PO dwóch latach nieudolnych rządów premier zapowiada – będziemy czyścić i rozliczać. A przecież minęło już dość czasu, by rozliczyli go obywatele. Tym bardziej, że zamierza „przywracać przyzwoitość zgodnie z prawem, tak jak my je rozumiemy”
Tak, jak brakuje administracji 13 grudnia sprawczości i efektywności, tak nie brakuje jej sprawności w „przywracaniu praworządności” bezprawiem, w „przywracaniu przyzwoitości” nikczemnością i podłością, w dyskredytowaniu zamierzeń przeciwników politycznych – na przykład ograniczając CPK, forsując zmianę jego nazwę, choć to niemożliwe (ustawa). Jest także wiele innych osiągnięć, jak choćby niekonstytucyjne przejęcie mediów publicznych, zawłaszczenie wymiaru sprawiedliwości (sądy, prokuratura), podważenie statusu tysięcy sędziów, nie mówiąc o atakach na TK, SN czy KRS. Niezależnie od tego, trzeba docenić ingerencje w oświatę (gender), ograniczenie lekcji religii, deprecjację życia nienarodzonego, jak również kwestionowanie ważności wyborów prezydenckich. Skala bezprawia, którą przed powołaniem administracji 13 grudnia trudno byłoby sobie wyobrazić.
Podobnie z dziurą budżetową. W 2024 roku było to 240 mld zł, w 2025 – 289 mld zł, a na 2026 przewiduje się 271 mld zł. Jak oni to robią, pozostaje na razie ich tajemnicą, co predestynuje ich do noblowskiej nagrody. Jak na razie minister finansów nie podaje się do dymisji, i to pomimo pozbawienia subwencji największej partii opozycyjnej. Inni ministrowie (a jest ich rekordowa liczba – 118, ze współpracownikami premiera – blisko 130) też nie mają sobie nic do zarzucenia. Kosztowne zgromadzenie PO-fachowców – jak wszystkie poprzednie – może generować tylko zapaść gospodarki i pauperyzację społeczeństwa.
Gdy po kraju grasują rosyjscy dywersanci, minister infrastruktury zdradza strategiczne tereny kolejowe, objęte zarządzeniem premiera alarmem 3 stopnia. Udany poród na stacji benzynowej to sugestia dla „reformatorów” służby zdrowia – niepotrzebne porodówki, a nawet SOR-y. Sądząc po mediach publicznych w likwidacji, do pełnego szczęścia obywateli brakuje tylko szybkiej kolei zagranicznej produkcji. Jednak krytykować rządu nie wolno – pod groźbą postępowania sądowego.
Tymczasem przewidywane podwyżki płac nie pokrywają inflacji, a jeszcze obywatelom zagrażają podwyżki prądu i ogrzewania. Zmniejszono wydatki na przeciwdziałanie bezrobociu (gdy ono rośnie). Nic więc dziwnego, że 50,5% ankietowanych negatywnie ocenia pracę rządu (pozytywnie – 42%). To i tak nieźle, jak na kryzys, drożyznę, przemysł nienawiści i pogardy, bo 65% ankietowanych negatywnie ocenia realizacje obietnic – „100 konkretów na 100 dni”, które okazały się „politycznymi przenośniami”. Zmarnowaliście dwa lata. Idziemy po was – pisze w internecie Piotr Duda, przewodniczący NSZZ Solidarność. Byliśmy cierpliwi, ale dość tego.
Zapaść i drożyzna
Już nie tylko złośliwi mówią, że gdy premier poświęca się ustawkom (jak ta z balonami) i wpisom w mediach społecznościowych, to gospodarka grzęźnie przy braku dialogu społecznego z rządem. Mamy falę zwolnień grupowych, upadłości przedsiębiorstw, pogorszenie warunków pracy. Po dwu latach urzędowania 42,6% ankietowanych źle ocenia premiera. Niemniej to nie wydatki socjalne – wbrew propagandzie – powodują deficyt, lecz aktywność mafii VATowskiej, bo skarbówka zajmuje się ściganiem urzędników poprzedniego rządu i jego beneficjentów. Administracja 13 grudnia nie inicjuje rozwoju gospodarczego – rośnie bezrobocie i zadłużenie państwa. Niedoinwestowanej energetyce grozi katastrofa. Podobnie rolnictwu – obciążonemu unijnymi regulacjami i zagrożonemu nawałą żywności ukraińskiej i z krajów Mercosur. Na szczęście dla administracji 13 grudnia, forsowanie ograniczenia emisji CO2 o 90% do 2040 roku, które do reszty zniszczy brukselską gospodarkę, zablokowano z powodu wyborów do 2027 roku.
W częstochowskim zakładzie ZF (niemiecka grupa przemysłu motoryzacyjnego) od 1 kwartały przyszłego roku nastąpią zwolnienia grupowe. To konsekwencja zapaści rynku motoryzacyjnego, w jaką wprowadzili go brukselokraci. To tylko jedna z branż, ale w całej gospodarce zatrudnienie w latach 2023-2025 spadło o 90 tys. ludzi, podczas gdy w latach 2016-2023 wzrosło o ponad 700 tys. pracowników. Tymczasem towarzysz marszałek rotacyjny zachęca do protestów przed sejmowym budynkiem. Powód – głosowanie prezydenckiego weta do tzw. ustawy łańcuchowej. Takimi problemami zajmują się parlamentarzyści w tragicznej sytuacji budżetowej i gospodarczej.
Zgoda na unijny pakt migracyjny i zielone szaleństwo wprowadzają zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Szpital w Choszcznie może otrzymać sprzęt diagnostyczny ze środków unijnych, jeżeli przeszkoli załogę w zakresie lgbt za swoje pieniądze. Taka to brukselska suwerenność gospodarcza. Ale niezależnie od tego nastąpiło przecież spowolnienie gospodarcze, zatrzymanie strategicznych inwestycji, nie mówiąc o zapaści systemu ochrony zdrowia, niszczeniu edukacji czy pauperyzacji społeczeństwa. Zadłużenie obywateli sięga już 42,8 mld zł. Prawie 2 mln ludzi zalega z kredytami, spłatą pożyczek, opłatami za zakupy ratalne, zapłatą rachunków za prąd, gaz, wodę.
Z kolei Biuro Informacji Kredytowej podaje, że blisko ¼ przedsiębiorców przewiduje, że w bieżącym roku firmie grozi likwidacja. Gdy w 2022 roku oddano do użytku 234 tys. mieszkań, to w ubiegłym roku tylko 200 tys. (to najmniej od 2018 roku). W końcu cokolwiek by mówić o naszej gospodarce, to Eurostat obliczył, że we wrześniu br. produkcja budowlana zmniejszyła się o 1,9% w porównaniu z ub. rokiem, gdy w innych krajach wzrosła (Bułgaria – 9,7%, Słowenia – 25,7%). W tej sytuacji administracja 13 grudnia finansuje reklamujące ją bilboardy, czy jednodniowe spotkania z polskim kosmonautą (ponad 300 tys. zł). Po dwóch latach urzędowania administracji 13 grudnia 40% ankietowanych przez Instytut Badań Pollster stwierdza, że żyje im się gorzej, niż wcześniej. Dla społeczeństwa najważniejsza jest poprawa warunków życia (40,1%0, gdy dla rządu – rozliczenia PiS (tylko 11% w badaniach CBOS).
Demolka prawna
Proces „przywracania praworządności” trwa sobie w najlepsze, animowany przez ministra sprawiedliwości, który nie waha się grozić posłowi (w końcu wolnemu człowiekowi) porwaniem i przewózką w bagażniku samochodowym. Taka to PO-kultura prawna. W końcu KRS nie bez racji ujawniła 458 naruszeń niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej. Tymczasem administracja 13 grudnia obcięła finansowanie SN, także sędziowie TK zostali bez wynagrodzeń. Niemniej w przyszłym roku ma być ono przywrócone, gdy posłowie wybiorą nowych sędziów. Niezależnie od tego cięcia wydatków obejmą również resort sprawiedliwości (SN, NSA).
Powoływać rząd 13 grudnia to jakiś ponury żart, żeby nie powiedzieć nawiązanie do subkultury polityczno-prawnej, czyli jaruzelszczyzny. Jak wieść gminna niesie, władzę przejęli politycy, wywodzący się z marginalnych ugrupowań politycznych, a przede wszystkim różnego rodzaju nieudacznicy, przedstawiciele partii oszustów, przestępcy w białych kołnierzykach, grubo-kreskowi dorobkiewicze, komunistyczni aparatczycy – jednym słowem postkomuniści przejmują państwo, a esbecy odzyskują uprzywilejowane emerytury. Minister finansów nie kryje satysfakcji – jesteśmy dwudziestą gospodarką świata. Odczuwamy to w portfelach. Nie precyzuje jednak w czyich.
Resort sprawiedliwości też nie ustaje w kruczkach prawnych, podważających trójpodział władzy. Nie publikuje orzeczeń TK, pomija orzeczenia SN, co więcej – zmienia ustawy aktami prawnymi niższego rzędu (rozporządzenia), a jeszcze deprecjonuje projekty ustaw prezydenckich. W konsekwencji zajmuje się sprawami, które przynależą bardziej do opozycji politycznej, niż do organu administracji publicznej. Tak więc destrukcja wymiaru sprawiedliwości postępuje, sankcjonowana przez nielegalnych prokuratorów. Nie protestowali, gdy rząd forsował nadregulację implementacji brukselskiego prawa MICA, dotyczącej rynku kryptowalut.
Taka działalność resortu sprawiedliwości zyskuje przychylność zwolenników pato-władzy. Na sali posiedzeń SN pojawili się bojówkarze z transparentem – „Trzeba stosować się do orzeczeń TSUE”. Właśnie Sąd podejmował uchwałę, która powinna być oczywista dla każdego obywatela, ale nie jest nawet dla PO-pracowników wymiaru sprawiedliwości. Otóż skoro Polska nie przekazała unijnym trybunałom kompetencji do oceny swego wymiaru sprawiedliwości, to nie mogą one w niego ingerować. To kwestia suwerenności naszego państwa. Tymczasem resort sprawiedliwości, odwołując się do wydumanych kompetencji brukselskich trybunałów, stawia się ponad polskim prawem, a za unijną centralizacją.
Poza zainteresowaniem resortu sprawiedliwości pozostają poczynania służb specjalnych, które zamiast troszczyć się o bezpieczeństwo państwa i obywateli – po prostu „ciekną”. Najpierw przeciw prezydentowi w kampanii wyborczej, teraz przeciw szefowi BBN (dane z teczki osobowej ministra). PiS zgłosił sprawę do prokuratury, ale przecież koincydencja jest oczywista. Wcześniej bowiem BBN ujawnił raport Państwowej Komisji ds. wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo RP w latach 2007-2022. Wymieniał on polityków, którzy nie powinni pełnić publicznych (autorzy ruskiego resetu). Administracja 13 grudnia utajniła ten raport, co było polityczną cenzurą. Niemniej komisja – powołana ustawowo – formalnie nadal istnieje (nie zmieniono ustawy), co jest jaskrawym przyczynkiem do „przywracania praworządności” przez resort sprawiedliwości.
Złudzenia i zagrożenia
Gdy rząd ratuje planetę, obywatele z trudem opłacają rachunki za prąd i ogrzewanie. Gdy rząd „pochyla się” nad przyrodą, to zwierzyna mnoży się nad podziw (dziki, wilki, łosie, niedźwiedzie), zaś obywatele ponoszą straty w swoich gospodarstwach. Gdy rząd godzi się na brukselską politykę klimatyczną, to nie tylko polska gospodarka traci konkurencyjność (likwidacja miejsc pracy, postępujące ubóstwo), ale obywatele muszą przygotować się na zimy stulecia (ETS-y, dyrektywa budynkowa). Tymczasem brukselski dyktat klimatyczny zagraża także rolnictwu, nie mówiąc o perspektywie napływu żywności ukraińskiej i południowoamerykańskiej. I nadal rozwija się antycywilizacyjna działalność resortu środowiska. Już to występuje przeciwko żegludze śródlądowej (Odra), już to chce pozostawić Puszczę Białowieską samej sobie (aby zamarła jako pomnik przyrody), bo gospodarka leśna jest przeciw naturze.
Aktywiści i urzędnicy ratujący planetę coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości. W państwach, gdzie rozwija się OZE, rachunki są najwyższe w UE. Nie informuje się obywateli, że konsekwencją OZE są wysokie koszty (i awarie) sieci, niestabilne napływy energii, nie mówiąc o rosnących cenach uprawnień do emisji CO2. Niemniej, tak jak nikt nie myśli o zbilansowaniu plusów i minusów zależności od brukselokratów, tak nikt nie myśli o wykorzystaniu czystych technologii węglowych czy geotermii.