Wotum nieufności

Nie trzeba było nawet dwóch lat administracji 13 grudnia, by doprowadzić państwo do rozsypki, co jednak – na razie – nie skłania obywateli-podatników ani do referendum w sprawie zmiany władzy, ani do buntu.

Zarządzeniem premiera zakończono realizację Programu Inwestycji Strategicznych, który umożliwiał gminom i powiatom zmiany cywilizacyjne (infrastruktura komunikacyjna i sanitarna, budownictwo użyteczności publicznej, oświetlenie). Wcześniej blisko 100 mld zł skierowano do 99% samorządów. W dużym stopniu wyrównano szanse rozwojowe małych miejscowości. Teraz nie ma takich możliwości.

Co więcej, ujawniony przez media tajny projekt strategii nowej równowagi do 2035 roku, zakłada powrót do lansowanego niegdyś modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego. Będzie rozwijało się 60 ośrodków. Reszta kraju bez szans i perspektyw. Chyba, że obejmie ją sieć centrów integracji cudzoziemców, którzy z czasem – co jest marzeniem lewicy – będą mogli uczestniczyć w wyborach, zwiększając jej szanse na utrzymanie się u władzy.

To powrót do koncepcji Polski „A” i „B” (stosowanej za pierwszego Tuska), która właśnie wyciekła przed wyborami. Ich sens mógłby więc sprowadzać się do plebiscytu przeciw administracji 13 grudnia, a tym samym do przedterminowych wyborów – jednak dopiero czas pokaże determinację społeczeństwa. „Nie będzie żadnych wcześniejszych wyborów parlamentarnych – oświadczył Donald Tusk. – Odbędą się zgodnie z kalendarzem za 2,5 roku. Mamy dużo roboty do wykonania.” Mając na uwadze jego dotychczasowe osiągnięcia (dziura budżetowa, zapaść gospodarcza) – należałoby ogłosić referendum w sprawie tej „roboty do wykonania”.

Tymczasem kampania wyborcza – z reguły negatywna – stała się konkursem oszczerstw, nikczemności, wyścigiem podłości ngo’sów, popierających rząd za jego pieniądze. Zawodowi aktywiści wyspecjalizowali się do roli funkcjonariuszy państwowych. Stało się już bowiem tradycją PO-demokracji, że wyborcze starcia pogrobowców komuny z kandydatami o prawicowej orientacji, muszą wyzwalać chamstwo polityczne, obrzydliwy hejt, cynizm i draństwo. Przodują w tym media polskojęzyczne, a bezsilne agendy państwowe nie są w stanie przeciwstawić się zagranicznym wpływom na nasze życie polityczne. Tak było w czasie wyborów prezydenta Andrzeja Dudy – okładka w „Fakcie” sugerująca jakieś związki z praktykami pedofilskimi – tak jest teraz, gdy Karolowi Nawrockiemu portal „Onet” przypisuje sutenerstwo. Bezkarny bandytyzm polityczny uprawiany z powodzeniem przez naszych zachodnich sąsiadów. „Trudno mi pojąć – mówił profesor Bogusław Wolniewicz – że prawie 40-milionowy naród z tysiącletnią historią i wielką kulturą nie potrafi zdobyć się na zdecydowany odpór wobec zamachów na samą jego substancję – duchową i materialną”.

Bezpardonowa kampania

Całe PO-państwo – nie wyłączając służb specjalnych – zaangażowało się w lansowanie stołecznego prezydenta, tyleż tęczowego, co nieudolnego. W brudnej kampanii prześcigają się wspomniane już ngo’sy, szastając funduszami, także z niejasnych, często zagranicznych, źródeł. Wszystko to jawne bezprawie, ale nie w naszym kraju, gdzie wariant rumuński był rozważany. Zareagowała Komisja Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, żądając wyjaśnień od Komisji Europejskiej. Nie wiadomo, czy Amerykanie doczekają się ich, skoro brukselokraci chronią administrację 13 grudnia jak niepodległości. Prawicowa rewolucja może nie przejść. Widać coraz groźniejsze zagrożenia dla naszego państwa – erozja suwerenności i zwiększenie niemieckich wpływów.

Rafał Trzaskowski za rządów Ewy Kopacz przygotował dokumenty do realizacji relokacji migrantów. Teraz temu zaprzecza, jak i w ogóle paktowi migracyjnemu. Stołeczny prezydent ucieka nie tylko przed debatami, ale także przed kontrolą „dopingową”. Jego wiarygodność stała się przysłowiowa. Stolica przygotowuje się właśnie na przyjęcie migrantów, ale on utrzymuje, że paktu migracyjnego nie ma. Pozostaje pewnik – gremialne poparcie wśród pensjonariuszy zakładów karnych.

Tymczasem premier goni w piętkę. Rozhisteryzowany, bajdurzący o jakichś menelach, kompromituje siebie i służby specjalne. Jego stanem zdrowia powinna jak najszybciej zainteresować się służba zdrowia (dopóki jeszcze ma pieniądze).

Przełom

Mówi się, że to wybory przełomowe. To prawda, pod warunkiem że po elekcji prezydenta nastąpią przyspieszone wybory sejmowe i zmiana gabinetu. Administracja 13 grudnia nie daje rękojmi działania racjonalnego, efektywnego, propaństwowego i propolskiego. Pozostaje paradoksem, że zyskała władzę pomimo ponurych doświadczeń rządów „pierwszego Tuska”.

Demokracja walcząca poniosła klęskę i skompromitowała się z kretesem. Administracja 13 grudnia, tolerując zagraniczne ośrodki buszujące w kampanii wyborczej, a w końcu ścigając przebierańców (Zorro, Batman) – powinna odejść. Rząd techniczny rozwiązałby beznadziejną sytuację, ale trudno przypuścić, by politycy sprostali zadaniu (jak to już ujawnili w przypadku propozycji przejściowego gabinetu Mateusza Morawieckiego).

Rotacyjny marszałek sejmowy po prostu oskarża młody elektorat o wiązanie swoich nadziei z oszołomami, ksenofobami, antysemitami i politycznymi rozrabiakami. Pracownicy lewicowo-liberalnych mediów dziwią się, po co rząd techniczny, jakby nie wiedzieli, w jakiej rzeczywistości żyją (kryzys finansów, bezprawie, migracja, drożyzna, ubóstwo energetyczne, brukselokraci). Nie zamierzamy cofnąć się ani o krok – deklaruje premier. Powiało grozą. Bo premier objawił się jako hejter, a jego rząd jako nieudacznicy.

Zapaść

Zgoła symbolicznego znaczenia nabrała wizyta PO-seł, znanej beneficjentki funduszy sejmowych, w domu opieki, gdzie – w ramach kampanii wyborczej – rozdawała ziemniaki. Zaiste kryzys gospodarczy musi być dotkliwy, skoro zamiast kiełbasy wyborczej rozdaje się ziemniaki. Nie miało to decydującego znaczenia na wynik wyborów, niemniej minister finansów – nie wypłacając subwencji PiS – i tak sporo zaoszczędził. W sam raz na wsparcie dla domów opieki.

Gdy gospodarka kuleje, bujnie rozwija się „przemysł przyjmowania” migrantów. Przemytnicy wyspecjalizowali się jako antypaństwowa partyzantka, zgarniając sowite dochody. PO-państwo nie reaguje na to intratne przedsięwzięcie, natomiast „bodnarowska” prokuratura pilnuje straż graniczną, by nie zrobiła krzywdy nielegalnie przekraczającym granicę, czyli przestępcom. Właśnie policjanci z granicy stanęli przed warszawskim sądem rejonowym. A za wszystko zapłacą podatnicy, zaś premier zapewnia – będę gotowy zamknąć granice.

Nad sektorem energetycznym zawisło widmo masowych zwolnień. Hutnicy, pracownicy koksowni, górnicy protestują na ulicach stolicy przeciwko bezradności rządu. W naszym kraju pozostało już tylko osiem hut. Protestujący grożą strajkiem. Kancelarię premiera otoczyły betonowe zapory. Tak toczy się dialog pracowników z rządem. Tymczasem nastąpiła kolejna fala zwolnień w PKP Cargo (tysiąc pracowników). Poprzednia (3600 ludzi) nie zwiększyła rentowności firmy, której zagraża „wykonkurowanie” przez koleje niemieckie i ukraińskie. Z kolei polscy przewoźnicy samochodowi są rugowanie z rynku brukselskiego przez antykonkurencyjne rozporządzenia. Protestują producenci cementu, których zabija dekarbonizacja. Słowem, gdzie spojrzeć, tam kryzys, zapaść, pogłębiająca się dziura budżetowa i luka VAT-owska – jak to zwykle za PO-rządów.

Nie będzie nowoczesnego lotniska i sieci kolejowej, żeglugi na Odrze (a park narodowy, wylansowany przez niemieckich ekologistów), portu kontenerowego w Świnoujściu, rozbudowy portów w Gdańsku i Gdyni, rozwoju przemysłu farmaceutycznego i każdego innego, gdy panoszy się zielone szaleństwo – nie mówiąc o zmniejszaniu zakupów zbrojeniowych. Tak jakby państwo było w stanie przegranej wojny, zaś obywatele-podatnicy nie wierzyli w poprawę swojej sytuacji materialnej. Mniej kupują, co prowadzi do recesji gospodarczej.

Bezprawie

Zamiast realizacji idei ojców-założycieli UE, jest realizowana poza traktatowa centralizacja brukselska, narzucanie krajom członkowskim rozwiązań prawnych i ekonomicznych, sprzecznych z ich racją stanu. Zamiast stu konkretów – bajdurzenie zawodowych oszustów politycznych, projekcja ich wad na opozycję. Zamiast kontroli władz przez społeczeństwo i jego przedstawicieli, władza kontroluje społeczeństwo i media, chce ich kneblować ustawą o mowie nienawiści. W bezpardonowej walce – cel uświęca środki, jak wykorzystywanie służb specjalnych w wyborach czy używanie policji przeciwko społeczeństwu. W realizacji bliżej nieokreślonej praworządności, wszystko jest możliwe – także bezprawie.

„Bodnaryzacja” prawa, przejawiająca się postępującym ustrojowym zamachem stanu, nieprzestrzeganiem zasad konstytucyjnych, chaosem w wymiarze sprawiedliwości – to wszystko narusza wolności obywatelskie i podstawowe prawa człowieka. Wydawało się bowiem, że w cywilizowanym państwie są one oczywiste, jak prawo do prawdy, do życia, wychowywania dzieci, czy wolności religijnej. Tymczasem okazuje się, że PO funduje społeczeństwu państwo bezprawia. Skorzystają na tym „aktywiści” niegdysiejszej opozycji, zwalczającej rządy PiS. Mogą liczyć na solidne gratyfikacje.

Neo-barbarzyńcy

Zalew migrantów to konsekwencja nie tylko dochodowego interesu, ale także upragniona przez lewactwo szansa na zabijanie tożsamości narodowej (cel – społeczeństwo otwarte). Przy okazji można zyskać wdzięczny elektorat dla lewackich pomysłów, jak pokazują to przykłady krajów zachodnioeuropejskich. W tym kierunku idą także eksperymenty reformatorów szkolnictwa. Wychowanie do wartości, do życia w rodzinie, z poszanowaniem tożsamości kulturowo-etnicznej – to przecież przeżytki. Potrzeba seksualizacji, genderyzmu, klimatyzmu, by zdezorientowanej młodzieży obniżyć wiek wyborczy. Są już pewne rezultaty, bo połowa ankietowanych (panel badawczy Ariadna) orzekła, że nie zdecydowałaby się na pierwsze lub kolejne dziecko. Powód – złe warunki mieszkaniowe, brak stabilności zawodowej, zła sytuacja materialna. Co gorsza wśród młodych maleje znaczenie rodziny i rodzicielstwa. Celem – dużo pieniędzy, sukces zawodowy i… niewolnictwo korporacyjne.

Zapaści demograficznej towarzyszy kryzys w służbie zdrowia, choć zawiadujące nim ministerstwo nie schodzi z posterunku. Od stycznia do maja wydano już 80% całorocznych dotacji. Miejmy nadzieję, że ratunkiem dla służby zdrowia nie będzie jej prywatyzacja. Podobnie jak ratunkiem na zapaść demograficzną nie może być upowszechnienie metody in vitro, która nie leczy bezpłodności, lecz pozwala nieźle zarabiać. Administracja 13 grudnia dodała do 500 mln zł przeznaczonych na ten cel dalsze 100 mln zł. Natomiast na skuteczną naprotechnologię nie ma pieniędzy. Nic to, że in vitro jest niekonstytucyjne, że giną ludzkie zarodki, że ich przechowywanie nie ma końca, tak jak pomyłki materiału genetycznego.

Drugą stroną zapaści demograficznej jest przyzwolenie na zabijanie nienarodzonych dzieci i karanie lekarzy, ratujących życie poczętych dzieci. Jeżeli do tego dodać pomysł resortu sprawiedliwości na uproszczenie rozwodów (tzw. rozwody pozasądowe), to widzimy cały przekrój działalności pronatalistycznej administracji 13 grudnia. Konstytucyjna ochrona rodziny i nienarodzonych dzieci nie istnieje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *