Dziewięćdziesiąt lat temu, 12 maja 1935 roku zmarł Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski. Polska, o której pisał: „choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polaków, to przecież tylko Polsce służę” – przetrwała cztery lata dłużej. Formalnie ale nie mentalnie, bo w świadomości Polaków wolna Polska nadal żyła, a Polacy dążyli do zrzucenia zależności od okupantów.
Materialnie jednak nasza Ojczyzna uległa burzy, o której Marszałek pisał, że „jest zbyt wielka.” Co zawiodło – niewypełnienie wskazówek Marszałka czy może od samego początku wizja Polski Józefa Piłsudskiego była błędna? Należało właściwie i na poważnie odczytać Jego słowa: „Obecna Polska zdolna jest do życia tylko w jakimś wyjątkowym, złotym okresie dziejów. Ja przegrałem swoje życie. Nie udało mi się powołać do życia dużego związku federacyjnego, z którym świat musiałby się liczyć” – oraz – „Panowie, ja widzę rzeczywistość taką, jak ona jest. Wśród was kogoś takiego nie ma. Jeśli taki ktoś nie znajdzie się, Polski za 10 lat może nie być”.
Biografowie Marszałka w zasadzie bez wyjątku wskazywali, że na charakter osobowy Piłsudskiego największy wpływ miało wychowanie domowe, które spoczywało na barkach rodzicielki. „Matka do tej roli, jaka mnie wypadła, chowała”. A po latach przyznawał, że: „Gdy jestem w rozterce ze sobą, gdy wszyscy przeciwko mnie, gdy wokoło podnosi się burza oburzenia i zarzutów, gdy okoliczności nawet pozornie wrogie moim zamiarom, wtedy pytam się samego siebie, jak by matka kazała mi w tym przypadku postąpić i czynię to, co uważam za jej prawdopodobne zdanie, za jej wolę, już nie oglądając się na nic”.
Maria z Billewiczów Piłsudska miała największy wpływ na edukację domową dzieci. Poznawanie literatury polskiej, a w szczególności poezji Juliusza Słowackiego, opowiadanie oraz czytanie książek o znamienitych dziejach narodu i państwa Polskiego w przeszłości – budziło w młodych umysłach nadzieje, że kiedyś Polska wróci do dawnej świetności. Maria swoją postawą oddawania hołdu Powstańcom Styczniowym miała przemożony wpływ na młodego Józefa, który w właśnie Powstaniu, choć przegranym, znajdował wskazówki na przyszłość. Wykorzystał je kiedy sam budował formację zbrojną, zdolną do skutecznej walki o odzyskanie niepodległości.
Najważniejsze było, co potem wielokrotnie podkreślał, utworzenie formacji narodowej, a więc złożonej z przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, świadomych zadania odbudowy Polski. Obok matki istotnym elementem kształtowania postawy młodego Piłsudskiego była lektura: „Najwyższe wrażenia sprawiały na mnie książki opisujące byt narodów klasycznych – Greków i Rzymian. Prawdopodobnie dlatego, że były przepełnione szczegółami walk za Ojczyznę i opisami bohaterskich czynów. Oprócz tego byłem rozkochany w Napoleonie i wszystko, co się tego bohatera dotyczyło, przejmowało mnie wzruszeniem i rozpalało wyobraźnię. Wszystkie zaś marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja”.
Często posiłkował się poezją Słowackiego, szczególnie „Beniowskim” i „Królem Duch”, znajdując w nich natchnienie do pracy. A gdy niepodległość Polski stała się faktem, Piłsudski był inicjatorem sprowadzenia prochów poety i złożenia ich na Wawelu wśród królów, „którym poeta był równy”. Oprócz poezji Słowackiego, często gościła u Marszałka literatura historyczna, przede wszystkim Trylogia Sienkiewicza, której fragmenty Piłsudski cytował.
Starszy brat Józefa, Bronisław, także wychowany w patriotycznym duchu, angażował się w działalność podziemnych struktur socjalistycznych. Brał udział w przygotowaniu zamachu na cara Aleksandra III, za co został skazany na karę śmierci, zamienioną na 15-letnie zesłanie na Sachalin. Tam dał się poznać jako znakomity badacz – etnograf, który z innym polskim zesłańcem, Wacławem Sieroszewskim, zajmowali się badaniami kultury ludu Ajnów na wyspie Hokkaido.
Na pięcioletnie zesłanie do Irkucka trafił także Józef. Powróciwszy w 1892 roku do Wilna, zaangażował się w niepodległościowy ruch socjalistyczny. Jak pisał po latach: „kto nie był buntownikiem za młodu, ten będzie świnią na starość”. Istotnie, rogata dusza, jaką niewątpliwie był w młodości przyszły Marszałek, wzywała go do ciągłych działań. Wspominał, jak „w dzieciństwie moim ciągle szeptano mi w uszy tzw. mądre przysłowia – Nie dmuchaj pod wiatr!, Głową muru nie przebijesz!, Nie porywaj się z motyką na słońce! Doszedłem potem do wniosku, że silna wola, energia i zapał mogą te właśnie zasady załamać. I obecnie, kiedy stoimy wobec wielkich zadań dalszej budowy państwa polskiego, właśnie potrzeba nam ludzi, którzy potrafią tej starej mądrości tych przysłów się przeciwstawić.”
„Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża mi, jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. […] To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. […] Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kierują, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa” – pisał w 1908 roku w liście do swego towarzysza walki Feliksa Perla. To ważna data w życiu Piłsudskiego, nazywanego przez partyjnych towarzyszy „Ziukiem”. W tym właśnie czasie z „Ziuka” wyrósł towarzysz „Wiktor”.
Pseudonim przyjął na znak walki do zwycięstwa – Victorii. Wtedy nastąpił ważny moment w życiu młodego działacza, który zaangażował się w tworzenie oddziałów zbrojnych będących zalążkiem przyszłego wojska. „Żołnierka” zaczynała odgrywać coraz większą rolę. Odrzucał głosy przeciwników politycznych (m.in. Romana Dmowskiego), którzy przestrzegali przed tego typu działaniami. „Ilekroć słyszę te głosy rozsądku i trzeźwości, ilekroć spotykałem się z tymi zarzutami romantyzmu, poezji, tylekroć chcę zawołać w odpowiedzi: a jednak ten romantyzm, ta poezja, to szaleństwo zwyciężyły!”
Postawił na tworzenie wojska w Galicji, będącej pod panowaniem monarchii habsburskiej. Tej samej, która była zespolona z cesarstwem niemieckim. Patrzył perspektywicznie, jak na męża opatrznościowego, polityka wielkiego formatu, przystało. Jedynie Austrio-Węgry mogły dać szansę stworzenia polskiej formacji zbrojnej bez zbytniego narzucania politycznego kagańca i z zachowaniem odrębności dowodzenia. Zarzucano mu wówczas, że zbytnio fraternizuje się z Niemcami. Odpowiadał: „Ja nikomu prawie nie wierzę, a cóż dopiero Niemcom”.
W tamtych realiach tylko wojska państw centralnych były zdolne do przepędzenia Rosjan z ziem Królestwa Polskiego. Francja i Anglia, by nie zrazić rosyjskiego sojusznika, nie dawały Polakom żadnych nadziei na odbudowanie niepodległości. Kiedy aktem 5 listopada 1916 roku cesarze niemiecki i austriacki obiecali utworzyć Królestwo Polskie, nastąpiło umiędzynarodowienie sprawy polskiej. Od tego momentu ruszyła międzynarodowa „licytacja polskiej niepodległości” – kto da więcej. To, co zaczął Piłsudski realizować w 1914 roku, wyruszając z legionistami do boju, zaczęło przynosić efekty.
Piłsudski od samego początku kalkulował realistycznie – państwa centralne mają wypędzić Rosjan z Królestwa, same zaś potem poniosą klęskę w walce z Zachodem. Polskie formacje zbrojne, zachowując niezależność, staną się potrzebną siłą, zdolną prowadzić walkę z dotychczasowymi sprzymierzeńcami, będącymi w istocie okupantami ziem polskich. Pisał po latach: „Nie rozpacz, nie poświecenie mną kieruje, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa”. I dalej: „Jestem żołnierzem. Kocham żołnierkę i byłem tym, któremu los pozwolił w wielkiej wojnie światowej, gdy wielkie, olbrzymie państwa rzuciły na kartę miliony ludzi, miliardy pieniędzy, cały przepych nowoczesnej techniki, któremu los dał szczęście, żem nie miał w imieniu Polski zginąć w tym tłumie, żem wzniósł ubogi, maleńki domek żołnierza polskiego i nad nim postawił i wywiesił sztandar polski”.
Sprawy wojskowe przedkładał nad inne. Czynił tak, bo kwestia obronności w tamtym czasie była najważniejsza. Jego przeciwnicy polityczni, czy to świadomie czy nie, odczytywali te wojskowe zainteresowania jako przejaw dyktatorskich ambicji. On sam odżegnywał się od tego: „Czyż trzeba być dyktatorem? Jestem człowiekiem silnym, lubię decydować sam. Ale gdy patrzę na historię mojej ojczyzny, nie wierzę – naprawdę – aby można było rządzić w niej batem. Nie lubię bata”. „Nie jestem za dyktaturą w Polsce. Inaczej wyobrażam sobie głowę państwa: trzeba, aby miał on prawo szybkiego powzięcia decyzji w zagadnieniach tyczących interesu narodowego.”
Tymczasem rola prezydenta, jaka została określona w konstytucji marcowej, takiej decyzyjności głowie państwa nie dawała. W efekcie prace nad budowaniem struktur państwa, które zapewniałyby jego sprawne funkcjonowanie, szły topornie. A przecież wszystkim ówczesnym zależało na tym, co Piłsudski określił jako zasadę niepodległej Polski: „Chcemy Polski niepodległej, abyśmy tam mogli urządzić życie lepsze i sprawiedliwsze dla wszystkich.” I dalej: „Ziemia ta sama rozstrzygnie, jak żyć ma, jakim prawem się rządzić”. Tymczasem pierwsze lata niepodległej Polski to lata walk partyjnych, walki na słowa i puste deklaracje. Jak Piłsudski widział ten stan? „Polska musi unikać ryzykownych eksperymentów. Ryzykanctwa lewicy i prawicy są w równowadze u nas, czego dowodzi ta słaba większość, wskutek której uchwala się ustawy. Nie polityką partyj Polska może się dźwignąć.”
Pogłębiające się walki partyjne prowadziły do destabilizacji państwa i dalszych podziałów w społeczeństwie. Marszałek pisał o „podzieleniu na kilka rodzajów Polaków, że mówimy jednym językiem, a inaczej nawet słowa polskie rozumiemy, żeśmy wychowali wśród siebie Polaków różnych gatunków, Polaków z trudnością się porozumiewających, Polaków tak przyzwyczajonych do życia według obcych szablonów, według obcych narzuconych sposobów życia, żeśmy prawie za swoje uznali, że wyrzec się ich z trudnością możemy.” A tymczasem: „Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętnie ucho, no i języki, nie gdzie indziej, jak w Polsce.”
Czy te słowa nie przypominają czegoś? Czy nie mają one odniesienia do obecnej sytuacji?
Piłsudski wiele sił i czasu poświecił na zbudowanie systemu federacyjnego z ludami mieszkającymi za naszą wschodnią granicą. W tamtej rzeczywistości federacja z narodami, które dążyły do własnej niepodległości, mogła stanowić realny i faktyczny system bezpieczeństwa w tej części Europy. Tym bardziej, że inne państwa, z którymi Polska sąsiadowała, może poza Rumunią i Węgrami, nie były nastawione przyjaźnie. A Zachód? Piłsudski nie miał wątpliwości, że to sojusze odległe i „bezsensownym jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwie w stosunki zagraniczne zachodnie dlatego, ponieważ tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie Zachodowi w d..ę”. Anglia nie wchodziła w rachubę, odseparowana od kontynentu kanałem i własnym przeświadczeniem o zachowaniu wątpliwego, jak się wkrótce okazało, stanu „równowagi europejskiej”. A Francja? Oto znamienne zdanie Marszałka Piłsudskiego na jej temat: „Francja ma pieniądze, ale nie chce się bić. Polska nie ma pieniędzy, a chce się bić. Więc dajcie nam pieniądze, a będziemy się bić za was”. Niestety, we Francji w okresie międzywojennym nie było polityka tej miary, jakim był Napoleon, tak mocno ceniony przez Piłsudskiego. Pozostawała zatem konieczność zbudowania od podstaw własnego systemu bezpieczeństwa, z możliwością odstraszania ewentualnych agresorów. Taki system wynikał z polskiej tradycji historycznej: „Przyniesienie wolności ludom z nami sąsiadującymi będzie chlubą mego życia, jako męża stanu i żołnierza. Znam więzy historyczne, które je z nami łączą, wiem, że więzy te zacieśniały się nieraz po rozbiorze Polski. Oswobadzając tych uciśnionych, chcę tym samym zatrzeć ślady rozbioru. Przywiązać ich do Polski przemocą – nigdy w życiu! Byłoby to odpowiadać nowymi gwałtami na gwałty popełnione w przeszłości”.
Różne powody sprawiły, że federacja nie powstała. W kilka lat po śmierci Marszałka doszło do bestialskich aktów ludobójstwa na Polakach ze strony Ukraińców, którym zamarzyła się nacjonalistyczna Ukraina spod znaku tryzuba. Także Litwini odwrócili się od wspólnej federacji z Polską, co było konsekwencją zajęcia przez Polaków Wilna. A później, te same narody – ukraiński i litewski, stały się pożywką najpierw dla niemieckiego, a potem sowieckiego totalitaryzmu.
Aktualnym przesłaniem Pierwszego Marszałka Polski są jego słowa: „Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym”. I dalej: „Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo. Zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska. Kto chce, ten może, kto chce, ten zwycięża, byle chcenie nie było kaprysem lub bez mocy”. W tej walce ważne jest poszanowanie tradycji, własnej przeszłości, znajomość historii. Marszałek tak pisał: „Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium” oraz „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości.”
To ważne ostrzeżenie w czasach, kiedy coraz częściej demonstrowane jest lekceważenie własnej przeszłości, choćby poprzez ograniczanie lekcji historii w szkołach, w imię ideologicznych interesów, sprzecznych z polską racją stanu.