Październik, który zawsze zmienia Rosję

Kryzys konstytucji w Rosji w 1993

Jesień w rosyjskiej historii niejednokrotnie odgrywała rolę nie tylko symbolicznego, lecz i realnego momentu przełomu – czasu, gdy rozstrzygały się losy państwa, elity władzy, a nierzadko także milionów obywateli. W rosyjskim klimacie październik to nie tylko miesiąc opadających liści – to również moment, gdy trzeszczą fundamenty imperiów, zmieniają się ustroje, a zza mgły dziejów wyłaniają się nowe porządki.

W październiku 1610 roku, niemal legalnie – jako siły uznane przez część bojarstwa za wyzwolicieli – polskie oddziały zajęły Moskwę. Trzy wieki później, choć z kalendarzowym przesunięciem na listopad, to właśnie październik zapisał się jako miesiąc rewolucji bolszewickiej – mit założycielski Związku Radzieckiego. Wreszcie w XX wieku, to również jesień 1993 roku przyniosła jedno z najbardziej dramatycznych i brzemiennych w skutki przesileń w dziejach współczesnej Rosji. Wydarzenia te, znane pod rozmaitymi nazwami – „krwawy październik”, „powstanie parlamentarne”, czy też „zamach stanu Jelcyna” – pozostają relatywnie mało znane w Polsce, mimo ich ogromnego znaczenia dla zrozumienia współczesnego kształtu rosyjskiego państwa.

Rosja po upadku ZSRR – państwo chwiejnej równowagi

Wydarzenia października 1993 roku miały miejsce zaledwie dwa lata po upadku Związku Radzieckiego – imperium, którego rozkład przyspieszył nieudany pucz z sierpnia 1991 roku. Rosja pod rządami prezydenta Borysa Jelcyna odziedziczyła nie tylko upadłą gospodarkę, ale i instytucje, których legitymizacja była wątpliwa, a wzajemne relacje nieuregulowane. Ustrój państwa był w stanie permanentnego dryfu konstytucyjnego.

Obok prezydenta i jego rządu – na czele którego stał liberalny reformator Jegor Gajdar – istniała Rada Najwyższa, czyli dawny parlament ZSRR, przekształcony w Kongres Deputowanych Ludowych. To właśnie ta instytucja stanęła w opozycji wobec Jelcyna, krytykując dramatyczne skutki reform rynkowych, oskarżając rząd o doprowadzenie do nędzy, inflacji, bezprawia i korupcji. Rosja, pozornie zmodernizowana, dryfowała w stronę chaosu.

W obliczu niemożności porozumienia z parlamentem, Borys Jelcyn postanowił zmienić zasady gry. Zaproponował nowy model ustrojowy, w którym dominującą rolę odgrywałby prezydent, a parlament – pod nową nazwą Dumy Państwowej – miałby charakter znacznie bardziej ograniczony. Ustrój miał ulec przekształceniu z quasi-radzieckiego na silnie prezydencki, niemal bonapartyjski.

Jednak z dnia na dzień ten konflikt eskalował. Prezydent Jelcyn, korzystając z poparcia opinii publicznej, przeprowadził referendum w sposób, który zapewnił mu pożądany wynik. Zdobyta w ten sposób legitymacja miała posłużyć jako polityczny oręż w walce z nieustępliwym parlamentem.

Po stronie Rady Najwyższej stanęli m.in. jej kierownik Rusłan Hasbułatow – wybitny, choć kontrowersyjny polityk republikanin pochodzenia czeczeńskiego – oraz wiceprezydent Aleksandr Ruckoj. Ten drugi to był polityk odnoszącej się z nostalgią do Związku Radzieckiego frakcji „komunistów za demokracją”. Po stronie Ruckoja i Hasbułatowa można znaleźć również nacjonalistów rosyjskich oraz zwolenników niejednoznacznego Aleksandra Dugina. Sojusz ten – określany przez oponentów nieraz jako „czerwono-brunatny” – gromadził w sobie siły zarówno radykalnie lewicowe, jak i nacjonalistyczno-prawicowe, zjednoczone bardziej przez wspólnego wroga niż mające wspólny program.

Kulminacja protestu nastąpiła 21-22 września 1993 roku, gdy Jelcyn wydał dekret nr 1400, rozwiązując parlament i zawieszając konstytucję. W odpowiedzi parlament uznał ten akt za nielegalny zamach stanu i postanowił się bronić, w tym używając siły fizycznej.

Moskwa pod barykadami

W ostatnich dniach września i na początku października 1993 roku stolica Rosji zaczęła przypominać miasto na krawędzi wojny domowej. Z jednej strony tłumy popierające „demokratycznego” prezydenta, z drugiej – zdeterminowani obrońcy „jedynej słusznej” władzy ustawodawczej, której zwolennicy wypełniały ulice Moskwy. Manifestacje, wiece oraz spokojne przemówienia ustępowały powoli miejsca kamieniom, barykadom a nawet broni palnej.

3 października doszło do otwartego starcia – człowiek przebrany za policjanta otworzył ogień do sił porządkowych, raniąc sześć osób, z czego jedna zmarła. Wtedy zas obrońcy Rady Najwyższej zaczęli wznosić barykady w centrum Moskwy, między innymi na Nowym Arbacie. Rozpoczęło się oblężenie budynku, w którego trakcie opozycjoniści próbowali zdobyć gmach moskiewskiego ratusza i kluczowy dla przekazu medialnego kompleks telewizyjny w dzielnicy Ostankino.

Prezydent Jelcyn, zamierzący nie dopuścić do przeciągającego się kryzysu, rozkazał użyć siły wojska. 4 października armia rozpoczęła szturm na Biały Dom. W ogniu czołgów Kantemirowskiej i Tamańskiej dywizji pancernej spłonęły wszystkie górne piętra budynku. Zostały oddane strzały pocisków dużego kalibru. W wyniku operacji zginęło – według oficjalnych danych – około 150–200 osób, choć niektóre szacunki mówią o znacznie wyższej liczbie ofiar.

Kto walczył w tej konfrontacji?

Po stronie parlamentu stanęły liczne ugrupowania radykalne – zarówno z lewej, jak i z prawej strony politycznego spektrum. Wśród demonstrantów widniały sztandary z sierpem i młotem, ale również flagi imperialne i nawet faszystowskie symbole. Wśród liderów znaleźli się tacy ideolodzy jak Aleksandr Dugin czy Eduard Limonow. W szeregach przeciwników Jelcyna nie brakowało też generałów – jednak decydujące znaczenie miało posłuszeństwo młodszych oficerów i młodych żołnierzy, którzy posłusznie wykonali prezydenckie rozkazy.

Wkrótce parlamentarny opór został złamany. Jednak niewielu jego liderów poniosło poważne konsekwencje. W lutym 1994 roku Borys Jelcyn ogłosił amnestię, która objęła wszystkich głównych uczestników tych wydarzeń. Polityczne bitwy października nie zakończyły się więc krwawą zemstą, ale pozostawiły w rosyjskim społeczeństwie głęboki, traumatyczny ślad.

Narodziny systemu prezydenckiego

To właśnie październik 1993 roku stanowi moment narodzin nowoczesnego systemu politycznego Federacji Rosyjskiej. Państwo to przyjęło model silnie scentralizowany, w którym prezydent zyskał niemal nieograniczoną władzę – realną i symboliczną. Opozycja została zepchnięta na margines, a parlament, choć przetrwał, przestał być przeciwwagą dla władzy wykonawczej.

Jeden z funkcjonariuszy służb wspominał te dni z goryczą: „W sierpniu 1991 roku świętowaliśmy zwycięstwo nad puczystami z szampanem w ręku. W październiku 1993 piliśmy w milczeniu po kieliszku wódki – jak po pogrzebie starego psa. Coś się skończyło – może na zawsze”.

Rosyjski styl zmian władzy

Analiza rosyjskiej historii wskazuje na pewną niepokojącą prawidłowość – każda istotna zmiana polityczna w tym państwie wiąże się z przelewem krwi. Od koronacji Iwana Groźnego, przez wstąpienie Romanowów, rządy Piotra I, przewrót Katarzyny II, rewolucje 1917 roku, śmierć Stalina, upadek ZSRR, aż po bunt Prigożyna w 2023 roku – każda zmiana oznaczała śmierć, strach, represje lub chaos.

Można mówić o szczęściu, kiedy reperkusje wspomnianych wydarzeń dotyczą jedynie kręgów władzy, nie rozlewając się na bezkres tej wielkiej krainy. Często jednak cena transformacji płacona jest nie tylko w walucie politycznej, lecz w masowych ofiarach. Październik 1993 roku to nie tylko data z podręcznika – to ciemny znak ostrzegawczy przed tym, jaką cenę może ponosić naród, gdy władza przestaje słuchać głosu rozsądku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *