„A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną”

Abp Marek Jędraszewski w parafii Miłosierdzia Bożego na Chramcówkach w Zakopanem

Kiedy prorok Izajasz, żyjący około 700 lat przed Chrystusem, zapowiadał czasy mesjańskie, wskazał na dwie rzeczywistości. Pierwsza miała charakter topograficzny. Izajasz mówił o górze.

Góra Świątyni Pańskiej stanie wtedy, gdy przyjdzie Mesjasz, mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. W tradycji żydowskiej dotychczas najważniejsza była Góra Synaj. To właśnie tam, na początku swej wędrówki z ziemi egipskiej, z domu niewoli, do ziemi obiecanej Bóg poprzez Mojżesza nadał Izraelitom prawo, prawo Mojżeszowe, które określało warunki szczególnego przymierza, zawartego między Bogiem a ludźmi. Szczególne warunki, wśród których najważniejszy był Dekalog.

fot. Archidiecezja Krakowska Biuro Prasowe

Bóg obiecał błogosławieństwo dla Izraelitów, dla całego tego tworzącego się nowego narodu, jeśli będą przestrzegać dziesięciu przykazań. I stąd ta góra była dla nich taka ważna. A Izajasz zaczyna mówić o innej górze, która zaznaczy się szczególnie w życiu Mesjasza.

I druga rzeczywistość, na którą wskazał Izajasz. Tym razem rzeczywistość o charakterze duchowym. Mesjasz przyniesie pokój ludziom, wtedy swe „miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciwko narodowi nie podniesie już miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny”.

Od zapowiedzi Izajasza minęło długich siedem wieków. I przyszedł Jezus Chrystus, jednorodzony Syn Boży, narodzony z przeczystego łona Najświętszej Marii Panny. I rzeczywiście, czytając Ewangelię, widzimy, że z jego mesjańską działalnością wiążą się także te dwie rzeczywistości, o których mówił Izajasz. Wiąże się najpierw góra, a właściwie dwie, symbolicznie zaznaczone przez Izajasza.

Pierwsza góra to Góra Błogosławieństw w Galilei, gdzie Pan Jezus zapatrzony w cudowną dal jeziora Genezaret dał nowe prawo tworzącego się przez niego królestwa. Prawo błogosławieństw. Błogosławieni cisi, błogosławieni sprawiedliwi, błogosławieni pokój czyniący, błogosławieni cierpiący dla sprawiedliwości, błogosławieni czyniący pokój, błogosławieni czystego serca. To już nie zakazy dekalogu, to już błogosławieństwa.

fot. Archidiecezja Krakowska Biuro Prasowe

I druga góra, która była niejako potwierdzeniem i przypieczętowaniem Góry Błogosławieństw mieszczącej się nieopodal jeziora Genezaret, to Golgota, na której Pan Jezus umierał, jako Pan przebaczający, jako Pan pełen miłosierdzia, jako ten, który przebaczył i wiszącemu po jego prawej stronie łotrowi, i jako ten, który prosił Ojca, aby przebaczył tym wszystkim, którzy Chrystusa na śmierć skazali, którzy szydzili z Niego aż do końca, którzy tak źle czynili, bo – jak Pan Jezus prosił Ojca – nie wiedzieli, co czynią.

Spełniłyby się zatem w życiu Pana Jezusa zapowiedzi odnoszące się do góry, ale także te, które mówiły o pokoju. Jakże znamienne są słowa zawarte w Ewangelii świętego Jana, ukazujące Pana Jezusa tuż po Jego zmartwychwstaniu, gdy niespodzianie znalazł się pośród apostołów zebranych w Wieczerniku. I jego pierwsze słowa, jak pisze święty Jan – „wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. I wtedy przyszedł Jezus, stanął po środku i rzekł do nich, pokój Wam. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich, pokój Wam. Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja Was posyłam”.

Pokazał im ręce i bok, na których widniały blizny męki sprzed trzech zaledwie dni. Te blizny, znaki męki były ceną, którą Pan Jezus zapłacił właśnie za to, aby między ludźmi a Bogiem Ojcem zapanował pokój. Aby ludzie mogli, uwierzywszy w Chrystusa, stać się na powrót bożymi dziećmi. Aby cieszyli się pokojem serca. Także i w tym zatem wymiarze, w wymiarze pokoju, odnośnie do Jezusa Chrystusa, spełniły się zapowiedzi proroka Izajasza.

Drodzy siostry i bracia, rozważamy ten tekst Izajaszowy sprzed tylu tysięcy lat właśnie dzisiaj, kiedy przeżywamy kolejny w naszym życiu Adwent. Adwent, czyli czas oczekiwania. Oczekiwania podwójnego. Najpierw tej bardzo bliskiej perspektywie życiowej, oczekiwania i przygotowania się na radosne święta Bożego Narodzenia. Ale także oczekiwania i przygotowywania się w perspektywie dalszej, wtedy, kiedy przyjdzie nam spotkać się z Jezusem Chrystusem w chwili przejścia, naszego przejścia. Każdej i każdego z nas. Z tego świata przed Boży Sąd.

I przygotowując się w ramach tego Adwentu i krótkiego, i tego ostatecznego Pan Jezus wzywa nas do szczególnej postawy. Postawy czujności. Bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie Syn Człowieczy przyjdzie.

A to nasze czuwanie, jak ma wyglądać, jaki ma przyjąć kształt, sprecyzował w swoim liście do Rzymian święty Paweł Apostoł pisząc: „rozumiejcie najpierw chwilę obecną”. A z tym rozumieniem aktualnego czasu zajmijcie właściwą postawę. Odrzućmy zatem uczynki ciemności. Żyjmy przyzwoicie, jak w jasny dzień. A przede wszystkim przyobleczmy się w Pana Jezusa Chrystusa.

Więc Adwent jako czas takiej czujności. Ale Adwent także jako czas nadziei. Jak wiemy, to już ostatni okres przygotowań, przeżyć związanych z bliskim już zakończeniem roku jubileuszowego 2025. Kiedy Ojciec Święty Franciszek obwoływał ten rok w maju 2024 w bulli „Spes non confundit” – Nadzieja zawieść nie może – pisał na koniec: „podążając w kierunku jubileuszu powróćmy do Pisma Świętego i usłyszmy te słowa skierowane do nas. My, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas.

Pisze dalej Franciszek: „jest to mocne wezwanie, aby nigdy nie tracić nadziei, którą otrzymaliśmy, aby trzymać się jej, znajdując schronienie w Bogu. Obraz kotwicy jest sugestywny, aby zrozumieć stabilność i bezpieczeństwo, jakie mamy pośród wzburzonych wód życia, jeśli polegamy na Panu Jezusie. Burze nigdy nie mogą zwyciężyć, ponieważ jesteśmy zakotwiczeni w nadziei łaski, która jest w stanie uczynić nas żyjącymi w Chrystusie, przezwyciężając grzech, lęk i śmierć. Ta nadzieja znacznie większa niż satysfakcja każdego dnia i poprawa warunków życia, przenosi nas ponad próby i zachęca jednocześnie, abyśmy szli nie tracąc z oczu wielkiego celu, do którego jesteśmy powołani – nieba”.

Idziemy do nieba i idziemy w pełni nadziei, że Chrystus postawi nas po swojej prawej stronie. Na przekrój różnym burzom osobistym, dziejowym, niepokojom, upadkom, lękom trzymamy się tej nadziei jak statek trzyma się dna morza dzięki kotwicy i to daje mu poczucie, że jest jakaś stabilność, jest jakaś pewność.

Nie damy się unieść falom, które mogłyby nas wrzucić na jakiś skalisty, zagrażający naszemu życiu brzeg. Drodzy siostry i bracia, ta pierwsza niedziela Adwentu 2025 roku wpisuje się w życie waszej parafii poprzez tak wspaniale obchodzone uroczystości dziękowania Panu Bogu za 40-lecie wybudowania kościoła tutaj na Chramcówkach.

Mówiąc językiem św. Pawła, ci, którzy podjęli się tego wielkiego dzieła ponad 40 lat temu, którzy to dzieło kontynuowali osobistym, niekiedy bardzo wielkim wysiłkiem – bo kościół był wznoszony nie tak, jak to się dzisiaj robi, ale systemem gospodarczym, gdzie każdy znajdował dla siebie bardzo ważny odcinek pracy, chociażby tak, jak to robiły dzieci, prostując gwoździe potrzebne do dalszych szalunków – zrozumieli wtedy ludzie chwilę obecną. Zrozumieli, jak ten kościół jest tutaj potrzebny. I tym, którzy są parafianami, jak i tym, którzy przybywają do Zakopanego z bliska i daleka i chcą także mieć w pobliżu miejsca swego odpoczynku kościół, gdzie mogliby się modlić.

Zrozumiano chwilę obecną. Czas wyzwań, na które tak wspaniale potrafiono odpowiedzieć. Bo chciano, aby był tutaj kościół, Boży dom jako miejsce spotkania ludzi z Panem Bogiem. Jako miejsce, gdzie ludzie mogliby dzięki sakramentowi pokuty i pojednania odrzucić swoje własne uczynki ciemności. Żeby dzięki łasce sakramentalnej mogli na nowo żyć przyzwoicie, jak w jasny dzień.

Chcieli mieć kościół, Boży dom. Gdzie dzięki sakramentowi Eucharystii sprawowanej codziennie mogliby przyoblekać się poprzez łaskę Eucharystii w Jezusa Chrystusa, karmiąc się Jego ciałem i krwią.

I stąd, moi drodzy, dziękując za zaproszenie, za to, że mogę być dzisiaj razem z Wami na zakończenie tych wspaniałych, jubileuszowych uroczystości, dziękując zwłaszcza księdzu proboszczowi kanonikowi, który mnie zaprosił, chcę bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy wtedy podjęli się, ponad 40 lat temu, tego wspaniałego dzieła.

Nie byłoby tego dzieła, gdyby nie gorąca wiara ludzi, którzy chcieli mieć tak wspaniały Boży dom. Nie byłoby tego Bożego domu, gdyby nie nadzieja, że mimo niełatwych tamtych czasów – a były to jeszcze czasy komunizmu i walki z Kościołem, były to czasy zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki – miano nadzieję, że doprowadzą ten wspaniały zamysł do szczęśliwego końca.

Nie byłoby tej wspaniałej świątyni, gdyby nie miłość ludzi do Pana Boga, którego chcieli w ten sposób uwielbić, kochając Go na tyle, ile potrafili, całym swoim sercem, ze wszystkich swoich sił, całą swoją duszą. I kochali także swoich bliźnich w bardzo szczególny sposób. Bo jeśli uważali, że wielką, wspaniałą rzeczą jest mieć swój własny, parafialny Boży dom i to, że go wznosili z tak wielką ofiarnością, pracowitością, wspartą modlitwą a także ofiarowanymi Panu Bogu cierpieniami – to również dlatego, że chcieli, żeby ci wszyscy inni, którzy przyjdą, także ja osobiście, mogli razem z nimi wyznawać wiarę. Właśnie tutaj w Pana Boga. Cieszyć się tym Bożym domem, gdzie sprawuje się sakramenty święte, gdzie głosi się Ewangelię, gdzie człowiek może na nowo odzyskać radość i pokój Bożego dziecka.

Więc wielkie dzięki Wam, drodzy siostry i bracia, za to wielkie dzieło, czy to wasze, czy Waszych ojców i dziadków, za wspaniałe dzieło, które jest świadectwem waszej wiary, nadziei i miłości.

Tej wiary, którą także przez tę budowę przekazaliście następnym pokoleniom. Przez tę nadzieję, która pokazuje, jak wielka jest ona, jak potężna, mimo różnych zawirowań życia, czy to społecznego, czy osobistego. Jak wspaniała jest miłość, która każe ciągle na nowo kochać Pana Boga i drugiego człowieka, właśnie tak, jak nas nauczył nasz Pan Jezus Chrystus.

Ucząc, jak żyć na górze błogosławieństw i pokazując, jak trzeba kochać ofiarną miłością innych, poświęcając się za nich i za nich oddając swoje życie na górze Kalwarii.

Niech Wam Pan Bóg za to wszystko, drodzy siostry i bracia, jak najobficiej wynagrodzi. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *