Fryderyk Chopin jako dobro narodowe

Tegoroczny Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina jest wielkim chińskim dobrem narodowym. Liczba Chińczyków startujących w tych zmaganiach stale rośnie i obecnie jest już przytłaczająca. Nawet jeśli zawodnik reprezentuje inny kraj, to też często jest Chińczykiem. Uchowało się wprawdzie kilku Polaków i reprezentantów innych krajów, a także ludzi bez kraju, ale to nieistotny dodatek. Bardzo się cieszę, bo konkurs przechodzi w ręce ludzi pracowitych, skromnych i dobrze wychowanych (jakże to niemodne określenie).

Co do oprawy graficznej tego wielkiego święta muzyki można powiedzieć, że wykonano je według starej chińskiej koncepcji good enough czyli „wystarczająco dobrze”. Przypomina ona nieco wystawę w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Za fortepianem ustawionym na parkiecie rozciągnięto prześcieradło, na którym wyświetla się logo festiwalu, a pod spodem jest napis, który informuje artystów i widzów, w jakiej imprezie uczestniczą. Logo festiwalu w oświetlonej sali jest słabo widoczne, a całą kolorystykę podziwiam z sentymentem, bo przypomina mi kolor lamperii w jednostce wojskowej, w której służyłem za PRL jako podchorąży. Bardzo skrupulatnie dopilnowano, żeby nie pojawiły się tam żadne akcenty biało-czerwone. Nie ma flag, nie ma godła – pełna neutralność, doskonały internacjonalizm.

Z tym good enough to organizatorzy nieco przespali, bo w Chinach obecnie obowiązuje już inna koncepcja: nie „wystarczająco dobrze”, tylko „najlepiej na świecie”, ale przecież od czegoś trzeba zacząć…

Wyłączność na nagrania z konkursu ma, już od wielu lat, Deutsche Grammophon, bo coś takiego jak Polskie Nagrania, to już odległe wspomnienie. Ale nie traćmy ducha, Chińczycy prędzej czy później wykupią każdą niemiecką firmę. Spełnią się wtedy nasze marzenia – dogonimy Niemcy. Staniemy jak równy z równym w tej samej kolejce na pośredniaku do chińskiego pracodawcy.

I to nie wszystkie dobre nowiny. Należy jeszcze wspomnieć o komentatorach z Programu 2 Polskiego Radia. Marudzą jak potłuczeni. Jako Pan Maruda jestem z tego niezmiernie zadowolony.

PS. Znamy laureata! Jestem pełen podziwu dla czcigodnego grona jurorów, którzy mieli nie lada orzech do zgryzienia. W końcu wybrali według zasady Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Zwycięzcą jest więc na pierwszy rzut oka Chińczyk, ale w paszporcie Amerykanin. Liczymy teraz na to, że zarówno dla Wuja Sama jak i dla Czerwonego Smoka ten werdykt okaże się good enough.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *