Niełatwo nadążyć za prezydentem Francji. Monsieur Emmanuel Macron zmienia zdanie w sprawie Rosji znacznie częściej niż inni zachodni politycy. Z polityka sceptycznego wobec Rosji przekształca się w polityka – prymusa dobrych relacji z Moskwą, a potem znów przechodzi na pozycje „antyrosyjskie”. Politycznych slalomistów było wielu, żaden jednak nie śmiał stanąć przy Jankielu, przepraszam, przy Macronie…
Pamiętam pierwszą kampanię prezydencką tego hybrydowego kandydata, który łączył bycie liberałem (w sferze gospodarki) z byciem ostrym lewakiem (w sferze obyczajowej). Był rok 2017. Publicznie wtedy przyznawałem, że ów eksminister za czasów prezydenta na skuterze Françoisa Hollande’a był naprawdę, jako żywo, jedynym kandydatem z licznego grona chętnych do przeprowadzki do Pałacu Elizejskiego, który bezceremonialnie, jak na francuskie warunki, krytykował Putina i politykę Federacji Rosyjskiej. Jednak gdy młodego – uwzględniając praktykę V Republiki – kandydata wybrano na prezydenta, to szybko zmienił poglądy. Zaprzyjaźnił się z Putinem, był pod jego urokiem, odwiedzał na Kremlu. Zagraniczne media wkrótce po rozpoczęciu wojny w Europie Wschodniej ujawniły, że ze wszystkich Głów Państw i szefów rządów na Starym Kontynencie to właśnie Monsieur Macron był tym, który w latach 2019-2022 najczęściej rozmawiał ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Władimirowiczem Putinem – bo aż 44 razy (nawet Merkel „tylko” 37).
Okazało się, że tak wiele ich łączy, choć oczywiście – żadna złośliwość, tylko stwierdzenie faktu – zdecydowanie różni ich wiek ich partnerek: prezydent Francji jest od swojej żony, a niegdyś nauczycielki Brigitte Macron młodszy o 25 lat, a prezydent Rosji od matki swoich dzieci, byłej gimnastyczki Aliny Kabajewej starszy o równo 30 lat.
To jednak nie koniec geopolitycznego lawiranctwa Macrona, a właściwie Emmanuel Jean-Michel Frédéric Macrona. Dokonał kolejnej wolty – skądinąd jestem pewien, że nie ostatniej. Jak tylko Rosjanie weszli mu „w szkodę” w Afryce i zaczęli wypierać francuskie wpływy w dawnych koloniach ojczyzny Petaina i Mitterranda, to gospodarz Pałacu Elizejskiego ocknął się i stał się – może nie z dnia na dzień, ale z miesiąca na miesiąc – antyrosyjskim heroldem. Jak widać, wyparcie Francuzów przez Rosjan w Mali i Republice Środkowo-Afrykańskiej wyznaczyło kolejną bramkę w politycznym slalomie Macrona.
Przewiduję, że po zawarciu zawieszenia broni, pod koniec swojej drugiej kadencji w Pałacu Elizejskim, sprytny Emmanuel – sprytny, bo w przeciwieństwie do swoich przeciwników: Nicolasa Sarkozy’ego i wspomnianego już Hollande’a nie poprzestał na jednej kadencji – stanie się znów orędownikiem dobrej współpracy, zwłaszcza gospodarczej z Moskwą! Naprawdę, żeby to wiedzieć nie trzeba być prorokiem Ryszardem…