Być jak Wojciech Korfanty

Naród pouczony doświadczeniami, nie ulegając żadnym legendom, musi zrozumieć, że sam jest źródłem swej potęgi i swego szczęścia.

Czytania uczyła go matka z lektur m.in. „Żywoty świętych” Piotra Skargi oraz tekstów „Katolika”. Tak więc wartości patriotyczne i chrześcijańskie miał wpajane od dzieciństwa. Bo Sadzawka – osada będąca obecnie częścią Siemianowic Śląskich – to skupisko rodzin górniczych, dla których te wartości były świętością. I kiedy niemiecki zaborca starał się śląski lud zgermanizować, odciągnąć od tradycji i wiary, spotykał się z oporem, jaki nigdzie indziej nie miał miejsca. Młody Wojciech Korfanty doświadczył tego, gdy trafił do gimnazjum w Katowicach. Mimo to nie poddał się presji hakatystycznych nauczycieli. Pisał: „Zohydzeniem wszystkiego, co polskie i katolickie, wzbudzali raczej ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem się dowiedzieć, czym jest lżony i poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie mówiłem”.

Nie był skłonny, by naginać się do polityki niemieckiego zaborcy. Umacniał go też osobisty kontakt z ks. Aleksandrem Skowrońskim, jednym z pierwszych działaczy Narodowej Demokracji na Śląsku. Za jego namową Korfanty zorganizował w szkole koła samokształceniowe wśród uczniów, którzy uczyli się historii Polski oraz literatury. Dyrekcja szkoły dowiedziała się, kto zajmuje się szerzeniem polskości w szkole i na rok przed maturą relegowała Korfantego. Maturę jednak zdał eksternistycznie i zapisał się na politechnikę w Charlottenburgu pod Berlinem, po czym przeniósł się w 1896 roku na Uniwersytet Wrocławski, gdzie studiował prawo i ekonomię.

Na obu uczelniach zetknął się z kierunkami politycznymi, które ukształtowały ostatecznie jego poglądy. Odrzucał ideologię socjalizmu i marksizmu, ze względu na ich ateistyczny charakter, hasła walki klasowej i internacjonalizm, który spychał czynnik narodowy na podrzędne miejsce.

W broszurach „Precz z Centrum” oraz „Chleb drożeje”, wydanych w Berlinie w 1901 roku, zaprezentował swój program polityczny. Uzasadniał w nim konieczność oderwania polskiego ruchu narodowego na Śląsku od niemieckiej partii „Centrum”, która prezentowała niemiecki punkt widzenia w polityce narodowościowej wobec Polaków. Argumentował potrzebę radykalnej walki o prawa rozwoju narodu polskiego na Śląsku. Tym samym zbliżył się ideowo do Narodowej Demokracji. Nastał czas pożegnania z „Katolikiem”, pismem, które towarzyszyło Korfantemu od dzieciństwa, sam zaczął wydawać „Górnoślązaka”.

Jego hasła o nierozerwalności górnoślązaków i narodu polskiego spowodowały, że w 1902 roku skazano go na więzienie we Wronkach. Ale już w następnym roku został pierwszym Polakiem wybranym ze Śląska do Reichstagu, jako członek Koła Polskiego, a także z Wielkopolski do sejmu pruskiego. Dał się poznać jako dojrzały polityk, który udowadniał przynależność Ślązaków do narodu polskiego i walczył o prawa obywatelskie w niemieckim państwie, występując przeciwko polityce germanizacyjnej. W tym czasie doszło do zerwania ideowego z Romanem Dmowskim, który coraz bardziej skłaniał się ku Rosji.

Kiedy wybuchła I wojna światowa, widział możliwość odbudowy Polski w wykorzystaniu szansy, jaką dawały państwa centralne. Dlatego popierał ideę tworzenia Legionów Polskich i związał się z Naczelnym Komitetem Narodowościowym. Do zerwania z NKN doszło w momencie, gdy upadła jego koncepcja odbudowy Polski u boku Rzeszy Niemieckiej. W październiku 1918 roku wygłosił w Reichstagu przemówienie, domagając się przyłączenia do Polski wszystkich ziem zaboru pruskiego, z Prusami Królewskimi, Gdańskiem, Wielkopolską, częścią Prus Książęcych oraz Śląskiem i Opolszczyzną. Na Śląsku był liderem politycznym, który walczył nie tylko o przywrócenie do Polski tej ziemi, ale i dążył do poprawy sytuacji robotników, w duchu encykliki papieskiej Leona XIII „Rerum novarum”. Na tym tle doszło do rozejścia się Korfantego z Narodową Demokracją i przystąpieniem do chadeckiej Chrześcijańsko-Narodowego Klubu Robotniczego.

Korfanty był szczególnie aktywny podczas walki o przyłączenie Śląska do Polski. W 1920 roku kierował akcją plebiscytową, prowadził rokowania o ustalenie granicy polsko-niemieckiej, a kiedy Wielka Brytania i Włochy odrzuciły jego propozycję wytyczenia granicy (tzw. linia K), stanął na czele III powstania śląskiego.

W II RP dał się poznać jako zwolennik i propagator korporacjonizmu chrześcijańskiego. Kościół katolicki, według Korfantego, to: „Najwyższy stróż moralności, mający w swoim skarbcu odwieczne zasady określające odpowiedzialność, moralność i obowiązki moralne wszystkich czynników w życiu publicznym”. Na tym tle doszło do konfliktu z ideą sanacyjną, która absolutne pierwszeństwo przyznawała „państwu przed wszystkim”.

Zamach majowy z 1926 roku Korfanty nazywał „rewolucją Piłsudskiego”, bezprawiem „pod względem moralnym zawsze pozostającym zbrodnią przeciw społeczeństwu i chrześcijańskiemu pojęciu państwa”. Tej idei przeciwstawiał potrzebę w Polsce „rewolucji Krzyża”, jako siły zdolnej do podniesienia stanu moralnego i duchowego w społeczeństwie.

Uniwersalizm chrześcijański dla Korfantego był podstawą do formułowania programu społecznej odnowy, w której sprawa religijna stanowi najwyższą siłę cywilizacyjną i jedyną szansę dla Polski, z prymatem człowieka nad „urządzeniami życia społecznego”. Teza o nienaruszalności prawa narodu do moralnej oceny władzy spowodowały, że w 1935 roku udał się na emigrację polityczną do Czechosłowacji. Stamtąd słał do politycznych przeciwników sanacji tezy programowe, które stały się programem Frontu Morges, integrującej opozycję wobec obozu sanacyjnego. Tezy programowe Korfantego przyczyniły się także do powstania Stronnictwa Pracy, utworzonego wespół z Karolem Popielem i Józefem Hallerem. Korfanty wówczas określił pojęcie demokracji jako „ciągłe doskonalenie człowieka i realizowanie ładu chrześcijańskiego w życiu państwowym.”

Zagrożony aresztowaniem przez Niemców, którzy zajęli w 1938 roku Czechosłowację na mocy układu monachijskiego, Korfanty wyjechał do Paryża. Stamtąd powrócił do Polski. Został aresztowany na mocy listu gończego z 1935 roku i trafił do więzienia w którym przebywał 3 miesiące. Zmarł 17 sierpnia 1939 roku, w dwudziestą rocznicę wybuchu I powstania śląskiego, w dniu patrona Śląska – św. Jacka. To zaiste dziwna złożoność symboliki życia i śmierci tego wybitnego męża stanu. Pozostawił po sobie testament, skierowany do Ślązaków, by „pozostał lud śląski wierny zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski, by nie ustawał w pracy i poświęceniu, aby z Polski uczynić taką Polskę, jaka jest godna naszych marzeń, Polskę wielką, mocarstwową, Polskę katolicką, praworządną, zawsze sprawiedliwą”.

Jego pogrzeb w Katowicach zamienił się w manifestację narodową. Już wkrótce wielu z uczestników manifestacji będzie zdawało bojowy egzamin z patriotyzmu.

Nazwisko Korfantych działało na Niemców niczym czerwona płachta na byka. W Niemczech rodzina Korfantych była skazana na represje. Nawet ci, którzy nie angażowali się w politykę i nie utrzymywali kontaktów z Wojciechem. By uniknąć szykan, zmieniali nazwisko. Jedną z takich osób był Artur Korfanty Plewnia, artysta, profesor estetyki, autor wielu prac graficznych. Używał nazwiska swojej matki – Plewnia, na pracach stosował akronim – ARKOPLE (Artur Korfanty Plewnia). Był autorem szeregu grafik, wydawanych zarówno w Niemczech jak i w Polsce. Mieszkał w Bytomiu i stamtąd pochodzi jego drzeworyt przedstawiający drewniany kościół św. Wawrzyńca, pochodzący z XVI wieku.

Ciekawa jest historia tej świątyni. Pierwotnie została wybudowana w Mikulczycach, dzisiejszej części Zabrza. Na początku XX wieku została zakupiona i przeniesiona do Bytomia. W świątyni znajdowały się muzealne zbiory sztuki sakralnej, a później zorganizowano tam pomnik poległych niemieckich żołnierzy podczas I wojny światowej. Po II wojnie światowej wojnie obiekt nie był używany do celów sakralnych, bowiem znajdował się w zasobach skarbu państwa. Od początku lat 70. znajdowały się tam rzeźby sakralne stanowiące zbiory Muzeum Górnośląskiego. W listopadzie 1982 roku został podpalony „przez nieznanych sprawców” i prawie całkowicie spłonął. Przez kilka lat wokół budynku sterczały resztki nie do końca spalonych elementów, które zostały w 1987 roku rozebrane. Obiektu nie odbudowano, chociaż powstał społeczny komitet odbudowy kościoła. Jako powód podawano brak środków.

Artur Korfanty Plewnia wchodził w skład komitetu budowy katedry pod wezwaniem Chrystusa Króla w Katowicach, występując pod nazwiskiem Artur Arkople. Jego prace były wykorzystywane m.in. na pocztówkach, wydawanych zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Ponadto jest autorem genealogii rodu Korfantych, którą wywodzi z XIII-wiecznej Wenecji, a pierwsi (Corfanti) przybyli na Śląsk w XVII wieku. Co ciekawe, Artur Korfanty Plewnia zapewne nigdy nie spotkał się osobiście z Wojciechem Korfantym.

Klamrą niniejszego materiału niech będą słowa Wojciecha Korfantego z okresu III powstania śląskiego:

Zwycięstwo osiągniemy za wszelka cenę i nie ma takiego mocarza na świecie, który by mógł nas okuć ponownie w kajdany germańskie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *