Wybory w cieniu Famagusty

Truizmem jest pogląd, że przyszłe zdarzenia zawierają zawsze jakiś element niepewności i nieoczywistości, nawet jeśli nasze przewidywania oparte są na najbardziej logicznych przesłankach.

Dzień 1 czerwca 2025 roku oprócz tak ważnego i przeuroczego Dnia Dziecka był dla większości obywateli Polski istotnym świętem demokracji, okazją do jej bezpośredniej realizacji. II tura wyborów prezydenckich była pewniakiem, żaden poważny analityk polityczny nie przewidywał, że już po I turze 18 maja zostanie wyłoniony prezydent elekt. Wszyscy spodziewali się wyrównanej walki dwóch czołowych kandydatów z ramienia partii PiS i Koalicji Obywatelskiej. W związku z tym wiadomo było, że istotną rolę w powtórzonych za dwa tygodnie wyborach odegrają elektoraty pozostałych kandydatów ubiegających się o ten tak prestiżowy urząd.

Bardzo dobry wynik Konfederacji Sławomira Mentzena i niespodziewanie czwarta pozycja Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna znacznie osłabiły notowania faworyta rządu Donalda Tuska, jakim był Rafał Trzaskowski. Stąd też w ostatnich dwóch tygodniach przed II turą miały miejsce wściekłe ataki liberalno-lewicowych mediów na Karola Nawrockiego, na czele z rozjuszonym premierem Tuskiem. Obecnie wiemy, że następnym prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej od 6 sierpnia będzie dr Karol Nawrocki, popierany m.in. przez członków Solidarności Walczącej, tak zasłużonej dla suwerenności Polski oraz przez Instytut Kornela Morawieckiego i redakcję dwutygodnika „Prawda jest ciekawa”.

Ten sukces został osiągnięty w rezultacie ogromnej mobilizacji sił patriotycznych w kraju. Ale warto też zwrócić uwagę na uczestnictwo w wyborach rozrzuconej po całym świecie Polonii. Ponad 600 tys. rodaków na ponad 21 mln głosujących (ok. 72% wszystkich uprawnionych), którzy wzięli udział w wyborach poza krajem, być może nie miało decydującego wpływu na wynik wyborczy, ale przy tak niewielkiej różnicy obu kandydatów – ok. 370 tys. głosów – było nie bez znaczenia.

Oprócz tzw. starej emigracji przed – i postsolidarnościowej, wśród której niektórzy mają często dwa obywatelstwa, w wyborach biorą udział rodacy znajdujący się czasowo poza ojczyzną czyli turyści, studenci, ekonomiczni emigranci itd. Z wyników głosowania za granicą dowiadujemy się, co nie jest niespodzianką, iż zdecydowanie wygrał kandydat KO Rafał Trzaskowski, z dwoma niezmiernie ważnymi wyjątkami – USA i Kanadą – gdzie triumfował bezwzględnie Karol Nawrocki. Osobiście chciałbym skupić się na dwóch krajach europejskich, które z przyczyn osobistych znam dość dobrze i w których miałem okazję głosować w obwodach wyborczych ustanowionych przy polskich ambasadach.

W Grecji, gdzie przebywam już 35 lat od czasów tzw. transformacji w Polsce, brałem udział w kilku głosowaniach – nie we wszystkich ze względu na moją pracę na greckich promach. Nasuwa mi się tu takie ogólne spostrzeżenie, że ciężko pracujący w Grecji od lat 90. Polacy są pod wpływem mediów liberalnych z przodującą TVN, akceptując bezrefleksyjnie narrację podległości wobec Unii Europejskiej przyjmując bez większych oporów metaforę brzydkiej panny bez posagu.

Polska diaspora w pierwszej dekadzie XXI w. liczyła w Grecji między 70 a 80 tys. docenianych za pracowitość cudzoziemców, a jednak nie potrafiła zorganizować się w celu podniesienia swego statusu w społeczeństwie greckim. A na przykład emigranci z Albanii, choć oględnie mówiąc na niższym poziomie edukacyjnym i mentalnym, uzyskali lepszy poziom integracji społecznej, wchodząc w wielu przypadkach w opuszczone przez Greków nisze przedsiębiorczości i aktywności.

Autor w Nikozji po głosowaniu.

I jeszcze jedna charakterystyczna obserwacja dotycząca odniesienia greckich Polonusów do polityki. W ostatnich latach zgodnie z panującym powszechnie trendem powstało kilka portali traktujących o życiu w Grecji, o jej turystycznych i nie tylko walorach, jak sobie radzą Polacy mieszkający w tym do niedawna jeszcze egzotycznym kraju itd. Niektóre są naprawdę ciekawe i praktyczne, zwłaszcza dla osób po raz pierwszy zwiedzających Grecję. Natomiast brak w nich jakichkolwiek komentarzy dotyczących sfery polityki, zarówno tej greckiej jak i polskiej. Ma się wrażenie, że polityczna poprawność skutecznie zasznurowała swobodę wypowiedzi.

Ale wróćmy do niedawnych wyborów. W Grecji utworzono 4 obwody wyborcze: w Atenach przy polskiej ambasadzie, w Heraklionie na Krecie, w Salonikach na Półwyspie Chalcydyckim, i na wyspie Rodos. W I turze wbrew oczekiwaniom zagłosowało bardzo mało, bo tylko 2890 osób. Trzaskowski osiągnął dobry wynik 41,7%, drugi co już było niespodzianką Sławomir Mentzen z 14,22% i trzeci Karol Nawrocki z 12.18% (wśród tych głosów był oczywiście mój i mojej żony). Czwarty Zandberg z 10,45% a w następnej kolejności Biejat i Braun z ok.7%. Głosowanie w Atenach przebiegło sprawnie, przy krótkiej 10-minutowej kolejce.

Warto w tym punkcie przemieścić się w czasie do wyborów parlamentarnych z października 2023 roku. Przy frekwencji ponad 4200 głosujących Koalicja Obywatelska otrzymała 1063 głosów, Nowa Lewica 379, Trzecia Droga-PSL 354 a PiS tylko 293. Konfederacja daleko w tyle: 94 głosy. Najważniejsza konkluzja z porównania tych dwóch elekcji jest jednoznaczna: degradacja Trzeciej Drogi-PSL z Hołownią jako kandydatem i gwałtowny wzrost Konfederacji. W II turze wyborów w Grecji prawdopodobnie nastąpiła duża mobilizacja elektoratu przy znacznym wzroście turystów z Polski, bo liczba głosujących doszła do 6700 osób. Rafał Trzaskowski osiągnął 77,23% a Karol Nawrocki 22,77%.

Tak się złożyło, że w tym czasie znajdowałem się na Cyprze i zadbaliśmy wraz z żoną, by wziąć udział w II decydującej turze wyborów w jedynym obwodzie wyborczym zorganizowanym przez ambasadę w Nikozji – stolicy Cypru. Wyniki były analogiczne do tychże jakie wygenerowano w Grecji. Przy ważnych 1944 głosach (14 nieważnych) wygrał Rafał Trzaskowski – 1519 z Karolem Nawrockim, który uzyskał 411 głosów.

Cypr jest o tyle interesującym miejscem dla analizy wyborczych preferencji, że w przeciwieństwie do zasiedziałej od ponad 30 lat Polonii Greckiej na tej geograficznie przynależnej do Azji wyspie polska społeczność jest świeżej daty i innym statusie społecznym. Wśród Polaków mieszkających na wyspie Afrodyty nie znajdziesz pracowników budowlanych i domowej pomocy, są to osoby posiadające własne firmy, działające w strefie finansów, które obrały Cypr jako siedzibę nie zawsze zgodnej z polskim prawem podatkowym działalności. Rząd Mateusza Morawieckiego, który konsekwentnie zwalczał przestępstwa podatkowe, sięgając również do rajów podatkowych, do jakich m.in. zalicza się państwo Republiki Cypryjskiej – był rzecz jasna wrogiem tych beneficjentów, którzy gremialnie popierają pobłażliwą w tym zakresie drugą opcję polityczną, jaką jest niewątpliwie rząd Tuska.

Po spełnienie naszego obowiązku patriotycznego w wynajętej przez ambasadę w Nikozji sali konferencyjnej hotelu Hilton, pełni nadziei wybraliśmy się na wyjątkową wycieczkę do Famagusty, znajdującej się w okupowanej – jak to określają cypryjscy Grecy – części wyspy. Minęło już ponad 50 lat od czasu, gdy wojska tureckie dokonały inwazji na Cypr w obronie muzułmańskiej, tureckiej mniejszości stanowiącej 1/7 całej ludności wyspy. Tureckie siły zajęły ponad 1/3 wyspy, głównie jej północną i wschodnią część, dochodząc do dwóch najważniejszych miast: Nikozji i Famagusty. Ta ostatnia była na przełomie lat 60. i 70. nazywana – ze względu na swoje położenie, wspaniałe plaże i rozwijającą się prężnie turystyczną infrastrukturę – perłą Lewantu.

Grecy na Famagustę mówią Ammohostos, czyli miasto zanurzone w piasku. Po ustaniu działań wojennych najbardziej rozwiniętą dzielnicę Famagusty, zwaną Warosia, objęto ONZ-oską ochroną do czasu rozwiązaniu konfliktu cypryjskiego. Dzielnicę tę zamieszkiwali przede wszystkim Grecy cypryjscy, którzy opuścili swe mienie w obliczu nadciągających sił tureckich. Zgodnie z rezolucjami ONZ ogrodzona drutami kolczastymi dzielnica należy do byłych właścicieli, którzy w 1974 roku ratowali się ucieczką. Widok opustoszałych niszczejących domów i niegdyś wspaniałych hoteli, zarastających zielskiem murów i ulicznych bruków, szarych, pozbawionych z czasem tynków ścian, rdzewiejącego żelastwa, ziejących pustką okien i dziur od bomb – wywołuje przygnębienie i smutek. I refleksję, że przemijanie może mieć również ten inny, nie-ludzki wymiar.

Przychodzi na myśl fraza z Pisma Świętego „czyńcie sobie ziemię poddaną” w sensie odpowiedzialności za planetę i za siebie osobiście, aby zapanować nad swoją pychą. Symptomatycznie leci z radia samochodu piosenka „Waterloo” i przypomina mi się, że w 1968 roku czterech młodych ludzi ze Szwecji improwizując zaśpiewało dla stacjonujących na Cyprze żołnierzy ONZ, właśnie na plaży w Famaguście – i tak narodził się jeden z najbardziej popularnych zespołów na świecie ABBA.

W przyszłość należy ingerować, należy ją współtworzyć, jak choćby tym naszym skromnym głosem w minionych wyborach – a nadzieja się odrodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *