje się ją zrealizować (a nigdy w całości). Jednakże z uwagi na to, że cele i opinie przedstawia największe mocarstwo świata, warto się jej przyjrzeć – przynajmniej w odniesieniu do Europy – bo na pewno niektóre z nich uda się osiągnąć. Można śmiało powiedzieć, że Trump przedstawił jak dotąd najostrzejszą krytykę Europy.

Europa przed „wymazaniem cywilizacyjnym”

Strategia przedstawia gruntowną rewizję polityki USA wobec Europy, wzywając rządy europejskie do odzyskania suwerenności narodowej, przywrócenia otwartej debaty, zabezpieczenia swoich granic i ograniczenia zależności od tego, co Waszyngton nazywa scentralizowaną biurokracją UE w Brukseli. Dokument nie przewiduje wprost wycofania się USA z globalnej rozgrywki, ale wzywa do zwiększenia podziału obciążeń między sojusznikami. NSS wyraźnie krytykuje „brak pewności siebie” Europy, co przyczyniło się do pogorszenia stosunków z Rosją. Jednocześnie przyznano, że Stany Zjednoczone są jedynym mocarstwem zdolnym do mediacji między Europą a Rosją w celu „przywrócenia warunków strategicznej stabilności na obszarze Eurazji i zmniejszenia ryzyka konfliktu między Rosją a państwami europejskimi”.

Co ciekawe, dokument jest ostrzeżeniem przed zbliżającym się, całkowitym rozproszeniem kulturowym w Europie, napędzanym przez nieudolną Unię Europejską i nieograniczoną masową migrację. Zauważono, że ​​Europa ma problemy gospodarcze, ale jednocześnie „przyćmiewa je realna i bardziej drastyczna perspektywa wymazania cywilizacyjnego” w ciągu jednego pokolenia. „Do ważniejszych problemów stojących przed Europą – czytamy – należą działania Unii Europejskiej i innych organizacji transnarodowych podważające wolność polityczną i suwerenność, polityka migracyjna, która przekształca kontynent i wywołuje konflikty, cenzura wolności słowa i tłumienie opozycji politycznej, spadający wskaźnik urodzeń oraz utrata tożsamości narodowych i pewności siebie.”

Mamy więc od Trumpa sygnał i wezwanie do przywrócenia „tożsamości Zachodu”, zwalczania wpływów zagranicznych, zakończenia masowej migracji i skupienia się na bezpieczeństwie. Koncentrując się na Europie, raport stwierdza, że ​​jeśli obecne trendy na kontynencie się utrzymają, a jego problemy gospodarcze zostaną „przyćmione przez realną i bardziej ponurą perspektywę zagłady cywilizacyjnej”, to „nie jest oczywiste czy niektóre kraje europejskie będą miały wystarczająco silne gospodarki i siły zbrojne, by pozostać wiarygodnymi sojusznikami”. Ocena co najmniej warta zastanowienia.

Trump wzywa do zmiany kursu

Warto zauważyć, że założenia Białego Domu przedstawiają poważną rewizję polityki USA wobec Europy, wzywając rządy europejskie do odzyskania suwerenności narodowej, przywrócenia otwartej debaty, likwidacji cenzury, zabezpieczenia granic i ograniczenia zależności od tego, co Waszyngton nazywa scentralizowaną biurokracją UE w Brukseli. Europa przedstawiona jest jako nadmiernie regulowana i coraz bardziej cenzurująca struktura. Strategia jasno wskazuje, że to, co krytycy nazywają „ofensywą przeciwko Europie”, jest, zdaniem Waszyngtonu, konieczną korektą kursu wymierzoną w politykę i instytucje europejskie, które – zdaniem Białego Domu – osłabiają wolność, integralność granic i stabilność kulturową na całym kontynencie – i podważają szerszy sojusz z Zachodem.

Jednocześnie Biały Dom oskarża Europę o silne uzależnienie od amerykańskiej potęgi, przy odmowie wzięcia odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo i długoterminowe zobowiązania. Przytoczono spadające wskaźniki urodzeń i zanikanie tożsamości narodowych jako dowody na to, że Europa zmierza w kierunku demograficznego i kulturowego punktu krytycznego. „Jeśli obecne trendy się utrzymają, kontynent będzie nie do poznania za 20 lat lub krócej” – ostrzega dokument. Dodano również, że „zdecydowana większość Europejczyków pragnie pokoju, ale to pragnienie nie przekłada się na politykę, w dużej mierze z powodu podważania przez te rządy procesów demokratycznych”.

Niszczycielskie skutki

Rzecz jasna, kilku prominentnych kongresmenów Partii Demokratycznej natychmiast skrytykowało strategię administracji Trumpa w całości i „za całokształt”. Rząd nic jednak sobie z tego nie robi. „Niszczycielskie skutki niekontrolowanej migracji i niezdolność migrantów do asymilacji są przedmiotem troski nie tylko prezydenta Trumpa, ale także samych Europejczyków, którzy coraz częściej wskazują imigrację jako jeden ze swoich głównych problemów – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly. – Ta polityka otwartych granic doprowadziła do powszechnych przypadków przemocy, gwałtownego wzrostu przestępczości i innych problemów, co negatywnie wpłynęło na stabilność finansową programów zabezpieczenia społecznego”.

W obliczu wojny na Ukrainie, ważniejsze są jednak zobowiązania sojusznicze. Trump twardo obstaje, że kraje europejskie muszą zwiększyć własne wydatki na obronność i przejąć większą odpowiedzialność na kontynencie. O żadnym „wychodzeniu Amerykanów z Europy” nie ma mowy.

Greg R. Lawson, analityk Wikistrat i pracownik naukowy Buckeye Institute na łamach „The National Interest”, celnie podsumowuje plany Białego Domu. „NSS przyjmuje również niezwykle pragmatyczne podejście do sojuszy – pisze. – Przez lata sojusze traktowano bardziej jako święte relikwie niż instrumenty strategiczne. Ale sojusze są narzędziami, a nie celami samymi w sobie. Sojusznicy powinni wnosić istotny wkład w realizację wspólnych celów strategicznych, a nie tylko oferować wsparcie moralne lub retoryczną solidarność. Dotyczy to w szczególności sojuszników w Europie, których NSS słusznie krytykuje za ich historię pasożytowania na wydatkach obronnych USA, a jednocześnie częstego pouczania amerykańskich przywódców o moralności.”

I wyjaśnia dalej bardzo klarownie: „NSS odzwierciedla ten światopogląd niemal idealnie: wzywa do realnego podziału obciążeń, sojuszy dostosowanych do misji funkcjonalnych oraz do trzeźwej oceny tego, co partnerzy mogą realistycznie osiągnąć w świecie, w którym amerykańskie zasoby nie są nieograniczone. Nie jest to rezygnacja ze światowej roli Stanów Zjednoczonych – to reforma, niezbędna do zapewnienia trwałości i strategicznej spójności sojuszy.”

Byłoby dobrze, aby w europejskich stolicach pochylono głowy nad amerykańskim dokumentem i przeczytano go ze zrozumieniem. Europa ma dużo do zrobienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *