Gdy administracja 13 grudnia pozbawiła PiS subwencji, elektorat wziął sprawy w swoje ręce. Teraz pora na wcześniejsze wybory sejmowe oraz usunięcie nieudaczników i szkodników od władzy.
Nie ulega wątpliwości, że w kraju, gdzie działaczy społecznych czy opozycyjnych polityków zamyka się w więzieniach, trudno mówić o demokracji, chyba że walczącej. Nie dla wszystkich jest ona satysfakcjonująca, co wykazały ostatnie wybory. Prawicowy kandydat na prezydenta, przeciwko któremu wytoczono cały aparat opresyjnego państwa, służby specjalne i media – nie uległ (po boksersku ustał). Elektorat ukształtowany przez polskojęzyczną (niemiecką) prasę zachował się zgodnie z nową tradycją – na ziemiach zachodnich i północnych oraz w metropoliach głosował na kandydatów lewicowo-liberalnych. Natomiast mieszkańcy tzw. ściany wschodniej preferują wartości narodowe, patriotyczne, chrześcijańskie. Odpowiedź na pytanie o podziały społeczne jest więc banalnie prosta. Nie trzeba jej wywodzić od zaborów.
W Berlinie pojawił się kamień zamiast reparacji (w nieokreślonej przyszłości ma być pomnik), upamiętniający ofiary II wojny. W przedsięwzięciu niemieckiej polityki historycznej wzięła udział polska minister kultury – jak zauważyły media – w brudnych trampkach, co miałoby być symbolem naszej polityki pamięci. Rangę imprezy zaznaczył Ruch Ochrony Granic. Jego przedstawiciele wystąpili z polskimi flagami i transparentem – „Niemieckie zbrodnie nierozliczone”, które na czas uroczystości niemiecka policja nakazała zwinąć. Tam, gdzie polski rząd nie potrafi zachować się jak przystało na suwerenne państwo – zastępują go patriotyczni aktywiści. To cenne, bo 30% Niemców uważa się za ofiary II wojny, a 30% nie ma zdania.
Społeczne inicjatywy kontroli i ochrony wyborów spełniły swą rolę, bo PO-mysłów nie brakowało (agitacja poza komitetami wyborczymi, próby „przeliczenia” głosów). Sprawdzanie zaświadczeń do głosowania poza miejscem zamieszkania skutkowało zainteresowaniem organów ścigania. Jedna z krakowskich komisji omyłkowo przypisała głosy Trzaskowskiego – Nawrockiemu (sic!). Administracja 13 grudnia dostała od wyborców czerwoną kartkę, ale – jako rozwiązanie – proponuje jeszcze więcej tego samego. Rzecznik prasowy rządu będzie przekonywał podatników, że żyją w dobrostanie, którego nie wiedzieć dlaczego nie odczuwają.
Ad absurdum
Prokurator wzywa posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Zarzut – nie zastosowali się do wyroku sądowego, zakazującego im pełnienia funkcji publicznych (pod koniec grudnia 2023 roku wykonywali mandaty poselskie). Administracja 13 grudnia ściga posłów za wykonywania swoich obowiązków. Absurdy „bodnarowców” przechodzą same siebie.
Stołeczny prezydent, który podczas prezydenckiej kampanii wyborczej udawał świętoszka, gdy tylko przegrał, świętował na homo-paradzie, zresztą jak zawsze. Tym razem jednak wspomagali go przedstawiciele międzynarodówki satanistycznej. „Psie patrole” dopełniły atrakcyjności widowiska. W tej sytuacji 69,5% ankietowanych miało już dość kandydowania prezydenta na prezydenta. Niech lepiej przewodzi homo-paradom (i demoluje stolicę).
Podważając wyniki wyborów prezydenckich, premier jawi sią jako antypaństwowiec. Przecież administracja 13 grudnia skupiła się na wyborach jak żaden inny rząd w przeszłości. Miała swoich ludzi w komisjach wyborczych. Miała sondażownie, rozległe wsparcie medialne, brukselski doping. I wszyscy „skręcili wybory”. Tylko PO-elektorat może wierzyć w bajania, że opozycja mogła sfałszować wybory – wieloletnia tresura medialna robi swoje. Trzecia Droga też okazała się drogą donikąd (po Ruchu Palikota, Nowoczesnej) – co było do przewidzenia. Przykład kolejnych wydmuszek medialno-politycznych niczego nie nauczyły manipulowanego elektoratu.
Bezobjawowa polska prezydencja ujawniła rozległą patologię soc-chozu brukselskiego. Niemcy zamykają strefę Schengen, co było niegdyś jednym z argumentów za polskim brukselo-wstąpieniem. Polscy transportowcy mocno ograniczeni przez brukselokratów mają pod górę. Zamiast rozwoju – zielona i tęczowa ideologia. Kto krytykuje, ten stosuje mowę nienawiści, która stała się przestępstwem, i to transgranicznym. Mówiąc konkretnie. W ubiegłym roku drastycznie spadł napływ inwestycji zagranicznych do naszego kraju – do 12,74 mld dol. z 28,36 mld dol. w 2023 roku – określiła agenda ds. handlu ONZ. Globalny napływ inwestycji zagranicznych w 2024 roku spadł o 11% rdr. Perspektywy na 2025 rok też pozostają negatywne. Administracja 13 grudnia coraz bardziej jawi się jako tragedia dla naszego kraju, zresztą nie tylko w gospodarce.
Zapaści i zyski
Najpierw kazali wymieniać kotły węglowe na gazowe, ale gaz też trzeba będzie zastąpić (OZE, pompy cieplne), bo to przecież zakazane węglowodory. Termin do 2040 roku, ale już dziś wiadomo, że unijne dopłaty nie starczą dla wszystkich. Ubóstwo energetyczne jako konsekwencja brukselo-wstąpienia – tego nie dopatrzono się w dwudniowym referendum akcesyjnym. Tymczasem unijni ekologiści nie próżnują. Od 2027 roku zamierzają wprowadzić system ETS2, czyli podatek od emisji CO2 w sektorach transportu i budownictwa. Ich ambicje nie odpowiadają zasobności kieszeni konsumentów. Do 2030 roku polska rodzina będzie dopłacać za ETS2 równowartość 82% minimalnego wynagrodzenia za ogrzewanie węglem, albo 134% za ogrzewanie gazowe. Wzrosną też ceny paliwa, w konsekwencji transportu i usług (do 2035 roku benzyna o 1,37 zł, diesel – 0,96 zł). W twej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko „wyreferendowanie” brukselskiego zielonego szaleństwa („Solidarność” zbiera podpisy pod wnioskiem o jego odrzucenie).
Brukselski obłęd klimatyczny to nie jedyny powód zapaści w naszym przemyśle, czy górnictwie. Drugi to polityka kadrowa administracji 13 grudnia. Niekompetentne rady nadzorcze wybierają takiż zarząd, a ten powołuje podobnych ekspertów. Nic dziwnego, że spółki skarbu państwa dołują (tylko w 1 kw. 2025 roku Jastrzębska Spółka Węglowa poniosła straty 1,36 mld zł). Nie inaczej w energetyce. Elektrownie zużywają mniej węgla, choć jego import rośnie. Koszty wydobycia zwiększają się, ale nie poszukuje się racjonalnych rozwiązań. Pracownicy i związkowcy protestują, jednak bez powodzenia. Gdy pomysłodawcy CPK zebrali ponad 200 tys. podpisów obywateli za realizacją tej inwestycji, wydawało się, że administracja 13 grudnie ulegnie. Niestety społeczeństwo obywatelskie to dla PO żaden argument.
Tymczasem interes bankowy się kręci. W 2024 roku sektor bankowy zarobił 42 mld zł (27,6 mld zł w poprzednim roku). Opłaca się udzielać drogich kredytów (średnie oprocentowanie 7,2% najdroższe w UE). A wszystko to kosztem depozytariuszy, na których żerują bankierzy. Tak było – i jest. Rządy PiS (kapitał ma narodowość) zwiększyły polski udział w bankowości do 54% (w 2008 roku było 28%). Nie zmieniło to oligopolistycznych praktyk bankierów. Wyzyskują klientów, jak tylko się da. A przecież obywatele i tak mają dość potyczek z absurdami PO-systemu, przepisami, biurokracją, skarbówką, lichwiarzami. Ogólnopolskie sprzysiężenie obrony klientów bankowych przed wyzyskiem – potrzebne od zaraz.
Prawem i lewem
Polityka środowiskowa (tak jak migracyjna) nie przynależy brukselokratom, niemniej oni robią wszystko, aby o niej decydować, w interesie gospodarki niemieckiej czy francuskiej, kosztem krajów członkowskich. Koszty tzw. transformacji energetycznej pozbawiają ich gospodarki konkurencyjności. Podwyżka cen energii rzutuje na dobrostan przedsiębiorstw, gospodarstw domowych czy samorządów. Powołanie ogólnopolskiego stowarzyszenia ochrony węglowodorów (węgiel, gaz) jawi się jako potrzeba chwili. To paradoks, że nasz kraj – jako członek UE – nie może wykorzystywać swoich naturalnych bogactw.
Nie jest tajemnicą, że nasi zachodni sąsiedzi masowo eksportują do naszego kraju przestarzałe urządzenia OZE (wiatraki, panele fotowoltaiczne), żeby nie ponosić kosztów ich utylizacji. I podobnie wypychają migrantów (nie będą musieli ich „integrować”, resocjalizować). Nasza gospodarka nie służy państwu i jego obywatelom, realizując wytyczne brulselokratów (co też wymagałoby ogólnokrajowych protestów i prężnej organizacji lobby na rzecz rozwoju rodzimej gospodarki).
Podobnie brukselska „polityka migracyjna” (zresztą poza traktatowa), zmierzająca do wielokulturowości i pozbawiania tożsamości narodowej obywateli państw członkowskich de facto szkodzi Europie. Tymczasem przemysł przemytu migrantów zyskał sojusznika nie tylko w postaci brukselokratów, lecz także sądownictwa europejskiego. Oto sekretarz generalny Rady Europy nie chce, by Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł na rzecz ochrony granic przed migrantami. Prawem człowieka ma być przestępcze (bo takim jest nielegalne przejście granicy) przekraczanie granic. Przeciwko polityce „otwartych drzwi” protestuje polski Ruch Ochrony Granic oraz protestują mieszkańcy, organizujący patrole obywatelskie.
Jak na razie nie powstała organizacja przeciwstawiająca się niesprawiedliwościom wymiaru sprawiedliwości (areszty wydobywcze, tortury, nękanie rodzin aresztantów). Nie powstał społeczny fundusz pomocy prześladowanym przez wymiar sprawiedliwości. Tymczasem „bodnarowcy” wciąż szykanują obrońców życia, przedstawicieli lokalnych społeczności przeciwstawiających się powstawaniu centrów migracyjnych. Wynikałoby z tego, że konieczne jest ogólnospołeczne non possumus. Jest jeszcze czas, dopóki ustawa o mowie nienawiści nie zaknebluje ust społeczeństwa.
Obrona wartości
Wreszcie wyszły na jaw źródła dorabiania się ekologistów. Finansowała ich Komisja Europejska, a oni blokowali przedsiębiorstwa (także inwestycje) branży przemysłowej czy energetycznej. Organizowali kampanie miłośnictwa przyrody, którym ulegali nauczyciele, infekując dzieci zieloną utopią. Skoordynowane akcje blokowały polskie inwestycje prorozwojowe (porty, żegluga na Odrze, atom). Sztandarowym przykładem jest terminal kontenerowy w Świnoujściu – oprotestowywany przez polskich i niemieckich ekologistów (ekologiści wszystkich krajów łączcie się) – torpedowany przez PO.
Robert Bąkiewicz, który stanął w obronie kościołów podczas manifestacji proaborcyjnych w 2020 roku, jest ciągany po sądach. Agresywni manifestanci-wandale pozostają bezkarni. Narasta antykatolicka agresja (napady na duchownych, lincze medialne), co wymagałoby odpowiedniego odporu społecznego, skoro państwo nie reaguje. W przypadku szkolnictwa, broniącego się przed atakami postkomunistycznych „reformatorów” (szkoła zideologizowana, ograniczanie lekcji religii, genderyzacja) powstała Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. To rodzice mają prawo do wychowywania swoich dzieci, o czym administracja 13 grudnia zapomina.
Wprowadzenie w szkołach edukacji ahistorycznej czyni młodzież bezbronną na podchody polityki historycznej – rodzimej, bądź zagranicznej. To społeczeństwo zorganizowało obchody 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, ale na „berliński kamień” – nie było powszechnej reakcji. Stowarzyszenie ochrony tożsamości narodowej to kolejne zadanie dla działaczy społecznych.