cz.2 denazyfikacja
W pierwszej części tej opowieści opisałem z grubsza, jak to społeczność międzynarodowa chciała ukarać zbrodniarzy wojennych po I wojnie światowej i jak z tych chęci niewiele zrealizowano. Odsyłamy naszych czytelników do artykułu „Jak to było z karaniem zbrodniarzy niemieckich” w nr 53 gazety z dnia 10 stycznia 2025 roku. Niemcy różnymi sztuczkami doprowadzili do ośmieszenia procesu karania. Po II wojnie światowej nie wykpili się już tak całkiem bezkarnie, bo też sytuacja faktyczna była zgoła odmienna i zbrodnia wielokrotnie większa, ale i tak pozwolili większości przestępców uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności.
W 1918 roku Niemcy były pokonane, ale nie kapitulowały bezwarunkowo, a wojska alianckie nie dostały się do środka Niemiec. Koniec drugiej wojny był dla III Rzeszy końcem marzeń o Grossdeutschland. Kraj został w znacznym stopniu zniszczony, a na Reichstagu w Berlinie zawisła flaga Związku Radzieckiego. Polskie flagi znalazły się na pomniejszych obiektach w centrum miasta m.in. na pruskiej kolumnie zwycięstwa w parku Tiergarten i na Bramie Brandenburskiej.
Tak więc Alianci opanowali całe Niemcy, kraj poniósł kompletną klęskę. Zlikwidowano zbrodniczą III Rzeszę Niemiecką, uwolniono miliony jeńców wojennych i robotników przymusowych. Władzę przejęli Sprzymierzeni, a kraj podzielono na 4 strefy okupacyjne, nad którymi zwierzchnią władzę zastępując rząd niemiecki sprawowała Sojusznicza Rada Kontroli (istniejąca w latach 1945-1991) z mocą wydawania ustaw i regulowania stosunków wewnętrznych podbitego kraju.
Już podczas spotkania w Jałcie od 4 do 11 lutego 1945 roku i następnie na konferencji w Poczdamie (17 lipca – 2 sierpnia 1945) ustalono, że zbrodnie niemieckie muszą zostać przykładnie ukarane, a naród niemiecki ma wynagrodzić poszkodowanym wyrządzone szkody. Ustalono, że kraj musi być poddany czterem „D” – Demilitaryzacji, Denazyfikacji, Demokratyzacji i Decentralizacji w tym dekartelizacji. Ustalono, że: niemiecki militaryzm i nazizm zostanie wykorzeniony, a alianci ustalą wspólnie obecnie i w przyszłości także inne środki konieczne do tego, aby Niemcy nigdy więcej nie mogły zagrozić swoim sąsiadom albo utrzymaniu pokoju na całym świecie. Jednocześnie przywódcy sprzymierzonych zapewniali, że zamiarem aliantów nie jest zniszczenie czy zniewolenie narodu niemieckiego, a celem umożliwienie odbudowy kraju na demokratycznych i przyjacielskich podstawach.
Najlepiej poszło z demilitaryzacją – rozwiązano siły zbrojne czyli zlikwidowano Wehrmacht, Kriegsmarinę i Luftwaffe, SS i SA, policję polityczną, szkoły wojskowe, stowarzyszenia i organizacje paramilitarme itp. W ramach denazyfikacji zlikwidowano NSDAP z przybudówkami, a zbrodniarzy wojennych miano bezwzględnie postawić przed sądami i przykładnie ukarać. Wszyscy naziści mieli być wyłączeni od sprawowania funkcji publicznych i ważniejszych ról w przedsiębiorstwach prywatnych. Osobnym zadaniem miało być wyrugowanie z systemu prawnego wszelkiego rodzaju przepisów dyskryminujących obywateli ze względu na rasę, religię czy przekonania polityczne.
Nie wdając się w szczegóły trzeba stwierdzić, że mimo początkowych prób przeprowadzenia procesu denazyfikacji według jednakowych zasad we wszystkich czterech strefach okupacyjnych, to jednak nie udało się tego osiągnąć. Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec próbowała wydawać wspólne dla całości Niemiec akty prawne, jak choćby ustawa Rady Kontroli nr 1 z dnia 20 września 1945 roku dotyczącą uchylenia narodowosocjalistycznego prawa, unieważniająca ponad 20 hitlerowskich wysokich rangą aktów prawnych. Były też inne próby, ale summa summarum każdy ze Sprzymierzonych robił to po swojemu. Do mniej więcej 1948 roku w trzech strefach okupacyjnych zachodnich cały proces rozliczania powoli zamierał, a po powstaniu Republiki Federalnej Niemiec właściwie zakończył się.
Rosjanie denazyfikację zamienili w komunizację i powołali Niemiecką Republikę Demokratyczną, w której zbrodniarzom nie działa się krzywda.
Na początku zapał był imponujący, a intencje przywódców godne pochwały. Odmiennie jak po I wojnie światowej naczelnych zbrodniarzy i organizatorów zbrodni osądził Międzynarodowy Trybunał Wojskowy procedujący w Norymberdze. Działał przez jeden rok od listopada 1945 roku na terenie amerykańskiej strefy okupacyjnej. Mimo różnych stanowisk co do podstawy prawnej procesu i pewnych problemów z ustaleniem procedury, udało się te przeszkody dzięki głównie amerykańskim staraniom pokonać. Podstawą działania Trybunału stała się umowa Nuremberg Charter uzgodniona 8 sierpnia 1945 roku na konferencji w Londynie. Do tej umowy poza 4 mocarstwami przystąpiło później 20 państw. Polska ratyfikowała ją już po zakończeniu procesu norymberskiego 25 czerwca 1947 roku.
Sędziami byli delegowani członkowie sądów najwyższych 4 mocarstw. Proces objął głównych decydentów III Rzeszy. Na ławie zasiadło 22 oskarżonych. Podczas ponad 200 dni procesu wysłuchano zeznań 240 świadków, przedłożono ponad 5 tysięcy dokumentów, a protokół został spisany na 16 tysiącach stron. Atmosfera na sali sądowej była zmienna, a publiczność dość łaskawa i tym samym humor oskarżonych był całkiem dobry, dopóki nie pokazano filmu pn. „Dokument nr 2430-PS” z obozów koncentracyjnych Buchenwald, Dachau i Bergen-Belsen przedstawiający między innymi widok nagich trupów spychanych przez buldożery do masowego grobu i inne okropności. To był szok dla widzów i punkt zwrotny całego procesu.
Ostatecznie na śmierć skazano 12 oskarżonych, 7 na kary więzienia, a 3 uniewinniono. Hermann Göring popełnił samobójstwo, Bormann sądzony był zaocznie, a 10 powieszono 16 października 1946 roku. Kolejne procesy toczyły się już tylko przed amerykańskimi sądami wojskowymi i było ich w sumie 12.
Drugim w kolejności procesem był proces Erharda Milcha, feldmarszałka lotnictwa, który został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Niemcy zwolnili go z więzienia w 1954 roku, a zmarł w dostatku w 1972 roku. Później sądzono prawników odpowiedzialnych za ustawodawstwo i winnych zbrodni sądowych – karą były dla kilku z nich wyroki pozbawienia wolności, które z reguły po powstaniu RFN radykalnie zmniejszano. Główny oskarżony w tym procesie zbrodniarz Franz Schlegelberger był ministrem „sprawiedliwości”, skazany na dożywocie, już w 1950 roku (sic!) został zwolniony z więzienia i do końca życia w 1970 roku RFN fundowała mu emeryturę w wysokości niemal 3000 DM, co było sześciokrotnością ówczesnej średniej płacy w Niemczech.
Jednym z procesów był też proces Kruppa i jego baronów, których Amerykanie skazali na spore kary pozbawienia wolności, ale którzy wyszli z więzienia niemal zaraz po procesie. O tym i innych ciekawszych epizodach pozostałych procesów oraz kpiny niemieckiej „sprawiedliwości” ze społeczności międzynarodowej opowiem Państwu w kolejnym odcinku.
Po zapadnięciu „żelaznej kurtyny” czyli granicy między światem kapitalistycznym a komunistycznym przebiegającej środkiem Niemiec właściwie zakończyły się rozliczenia ze zbrodniarzami. Sprawy oddano samym Niemcom, a oni o rozliczeniu zbrodni zapomnieli. Nawet ich pierwszy kanclerz Konrad Adenauer na stanowiskach ministerialnych zatrudniał aktywnych NSDAP-owców i zbrodniarzy wojennych.
Dziś sprawę załatwiło samo życie – ostatni z przestępców już umarli. U nas też ważniejsza była odbudowa kompletnie zrujnowanego i wyeksploatowanego kraju czy rewitalizacja Ziem Odzyskanych kompletnie najpierw przez Niemców, potem wyzwolicieli, a w końcu i szabrowników z całej Polski obrabowanych.
I tak nadszedł wiek XXI. W 2004 roku Sejm się obudził i zobowiązał rząd do negocjacji z rządem RFN w sprawie rozliczenia skutków wojny. Urzędujący wtedy premier Belka sprawę bezczelnie „wyśmiał”. Niemcy nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności odszkodowawczej. Odrzucają notę w tej sprawie rządu premiera Morawieckiego z 2022 r. Jedno jest pewne: Niemcy bez zdecydowanego nacisku międzynarodowej opinii publicznej nie kiwną w tej sprawie palcem. Potrzebna jest więc stała praca instytucji naszego państwa popularyzująca na świecie wiedzę o skali zbrodni na naszym Narodzie, o wielkości wymierzalnych strat jakie ponieśliśmy, o zapaści demograficznej i cywilizacyjnej jaką przyniosła nam prawie 6-cioletnia okupacja III Rzeszy Niemieckiej.
Na szczęście istnieje w Polsce ruch społecznej Pamięci – różne stowarzyszenia Ofiar wojny, fundacje historyczne, towarzystwa kultywujące pamięć o miejscach zbrodni niemieckich czy chwały naszego Narodu. Dość cenną inicjatywą pochwalić się może Społeczny Komitet 14 czerwca 1940 roku, czyli daty pierwszego transportu polskich więźniów do zakładanego w Auschwitz obozu koncentracyjnego. Komitet własnymi siłami opracował i wydał broszurę opisującą stan naszych rozliczeń z RFN. Prospekt ten w wersji angielskiej dostarczony został wszystkim europosłom poprzedniej kadencji oraz ponad 700 deputowanym do Bundestagu w wersji niemieckiej. Jak się dowiedziałem planowany jest nowy nakład tego wydawnictwa, który ma być również przesłany do Berlina i Brukseli, aby odświeżyć pamięć nowych obsad parlamentów.
Potrzeba więcej takich inicjatyw szczególnie nastawionych na doinformowanie społeczeństw państw zachodnich i kruszenie oporu elit niemieckich.