– Będziemy stać po stronie Polski – oświadczył były i przyszły premier Czech Andrej Babiš. W dzisiejszych czasach to oświadczenie niebagatelne. I chcielibyśmy, by Czesi stali po naszej stronie w wielu sprawach.
Już tysiąc lat ma legenda o trzech braciach: Lechu, Czechu i Rusie, którzy osiedli na zachodzie, południu oraz wschodzie i dali początek oddzielnym krajom zachodniosłowiańskim: Polsce, Czechom i wschodniosłowiańskiej Rusi. Legenda miała symbolizować braterstwo Słowian zachodnich i wschodnich i tworzyć symboliczną genezę tych narodów. Jak wyglądają ich relacje dzisiaj, kiedy kolejny element polityczny wymaga choćby pobieżnej interpretacji?
Andrej Babiš mówi, że Polska zawsze była najbliższym partnerem Czech. – Jeżeli, broń Boże, coś się wydarzy, będziemy stać po stronie Polski – zaznaczył. Dodał, że to wsparcie dotyczy też wschodniej granicy Polski (za PAP).
71-letni Babiš, przyszły premier Czech, miliarder, siódmy na liście najbogatszych Czechów (jego majątek szacuje się na 4,3 mld dol.) nie był radośnie witany przez opinię zachodnią, związaną albo z Brukselą albo szerzej z europejskim mainstreamem. Mimo wielkiego majątku Babiš tradycyjnie występuje jako populista (kto wie co to znaczy), antyeuropejczyk, skrajny prawicowiec.
Według francuskiego „Les Echos”, po Węgrzech Viktora Orbána i Słowacji Roberta Fico, trzeci kraj Europy Środkowej zostanie dotknięty falą populistyczną. Jako szef rządu w latach 2017-2021, magnat agrobiznesu ma poważny powód do zemsty – psychologizuje Le Figaro. „Wygrał wybory parlamentarne cztery lata temu, zdobywając 72 z 200 miejsc w Izbie Deputowanych, ale nie udało mu się uzyskać większości”. Dwa lata później poniósł „porażkę w wyborach prezydenckich w styczniu […], sromotnie pokonany przez generała Petra Pavla”. Eksperci Atlantic Council’s Europe Center wskazują, że wybory te przywracają populistycznego kandydata Andreja Babiša do władzy, co rodzi pytania o euroatlantycką postawę Czech i wsparcie dla Ukrainy.
Zostawiając na boku coraz mniej atrakcyjne uproszczenia polityczne, można stwierdzić, że Czesi mogliby intensywniej współpracować przynajmniej z polskim prezydentem, jak i polską prawicą. Można łatwo tu zauważyć punkty zbieżne w polityce wobec Unii Europejskiej. Czesi zgodnie z zapowiedzią Babiša podzielą nasze stanowisko wobec Zielonego Ładu, ETS2. Jeśli zostanę premierem, na pewno skontaktuję się z panem Tuskiem i zaproponuję mu spotkanie – mówi Babiš. Michel Perottino, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Karola w Pradze, w jednym z wywiadów stwierdza, że Babiš to przedsiębiorca i jako taki prawdopodobnie nie ma szczególnego interesu w sprzeciwianiu się obecności Czech w Unii Europejskiej, ponieważ byłoby to sprzeczne z intuicją dla przedsiębiorcy działającego na rynku europejskim.
Ale czy polityka wobec Rosji, NATO i USA nie podzieli „braci”? Czy zwycięstwo Babiša może przesunąć Czechy w orbitę Węgier Viktora Orbána i Słowacji Roberta Fico, które faworyzowały utrzymywanie więzi z Rosją?
Według Ośrodka Studiów Wschodnich gabinet cechujący się przewodnią rolą ANO zapewne ograniczy pomoc dla Kijowa, a „w Brukseli będzie silniej kontestował politykę głównego nurtu. Babiš wielokrotnie krytykował inicjatywę amunicyjną i opowiadał się za realizacją węziej pojmowanych interesów czeskich” – co ma zapewnić pragmatyczna polityka zagraniczna.
Nawet jeżeli tak, to rolą polityki polskiej jest zrobienie wszystkiego by – deklaracja „wspierania wysiłków dyplomatycznych zmierzających do zakończenia wojny na Ukrainie” nie oznaczała jakiegokolwiek zbliżenia do Moskwy, choćby tylko przez Budapeszt i Bratysławę.
Nadzieję może dawać relacja Babiša z Donaldem Trumpem, na którym czeski polityk długo się wzorował, choć być może głównie wiązał nadzieje w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Podczas swojej kampanii Babiš przemierzał kraj kamperem w czerwonej czapce Donalda Trumpa, składając, jak zauważa złośliwie „Le Figaro”, liczne obietnice: podwyżki płac i emerytur oraz niższe podatki dla wszystkich; obniżkę podatku VAT dla restauracji itd. itp. W pewnym momencie jednak zaczął kontestować politykę celną amerykańskiego prezydenta i obiecywać, że go przekona, iż oczekiwane przezeń przeznaczanie przez członków Sojuszu 5% PKB na obronność to mrzonka.
Oczekiwania renesansu trójkąta wyszehradzkiego są raczej tylko życzeniem. Polityka wobec „dwóch braci” musi być jednak realna i jednoznaczna. Z tego krótkiego streszczenia opinii o przyszłym premierze Czech wynika, że dialog z nim musi mieć wyraźne kontury. Problem polega na tym, że Polska takiej polityki nie ma. Brak pomysłów, uporczywy serwilizm wobec Brukseli nie zapowiadają niczego dobrego. W gruncie rzeczy ratunkiem może być tutaj ośrodek prezydencki i budowa infrastruktury wzajemnych relacji pod kątem przyszłych wyborów. Pamiętając, że legenda o trzech braciach w istocie dotyczy polskiej państwowości, zadbajmy o jej kolejny happy end.