MERCOSUR Wolny Rynek Południa obejmuje Brazylię, Argentynę, Boliwię, Paragwaj i Urugwaj. Porównawczo, w sumie obejmuje 65% ludności zamieszkującej Unię Europejską.
Czołową rolę w tym zrzeszeniu gospodarczym pełni regionalne mocarstwo – Brazylia (7. miejsce pod względem ludności w świecie i 5. pod względem powierzchni). Ważną rolę w przemyśle i gospodarce rolnej spełnia również Argentyna. Pozostałe kraje są raczej zapleczem surowcowym i rynkiem zbytu dla dwóch wielkich partnerów. Obydwa wspomniane duże państwa zmierzają nie tylko do ściślejszej umowy gospodarczej, lecz również do wspólnej waluty. Inicjują umowy stowarzyszeniowe z sąsiadami, a strategicznym ich celem jest utworzenie wspólnego rynku Ameryki Łacińskiej.
Mercosur powstał w 1991 roku i od początku starał się nawiązać współpracę z Unią Europejską w ramach strategicznego celu – zdystansowania się (nie tylko) pod względem gospodarczym od wpływów USA. Tworzy się zatem w tzw. Nowym Świecie ogromny rynek zbytu kontestujący politykę handlową Stanów Zjednoczonych. Rozmowy o ściślejszej współpracy gospodarczej, początkowo w zakresie wymiany myśli technicznej i kooperacji przemysłowej w zamian za surowce, stały się bardziej intensywne po wejściu w życie europejskiego Traktatu Lizbońskiego (1 grudnia 2009).
Od ponad roku negocjacje weszły w nową fazę. Gorącym orędownikiem pogłębienia wymiany handlowej na powyższych zasadach jest Hiszpania, posiadająca od połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku tradycyjne związki w ramach tzw. polityki hiszpańskości (Hispanidad), w której się mieści nie tylko gospodarka, ale też wspólnota dziejów i kultura, w tym kultura polityczna. Z kolei orędownikiem wymiany żywność i surowców za technologię i eksport towarów przemysłowych są Niemcy. Nasz zachodni sąsiad chce tu sobie powetować kryzys w produkcji przemysłowej związany ze wschodnioeuropejskim rynkiem zbytu, zwłaszcza rosyjskim.
Skutkiem ubocznym, ale strategicznym jest dystansowanie się Niemiec (nie tylko) w sferze gospodarczej wobec USA. Kością niezgody od blisko roku jest nie tyle europejska wspólna polityka przemysłowa, co obawa przed zalewem taniej i niespełniającej wymogów europejskich żywności pochodzącej głównie z Argentyny i Brazylii. Próba wymuszenia zastosowania w tym zakresie standardów europejskich raczej spaliła na panewce. Oba kraje stwierdziły bowiem, że są w stanie znaleźć rynki trzecie poza Unią Europejską i tam zbywać swoje towary rolne.
Jest to bolesna nauczka, pewne świadectwo, że rola Europy spada, nie tylko zresztą Unii Europejskiej, względem innych zorganizowanych gospodarczo kontynentów.
Szczególnie Francja broniąca jak niepodległości swojego rolnictwa, które korzysta z przywilejów państwa i ochrony poprzez dotacje jest przeciwna sprowadzaniu żywności z krajów Mercosuru na preferencyjnych celnie warunkach. Kilka miesięcy temu tworzyła się swoista jeszcze labilna koalicja krajów, których rządy chcą chronić swoje rodzime rolnictwo.
Co ciekawe, w oficjalnym obiegu mediów rządowych w Polsce, tematu tego niemal się nie porusza. A przecież ratowanie i utrzymanie polskiego rolnictwa wypływa z istotnego interesu narodowego i społecznego. Dotyka bowiem sektora, który współtworzy (bez przetwórstwa) co najmniej 11% ludności zawodowo czynnej. Dotyczy wymiaru suwerenności gospodarczej, szczególnie bezpieczeństwa żywnościowego. Wreszcie produkty rolne, w tym przetworzone, są ważnym polskim towarem eksportowym na rynek Europy zachodniej.
Jest szansa utworzenia tzw. mniejszości blokującej w Radzie Europejskiej przeciwko umowie handlowej z Mercosurem. Przypominam tu czytelnikowi swój artykuł o tzw. głosach ważonych w podejmowaniu decyzji w Unii Europejskiej. Aby zablokować wspomnianą umowę trzeba spełnić następujące wymogi. Po pierwsze musi być państw-członków UE co najmniej siedem, w tym dwa duże. Ponadto ta siódemka w sumie powinna stanowić minimum 35% populacji UE. Taka grupa o podobnym poglądzie wobec spraw rolnych w sposób potencjalny już się utworzyła – Francja, Włochy, Polska, Holandia, Belgia, Austria i Irlandia – co w sumie daje nawet nadwyżkę populacji, bo wymienioną siódemkę krajów zamieszkuje ogółem 46,57% mieszkańców Unii Europejskiej.
Wiele różni te kraje wobec umowy o współpracy z Mercosurem, ale wobec zagrożenia unijnego rolnictwa, zwłaszcza gospodarstw rodzinnych czy farmerskich, ich stanowisko jest w miarę jednolite. Głównie małe kraje obawiają się powolnej likwidacji tego sektora gospodarki w obliczu zalewu taniej żywości zwłaszcza z Argentyny.
Ciche polityczne rozstrzygnięcie spodziewane jest jeszcze w lipcu tego roku. W zaciszu brukselskich gabinetów, by poróżnić siódemkę, próbuje się rozdzielić umowę na część „polityczną” gdzie m.in. umieszczono by zasady współpracy, gdzie projektodawcy tej polityki nomen omen salami spodziewają się uzyskać zgodę co najmniej znacznej większości państw-członków UE. Część handlową, ściśle merytoryczną, potraktowano by jako wykonawczą względem pierwszej i wówczas projektodawcy tego pomysłu spodziewają się przepchnąć ją w trybie rozporządzenia, które nie wymaga zgody większości politycznej, a tym bardziej weta zawieszającego. Chcą załatwić sprawę z naruszeniem prawa w podobny sposób jak „załatwiono” problem relokacji migrantów na obszar wszystkich krajów UE.
Sukces tego pomysłu stanowiłby potężny cios dla przyszłości polskiego rolnictwa oraz znaczącego segmentu suwerenności Polski. Półgębkiem, na usilne zapytania o stanowisko Polski, rząd odpowiada ogólnikami, że jest przeciw tej umowie, podobnie jak Francja. Ale z drugiej strony nie mówi się o polskim wecie lub blokadzie wejścia umowy w życie, lecz o „odszkodowaniach”. Mam wrażenie i obawę zarazem, że projektowane odszkodowania będą w Brukseli rozpatrywane w podobnym trybie jak KPO, a więc staną się przedmiotem szantażu politycznego brukselskiej biurokracji unijnej.
Choć umowa z Mercosurem również osłabi znacznie hiszpańskie rolnictwo, to gorące poparcie Hiszpanii dla tego ścisłego porozumienia gospodarczego nie budzi zdziwienia. Hiszpanie liczą, że zrekompensuję sobie straty poprzez jeszcze ściślejszą kooperację przemysłową oraz wymianę technologiczną i naukową. Dziwne jest natomiast zachowanie Węgier, które dystansują się z jednoznacznym stanowiskiem w sprawie oraz Danii, która wyraża krytyczny stosunek w sprawie umowy, ale nie przystąpiła do blokującej siódemki. Za cenę innych profitów w wymianie towarowej próbuje się również złamać opór holenderski. Sądzę jednak, że ze względów politycznych (stabilność koalicji rządzącej) niderlandzki rząd stanie murem za swoimi rolnikami.
Czy taki mur stanie również w Polsce, przy wymownym milczeniu owiec z PSL, trudno wyrokować. Dalsza bierność tej partii byłaby kolejną klęską tego stronnictwa. W każdym razie kwestia umowy z Mercosurem jest ważna dla polskiej suwerenności w podobnym stopniu, jak wynik ostatnich polskich wyborów prezydenckich. Milczenie w tej sprawie na forum politycznym i parlamentarnym w Polsce jest niedopuszczalne, dotyczy przecież losu Polaków teraz oraz w bliższej i dalszej przyszłości.